piątek, 3 kwietnia 2015

Zygmunt Miłoszewski - "Domofon"




          Czy mieszkanie w bloku jest fajną opcją? Może wścibscy sąsiedzi i kupy na wycieraczce nie są jedyną uciążliwością blokowisk. Wiecie kto mieszka za ścianą? Co byście zrobili, gdyby okazało się, że miła staruszka, od której pożyczyliście wczoraj klucze nie żyje od 70 lat, a Wasz blok by Was uwięził?
          Do paskudnego bloku na Bródnie wprowadza się dwoje młodych ludzi, świeżo poślubieni Agnieszka i Robert, którzy przyjechali do stolicy z prowincji, by zacząć lepsze życie. Ich pierwszy dzień w nowym miejscu nie zaczyna się jednak zbyt dobrze: na zalanej krwią klatce schodowej leży człowiek bez głowy... Ale to dopiero początek koszmaru. Groza narasta, aż w końcu blok dosłownie zamyka się, więżąc wewnątrz bezradnych mieszkańców. Czy to tylko zbiorowa histeria, czy też działa ciążąca na tym miejscu klątwa?
Zagadkę usiłuje rozwikłać trójka bohaterów: Agnieszka, której mąż ulega mrocznym siłom czającym się w bloku, dziennikarz alkoholik Wiktor, który zmaga się z własną traumatyczną przeszłością, i skłócony z rodzicami maturzysta Kamil. Czego dowiedzą się o strasznym domu i o samych sobie?                 Zygmunt Miłoszewski ostatnimi czasy stał się bardzo popularnym i szanowanym pisarzem. Zaintrygował mnie, dlatego postanowiłam sprawdzić, co w trawie piszczy. Nie lubię zaczynać od końca, czy środka, więc do moich rąk trafił debiut autora, który - jak słyszałam - jest bardzo dobry. Nie jestem pewna czy właśnie tak określiłabym "Domofon". 
          Trzeba przyznać, że jest to dobrze napisana książka. Szczególnie jeśli chodzi o płaszczyznę techniczną. Czytając nie miałam tej pozycji absolutnie nic do zarzucenia. Fabuła jest ciekawa, pozytywnie zaskoczył mnie pomysł zaklętego bloku, choć powód całej tej sytuacji niespecjalnie mnie zachwycił - spodziewałam się czegoś oryginalnego, ale nie uważam, aby można było to uznać za minus. 
          Bohaterowie są różnorodni. Mają zalety, ale i wady. Nie są to osoby, które na łeb na szyję, nie oglądając się na nic, rzucą się, aby uratować świat. Boją się. Boją się tego, co się dzieje i jest to absolutnie naturalne. Sama jestem mieszkanką bloku i bez trudności wyobraziłam sobie, iż jestem postawiona w takiej samej sytuacji - najpewniej uczepiłabym się mamy, jak mała dziewczynka i za żadne skarby nie otworzyłabym oczu, aż to wszystko się skończy. Z trwogą w sercu schodzę do swojej piwnicy, a jest ona całkiem schludna i nie przypomina katakumb. Moja wyobraźnia jednak potrafi z nieszkodliwego jamnika zrobić piekielnego ogara. 


