piątek, 9 stycznia 2015

Tahereh Mafi - "Dar Julii"

     
          Wiem, wiem, wiem; recenzji tomów poprzednich nie publikowałam, a tu nagle wyjeżdżam z ostatnim. Niestety czytałam je dość dawno i nie pamiętam zbyt dobrze, jakie wrażenia mi wówczas towarzyszyły. Zawsze wszelkie opinie piszę "na gorąco", dlatego nie podjęłam się wyzwania, by napisać pełnowymiarowe recenzje teraz. Jednak pomyśłam, że zamiast tego, zamieszczę krótkie podsumowanie moich myśli na temat "Dotyku Julii" i "Sekretu Julii". 


          Zanim sięgnęłam po tę trylogię, czytałam książki, w których wątek romantyczny mnie wykończył. Nie przesadzam, miałam kompletnie dość. Ciągle przewracałam oczyma albo krzywiłam się, kiedy tonęłam w tym romantycznym szajsie, który wbudzał we mnie mdłości. Jednak w tej trylogii między bohaterami tak iskrzyło, że niemal czułam wyładowania energii na skórze. Łączyła ich gwałtowna, nawet agresywna, namiętność. Dzięki temu magnetyzmowi ich relacja mnie nie męczyła. 
          Nie mogę powiedzieć, że Julia jako główna bohaterka mnie do siebie przekonała, nie doprowadzała mnie jednak do furii, a to jakiś sukces. Rozumiałam ją i jej zachowanie. Niejednokrotnie jej przemyślenia mnie wzruszały. To postać, która wiele wycierpiała i nie sposób jej nie współczuć. Jej nieśmiałość i brak pewności siebie czasem mnie irytowały, ale zważając na to, jak dorastała można jej to wybaczyć. 
          Miałam wrażenie, iż w "Dotyku Julii" wydarzenia potczyły się zbyt szybko. Autorka powinna poświęcić więcej uwagi pobytowi bohaterki w Sektorze 45, który można było znacznie urozmaicić i rozbudować. Aczkolwiek lektura mnie nie nudziła, co więcej - bardzo się wciągnęłam. To seria, którą czyta się szybko, choć na początku trudno wbić się w rytm z powodu specyfiki pióra Tahereh Mafi. Mnie narracja urzekła. 
           W pierwszym tomie postacie są nieskomplikowane. Istnieje wyraźny podział: ci goście są dobrzy, tamci źli. Jednak w "Sekrecie Julii" ten obraz się lekko zamazuje. Poznajemy inne twarze bohaterów, dostrzegamy niuanse ich osobowości. Julia  nadal ani mnie nie mroziła, ani nie grzała. Jej poczynania trzymały się kupy. Adam natomiast to po prostu dobry, odważny chłopak, cechujący się dużą troskliwością, a nawet nadopiekuńczością. Aczkolwiek to nie on mnie uwiódł. Zabijcie mnie, ale to Aaron Warner Anderson skradł mi serce. W pierwszym tomie mnie ciekawił, a w następnym kompletnie oczarował. Nie dopatrzyłam się charakterów jednoznacznie negatywnych, nie licząc naczelnego Komitetu Obrony, Andersona. Czy to dobrze? Sami oceńcie. 
           Słowem podsumowania: dwa pierwsze tomy były niezłe. Każda nastolatka na punkcie tej historii oszaleje. Ja chętnie przybiję piątkę fankom Warnera. ;) Nie powiedziałabym jednak, że to seria wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju, która w swoim gatunku jest na samym szczycie. Na pewno narracja jest niezwykle interesująca, mnie oczarowała i uważam ją za największy atut "Dotyku Julii".


     
Julia otarła się o śmierć, kiedy Anderson - naczelny dowódca Komitetu Odnowy - postrzela ją prosto w pierś. Świadkiem tego zdarzenia jest Warner, który ratuje dziewczynie życie i sprzymierza się z nią przeciwko obecnej władzy. Choć poprzednie powstanie upadło, Julia i ocalali nie poddają się, postanawiają doprowadzić sprawę do końca. Bohaterka odnajduje w sobie siłę i odwagę, przechodzi przemianę o 180 stopni. Już dłużej nie chce być zlęknioną panienkę. Bierze sprawy w swoje ręce i ryczy strachowi prosto w jego szkaradną twarz. 
          Serii młodzieżowych jest mnóstwo, a ja wiele z nich przeczytałam. Pisane są według pewnego schematu, jednak my - czytelnicy, nie mamy nic przeciwko temu, ponieważ właśnie te szablony kochamy. Lubimy trójkąty, zagubione dziewczynki będące jedyną nadzieją dla świata, no i przede wszystkim - uwielbiamy tych dwóch cudownych chłopców, którzy stanowią pozostałe dwa kąty wcześniej wspomnianej figury. Przyznam, że często mnie to równanie męczy. Ileż razy można czytać to samo? Jednak w każdym cyklu znajdzie się coś wartego uwagi, coś co sprawia, że mam ochotę czytać dalej, a czasami nawet dobrze się przy tym bawię. 

