piątek, 13 lutego 2015

Philippa Gregory - "Władczyni rzek"

     


          W świecie zdominowanym przez mężczyzn, nie ma miejsca dla ambitnych kobiet. Niewiastom, które ośmieliły się wystąpić z szeregu, chcąc sięgnąć po więcej, gorliwie wypalano napis CZAROWNICA na tyłku. Białogłowy musiały nauczyć się sztuki sugestii i szeptać przekonywająco na uszko. Jeśli chciały rzeczywiście o czymś decydować stawały się niezauważalnym widmem za plecami swego męża, pociągały subtelnie za sznureczki przytwierdzone do jego kończyn, kiedy nikt nie patrzył i obnosiły się z niemądrym grymasem na twarzy, aby nazbyt dokumentnie im się nie przyglądano. Nierzadko rozporządzały potajemnie, przy czym zawsze towarzyszyła im obawa, że zarzucą im czary. Istniała bowiem wówczas opinia, że jeśli kobieta posiada wpływy, z pewnością zyskała je dzięki magii. "Władczyni rzek" to historia o kobietach, które uczą się, jak żyć w świecie mężczyzn, a nawet rzucają im wyzwanie i walczą o siebie i swoją przyszłość.        

"Jest istotą nie z tego świata - rzecze cicho Joanna Luksemburska. - Starała się żyć jak zwykła niewiasta, lecz niektóre niewiasty nie potrafią wieść zwykłego życia. Starała się podążać zwyczajną ścieżką, lecz niektóre niewiasty nie potrafią kroczyć tą drogą. Nasz świat jest światem mężczyzn, Jakobino, a niektóre niewiasty nie potrafią tańczyć, jak im zagra mężczyzna. Pojmujesz?" 

