sobota, 14 marca 2015

Cristina Moracho - "Althea & Oliver"


Wyobraź sobie, że pewnego dnia w szkole zaczynasz się źle czuć do tego stopnia, że mdlejesz. Potem się jednak okazuje, że zasnąłeś i nie można Cię obudzić. Nauczyciele oczywiście podejrzewają skutki sięgania po narkotyki. Jednak to nie to, zupełnie nie to. Twoja najlepsza przyjaciółka odwozi Cię do domu. Śpisz. Jeden dzień, drugi, trzeci, tydzień, dwa...i budzisz się dopiero po dwóch miesiącach. Przez ten czas tyle się wydarzyło, pora roku się zmieniła, ludzie się zmienili, a nawet Twoja najlepsza przyjaciółka się zmieniła. Co wtedy byś zrobił? 

Dokładnie taka sytuacja spotkała naszego bohatera, Olivera. Pewnego dnia po prostu zasnął i obudził się po dwóch miesiącach. Żaden lekarz nie potrafi podać przyczyny, ani powiedzieć co mu jest. Pewnego dnia jego mama informuje go o badaniach w Nowym Jorku, które mogą w jakiś sposób mu pomóc. Oliver po dłuższym namyśle postanawia pojechać tam i dowiedzieć się cokolwiek na temat zespołu Kleinego-Levina, na który cierpi. 

Oliver ma przyjaciółkę Altheę, z którą spędza każdą wolną chwilę. Przyjaźnią się od dziecka, świetnie się rozumieją, dobrze razem bawią, powierzają sobie sekrety. Dosłownie wszystko robią razem. Gdzie pojawia się Oliver, za chwilę dostrzec można również Altheę i odwrotnie. Są najlepszymi przyjaciółmi, ale TYLKO przyjaciółmi. A Althea...no cóż, zakochała się w swoim przyjacielu. Jak to jednak w życiu bywa, nie jest to miłość odwzajemniona. 

"Jesteś jak czysta kartka, którą można pomalować dowolnym kolorem."

"Althea & Oliver" zaskoczyła mnie. Nie tego się spodziewałam. Jest to natomiast zaskoczenie zdecydowanie na plus. Spodziewałam się łzawej historyjki o miłości dwójki nastolatków, którzy na drodze do swojego szczęścia spotykają wiele przeszkód. Banalnych bohaterów których pełno, zazdrosnych "przyjaciół", którzy zrobią wszystko, aby podłożyć im kłody pod nogi i traumatycznej historii, która wydarzyła się przed laty i bohaterowie do teraz nie potrafią się z nią pogodzić. Ależ się pomyliłam.
To zupełnie inna książka. Dojrzała i przede wszystkim bardzo prawdziwa opowieść o dorastaniu, przyjaźni, miłości i o tym, że nie wszystko w życiu jest takie, jak być powinno. Ponadto...czasy, w których autorka umieściła akcję powieści - lata 90 ubiegłego wieku. Rzadko zdarza się, aby w tych latach toczyły się wydarzenia zawarte we współczesnych powieściach. Przeważnie są to obecne lata, wszechogarniający Facebook, wolny czas spędzany przed ekranem komputera i wszystko to, z czym spotykamy się codziennie w swoim życiu.  Tutaj jednak możemy przenieść się te 20 lat wstecz gdy wolny czas spędzało się na świeżym powietrzu, słuchało się głównie rocka, wszędzie można było natknąć się na "punkowców". Autorka postarała się i naprawdę dało się wyczuć klimat, który wtedy panował! 
Nie jest to również książka, która głównie skupia się na chorobie Olivera. Tak naprawdę o niej w książce jest naprawdę niewiele. Większą uwagę autorka skupiła się na przemianie Althei, wpływie innych osób na nią samą, jej relacjach z Oliverem i innymi znajomymi i oczywiście sile przyjaźni. 

Powieść była dla mnie swego rodzaju zaskoczeniem i to z kilku powodów. Przede wszystkim zaskoczyło mnie to, że "Althea & Oliver" jest to debiut autorki. Nie sądziłam, że debiuty mogą być aż tak udane. Autorka naprawdę postarała się, włożyła w tą książkę mnóstwo pracy, ale naprawdę opłacało się, ponieważ efekt jest niesamowity. Język i styl, jakim operuje sprawiały, że książkę czytało się w mgnieniu oka. Jest ona wciągająca i trudno się od niej oderwać. 
Ponadto, zero wielkiej, nastoletniej miłości, łzawych historyjek i innych tego typu czynników sprawiły, że książka naprawdę jest wyjątkowa w swoim rodzaju. Również choroba, na którą cierpi główny bohater jest ta sama jak przy wielu innych tego typu powieściach. Gdyby nie ta książka, nawet nie wiedziałabym, że istnieje taka choroba jak zespół Kleinego-Levina. I oczywiście to, że powieść nie jest poświęcona głównie chorobie Olivera uczyniło tę książkę tak dobrą pozycją.
Bohaterowie również nie są banalni i "pozbawieni mózgu". Spotykamy tutaj Altheę - nastolatkę, która popełnia mnóstwo błędów (ale nie jest jak wszystkie inne) i nie zawsze wyciąga z nich wnioski. Potrafi wpaść w kłopoty z zupełnie błahych powodów. Pije, pali, imprezuje, jest zwyczajną, prawdziwą dziewczyną, która zachowuje się zgodnie ze swoim wiekiem. Nie jest ani rozkapryszoną, niedojrzałą dziewczynką, ani również nazbyt dorosłą. Polubiłam ją, to trzeba przyznać. Według mnie jest najfajniejszą bohaterką w całej powieści. Drugim głównym bohaterem jest Oliver, siedemnastoletni chłopak chorujący na dziwną chorobę, której nikt nie potrafi wyleczyć. Nie załamuje się jednak, postanawia wyjechać do Nowego Jorku na badania, w nadziei, że może w końcu uda się mu z niej wyleczyć. Chłopak niczym nie zaskakuje, jest zwyczajnym nastolatkiem, boi się o swoją przyszłość. 

Książka jest naprawdę dobrą pozycją, z którą warto się zapoznać. Jej zdecydowanym plusem jest to, że jest inna niż wszystkie dotychczasowe powieści z tego gatunku oraz te związane z chorobami. Nie znajdziemy tutaj żadnych banałów, natomiast historia tych dwojga na pewno spodoba się Wam i tak jak ja, nie będziecie mogli się od niej oderwać. Polecam serdecznie! 

Autor: Cristina Moracho
Tytuł: "Althea & Oliver"
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 2015 r. 
Ilość stron: 400
Moja ocena: 8/10