piątek, 20 lutego 2015

Eliza Drogosz - "Władca Piasków"

       
 Gorący Egipt skrywa wiele mrocznych tajemnic...

"- Musicie uwierzyć, że jesteście bogami! - oznajmił [...] z mocą. - Egipskimi bóstwami, które wróciły do swojego królestwa po wiekach uśpienia. Odrodziliśmy się, by przywrócić światu ład. By zmienić go na lepsze. By nim rządzić. Dzięki nam wszystko będzie piękne. Znowu. Uwierzcie w tę prawdę, a świat będzie wasz! Ponoć wiara przenosi góry. Ale wiara zwykłych ludzi. Nasza wiara potrafi je stworzyć." 

          Debiut młodej (nawet BARDZO!) pisarki wzbudził wiele emocji. Ja jednak zobowiązałam się tę pozycję przeczytać i zrecenzować, a jako że staram się być osobą rzetelną w tym co robię, pominę zupełnie postępowanie Elizy Drogosz i skupię się tylko na tym, co reprezentuje sobą jej książka.
          Wszystko zaczyna się od tego, że na nietypowy, organizowany w Egipcie obóz młodzieżowy przyjeżdża wiele osób z całej Europy, w tym główna bohaterka – Sonia. W trakcie wyjazdu dzieją się różne dziwne rzeczy, okazuje się bowiem, że starożytni egipscy bogowie powrócili do życia, odrodzili się w ciałach ludzi, jako osoby pozornie zwykłe, a teraz, jako nastolatki, stopniowo przypominają sobie, kim kiedyś byli i odkrywają swe dawne moce. Natomiast wspomniany obóz został zorganizowany tylko w jednym celu: aby zebrać ich wszystkich w jednym miejscu oraz wykorzystać ich potęgę do opanowania świata.
Swoje własne plany ma jednakże niejaki Oliver, skrzętnie ukrywający swą prawdziwą tożsamość. Splot przedziwnych wydarzeń sprawia, że Sonia razem z Oliverem zostają wplątani w sam środek niezwykłych zdarzeń towarzyszących opisanym okolicznościom. Jak sobie z nimi poradzą?
Jakby tego było mało, w trakcie, gdy zmagają się z zagadkami, trwa gorączkowe poszukiwanie straszliwego Władcy Piasków, egipskiego boga pustyni, zła i chaosu, którego zwerbowanie ma dla kierownika obozu kluczowe znaczenie i może przypieczętować losy całego świata.
Jak to wszystko się zakończy?
         
