piątek, 6 marca 2015

Victoria Aveyard - "Czerwona królowa"

       


POWSTANIEMY. CZERWONI NICZYM ŚWIT.

          Oto świat, w którym kolor krwi decyduje o tym, kim jesteś. Jeśli w twoich żyłach krąży srebrny płyn, jesteś panem. Jednak jeżeli jest on szkarłatny, należysz do niewolników. Hierarchia wydaje się być bardzo klarowna. Więc co się stanie, jeśli do końca nie wpasowujesz się do żadnej z tych grup? Kim jesteś?
          Mare Barrow jest Czerwoną. Żyje w małej, biednej wiosce, w warunkach niegodnych człowieka. Para się złodziejstwem, gdyż lepkie ręce są jej jedynym atutem. Tylko w ten sposób może pomóc rodzinie. Mare nie ma żadnego zawodu, dlatego też po ukończeniu 18 lat musi wyjechać na wojnę, ciągnącą się od lat. Jej los odwraca się jednak, kiedy spotyka Cala. Chłopak załatwia Mare pracę, i tym samym uwalnia ją od obowiązku wojennego i zapewnia możliwość wspomożenia rodziców uczciwie. Niespodziewanie ma miejsce pewien incydent, który odkrywa niezwykłość Mare i pociąga za sobą pewne konsekwencje. Dziewczyna nagle zostaje wrzucona w sam środek śmiertelnie niebezpiecznej dworskiej intrygi. Sytuację w kraju podgrzewa ponadto Szkarłatna Gwardia walcząca o uciśnionych Czerwonych. Jaką rolę przyjdzie Mare odegrać w tym przedstawieniu?
          W ostatnim czasie dystopie są bardzo na topie (:P). Wspominałam przy okazji recenzji "Mrocznych umysłów", że "Igrzyska Śmierci" dla mnie były wielkim odkryciem. Następne książki, napisane w tym tonie nie robiły już takiego wrażenia, ponieważ nie były już czymś nowym, zaskakującym czy ciekawym. Traktowałam je jako konsekwencje sukcesu IŚ. Są to, co prawda, całkiem przyjemne "reperkusje", ale brakuje im już tej świeżości. I o ile "Niezgodna" kompletnie mnie rozczarowała, to pierwszy tom serii pani Bracken nastawił mnie dość optymistycznie. Pochylając pokornie głowę wyznam, że na "Czerwoną Królową" rzuciłam się z powodu prześlicznej okładki. Tak, tak, znam to bardzo popularne powiedzenie, którego nie muszę przytaczać, bo wiemy o co chodzi, jednak nic nie zmieni faktu, że jestem estetką i uwielbiam piękne rzeczy. Pozostaje mi się tylko modlić o to, aby zawartość była równie obiecująca.
          Na tę książkę nie byłam szczególnie nakręcona. Paliła mnie ciekawość, to fakt, ale poza tym podeszłam do tej lektury dość chłodno. Ba, początek nawet trochę mnie zraził. Czemu? Nietrudno  dostrzec podobieństwa do "Selekcji" Kiery Cass. Z czystym sercem jednak mogę Wam oświadczyć, że "Czerwona królowa" przewyższa tę serię, a przynajmniej jej pierwszy tom, bo tylko ten czytałam.        
          Fabuła jest ciekawa. Pomysł podziału społeczeństwa z uwagi na kolor krwi, bardzo mnie zaskoczył. Niewątpliwie jest to ciekawa koncepcja. Ponadto w książce występuje wyraźny wątek fantastyczny, a w Norcie panuje monarchia. Już tylko to, sprawiło, że do lektury podeszłam bardzo entuzjastycznie. Nie zrozumcie mnie źle - demokracja ma swoje zalety, ale prezydent nie robi takiego wrażenia, jak koronowana głowa. To jednak nie wystarczy, by napisać dobrą książkę. Jak więc Victoria Aveyard poradziła sobie z pozostałymi, nie mniej ważnymi, aspektami?

"Nie wiem, jak miałoby do tego dojść – mówi cicho – ale mam nadzieję, że pewnego dnia zostaniesz królową. Wyobraź sobie, czego wtedy mogłabyś dokonać. Czerwona królowa."

