piątek, 2 stycznia 2015

Mark Helprin - "Zimowa opowieść"


     "Dziewczyna złożyła ręce na fortepianie, wsparła się na nim, by nie upaść. Peter Lake nie był w stanie się poruszyć ani oderwać od niej wzroku. Czuł się głęboko zawstydzony, zażenowany: przyszedł tu kraść, włamał się, był spocony i umorusany od szaleńczego wiercenia, a do tego wpatrywał się w nią bez jej wiedzy. [...]
       Gdy przesunął stopę, podłoga wydała z siebie cudowne, udręczone, drewniane skrzypnięcie, rozgłaszając jednoznacznie wszem i wobec, że ugina się pod żywym ciężarem. Peter zastygł bez ruchu, z nadzieją, że dziewczyna nic nie usłyszała; ona jednak uniosła głowę, odwróciła się - i zobaczyła go. [...] Nie mógł wykrztusić słowa. Nie miał prawa tam być, doznał głębokiej przemiany, nie był dobry w niezobowiązujących rozmówkach, wstawał świt, ona była półnaga, a on ją kochał. [...] Beverly spojrzała na fortepian, a potem znów na Petera. [...] Beverly zaczęła się śmiać. Z początku był to śmiech bardzo głośny, co przypomniało im obojgu, że (nie licząc muzyki) dom jest od dawna pogrążony w ciszy. Peter także się zaśmiał, nieśmiało, raczej z uprzejmości. Beverly podniosła rękę do twarzy, zamknęła oczy i westchnęła. Potem umilkła, z twarzą wciąż ukrytą w dłoni, i znów wybuchła śmiechem. Potem przesunęła rękę na czoło, przycisnęła mocno i zapłakała. Płakała przeraźliwie gorzko, lecz wkrótce umilkła i gdy uniosła wzrok, oczy miała już suche - a przynajmniej sprawiała takie wrażenie. [...]
          - Jeśli to masz być ty - powiedziała - to cię biorę. "

           Dobrze wiemy, że są różne książki. Jedne czytamy po to by się rozluźnić, inne bo chcemy wysilić się intelektualnie i poważnie porozmyślać, jeszcze inne by się dokształcić. Są także takie, które czytamy z ciekawości, a nawet obowiązku. Naturalnie lektury można sobie grupować inaczej. Ja ostatnimi czasy postanowiłam zapoznać się z książkami, które określane są mianem klasyki lub uchodzą za tak wybitne, że nawet zatwardziały wróg słowa pisanego coś o nich słyszał. 
          Moim pierwszym wyborem została "Zimowa opowieść" i tak namieszała mi w głowie, że nie sądzę, abym zdołała napisać spójną opinię, w której rozważę wszystkie wątki i aspekty książki. Uznałam ją za najlepszą, zważywszy na porę roku i brak magii z powodu nadal jesiennego klimatu. Postaram się jak najlepiej przybliżyć Wam tę powieść, jednak czytając ten post, weźcie poprawkę na mój wiek i jeszcze niepełne wykształcenie, bowiem nie wiem, z której strony "Zimową opowieść" ugryźć. Poniżej dowiecie się dlaczego. 
          Na samym początku chciałabym zwrócić uwagę na zwodzący czytelnika opis. Kiedy sięgnęłam po tę powieść i zapoznałam się z nim, nastawiłam się na przydługi romans. Spodziewałam się pięknej historii o trudnej miłości dwojga ludzi. Jakże jej nie doceniłam! Moim zdaniem sprowadzanie tej książki do rangi romantycznego bełkotu jest bardzo nietrafne, a nawet krzywdzące. Krzywdzące dla "Zimowej opowieści", ale i dla autora, który w swoim dziele porusza znacznie więcej wątków, często wymagających i zastanawiających. Takich nad którymi warto się zatrzymać i pomyśleć, bowiem ta historia nie opowiada tylko o Peterze Lake'u i Beverly Penn.
          Spotkałam się gdzieś z opinią, że głównym bohaterem jest miasto - Nowy Jork pieszczony zimowymi polarnymi wichurami i okryty tonami białego jak mleko śniegu. Nie mogę się z nią nie zgodzić. Nowy Jork na kartkach "Zimowej opowieści" ożywa i wydycha czytelnikowi prosto w twarz świeże, orzeźwiające arktyczne powietrze. Zmienia się i szepce swoją własną, piękną opowieść. Nie jest jednak sam. Już na samym początku poznajemy dzielnego białego wierzchowca, Petera Lake, i wielu innych ciekawych bohaterów. Każdy z nich jest równie dla tej historii ważny. 
          "Uczymy się, że sprawiedliwość nie zawsze towarzyszy sprawiedliwemu czynowi, że może spać latami i przebudzić się, kiedy nikt się tego nie spodziewa, że cud to nic innego jak uśpiona sprawiedliwość, która nadeszła z innego czasu, by wynagrodzić coś tym, których okrutnie opuściła. Ci, którzy o tym wiedzą, są gotowi cierpieć, bo mają pewność, że nic nie dzieje się na próżno."
          Mark Helprin w swojej niesamowitej wyobraźni, wysnuł liczne wątki, za którymi niełatwo nadążyć. Zapoznajemy wiele różnych postaci, a także ich przeszłość i cele. Są to charaktery o niezwykłej historii wiele ze sobą niosące, co jest dla czytelnika pewnym problemem. Czytając "Zimową opowieść" należy być skupionym na tekście. Są książki, w których można czytać co trzecie zdanie i nadal będziemy wiedzieli, o co chodzi. Ten trick tutaj nie przejdzie. Język, jakim powieść została napisana, jest trudny. Mamy do czynienia z rozległymi opisami, obfitymi w bogate słownictwo. Autor nie zamyka swoich myśli w jednym zdaniu. Przyznam z lekkim wstydem, że było sporo słów, których znaczenia nie znałam. Trzymając "Zimową opowieść" w ręku i wypisując wszystkie skomplikowane słowa, możnaby stworzyć minisłownik. Oczywiście od czego jest kontekst, prawda? No i słowniki! Jednak utrudnia to płynność czytania i dopiero po dwustu stronach udało mi się chwycić rytm, po czym pozostałe pięćset przeszyłam jak strzała. Jakby tego było mało, autor poetyzuje narrację. Używa wielu, pięknych, pomysłowych i oryginalnych przenośni i epitetów. Ta książka to bogactwo środków poetyckich. ( SALUT dla tłumaczy!) Wszystkie te cechy, coś nie tylko, czynią ją doprawdy wybitnym, acz wymagającym, dziełem literackim. 

