piątek, 20 marca 2015

Moira Young - "Dzikie serce"




"To, co ci się przydarza, zmienia cię. Na dobre czy złe, jesteś odmieniony na zawsze. Nie ma powrotu. Nieważne, ile łez byś wylał. To się wydaje proste, ale nie jest." 

          Powiada się, że po burzy zawsze wychodzi słońce. W myśl tej sentencji, Saba była przekonana, że po obaleniu okrutnego Vicara Pincha nadejdzie spokój; że osiądzie wraz z rodzeństwem nad urodzajną Wielką Wodą, gdzie dołączy do niej Jack. Nic nie jest jednak takie proste. Na horyzoncie pojawia się nowy wróg, jeszcze silniejszy od poprzedniego, a Jack okazuje się być zdrajcą. Saba jet zmuszona raz jeszcze wyruszyć w nieznane z nadzieją, że uda jej się ochronić bliskich.
          Pierwszy tom "Kronik Czerwonej Pustyni" - "Krwawy szlak" - zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Ciekawy świat przedstawiony, ostra bohaterka i wyjątkowy klimat. Coś, czemu nie można się oprzeć. Ze smutkiem wyznaję, że "Dzikie serce" mnie nie do końca porwało.
          Pierwszą, i jak sądzę największą, wadą tej książki jest brak tej gwałtowności i brutalności, które w smacznej dawce występowały w tomie pierwszym. Brakowało mi także dzikości, której obecność zapowiada tytuł. Może jest to złudne odczucie, ale wydaje mi się, że akcja była zdecydowanie mniej dynamiczna, a treść została zbiedzona o pikanterię.
          Zabolało mnie także, że niegdyś pyskata Saba stała się głupią, roztargnioną, zagubioną w samej sobie dziewczynką. Autorka, ku mojej rozpaczy, spiłowała jej pazury. W efekcie przyszło nam czytać, jak to bohaterka jest zdezorientowana, załamana i ogólnie w rozpaczy. Często zarzucano jej egoizm i może będę w tej opinii osamotniona, ale ja osobiście nic w tym złego nie widzę. Rozumiem i podziwiam altruizm oraz gotowość poświęcenia się dla innych, jednak nie wdaje mi się, aby dbanie o siebie i własne interesy było czym złym, Ostatecznie żyjemy dla siebie. Aczkolwiek jeśli już decydujemy się, że chcemy komuś pomóc i angażujemy się w różnego rodzaju inicjatywy to, na litość Boską, należy mieć przed oczyma swój cel, a osobiste urazy, zatargi i pragnienie zemsty zostawić na później i nie ryzykować powodzenia misji. Natomiast Saba najpierw w coś wchodziła, by później o tym zapomnieć, zająć się własnym tyłkiem, a na koniec poddać się samobiczowaniu, bo w końcu jaka to ona jest zła i samolubna. Jednym zdaniem: Saba mnie męczyła.
          Dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że spora część akcji kręciła się wokół wątku romantycznego, który - moim zdaniem - nie jest zbyt udany. Nie pomogło to, że zaczął tworzyć się trójkąt, a nawet czworokąt - tak, tak, nie przywidziało Wam się - CZWOROKĄT. Przy tym adoratorzy są za mało wyraziści. Powiedziałabym nawet, że zlewają się w jedno. Wszystko to przyduszone jest jeszcze specyficznym klimatem opowieści i oparami tajemnicy. Dlatego trochę trudno jest oddychać.
          I niestety kolejny mankament - postacie. Daruję już sobie rozpisywanie się nad płaskimi charakterami bohaterów - były one niezbyt zgłębione, trudno. Najbardziej uwierało mnie to, że większość z nich była po protu irytująca. W szczególności wiecznie naburmuszony brat bliźniak Saby, Lugh. Od pierwszej, do ostatniej strony miałam tego chłopaka dość. Co dziwne, żadnej postaci nie udało się wzbudzić we mnie sympatii, a zazwyczaj w każdej książce udaje mi się znaleźć faworyta.
          Największą zaletą tej serii jest naprawdę interesujące uniwersum. Moira Young miała ciekawy pomysł i w fajny sposób otworzyła tę trylogię. Ponadto nie można narzekać na akcję; nie potrwała mnie tak, jak w "Krwawym szlaku" - przyznaję, ale nie zwalniała, była żywa i wciąż coś się działo.
          Trudno mi powiedzieć czy polecam. Jeśli czytaliście pierwszy tom, to oczywiście sięgnijcie po kontynuację i sami ją oceńcie, Warto także zapoznać się z "Krwawym szlakiem", jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, bo to ciekawa pozycja. Ze swojej strony deklaruję, że jestem zdecydowana przeczytać tom trzeci i ostatni "Kronik czerwonej pustyni", gdyż żywię nadzieję, iż będzie on bogaty w zalety pierwszej części. Odważnym życzę miłej lektury. :)


Autor: Moira Young
Tytuł: Dzikie serce
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 8 października 2014
Ilość stron: 400
Ocena: 5/10

4 komentarze:

  1. Mi książka spodobała się dopiero za drugim podejściem. Pierwsze było kompletną klapą, i w połowie rzuciłam ją w kąt, lecz gdy trochę odpoczęłam, to bardzo mi się podobała:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio ciągle mi chodzi po głowie ta seria. Bardzo mam na nią ochotę, mimo opinii, że im dalej w las (w nią) tym gorzej... Jak tak czytam to, co napisałaś, to mam wrażenie, że w tej książce jest taki specyficzny klimat, który w tego typu powieściach uwielbiam. :) Póki co, chyba wstrzymam się z zakupem, ale tylko do momentu, w którym upoluję jakąś okazję. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. A mi akurat niedawno Pani z biblioteki dała całą trylogię, ale macie wyczucie co do książek, które mnie interesują, haha. Jednak się jeszcze za nie nie zabrałam, ale nastąpi to już za niedługo. Dlatego darowałam sobie czytanie tej recenzji, żeby nie popsuć sobie pierwszego wrażenia, nie dowiedzieć się o wydarzeniach, czy też się do niej uprzedzić. Być może po przeczytaniu drugiego tomu do niej wrócę. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm, dałabym szanse tej serii, chociaż 100% przekonania do niej nie mam.

    OdpowiedzUsuń