          Muszę opowiedzieć Wam o głównej bohaterce, którą UWIELBIAM! Nie mogę wyjść ze zdumienia, że w końcu jakaś autorka zdecydowała się zrezygnować z szablonu szarej myszki, która ciągle jęczy, o niczym nie ma pojęcia, potyka się o własne nogi i wciąż ośmiesza, a mimo to ten wspaniały, piękny młodzieniec i tak jest w nią wpatrzony, jak w obrazek. Pewnie, po co oglądać się za pięknymi, zdolnymi dziewczynami, skoro można latać za chodzącym nieszczęściem, w końcu to takie logiczne i seksowne. No i podnosi samoocenę!
          Mare jest inna. Tak, czuje się zagubiona z powodu okoliczności, w których się znalazła, ale jednocześnie jest świadoma swojej sytuacji. Ileż to razy te głupie gąski, robiły coś nierozsądnego i musiały być ratowane? Nie da się tego zliczyć. Mare jednak wie, że musi tańczyć, tak jak zagra jej król i królowa, bo JAWNE nieposłuszeństwo i bunt, mogłaby przepłacić śmiercią swoją, lub swoich bliskich. Najbardziej jednak zaimponowało mi, że ona jest gotowa działać dla większego "dobra". Dobra w znaczeniu bardzo subiektywnym. Osoby, które czytały pewnie wiedzą o czym mówię. Mare musiała zrobić coś, czego nie chciała. Coś, co ją brzydziło i bardzo się jej nie podobało, ponieważ było niemoralne. Ona jednak nie poszła płakać w kąt, nie rozczulała się nad sobą, nie litowała się nad ludźmi, którzy przynieśli jej i jej ludowi tyle złego. Wiedziała, co musi robić, i wprowadzała to w życie.

"Ten świat jest równie piękny, co niebezpieczny. Ludzi, którzy popełniają błędy, po prostu się eliminuje."

          Warto też wspomnieć o wątku romantycznym, który jest bardzo delikatny i subtelny. Z tego powodu znowu muszę przyklasnąć pani Aveyard. Pojawiają się uczucia, jasne że tak, ale przy tym Mare nie traci zupełnie głowy. Wciąż walczy i nie pozwala, aby jej serce wzięło górę nad obowiązkami. Co prawda popełniła karygodny błąd, pokładając zaufanie tam, gdzie nie powinna, ale ja jej za to nie winię - nie da się samemu przetrwać w gnieździe żmij, także szukałabym ludzi, którzy byliby dla mnie wsparciem. Zapomniałabym o najważniejszej zasadzie: "Każdy może zdradzić każdego". Bardzo fajne jest także to, że ten cudowny chłopiec, nie jest jednoznacznie wspaniały. Posiada cechy, za które można go kochać, ale także takie wzbudzające nasze, i przede wszystkim głównej bohaterki, potępienie.

"Prawda się nie liczy. Liczy się tylko to, w co wierzą ludzie."

          Słodziłam, więc teraz czas na minusy. Największym mankamentem "Czerwonej królowej" jest jej przewidywalność. Od początku wiedziałam, kto okaże się zdrajcą. Domyślałam się także na czym polega wyjątkowość Mare i skąd ona się wzięła. Domyśliłam się również, jak wywinie się śmierci. Nie sądzę, abym posiadła porażający i superprzenikliwy zmysł detektywistyczny, co oznacza, że każdy czytelnik bez trudu odgadł, jak potoczy się akcja. Czy zepsuło mi to zabawę? Nie, ale lubię być zaskakiwana.

"Taka jest nasza natura - powiedział Julian. - Niszczymy. To cecha charakterystyczna ludzkiego rodzaju. Niezależnie od koloru krwi, zawsze upadamy."

          Mimo tego, że "Czerwona królowa" nie jest wielkim odkryciem, bo podobnych książek jest już wiele, i nie wbija w fotel szokującymi zwrotami akcji, to jest lekturą niezwykle przyjemną. Największym atutem tej pozycji jest bohaterka, która nie doprowadza czytelnika do szału. Wątek romantyczny jest nienachalny, dzięki czemu czas, który spędziłam przy lekturze, nie był urozmaicony napadami mdłości. Przy tym mamy konspirację, powstanie oraz zapowiedź walki, w wyniku której, drogi spłyną srebrno-czerwoną rzeką. Plus przepiękna okładka. Czego chcieć więcej?




Autor: Victoria Aveyard
Tytuł: Czerwona królowa
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 18 lutego 2015
Ilość stron: 488
Ocena: 9/10


Tę książkę miałam przyjemność przeczytać, dzięki uprzejmości księgarni:
 bonito.pl