          Taki oto opis zamieszony został na stronie promującej książkę i LC, inny widnieje na jej okładce, a z jeszcze innym zapoznałam się, kiedy zaproponowano nam egzemplarz. Zdecydowanie ten ostatni jest najbardziej ciekawy, ale dwa pozostałe nie pozostają daleko w tyle. Od razu wiedziałam, że "Władca Piasków" jest książką trafiającą idealnie w moje gusta literackie. Trudno jednak o uczciwą recenzję tej książki w internecie, dlatego też pragnę przedstawić "Władcę Piasków" takim, jakim jest. 
          Na początek dam wyraz swojemu zadowoleniu; otóż według mnie pomysł na fabułę jest bardzo dobry. Międzynarodowy obóz w Egipcie jawi mi się jako coś interesującego. Jest to koncepcja zdecydowanie ciekawsza, aniżeli osadzenie akcji - ZNOWU - w szkole z internatem. Ponadto wpleciono trochę informacji o Egipcie: jego kulturze, bogach, rozkwicie i obecnym stanie, co przeczytałam ze szczerą ciekawością. Tylko za to "Władca Piasków" ma u mnie duży plus. 
          Kolejną rzeczą, którą uważam za oryginalną i fajną, jest postać Olivera Greena. Wszyscy wiemy jacy zazwyczaj są chłopcy w tego typu powieściach. Oszałamiająco przystojni, tajemniczy, kręcą się wciąż wokół głównej bohaterki, chcąc ją chronić, i tak dalej... Dwa pierwsze przymiotniki się zgadzają - Oliver jest ładny, bo nie można jeszcze powiedzieć, że przystojny, a do tego skrywa wiele sekretów. Przy czym jest niemiły, złośliwy, arogancki, wyniosły, wybuchowy, samolubny i nieustannie rozdrażniony. To typ osoby, której na ogół nie darzy się sympatią, ale jednocześnie wzbudza fascynację otoczenia. Z perspektywy czytelnika wydał mi się on zabawny. Nierzadko uśmiechałam się, kiedy ten okropny chłopak znowu się na kogoś wydzierał lub wychwalał siebie pod niebiosa. Niestety jeśli chodzi o bohaterów tylko jego mogę pochwalić. Co prawda bliźniacy będący postaciami drugo-, czy nawet trzecioplanowymi, także wydali mi się całkiem przyjemni, to jednak o nich wiemy niewiele. Tak naprawdę dokładniej poznajemy tylko Sonię i Olivera, którzy są niedopracowani. Postać chłopaka została nakreślona ciekawie, jednak nie została pogłębiona. O Sonii nie będę nawet pisała, bo jest beznadzieja. Niezwykle głupia i irytująca dziewucha. Zniechęciła mnie do siebie już ostatecznie, kiedy lamentowała, że może zostać oskarżona o kradzież. Zrobiła z tego taką aferę, jakby co najmniej zamierzano przypiąć jej łatę morderczyni i wtrącić do lochu na 50 lat. Nieporozumienia często się zdarzają, wystarczy je tylko wyjaśnić. Po co więc taka wrzawa? Oliver, choć wywołujący u mnie pozytywne wrażenia, również jest płytki, jak Łydynia. W "Władcy Piasków" charaktery są proste, próżno w nich szukać czegoś zaskakującego.

"- Chcesz moje ciastko? - zapytał, potrząsając kolorowym talerzykiem.
- Co? - zdumiała się Sonia, przekrzykując wyjącego artystę. - Czy smakuje mi ciasto? Jakie ciasto?
- Nie! Pytam, czy chcesz to?!
- Aaa! Dobre, co nie?
- Nie! - Oliver z rosnącą złością zauważył, że sam ledwo siebie słyszał przez okropne dudnienie. 
- Nie?! Nie smakuje ci?
- Nie!!! Nie o to mi chodzi! - Chłopak poczerwieniał z irytacji.
Głupia, ogłuszająca muzyka!
- Idziesz się ochłodzić? - Sonia spojrzała na niego ze dziwieniem.
- Nie! - zezłościł się, po czym wskazał na swoje ciastko, a potem na nią, krzycząc: - To dla ciebie!
- O! Dzięki - ucieszyła się dziewczyna, po czym zerknęła na niego podejrzliwie. - Spadło ci na podłogę? 
- Nie. Nie lubię czekolady.
- Co? Robisz się za stary?!
- Nie!!! Nie jadam czekolady! - wydarł się Oliver, próbując przekrzyczeć ryczących wykonawców. 
- Czemu? - zdziwiła się Sonia. 
- Bo nie. 
- Konie? Co?! Gdzie? - wrzasnęła blondynka, ale jej głos zgubił się wśród łomotu.
- Nigdzie!
- W miodzie?!
- Nie! Nieważne. - Chłopak zazgrzytał zębami, po czym wepchnął jej talerz w ręce i sekundę później zniknął w tłumie."

