piątek, 17 kwietnia 2015

Tanya Huff - "Cena krwi"





          U mnie ponownie WAMPIRY! Faza na tę tematykę już mi minęła, ale wciąż zdarza mi się sięgnąć po książki, gdzie te krwiożercze stworzenia występują. Korzystając z odpowiedniego nastroju na takie historie, postanowiłam jeszcze przez jakiś czas pomęczyć ten temat na blogu. Dzisiejsza recenzja dotyczy pierwszego tomu cyklu, który już jakiś czas temu wpadł mi w oko.
          Vicki Nelson od niedawna jest prywatnym detektywem. Musiała zrezygnować z ukochanej kariery policjantki z powodu choroby oczu. Teraz musi dostosować się do nowego porządku rzeczy. Tymczasem dochodzi do serii krwawych i bestialskich morderstw; to właśnie Vicki znalazła pierwszą ofiarę. To zdarzenie wciągnie ją w sam środek tej niezwykłej sprawy, której badanie odsłoni ekspolicjantce prawdę skrytą w cieniach nocy.
           Nie ma co czarować. Nie zapowiada się, aby cykl o Victorii Nelson był jakimś wielkim odkryciem - to po prostu kolejny paranormal romance. Przyznam jednak, że po zobaczeniu okładki spodziewałam się czegoś mniej... wyeksploatowanego. Pomyślałam sobie: "Kurczę! Na okładce nie ma żadnej wymalowanej lali! Może mnie ta lektura czymś zaskoczy...". Cóż, nie padłam na ziemię porażona, ale dostrzegłam kilka fajnych elementów, które sprawiły, że nie mam o tej książce negatywnego zdania.
          Tym, co ostatecznie odwiodło mnie od skreślenia tej serii, była kreacja głównej bohaterki, a właściwie kilka jej cech, które nas łączą. Przede wszystkim ja także noszę okulary! Co prawda nie cierpię na tak poważne schorzenie, jak Vicki, ale doskonale rozumiem, jak to jest patrzeć i nie do końca widzieć... Po drugie, podobnie jak ona, jestem dość wysoka. Również mierzę ponad 170 cm i jestem przyzwyczajona do tego, że nie mam kłopotów, aby spojrzeć komuś w oczy. Kiedy w książce przeczytałam, że Vicki czuje irytację przebywając z wyjątkowo wysokimi ludźmi, niemal mnie całkiem kupiła. Ja również jestem przyzwyczajona do tego, iż nie muszę zadzierać głowy rozmawiając z kimkolwiek, więc kiedy spotykam osoby sporo od siebie wyższe, czuję się dziwnie nieswojo. Ekspolicjantka ma tak samo, trudno więc abym się nie uśmiechnęła w trakcie czytania i nie poczuła choć cienia sympatii.
          Następnym pomysłem, który mnie kompletnie rozwalił, było wybranie zajęcia dla naszego wampira. Nosferatu to zazwyczaj obrzydliwie bogaci biznesmeni, robiący miliony z najbogatszymi ludźmi na świecie. Natomiast w "Cenie krwi", Henry jest pisarzem. I to nie byle jakim! To nieślubny syn Henryka VIII, który pisuje... HARLEQUINY! Moja mama byłaby zachwycona. :P Tak więc: wampir, królewski bękart i autor romansideł. Musicie przyznać, że Henry Fitzroy to interesująca postać. 
          Oczywiście uwierała mnie schematyczność fabuły. Nie uważam także, aby dobrym pomysłem było już w pierwszym tomie odsłonienie przeszłości Henry'ego. Fajnie by było odkrywać ją po kawałku, a tutaj już na samiutkim początku wiemy niemal wszystko.
          Kolejno bardzo nie spodobało mi się to, że czytelnik od pierwszych rodziałów miał świadomość, kogo Vicki i Henry szukają. Autorka podała to nam na srebrnej tacy. Oczywiście nie oczekuję, że w tego typu książce spotkam się z oszałamiająco skomplikowanym i trudnym do rozszyfrowania wątkiem kryminalnym. Jasne, najpewniej każdy czytelnik, z choćby znikomymi umiejętnościami wnioskowania i analizowania, prędzej czy później domyśliłby się, jak to wszystko się potoczy, ale mimo to mam autorce za złe, że pozbawiła nas tego przywileju.
          O samym śledztwie wiele napisać się nie da, w końcu wszystko od samego początku było dla nas jasne, a Vicki i Henry nie zaimponowali mi właściwie niczym; ani przenikliwością,  skutecznością, zdolnościami, ani nawet zaciętością. Niespecjalnie mnie także ten wątek wciągnął.
          Za duży plus traktuję także to, że Vicki i Henry nie rzucili się na siebie z miejsca. Czują jakiś pociąg, jest pewne napięcie seksualne, ale na razie trzymają się na dystans. Do tego dochodzi jeszcze nietypowy związek Vicki i Mike'a  Celluciego - równie wyśmienitego policjanta.
          "Cena krwi" jest poprawnym przykładem swojego gatunku, wzbogaconym o parę fajnych komediowych elementów. Kreacja wampirów nie jest zbyt trafiona, a wątek, na którym akcja została oparta nie należy do najlepszych. Tę książkę jednak czyta się sprawnie; szybko i nawet przyjemnie. Czytelnicy ze słabością do takich historii nie powinni specjalnie narzekać, a tym, którzy się nie rozsmakowują w tym gatunku, polecam sięgnąć po coś innego.



 Autor: Tanya Huff
Tytuł: Cena krwi
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 263 maja 2009
Ilość stron: 396
Ocena: 4/10