"Agnieszka poczuła mrowienie. A więc tak to wygląda, kiedy włosy stają na głowie? Przestała nucić, przycisnęła do siebie siatkę i cofnęła się w kierunku metalowych drzwi wejściowych, nie mogąc oderwać wzroku od kłódki. Dzyń, dzyń - jak mały dzwoneczek. 
Piąte piętro. [...]
Wiedziała, że jest tu sama. Wiedziała, że kimkolwiek - lub czymkolwiek - jest jej towarzysz, bez wątpienia nie jest dobry. Wiedziała, że to się zbliża, że jest coraz bliżej szpary w drzwiach. Chciała odwrócić głowę, ale nie mogła. Czuła, że zła siła trzyma ją i otwiera przemocą powieki, żeby musiała zobaczyć. Żeby nie mogła uciec. 
Szóste piętro. 
Przecież można tu wysiąść! Wystarczy wcisnąć STOP! Nie odrywając oczu od drzwi w głębi kabiny, nacisnęła czerwony guzik. Trzykrotnie, raz za razem. Winda bezszelestnie jechała dalej. Oczy Agnieszki - których nie mogła zamknąć i którymi nie mogła zamrugać - wypuściły dwie łzy bezsilności. 
W przedziale towarowym coś się poruszyło. Nie widziała jeszcze tego, ale wyraźnie usłyszała ruch. Boże, spraw, żeby to były zwidy, pomyślała, halucynacje, niech będzie najgorsza choroba, tylko niech to się przestanie dziać. Niech to nie będzie naprawdę. Niech on wytrzyma w swojej kryjówce jeszcze przez chwilę, jeszcze tylko jedno piętro. Niech to zaśnie, błagam.
Siódme piętro. 
Coś w środku oparło się o drzwi. Oba skrzydła z politurowanej płyty zaczęły się uchylać, szpara między metalowymi kątownikami, którymi były obite krawędzie, rozszerzyła się do kilku centymetrów. Kłódka głośno zadzwoniła. Agnieszka zmrużyła oczy, żeby nie widzieć, co jest w środku, ale nie udało jej się ich zamknąć. To halucynacje, to tylko halucynacje..."

          Bardzo mi się podoba, że dość długi czas nie wiemy, o co chodzi, tak samo jak bohaterowie. Dzieją się dziwne rzeczy, a my razem z postaciami staramy się dowiedzieć, co się, do cholery, dzieje. Zdarzyło mi się spotkać z książkami, w których wyjaśnienie pojawiało się niemal na początku, dalej jedynie pojawiały się jakieś "istotne" szczegóły, które nam to wyjaśniają i rozbudowują. W "Domofonie" miałam czas na gdybanie, myślenie i analizowanie - super. Jednocześnie jednak trzeba było chwilę zaczekać, aż akcja się rozkręci. 
          Spotkałam się gdzieś z opinią, gdzie jej autor stwierdził, że śmiał się do łez w czasie czytania. Przyznaję, że zdarzyło mi się uśmiechnąć, bo miały miejsce jakieś zabawne sytuacje w książce, ale nie ma co przesadzać. To nie jest komedia i wątków komediowych nie ma co oczekiwać. 
          Dla mnie negatywem "Domofonu" było niskie natężenie grozy. Nie przeczę temu, że są osoby, które rzeczywiście poczuły, jak im włoski stają na karku, a skóra cierpnie - ja do nich nie należałam. Tak jak wspominałam - trudno jest przebić moją wyobraźnię. Zygmuntowi Miłoszewskiemu to się nie udało. Osobiście, poza jedną czy dwiema scenami, elementów horroru nie dostrzegałam, a na to się nastawiłam, Sądzę, że inaczej bym tę książkę odebrała, gdybym nie nastawiła się na mrożącą krew w żyłach historię. Dodam tylko taką małą dygresję, że ja zawsze bałam się jeździć windami. Za nic im nie ufam.
          Zakończenie było chyba najbardziej rozczarowujące. Nawet nie dlatego, że pewne rzeczy przewidziałam. Najgorszy był brak, że się tak wyrażę, przytupu. Ot, koniec - tyle. No nieeeeeeeee, no nieeeeeeeee, no nieeeee. Jak to tak? Oczekiwałam czegoś więcej. 
         "Domofonu" nikomu nie odradzam, bo jest to dobra książka. Osobom, które ta pozycja ciekawi, doradzam jedynie, aby nie spodziewały się, że będą budziły się w środku nocy zlane potem i z krzykiem na ustach. Szczególnie jeśli macie silne nerwy, bo czytelnicy troszkę bardziej lękliwi mogą się bać. Liczę na to, że kultowe "Miasteczko Salem" zrobi na mnie większe wrażenie. 



Autor: Zygmunt Miłoszewski
Tytuł: Domofon
Wydawnictwo: W.A.B
Data wydania: 26 października 2013
Ilość stron: 304
Ocena: 6/10

Za udostępnienie egzemplarza bardzo dziękuję księgarni:
 bonito.pl


źródło opisu: www.wab.com.pl