poniedziałek, 19 stycznia 2015

"Carrie" - uwspółcześniona ekranizacja pierwszej powieści S. Kinga


Tytuł: „Carrie”
Gatunek: Horror
Reżyseria: Kimberly Peirce
Scenariusz: Roberto Aguirre-Sacasa, Lawrence D. Cohen
Produkcja: USA 
Premiera:  18 października 2013 (Polska), 7 października 2013 (świat)


Dziś recenzja kolejnej, tym razem uwspółcześnionej ekranizacji książki Stephena Kinga. Jeśli ktoś chciałby zapoznać się z moimi odczuciami po obejrzeniu starszej wersji, zapraszam tutaj.


Przypomnę Wam o co chodziło. Głęboko wierząca i konserwatywna Margaret White wraz z córką Carrie mieszka na cichym przedmieściu małego miasteczka w stanie Maine. Carrie jest miłą dziewczyną, którą nadopiekuńcza matka izoluje przed światem. Nie przysparza jej to popularności w szkole, gdzie czuje się bardzo samotna. Jest w niej jednak coś wyjątkowego. Prześladujący ją rówieśnicy odkryją sekret Carrie w dniu balu maturalnego, kiedy dziewczyna ujawni swoje telekinetyczne moce i wykorzysta je, aby wyrównać rachunki.


Reżyserka postanowiła trochę unowocześnić wersję. Oprócz smartfonów i komputerów, możemy posłuchać, typową dla naszych czasów, muzykę popularna. Dzięki temu możemy lepiej się wczuć w sytuację głównej bohaterki.  
Odtwórczynie głównych ról zagrały lepiej, niż można było się tego spodziewać. Wiadomo – obie są dobrymi aktorkami.  Jednak to Sissy Spacek, grająca Carrie i Piper Laurie, która wcieliła się w rolę matki bohaterki,  lata temu sprawiły, że publiczność była pod ogromnym wrażeniem.
Chloë Grace Moretz, jako młoda aktorka świetnie wcieliła się w rolę odrzuconej i niezwykłej Carrie. Natomiast doświadczona Julianne Moore jest wspaniała jako matka Carrie. Widać, że prawdziwa aktorka zagra wszystko: od twardych, bezlitosnych kobiet do psychopatycznych fanatyczek religijnych.
Teraz trochę porównań do pierwszej ekranizacji. 
Sissy skąpana krwią i z wyłupiastymi oczami była naprawdę przerażająca, zaś Chloë już niekoniecznie. Warto także zwrócić uwagę na odegranie Chris Hargenson przez Portię Doubleday. Mimo niewielkiego doświadczenia, poradziła sobie wyśmienicie, grając zołzowatą koleżankę. Zawiodła mnie jedynie Gabriella Wilde – nie nadała żadnego wyrazu postaci Sue, była po prostu przeciętna. 
Im nowsza ekranizacja, tym więcej efektów specjalnych. Na balu widać to najbardziej. Carrie urządziła tam niezłą rzeź. Jednak sprawiło to, że "Carrie" upodobniła się innych horrorów.

Kimberly Peirce postawiła na ukazanie relacji między matką i córką oraz tragizm głównej bohaterki. Natomiast Brian De Palma wyreżyserował film wiernie odwzorowany na książce Kinga. 

Podsumowując, obie wersje różnią się od siebie. Każda z nich przedstawiła inne punkty widzenia reżysera, jednak każda ma coś takiego, że warto obejrzeć oba wydania.

Ocena: 7/10