          Jestem zmuszona skrytykować także sposób przedstawienia bogów egipskich. Odradzają się? W porządku, nie mam nic przeciwko temu, że występują jako dzieci, które powoli przypominają sobie wydarzenia sprzed tysięcy lat i to, kim są. Jednak w książce występuje scena, kiedy to w dialog z bohaterem wchodzi jedna z bogini. Może jestem w swojej opinii odosobniona, ale moim zdaniem starożytni bogowie powinny być istotami przerażającymi. Nie ma zdarzenia czy jest to bóg "zły" czy "dobry". Są to postaci wszechwiedzące i długowieczne. Ich intencji tudzież charakteru nie może określać na podstawie tego czy się do dzieci uśmiechają, czy na nie warczą. Tymczasem owa bogini zachowywała się, jakby była ich kumpelą. Ja, a nawet bohaterowie tej sceny, nie wyczuliśmy żadnego dystansu do jej osoby, nie istniał dysonans bóg - człowiek. Ponadto nawet złe charaktery tak naprawdę nie budzą grozy. Jednak w tym miejscy nie jestem pewna czy jest to dobrze czy źle. Nierzadko mam wrażenie, że książki dla młodzieży, nastolatków i dzieci są nazbyt krwawe i okrutne, zbyt nasączone seksem i różnego rodzaju niewłaściwymi rzeczami. "Władca Piasków" jest historią, którą bez wahania podałabym swoim nastoletnim członkom rodziny, choć jednocześnie dla mnie jest z tego powodu trochę za delikatna.
          Na Lubimy Czytać spotkałam się z zarzutami, że książka naszpikowana jest wszelkimi możliwymi błędami. Po przeczytaniu nie wiem, o co chodzi. Jasne, znalazłam kilka rzeczy, które należałoby poprawić, ale takowe znajdują się w każdej powieści. Korekta to nie jest taka łatwa sprawa, jakieś małe potknięcia zawsze się gdzieś skryją przez osobami, które tekst przeglądają, a później wyłapują je czytelnicy. Co prawda spotkałam się z kilkoma dziwnymi określeniami, jak np. "kroki biegnące", ale poza tym jest całkiem przyzwoicie.
          "Władca Piasków" tak naprawdę ma jeden problem - został wydany za wcześnie. Przez to historia jest niedopieszczona. Widzę świetny pomysł na powieść, nieźle nakreślone postaci, i dość dobrze poprowadzoną akcję. Wszystko to jednak powinno odleżeć. Poczekać aż autorka udoskonali swój warsztat, naniesie poprawki i dopiero zgłosi się do wydawnictwa. Niestety Eliza Drogosz wyrwała się ze swoją książką w wieku lat 17, a więc napisała ją jeszcze wcześniej. Przez to wiele aspektów jest niedoszlifowanych, dialogi często są wymuszone, sytuacje przerysowane, - bynajmniej nie specjalnie, jak w książkach Olgi Rudnickiej - a bohaterowie płascy. W czasie czytania widziałam tak wiele rzeczy, które można było poprawić, co w efekcie z tej książki zrobiłoby bardzo ciekawą i dobrą powieść! Do tego Eliza Drogosz nie poszła zdradziecką ścieżką romansu, co by ją z pewnością pogrążyło, ale postawiła na relacje przyjacielskie, i bardzo dobrze. 
          Przechodząc już do podsumowania. "Władca Piasków" mógł być bardzo dobrą książką. Dostaje mu się niesłusznie. Po prostu wielką głupotą było wydanie tej książki już teraz. Ponadto afera na LC związana z tworzeniem fałszywych kont i podbijaniem ocen, w promocji tejże książki zupełnie nie pomogła, a nawet zniszczyła pracę wydawnictwa, które reklamowało ją intensywnie, w efekcie czego bardzo tę pozycję chciałam przeczytać. Niestety "Władca Piasków" została skreślona zanim jego obecność zdążono zauważyć w księgarniach .Trochę szkoda, bo ja widzę ogromny potencjał w tej historii. Naprawdę jest tutaj z czym pracować, jednak w efekcie tego pośpiechu książka pełna jest mankamentów. Nikomu więc nie odradzam, bo lektura "Władcy Piasków" nie jest wcale taką katorgą, jak powszechnie się mówi, ale mogło być znacznie lepiej. Mogło, a nie jest. Ze swojej strony radzę szczerze autorce, aby się jeszcze wstrzymała, skupiła na pisaniu opowiadań do szuflady, bo ma talent. Powtarzam: pomysł jest dobry, tylko wykonanie kuleje. 



Autor: Eliza Drogosz
Tytuł: Władca Piasków
Wydawnictwo: Poligraf
Data wydania: 14 stycznia 2015
Ilość stron: 412
Ocena: 6/10



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:

 Wydawnictwo Poligraf




*źródło opisu: http://lubimyczytac.pl