piątek, 31 października 2014

Maria Kuncewiczowa - "Cudzoziemka"





 Wszyscy dobrze wiemy, że lektury szkolne to zło. Nie miałam jeszcze okazji poznać osoby, która uważałaby je za ciekawe i chętnie czytała. Ja sama, choć traktuję je jak spuściznę narodową, którą znać wypada, a nawet trzeba, rzadko odnajdywałam przyjemność czytając jakąś. Uczęszczając jednak do klasy medialnej i mając język polski podstawowy oraz rozszerzony, mam okazję czytać książki, których inaczej nigdy bym nie poznała. Taką lekturą jest „Cudzoziemka” Marii Kuncewiczowej. Książka ta spodobała mi się tak bardzo, że postanowiłam napisać recenzję.
Róża Żabczyńska jest już dojrzałą kobietą, która nie potrafi pogodzić się z przeszłością. Mimo swojego zaawansowanego wieku wciąż wspomina lata młodości, niepowodzenia i wyrządzone jej krzywdy. Do wielu ludzi czuje urazę i pała nienawiścią. Róża jest zgorzkniała, nieszczęśliwa i unieszczęśliwia wszystkich wokół siebie, zawsze musi być w centrum uwagi, sieje popłoch, a zarazem podziw. Kobieta niespełniona, pełna nienawiści, poczucia zdrady, zaborcza, okrutna, utalentowana i kochająca muzykę, z każdym kolejnym dniem swojego życia coraz bardziej zagłębiała się we własną rozpacz z rozkoszą i wielkim bólem.
Dawno nie spotkałam się z tak fascynującą bohaterką! Róża jest niezwykła, zaskakująca i skomplikowana. Wielką przyjemność sprawiło mi odkrywanie jej przeszłości i poznawanie powodów jej nieszczęścia. Sama Róża stała się niezwykle ciekawą osobą, którą ja poznawałam z ogromnym zapałem. Uwielbiam analizować ludzką psychikę, zachowania i odczucia, a ta postać była prawdziwą gratką.
Bardzo absorbowały mnie rozważania na temat relacji Róży z rodziną, a raczej stosunku jej rodziny do jej osoby. Dzieci, mąż, szwagier i szwagierka, a także wnuczęta odnoszą się do Róży ze strachem, niechęcią, ale jednocześnie z podziwem, łakną jej przychylności i pochwał.
Syn Róży, Włodzio, choć boi się wizyt matki, która rządzi się w jego domu, musztruje jego dzieci, gardzi jego żoną i obraża ją, zawsze po dłuższej rozłące z matką zaczyna za nią silnie tęsknić. Pomimo faktu, iż każde odwiedziny Róży są dla niego i jego rodziny udręką, Włodzimierz nie potrafi się bez niej obejść. Tak jest nie tylko z nim. Róża dręczy ludzi obcych i swoich bliskich, ale jednocześnie w jakiś sposób ich do siebie przyciąga. Jest to dla mnie zależność mało zrozumiała, ale bardzo zastanawiająca i fascynująca. Wygląda to trochę tak, jakby Róża była narkotykiem, po zażyciu którego następują przykre, a nawet bolesne, efekty, a mimo to nie da się z niego zrezygnować.
Róża kąsa bezlitośnie wszystkich, jest świetna w emocjonalnych grach, potrafi u każdego wywołać poczucie winy. To kobieta, która nie ma swojego miejsca na Ziemi. Wszędzie odbierana jest jak ktoś obcy. Niezwykle piękna, o egzotycznej urodzie, kusi, żeby nie powiedzieć torturuje, mężczyzn. Swoją jedyną miłość utraciła i nigdy po tym nie udało jej się pokochać kogoś innego, gdyż wciąż nieustannie żyła wspomnieniami o swoim najdroższym Michale. Rozpamiętywała nieudaną karierę muzyczną, o co obwiniała swojego maestro. Miała żal do ciotki i ojca, a własnego męża nienawidziła.
Róża nie oszczędzała także własnych dzieci. Nie miała w zwyczaj oszczędzać ich, jeśli chodzi o jej emocjonalne manipulacje. Potrafiła na przykład karać je milczeniem, jeśli została przez nie – w swojej opinii – rozczarowana. Włodzio i Marta musieli wyuczyć się, jak należy zachowywać się wobec matki. Róża musiała być zawsze na pierwszym miejscu, w przeciwnym razie dbała o to, aby każdy domownik żałował swojego postępowania. Bohaterka we własnym domu, a także poza nim, wprowadziła terror.
Mogłabym długo i wiele pisać o tej książce, bo całkowicie mnie pochłonęła. Wspaniały portret psychologiczny nieszczęśliwej kobiety, która na własne życzenie utkwiła w przeszłości. Chciałam zacytować Wam jakiś mocny fragment „Cudzoziemki”, ale nie potrafiłam tego uczynić, ponieważ natychmiast zauważyłam, że na każdej stronie spotykamy się z zaskakującymi i szokującymi sytuacjami oraz dialogami. Do tej pozycji odsyłam każdego, kto lubi powieści psychologiczne. „Cudzoziemka” to perła gatunku i kultury. Mnie absolutnie zaczarowała. Róża zawsze zostanie dla mnie kobietą zagadką, o niezwykłej psychice. Na czytaniu spędziłam pasjonujące chwile. Polecam gorąco!