          "Nic nie jest przypadkowe i nigdy nie będzie: ani długi szereg idealnie błękitnych dni, które zaczynają się i kończą złotym półmrokiem, ani na pozór niezborne polityczne działania, ani wzrost wielkiego miasta [...] Nawet elektrony, na pozór wzór nieprzewidywalności, są w istocie oswojonymi, usłużnymi stworzonkami, obracającymi się z prędkością światła i zdążającymi dokładnie tam, dokąd powinny. 
[...] 
Lecz istnieje też jednak cudowna anarchia: to przecież mleczarz wybiera moment wstania z łóżka, to szczur decyduje, w który tunel zanurkować, gdy ujrzy pociąg metra pędzący z Borough Hill, płatek śniegu również spada tam, gdzie chce. Jak to możliwe? Jeżeli nic nie jest przypadkowe, jeżeli wszystko jest ustalone, jak może istnieć wolna wola? Odpowiedź jest prosta. Nic nie jest dane z góry - a jednak ustala się, było ustalone lub będzie. Czas nie ma tu znaczenia, bo i tak wszystko wydarzyło się równocześnie, krócej niż w okamgnieniu, czas wynaleziono tylko dlatego, że nie umiemy objąć jednym spojrzeniem olbrzymiego, szczegółowego malowidła, które nam pokazano - oglądamy je więc po kawałku, linearnie. Czas można jednak łatwo pokonać; nie musimy w tym celu ścigać się ze światłem, wystarczy że zrobimy krok do tyłu, wystarczająco długi, by zobaczyć wszystko na raz. Wszechświat jest nieruchomy i kompletny. Wszystko, co kiedykolwiek istniało, istnieje teraz..."

          O czym zatem opowiada "Zimowa opowieść"? Powiedziałabym, że przede wszystkim o czasie i miłości. W książce Marka Helprina występuje także historiozofia, którą czytając studiowałam razem z nim. Czytamy o miłości żyjącej ponad czasem i przestrzenią, które są wbrew pozorom bardzo płynne, o cudach i nadziejach, a także o wierze, i nie mam tutaj na myśli religii. Zastanawiający także jest gatunek. Wiele osób pyta: "Co to, do cholery, jest? Baśń? Fantasy? Romans?". Jeżeli zapytalibyście mnie, postawiłabym na to pierwsze. "Zimowa opowieść" jest przede wszystkim opowieścią magiczną i jedyną w swoim rodzaju, jej klimat zdecydowanie wskazuje na piękną baśń. 
          Zdarzyło się Wam kiedyś czytać książkę i jednocześnie zastanawiać się, co też ten autor ma w głowie i sercu, że udało mu się stworzyć coś takiego? Właśnie to pytanie krążyło mi w myślach. Byłam i jestem pod wielkim wrażeniem; nie tylko przesłania tej książki, ale i sposobu w jaki została napisana. Mark Helprin za samą narrację i styl powinien dostać Nobla. Taaak, jest ona dla czytelnika problematyczne, tym bardziej, iż powieść liczy sobie niemal 700 stron i niemałym wyczynem jest zachować w czasie czytania stan niezachwianego skupienia, niczego to jednak nie zmienia. Lekkie i przyjemne książki, które nas relaksują i sprawiają radość są jak najbardziej potrzebne i nie wiem, co bym zrobiła, gdyby ich zabrało. Aczkolwiek cieszy mnie to, iż powstają dzieła takie jak to, które są sztuką samą w sobie. Sprawiają, że ma się poczucie, iż czasy wielkiej literatury nie skończyły się na twórczości, którą teraz przerabiamy w szkołach. Jak zapewne zauważyliście nie ma oceny, ponieważ zwyczajnie nie wiem, jak mogłabym ją wyznaczyć. "Zimowa opowieść" nie jest książką w moim guście, ponadto nie czuję się na siłach, by móc wciskać ją w tego typu kategorie. Przyznam, że chyba nie do końca tę książkę rozumiem, ale też nie czuję się w związku z tym źle. Ją się po prostu czyta i zachowuje w sercu. Nie trzeba rozkładać jej na czynni pierwsze i skrupulatnie analizować, tylko zaakceptować. Tak też zrobiłam. 
          Z wiadomych przyczyn nie mogę napisać czy ją polecam, czy nie. Uprzedzam, iż jest to duże wyzwanie. Odważnych zachęcam i dopinguję - oczu Wam nie wypali, przygotujcie się tylko na to, iż będziecie musieli poświecić "Zimowej opowieści" sporo uwagi i czasu. Nie sądzę byście później żałowali. :)
          Wiem, że jest film. Ktoś oglądał? Fajny? Wart mojego cennego czasu? ;)

Autor: Mark Helprin
Tytuł: Zimowa opowieść
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 17 lutego 2014
Ilość stron: 696
Ocena: -

Ann