          Piękna Jakobina Luksemburska zwraca na siebie uwagę księcia Bedfordu i zostaje jego żoną. Jest ona potomkinią Meluzyny, czyli wodnej boginki, dlatego zostaje przez swojego męża zapoznana z tajnikami alchemii i czynnie bierze udział w jej praktykowaniu z powodu swoich magicznych umiejętności. Dla niekochanej młodej kobiety, oparciem staje się Ryszard Woodville, który jest wiernym giermkiem jej męża, a także niezwykle przystojnym mężczyzną, zakochanym w niej do szaleństwa. Wkrótce los uśmiecha się do kochanków - Jakobina zostaje wdową i wychodzi za Ryszarda, tym samym popełniając mezalians. Małżonkowie udają się na dwór młodej pary królewskiej, gdzie Jakobina zostaje najbardziej zaufaną dwórką królowej Małgorzaty Andegaweńskiej. Niespodziewanie król Henryk VI popada w dziwną chorobę; zasypia i nie może się obudzić. Wówczas Anglia zostaje podzielona na zwolenników królowej i zwolenników Ryszarda, księcia Yorku. Jakobina i jej rodzina znajdują się w samym środku skłóconego królestwa, starając się postępować słusznie, ale i zapewnić bezpieczeństwo swoim bliskim.
          Zachodzę w głowę, jak to się stało, że dopiero teraz odkrywam twórczość Philippy Gregory. Uwielbiam powieści historyczne, w których silne kobiety grają pierwsze skrzypce, zatem wydawać by się mogło, że będę fanką tej autorki od początku, a tymczasem jej istnienie w ogóle do mnie nie dotarło. Na szczęście jednak trafiłam na serial "Biała królowa" i zwyczajnie zwariowałam. Po obejrzeniu wciąż wracała do mnie myśl, że muszę zapoznać się z tą, i innymi, seriami. Zaczęłam więc od samego początku.
          Muszę przyznać, że wzbogacenie faktów historycznych o wątek fantastyczny uważam za wręcz odurzające połączenie. Nie mogę podjąć dyskusji na ile powieść zgodna jest z rzeczywistością, bo nie jestem historykiem, nie badałam także tego okresu na własną rękę, wiem jednak, iż historia Jakobiny Luksemburskiej zgubiła się gdzieś na przestrzeni lat i wizja autorki może być równie prawdziwa, jak i zupełnie nietrafna. Z perspektywy czytelnika jednak jestem zdecydowanie usatysfakcjonowana. Lektura bardzo mnie wciągnęła, spędziłam miłe chwile z "Władczynią rzek".
          Historia Jakobiny jest niezwykła. Książkę przeczytałam mając już za sobą serial,  a więc często myślałam sobie - "Aha, masz rację, tak będzie" lub "Żebyś tylko wiedziała...". Bohaterka jest kobietą bardzo mądrą, lojalną, kochającą i rozsądną. Darzę ją ogromną sympatią. Nie mogę tego samego powiedzieć o innej postaci żeńskiej - Małgorzacie Andegaweńskiej, która doprowadzała mnie do szału! Nie zrozumcie mnie źle - moim zdaniem, to ona powinna rządzić Anglią, kiedy król Henryk zaniemógł, jednak zabrała się za to od dupy strony. Otoczyła się grupką skretyniałych pochlebców, którym powierzyła zadania wagi państwowej, podczas kiedy oni potrafili jedyne jej słodzić. Była kompletnie zaślepiona, a racjonalne roszczenia księcia Yorku zbywała niedbałym machnięciem ręki. Małgorzata jest niesłowna, zawistna, pozbawiona honoru. Głęboko w poważaniu miała losy Anglii i jej mieszkańców. Okropnie głupie babsko, widzące tylko czubek własnego nosa. Mogła porozumieć się z księciem Ryszardem, który był mądrym mężczyzną i mógł uratować państwo, a ona by tam sobie rządziła gdzieś na boku, szepcząc mężowi na ucho. Ale, nie... po co, skoro można doprowadzić cały kraj do ruiny?
          Nie nudziłam się wcale w czasie czytania, czego się obawiałam widząc objętość książki. Jednak życie Jakobiny okazało się być bardzo bogate. Z fascynacją śledziłam jej uczestnictwo w praktykach alchemicznych, łapiąc się za głowę z powodu ciemnoty ówczesnych ludzi, a następnie z uwagą obserwowałam wojnę między Małgorzatą i Ryszardem. Philippa Gregory ponad to wplotła w tę historię także losy innych kobiet, np. Joanny d'Arc, która osiągnęła więcej niż, zdaniem wielmożów, kobiecie było wolno i została za to stracona. Stała się przykładem dla innych, przekaz był jasny: siedźcie w domu i zajmijcie się naszymi dziećmi, bo wasza ambicja doprowadzi was, najdalej na stos. Ciekawe jest to, że niegdyś najwygodniejszym wytłumaczeniem była magia. Hrabia zakochał się w wieśniaczce? Coooooo? Chce się z nią ożenić?! Zaczarowała go! Na stos! I po kłopocie. Jeśli zachowanie jakiejś białogłowy budziło niepokój odstając od normy, zarzucano jej czary. Nieważne, że ona nigdy z tego typu praktykami nie miała nic wspólnego. Jak to się teraz mówi: jakiś paragraf zawsze się znajdzie. Wówczas nie było inaczej. I choć mnie te czasy urzekają, to niestety muszę się zgodzić, że miały swoje ciemne strony.
          Zastanawiam się, o czym jeszcze mogłabym napisać, ale zagłębiając się w wątki "Władczyni rzek", mogłabym zacząć spoilerować, a tego nie chcę Wam zrobić. Polecam tę książkę wszystkim, którzy chętnie badają rolę kobiet na przestrzeni wieków. Pomimo tego, że wymagano od kobiet przede wszystkim rodzenia synów i służenia swoim mężom, nieraz wpływały one na historię, - pośrednio czy bezpośrednio - której teraz się uczymy. Z pewnością sięgnę po inne powieści tej autorki. Zaczynam także poważnie myśleć nad poczytaniem o tych, i innych dziejach, do czego jednak posłużą mi już książki typowo historyczne, opierające się na rzetelnych źródłach i pozbawione rozszerzeń w postaci wyobraźni autora. Ze swojej strony polecam "Władczynię rzek" wszystkim, którzy wahają się czy zainwestować w prozę tej autorki - nie sądzę byście się zawiedli.

Autor: Philippa Gregory
Tytuł: Władczyni rzek
Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: 2012 rok (data przybliżona)
Ilość stron: 544
Ocena: 8/10



Możliwość przeczytania tej książki zawdzięczam:


za co bardzo dziękuję