"Julio, skarbie - mówi, patrząc mi w oczy. - Właśnie rozpętałaś wojnę."

          Mgliście pamiętam wcześniejsze dwa tomy, jednak zaryzykuję stwierdzenie, że ten był najlepszy ze wszystkich. Jękliwa, irytująca Julia w końcu się ogarnęła! Alleluja! Ale nie to sprawiło, że pochłaniałam linijkę za linijką, jakby były mi niezbędne do życia. Spowodowały to trzy znakomite charaktery - Aaron Warner, Kenji i James. Gdyby nie oni zapewne bym tę książkę rzuciła w kąt na samym początku. Kocham tych mężczyzn! Aaron jest moją wielką miłością od samiutkiego początku, Kenji z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem rozwala mnie na malutkie atomy, a James jest tak rozkoszny i cudowny, że miałam ochotę wedrzeć się jakoś do tej książki, żeby móc go przytulić. 

"Zasługujesz na znacznie więcej niż życzliwość. - Pierś mu faluje. - Zasługujesz na to, żeby naprawdę żyć. Pełnią życia - mówi wpatrzony we mnie. - Wracaj do życia, skarbie. Będę tu, kiedy się obudzisz." 

          Tak jak wspomniałam - ten tom należy w dużym stopniu do Warnera. Nic dziwnego, w końcu rzecz dzieje się u niego w domu. Zatem fanki Adama będą wyć z rozpaczy. Ja jednak byłam w siódmym niebie! Podczas kiedy Adam "patrzył z bólem" (serio, ciągle i ciągle i ciągle i ciągle...), Aaron uśmiechał się rozbrajająco, kusił i uwodził. Wyglądał oszałamiająco, kłamał, na przemian mówiąc prawdę. Był po prostu sobą, to wystarczy. Wyjaśniał swoje czyny, jednocześnie się nie usprawiedliwiając. Z każdą kolejną stroną poznawaliśmy go troszkę lepiej. Byłam zachwycona. 

  "Ciemność obdarza nas jakimś dziwnym rodzajem wolności, sprawia, że pozwalamy sobie na bezbronność w najmniej właściwym momencie. Dajemy jej się zwieść, sądząc, że dochowa tajemnicy. Zapominamy, że czerń to nie zasłona, a wkrótce wzejdzie słońce. Na chwilę stajemy się dostatecznie odważni, żeby mówić rzeczy, których nigdy nie powiedzielibyśmy w świetle dnia."

          Wszyscy chyba zgodzą się, iż największym atutem tej serii jest sposób prowadzenia narracji, która jest wyjątkowa. Autorka ma swój specyficzny styl, który ułatwia odbiorcy czytanie. Podczas kiedy "Zimowa opowieść" czyta się dość mozolnie, serię Mafi połyka się w mgnieniu oka. Bardzo łatwo i gładko zapoznaje się z każdym kolejnym zdaniem. Jednak to nie wszystko. Tahereh Mafi bardzo plastycznie i niezwykle oryginalnie opisuje wszystko oczyma swojej bohaterki. Moim zdaniem to zachwycające. 

"- Chyba cię pogięło. Wydaje ci się, że poradzimy sobie z dwustoma żołnierzami? Może i jestem niezwykle atrakcyjnym mężczyzną, Dżej, ale nie jestem Bruce'em Lee.
- Kto to jest Bruce Lee?
- Kto to jest Bruce Lee? - powtarza Kenji zgorszony. - O, Boże. To koniec naszej przyjaźni. 
- Dlaczego? Czy on był twoim przyjacielem?
- Wiesz co - mówi - lepiej już przestań. Po prostu... nie rozmawiam z tobą."

          Bardzo udane zamknięcie serii. "Dar Julii" ma klimat wręcz bajeczny. Dawka melodramatu jest znacznie mniejsza niż w dwóch poprzednich częściach, co sprawiło, że gładko od pierwszego wersu dotarłam do ostatniego. Wiele razy się uśmiechałam, co zawdzięczam boskiemu Kenji'emu. Pisałam już, że go uwielbiam? :P 
          Trylogię całościowo określiłabym jako niezłą. Wydaje mi się, że autorka mogła napisać ją lepiej, mam poczucie, iż nie wykorzystała całego potencjału fabuły. Jednak polecam osobom, które takie serie lubią, gdyż na pewno im się spodoba. Bardzo przyjemne czytadło, które błyskawicznie się czyta. Pozwolę sobie skierować się do osób, które dwa pierwsze tomy mają już za sobą i planują chwycić za ostatni. Strona 300; czekajcie na nią, bo mnie wydarzenia na niej opisane aż zaparły dech. Życzę Wam wielu pozytywnych wrażeń w czasie czytania! 

Autor: Tahereh Mafi
Tytuł: Dar Julii
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 21 maja 2014
Ilość stron: 384
Ocena: 8/10

Ann