sobota, 3 stycznia 2015

[PRZEDPREMIEROWO] Magdalena Witkiewicz - "Pierwsza na liście"


Magdalena Witkiewicz to dziś jedna z najpopularniejszych polskich autorek literatury kobiecej. Studiowała zarządzanie, bankowość, ukończyła studia MBA. Jest mamą dwójki dzieci. Dla pisania zrezygnowała z biznesowej kariery. Sympatię czytelniczek i czytelników zyskała życiowymi opowieściami o sile drzemiącej w zwykłych kobietach. Autorka podkreśla, że jej książki, mimo burzliwych losów bohaterek, zawsze kończą się dobrze – dzięki temu poprawiły już humor setkom tysięcy fanów.

Karola ma osiemnaście lat, młodszą siostrzyczkę i matkę, która choruje na ostrą białaczkę szpikową. Pomóc może jej jedynie przeszczep szpiku. Patrycja nie wyobraża sobie, że może umrzeć i zostawić swoje dzieci bez kogoś, kto mógłby się nimi zająć, dlatego w komputerze założyła folder z różnymi pamiątkami, zdjęciami i listami dla córek, które mają przeczytać, gdy ta umrze. Karola jednak przez przypadek się do nich dostała. Ostatni list kończył się listą osób, do których dzieci mogą zwrócić się z pomocą i które na pewno im tej pomocy nie odmówią. I tak poznajemy Inę. Dziennikarkę. Czy Ina pomoże dziewczynie, która pewnego dnia pojawia się u niej w domu i opowiada historię swojego i Patrycji życia? Jak potoczą się dalsze losy bohaterów? Przeczytajcie koniecznie! 


"Pierwsza na liście" to moje pierwsze prawdziwe spotkanie w powieściami pani Witkiewicz. Choć tak naprawdę nawet niedawno czytałam coś, co wyszło spod jej pióra. Było to opowiadanie świąteczne zawarte w zbiorze "Cicha 5". Gdy dostałam propozycję zrecenzowania tej książki przed premierą, nie wahałam się ani chwili. Od dawna chciałam rozpocząć znajomość z tą autorką i to była idealna okazja. 

Tak naprawdę przed sięgnięciem po książkę nie miałam pojęcia, czego oczekiwać i czego mogę się spodziewać po tej powieści jak i autorce. To moje pierwsze spotkanie z powieścią pani Magdy i jestem przekonana, że nie ostatnie. Zakochałam się w jej stylu i języku od pierwszych rozdziałów. Prosty, przyjemny sposób prowdzenia historii sprawił, że książka wciągnęła mnie niesamowicie. Wystarczyło jedno popołudnie. Chociaż teraz żałuję, że nie rozłożyłam sobie tej przyjemności obcowania z powieścią pani Witkiewicz na dłuższy okres. Od samego początku czytało mi się ją rewelacyjnie. Wciągnęła mnie na tyle, że nic nie było w stanie mnie od niej oderwać. Czytałam i czytałam, aż nagle zobaczyłam epilog. Nie mogłam znieść myśli, że to już koniec, że już nie będę mogła spędzić czasu z tymi cudownymi, silnymi kobietami, które nie dają za wygraną i mają nadzieję, wierzą, że wszystko się ułoży i robią wszystko, aby tak było. Historię pochłaniałam kartka po kartce i odczuwałam wielką przyjemność, że było mi dane poznać tę historię wcześniej, niż większość czytelników będzie miało okazję. 

To bardzo piękna i poruszająca historia. O prawdziwej, nieprzemijającej przyjaźni, oddaniu, miłości matki do swoich dzieci ze wzajemnością, o istocie niesienia pomocy innym i wierze w ludzi.  Nie obyło się również od wątku romantycznego, ale on jestna dalszym planie. Ważniejsza jest tutaj przyjaźń i miłość rodzicielska. 

Dużą rolą pełni tutaj również bardzo istotny problem dawstwa szpiku, o którym ostatnio robi się naprawdę bardzo głośno w mediach. Ludzie zachęcani są do oddawania szpiku, jednak nie wszyscy wiedzą, jakie to odpowiedzialne i na czym tak naprawdę polega. Wiedza na ten temat została przekazana naprawdę rewelacyjnie. Kiedyś miałam okazję  oddać szpik, ale nie zrobiłam tego. Bałam się. Teraz, po przeczytaniu tej książki wiem, jakie to ważne. Dzięki temu można uratować ludzkie życie. Wiem też, że gdybym miała jeszcze raz okazję do tego (a prawdopodobnie będę miała), zgłosiłabym się i oddałabym ten szpik. 

Pani Magdalena zabiera nas w podróż po prawdziwym życiu. Wszystko w tej powieści jest takie realistyczne. Bohaterowie, miejsca, zdarzenia, przemyślenia i wahania ludzi, jakby odbite z codziennego życia. 

Książka ta bardzo na mnie wpłynęła. Dużo razy wzruszyłam się do tego stopnia, że nie mogłam powstrzymać łez, a nawet nie próbowałam. Byłam naprawdę bardzo dumna z bohaterek, które są wyjątkowo silne, zwłaszcza Karola - młoda dziewczyna, która tyle w życiu przeszła, była szczęśliwa, a nagle jej mama zachorowała i tak naprawdę wszystko zostało na jej głowie. Ale nie martwcie się, pani Magda nie jest okrutna i sprawiła, że i do niej uśmiechnął się los. 

Koniecznie przeczytajcie, na pewno nie pożałujecie, a może tak jak ja, spojrzycie na pewne problemy z innej perspektywy. Książka pozostanie w moim sercu i pamięci na pewno przez bardzo długi czas i z pewnością wrócę do niej jeszcze nie raz. 

Ach! Zapomniałabym. Spójrzcie jaką piękną dedykację i autograf zostawiła mi pani Magda w książce.
 Pani Magdo, dziękuję za te cudowne chwile z "Pierwszą na liście". Jest ona absolutnie cudowna. 

I pamiętajcie, premiera 14 stycznia - nie przegapcie jej! 


A tutaj możecie zakupić ją przedpremierowo: klik