piątek, 22 maja 2015

BlaskTV: "Serena"




          Ekranizacja książki Rona Rasha o tym samym tytule przyciągnęła moją uwagę przede wszystkim z powodu głównych aktorów. Kojarzę Jennifer Lawrence i Bradleya Coopera z "Poradnika pozytywnego myślenia". Stworzyli tam zgrany duet, wiedziałam więc, że mogę się wiele po nich spodziewać. Tym bardziej, iż historia, w której mieli zagrać wydawała się bardzo interesująca.
          George i Serena Pembertonowie osiadają w Karolinie Północnej. Wykorzystując naturalne zasoby lasów, rozwijają imperium składów drewna. Serena, dzięki swojej przedsiębiorczości i kierowniczym umiejętnościom, może dorównać każdemu mężczyźnie w zarządzaniu posiadłością i majątkiem. Wspólnie z mężem stanowią znakomitą parę, której nic nie jest w stanie przeszkodzić w realizacji wspólnych planów i ambicji. Niebawem małżeństwo spotyka tragedia: Serena roni swoje pierwsze dziecko, a w efekcie staje się bezpłodna. Po tym ciosie, kobieta nie może znieść widoku nieślubnego syna George'a i jego matki. Postanawia więc się ich pozbyć...
          Miłość łączącą Pembertonów można porównać do ognia. Jednak nie do kontrolowanego i okiełznanego ogniska, a do nieposkromionego i gwałtownego pożaru. Namiętność między nimi to kwestia niepodważalna, widać było, że działają na siebie jak magnes. Ze smutkiem i niepokojem obserwowałam jak ów pożar ich spala, a tragedia, która ich dotknęła pustoszy serca. 


          Serena to kobieta piękna, pewna siebie, zdolna i doświadczona. Pod swoją zachwycającą powierzchownością kryła jednak bardzo bolesną ranę. Szaleńczo kochała męża, którym swobodnie manipulowała. Utrata dziecka ją złamała. Rozpacz popchnęła ją w szaleństwo. Widząc syna George'a wpadała w furię, jego widok ranił jej oczy. Tak bolało ją istnienie tego dziecka, że MUSIAŁA się go pozbyć. Nie widziała żadnego innego wyjścia z tej sytuacji. 
          George miłość swojej żony oddawał jej w pełni. Pozwalał, aby nim manipulowała. Dla ochrony ich bytu, dopuścił się potwornego czynu. Bolało go, że Serena poroniła, nigdy jednak nie dał jej tego odczuć wprost. Czuł wyrzuty sumienia z powodu swojego nieślubnego dziecka i jego matki. Trudna nie zauważyć tego, jak żałował, że od początku nie był blisko swojego syna. Bardzo pragnął rodziny, co Serena czuła. 
          Pembertowie napędzani uczuciem do siebie, ambicją i strachem robili straszne rzeczy. Bez skrupułów pozbywali się ludzi, którzy im zagrażali. Jednak kiedy Serena za plecami George'a, próbuje skrzywdzić jego syna, okazuje się, że to dla niego za wiele. Coś w ich związku pęka, a płomienna miłość, ten piękny pożar, ich spala. W zgliszczach natomiast zadomawia się nienawiść i gorycz. 


          Grze aktorska jest dobra. Wiedziałam, że Bradley Cooper i Jennifer Lawrence to wspaniali aktorzy, spodziewałam się więc, że bez problemu mnie przekonują. Nie było tak do końca. Co prawda nie mogę napisać, że nawalili. Widziałam, co chcą mi przekazać. Nie obyło się jednak bez zgrzytów. Zdarzało się, że miałam wrażenie, iż Jennifer oraz Bradley nie bardzo wiedzą, jak coś zrobić. Wydaje mi się, że w niektórych aspektach się gubili i zwyczajnie nie wiedzieli, jak to ugryźć. Lawrence miała szczególnie interesującą rolę i zdarzało się, że obserwowałam ją ze szczerym napięciem. Pytanie brzmi, czyja to wina. Aktorów? A może to reżysera, który nie zdołał ich poprowadzić? Nie wiem, jednak nie zawsze wszystko grało. 
          Genialnie na potrzeby filmu odtworzono Karolinę Północną z XIX wieku. W czasie oglądania zauroczyły mnie zachwycające widoki. To przepiękne miejsce. Z ogromną przyjemnością syciłam oczy wspaniałymi kardami i zdjęciami. Serce się ściska na myśl, że bohaterowie wycinali te bogate i dumne lasy. Cała scenografia i kostiumy idealnie oddawały klimat i sprawiały, że czułam się, jakbym obserwowała wydarzenia rzeczywiście mające ówcześnie miejsce. 
          "Serena" to film o żądzy władzy i dążeniu do celu po trupach - dosłownie. Jednak nie tylko. Opowiada on także o wielkiej miłości, którą wyniszczyła walka o rzeczy materialne i o cierpieniu. Uczymy się z niego, że nie na wszystko mamy wpływ, a pieniądze i władza niekoniecznie przyniosą nam szczęście. Banał, można powiedzieć. I rzeczywiście tak jest, jednak jednocześnie należy przyznać, iż to banał, który zupełnie nie stracił na wartości i prawdzie w nim zawartej nie można zaprzeczyć. Jeśli lubicie tego typu historie to film Wam polecam. Nie zamierzam się zarzekać, że jest to dzieło, które zapada w pamięć do końca życia, jednak z pewnością warto "Serenę" obejrzeć. 


Tytuł: Serena
Reżyseria: Susanne Bier
Scenariusz: Christopher Kyle
Produkcja: Czechy, USA
Gatunek: dramat
Premiera: 6 lutego 2015 (Polska),  
           13 października 2014 (świat)
Ocena: 6/10