czwartek, 12 lutego 2015

Michał Kowalczyk - "Apatia"


 


          Wszyscy dzisiaj za czymś gonimy, nie zadając sobie przy tym trudu, aby rozejrzeć się wokół. Ze swojej drogi spychamy wszystkie przeszkody, mknąc jak tarany i nie oglądając się za siebie. Nie mamy czasu, aby się zatrzymać i pomóc komuś, kto nas potrzebuje, czy okazać mu życzliwość. Ogarnia nas znieczulica, absolutna niewrażliwość na cudze losy. Powoli stajemy się górą mięsa pozbawioną duszy i serca, jednak wciąż oddychającą. Choć jesteśmy najwyższymi istotami na Ziemi, zmieniamy się w marionetki ciągnięte za sznurki przez wielkie korporacje, które zyskują status należny Bogu. 
          Lubię czytać książki młodych i nieznanych autorów, bo, dotychczas, jestem przez nich pozytywnie zaskakiwana. Są to ludzie, którzy mają coś do powiedzenia i potrafią to przekazać w sposób nietuzinkowy. Michał Kowalczyk okazał się być właśnie takim pisarzem. W swojej książce poruszył kwestię już nam znaną, ale niezaprzeczalnie bardzo ważną.
          Nie da się nie zauważyć, że w coraz większym stopniu ponad rodzinę przedkładamy karierę. Idziemy na studia, znajdujemy zatrudnienie, pracujemy na awans; jeden, drugi, trzeci. Bierzemy udział w popularnym wyścigu szczurów, coraz częściej z włansej woli, zatracając przy tym swoje człowieczeństwo. Zapominamy o ważnych wartościach, jakimi są rodzina, przyjaźń, uczciwość, przyzwoitość, współczucie, serdeczność... i wiele innych.
           Autor zwrócił naszą uwagę na powyższe zjawisko. Jego dzieło jest ostrzeżeniem przed tym, co może się stać z ludzkością, jeśli nie zaczniemy troszczyć się o nasze sumienia. Główny bohater "Apatii" jest postacią anonimową, tak jak wszyscy inni bohaterowie. Nikt z nich nie ma imion czy nazwisk, zatem każdy z nas może być na ich miejscu. Każdy z nas może zostać kolejnym szarym człowieczkiem, zaprogramowanym niczym maszyna, którego można zastąpić jeszcze lepszym i nowszym modelem. W tej książce wraz z wzmocnieniem pozycji korporacji, my - ludzie - zatracamy własną indywidualność, robimy wszystko, aby utrzymać się na powierzchni i nie stracić pracy. Nie chcemy dołączyć do brudasów i złodziei, którzy tłoczą się na ulicach. Nie obchodzi nas, że całkiem niedawno byli oni na naszych miejscach; mieli dom, rodzinę, pieniądze. To wszystko jednak im odebrano, i jedyne co im pozostało, to żebranie na ulicach. Teraz wzbudzają pogardę, nienawiść i obrzydzenie, a przecież oni jedynie wcześniej spadli z cienkiej liny, na której wszyscy balansujemy. Wypieramy z własnej świadomości fakt, że w każdej chwili możemy stać się tacy, jak oni. Postanawiamy rozpychać się za wszelką cenę łokciami, a nuż uda się nam zajść dalej niż innym i nie spadniemy?
          Narratorem "Apatii" jest już przeze mnie wspomniany bezimienny mężczyzna, który snuje refleksje na temat otaczającej go rzeczywistości. Jest on jednym z niewielu ludzi, którzy są wrażliwy na to, co stało się ze światem. Młody mężczyzna, choć jest pracownikiem korporacji, nadal czuje współczucie i serdeczność w przeciwieństwie do innych ludzi. Nie omija bezdomnych szerokim łukiem, ale ich wspiera. Dostrzega, jak ludzkość zatraca się w tym szaleńczym pędzie. Wydawałoby się, że mężczyzna dość trzeźwo spogląda na świat, jednak nie jest to do końca prawdą, bowiem wciąż wierzy on w ludzi. Tlący się w nim płomyk nadziei i optymizmu, popycha go do szlachetnych czynów, które najczęściej przynoszą dla niego przykre reperkusje. Jest zmęczony swoim życiem; samotnością, ciszą i nieustannie postępującą obojętnością. Wkrótce i on zostaje zwolniony, co przyjmuje z pewną ulgą. Trafia na ulicę ze swoimi ideałami w sercu.
          Tytuł odzwierciedla stan ducha głównego bohatera, którego myśli śledzimy przez wszystkie 45 stron. Przyznam, że gdyby książka liczyła sobie więcej stron, chyba zrezygnowałabym z przeczytania. Dlaczego? Otóż język, którym książka jest napisana nie tylko jest bardzo obrazowy i sugestywny, ale i dość wzniosły, nawet lekko poetycki, co mnie męczyło. Ponadto wydźwięk, który niosą ze sobą zapisane na kartkach słowa jest smutny, przytłaczający, dołujący, choć jednocześnie prawdziwy. Być może gdybym była w nastroju do kontemplacji, milej by mi się czytało. 
          Gdybym tę książkę przyjęła jako lustro obijające dzisiejszą rzeczywistość, napisałabym że autor jest w błędzie. Ludzie, choć dążą do sukcesu, nadal dysponują tzw. ludzkimi odruchami i pozytywnymi uczuciami. Ja jednak "Apatię" odbieram jako przestrogę. Przestrogę przed tym, co może się z nami stać, jeśli się zapomnimy. Mam więc nadzieję, że wizja Michała Kowalczyka nigdy się nie spełni. Czy polecam? Czemu nie? Nie jest to długa książka, która nas zamęczy, a niesie ze sobą ważny przekaz, z którym warto się zapoznać. Uważajmy więc, aby się nie zatracić w naszych osobistych wyścigach i nie zgubić po drodze tego, co czyni nas ludźmi. 

Autor: Michał Kowalczyk
Tytuł: Apatia
Wydawnictwo: Self Publishing 
Forma: ebook
Data wydania: 5 grudnia 2014
Ilość stron: 45
Ocena: 7/10

1 komentarz:

  1. Mam ochotę uderzyć głową w ścianę, że przeglądając różne recenzje na Waszym blogu tego popołudnia, akurat postanowiłam kliknąć w tę, bo... mam sentyment do tego imienia i nazwiska, chociaż pierwszy raz słyszę o tym autorze (Och, A. ogarnij się! :D). Ale nie żałuję, że to zrobiłam, bo książka mnie zaintrygowała. Myślę, że to wartościowa historia i może kiedyś uda mi się ją przeczytać.
    Pozdrawiam
    A.

    OdpowiedzUsuń

Cześć!
Bardzo się cieszę, że tutaj jesteś. Chciałabym, abyś podzielił(a) się swoim zdaniem na temat przeczytanego postu. Będzie mi bardzo miło.