czwartek, 19 lutego 2015

BlaskTV: "Pięćdziesiąt twarzy Greya"


       
         Myślę, że nie muszę wprowadzać Was w temat. Nie sądzę, aby uchowała się choć jedna osoba, która nie słyszałaby o tej trylogii. Nawet moja polonistka to czytała! Jest załamana i zdegustowana, ale to tak btw. ;) Ja jednak nie jestem tak odważna i postanowiłam, że nie tknę wypocin E L James, bo mi się na pewno nie spodobają. Aczkolwiek uległam propagandzie i razem ze swoimi przyjaciółkami poszłam obejrzeć film w Walentynki. I przeżyłam szok. W moim lokalnym kinie, nie miałam jeszcze okazji widzieć na jednym seansie więcej niż 10 osób. Na "Greyu" jednak sala była wypełniona po brzegi, a kiedy opuszczaliśmy pomieszczenie, czekał już tłum na kolejny seans. Istne szaleństwo. Nie wątpię, że Wy także jesteście ciekawi, jak wypadło sfilmowanie najgłośniejszej książki ostatnich miesięcy, dlatego w tej krótkiej notce podzielę się z Wami swoimi odczuciami.
          Jak już wspominałam, nie miałam okazji zapoznać się z pierwowzorem, znam jednak osoby, które lekturę "Pięćdziesięciu twarzy Greya" mają za sobą i zgodnie twierdzą, że "książka jest lepsza"! Nie jest to jednak żadne zaskoczenie, nie spotkałam się jeszcze z odwrotną sytuacją.


JEDEN,
czyli gra aktorska

          Gra aktorska w każdym filmie jest kluczowa. Nie mogę jednak pochwalić aktorów. Jak zauważyła jednak z moich koleżanek, Jamie Dornan chwilami miał minę, jakby był delikatnie zacofany umysłowo, przy czym Dakota Johnson była potwornie apatyczna. O ile Jamie miał jakieś niezłe momenty, to pani Johnson sprawiała wrażenie, jakby miała za chwilę upaść i nie wstać. Co prawda ratowało ją kilka zabawnych momentów, które jednak Anastasii Steele nie stawiały w korzystnym świetle.
  DWA
 Pokój Bólu

          O! On zrobił na mnie wrażenie. Głównie z tego względu, że był bardzo dobrze wyposażony i taki... czysty. Wszystko miało swoje miejsce, a ponadto było bardzo ładne. Tak długo, jak będę spoglądała na te sprzęty z daleka, i nie znajdą się one w mojej strefie osobistej, nie będę miała z Pokojem Bólu żadnego problemu.


TRZY 
 ścieżka dźwiękowa

          O ile aktorzy dupy nie urywają, to muzyka zdecydowanie była bardzo pozytywnym aspektem filmu. Pojawiły się fajne nuty, które tworzyły dobry nastrój. Salą bujało, a o to chyba chodzi, prawda?


CZTERY,
czyli najważniejsze - SCENY EROTYCZNE

          I tutaj ognia nie było. Wszyscy przyszli popatrzeć na ostry seks, jednak nic na odbiorcach większego wrażenia nie zrobiło. Były jedynie dwie sytuacje, które rzeczywiście poruszyły widzów: większość się wzdrygnęła, kiedy Anastasia dostała pejczem po nagim tyłku, iiiiii... gdy Grey zaciągnął się zapachem majtek panny Steele - to rzeczywiście wzbudziło emocje, głównie w męskiej części publiczności. Będąc jednak uczciwą, przyznam, że jedna scena rzeczywiście mi się spodobała. Mianowicie ta, gdzie Christian mając w ustach kostkę lodu sunął nią po ciele swojej niedoszłej/przyszłej Uległej, co było bardziej zmysłowe niż ostre, ale naprawdę fajne.



PIĘĆ
ciekawostki i refleksje

         Dowiedziałam się, że kilka wątków zostało pominiętych, co u osób, które książkę czytało wzbudziło słuszny gniew. W tym gronie znajduje się scena fantasy. O czym myślę? Otóż o sytuacji, kiedy to Anastasia "zrobiła loda" lordowi Grey w wannie. Najwidoczniej Dakota Johnson nie jest tak utalentowana, jak postać z książki i nie potrafi oddychać pod wodą... Szkoda!
         Mimo wszystko wydarzenia w filmie potrafią zaskoczyć i rozbawić, w efekcie jednej z nich połknęłam gumę limonkową, cudem unikając zadławienia. Nie pytajcie, która scena to spowodowała - nie pamiętam. ;)
         Nasz wspólny wniosek jest jeden: aktorzy decydujący się wystąpić w tego typu filmach, powinni depilować miejsca intymne, na litość Boską! Ich włosy łonowe, to niezbyt przyjemny widok...


SZEŚĆ
podsumowanie

         To nie jest dobry film. Pierwsze pół godziny ogląda się całkiem fajnie, rzeczywiście akcja przyciąga uwagę. Później jednak robi się nudno. O ile pierwsza scena seksu, może się wydać w jakiś sposób ciekawa, to kolejne zupełnie już nie ruszają. Z każdą kolejną minutą obserwowałam, jak ludzie wokół mnie zaczynają się wiercić i niecierpliwić. Ostatnia godzina była jałowa, a wszystkich siedzenia zaczynały gryźć w tyłek, zwyczajnie chcieliśmy już opuścić salę. Trudno jest mi sobie wyobrazić, że książka może być bardziej interesująca, zważywszy na fakt, iż zabaw erotycznych jest o wiele więcej, choć jestem do tego przekonywana. Z tego co mi wiadomo, moje znajome czytając kolejne tomy, tego typu sceny omijają i przechodzą od razu do innych wątków, co nie jest zbyt dobrą reklamą. Szczerze, cierpnie mi skóra na samą myśl, jak może wypaść ekranizacja "Ciemniejszej strony Greya".
         Gra aktorska naprawdę nie powala. Chwilami miałam wrażenie, że aktorzy nie czyli się komfortowo w swoich rolach. Oczywiście nie jest to znowu takie dziwne, ale oboje wiedzieli, na co się pisali. 
         Cóż... filmu Wam nie polecam. Wiem, że i tak go obejrzycie, jeśli nie w kinie, to w domu, jak już będzie dostępny, ale nie sądzę, abyście byli usatysfakcjonowani. Osoby po lekturze będą rozczarowane aktorami i faktem, że wyrzucono tyle wątków, a ci którzy książki nie czytali się zanudzą. Dodam jedynie, że zupełnie nie potrafię pojąć fenomenu tej prostolinijnej historii, ale każdy czyta i ogląda to, co lubi, więc ENJOY!


       
       Tytuł: Pięćdziesiąt twarzy Greya
Reżyseria: Sam Taylor-Johnson
Scenariusz: Kelly Marcel
Produkcja: USA
Gatunek: Melodramat 
(serio? hahahahha... no ale nie kłóćmy się z Filmwebem ;))
Premiera: 13 lutego 2015 (Polska)
               9 lutego 2015 (świat)
Ocena: 3/10