 Autor: Maria Kuncewiczowa
Tytuł: Cudzoziemka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 223
Data wydania: 2000
Ocena: 10/10

Ann

środa, 29 października 2014

Aleksander Ławski - "Rzeź wołyńska"


Autor: Aleksander Ławski
Tytuł: "Rzeź wołyńska"

Wydawnictwo: Novae Res


Ocena: 9/10



Czy pamięć o dokonanym dawno temu ludobójstwie pozwoli dziś ułożyć relacje z ukraińskimi sąsiadami? Czy nie stanie się przeszkodą w pomocy tym, których przodkowie pomagali Polakom? Czy wystarczy wspomnienie tych, którzy zapłacili za to własnym życiem?


II wojna światowa. Józef, syn polskiego legionisty, kończy gimnazjum, przeżywa pierwszą miłość i pierwsze nadzieje. Jednak wojna i narastające nastroje nacjonalistyczne nie sprzyjają realizacji młodzieńczych planów. Romantyczna sceneria zmysłowej inicjacji dwojga młodych kochanków myli – w tle rozgrywa się bowiem rzeź wołyńska.
Mordy na mieszkańcach polskich wiosek dokonywane przez bandy UPA, odwetowe akcje Armii Krajowej, tragiczny pochód przez Ziemię Wołyńską – wszystko to na zawsze naznaczy losy głównego bohatera, który dziś, prowokowany do zwierzeń, snuje swą przynoszącą ulgę opowieść.
„ Polowanie to nie tylko strzelanie i pozyskiwanie zwierzyny. To czasem chwile zadumy i różnych refleksji nad życiem i zachowaniem człowieka. Na polowaniu nigdy nie wiadomo, co nas może spotkać.”- są to słowa głównego bohatera - pana Józefa. Spędza on czas wraz ze swoim towarzyszem na polowaniach. Wspomina mu dawne czasy. Początkowo niechętnie przywołuje dawne zdarzenia, gdyż jest mu ciężko wracać do tamtych czasów. Dzieciństwo i młodość przeżył na Wołyniu. Jako młodzieniec walczył z UPA, tworząc wraz z ojcem i innymi towarzyszami ruch oporu. Był świadkiem okrutnych działań, które były przeprowadzane na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów. Palono wsie, gwałcono a następnie mordowano kobiety, zabijano dzieci i mężczyzn poprzez przebijanie ich ciał widłami i siekierami. Do takich brutalnych czynów posuwali się najbliżsi sąsiedzi- Ukraińcy, z którymi niegdyś miało się bardzo dobre stosunki.”Przedtem żyli w przyjaźni, a teraz postanowili ich wymordować.” Były także wyjątki. Niektóre ukraińskie rodziny pomagały Polakom, przez co często ginęli w równie okrutny sposób.
Książka ta opowiada również o relacjach pomiędzy mężczyznami, a kobietami. Bohater w trakcie oczekiwania na dzikie zwierzęta, wspomina swojemu towarzyszowi o swojej pierwszej miłości. Mówi o dziewczynie, o przeżyciach związanych z nią, o tym jakim uczuciem darzył Marylkę, gdy tuż obok toczyła się straszna rzeź wołyńska.
Książka jest opowiadaniem starszego człowieka, który przeżył i był świadkiem tych tragicznych wydarzeń, rozgrywających się podczas II wojny światowej. Są to zdarzenia historyczne, ukazujące nam stosunki między Polakami, a Ukraińcami. Nikt nie zapomni tych czasów. Nawet młode pokolenie, które nie uczestniczyło w nich ale dowiaduje się z różnych źródeł: książek, filmów, a także z takich wspomnień jakie przekazywał Józef.
Niesamowita książka i okładka, która również bardzo przykuła moją uwagę od samego początku. To bardzo poruszająca powieść, która opowiada o brutalnym postępowaniu wobec drugiego człowieka. Wątki miłosne ukazują nam, że mimo wojny można było kochać i być kochanym.
Gorąco polecam tę książkę.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję:

poniedziałek, 27 października 2014

Mariusz Zielke - "Twardzielka"


 Autor: Mariusz Zielke
Tytuł: "Twardzielka"
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 383
Ocena: 9/10


Muszę się Wam przyznać, że przez całe życie nie byłam przekonana do polskich powieści, a zwłaszcza kryminałów. Jakże się myliłam! "Twardzielka" stanowczo odmieniła moje poglądy o sto osiemdziesiąt stopni, z czego jestem bardzo zadowolona.

To miał być zwyczajny wyjazd trójki przyjaciół. Chociaż czy naprawdę zwyczajny? Michał, Paweł i Artur są młodzi, przystojni i bogaci. Lubią się zabawić. Do takich "zabaw" mają specjalne.. hmmm.. dziewczyny. Mówiąc wprost: luksusowe prostytutki. Właśnie podczas takiego wyjazdu ginie jedna z ich nowych "koleżanek". Policja szybko zapomina o sprawie, może z braków dowodów, a może zwyczajnie dlatego, że Michał jest synem Dariusza Zwary, który sprawuje kontrole nad ABW i policją.

Jednak kiedy znika kolejne pięć dziewczyn, z czego cztery zostają znalezione martwe, sprawa nie jest już tak prosta. Istnieje podejrzenie, że w sferze show-businessu grasuje seryjny morderca. ABW i policja zaczynają współpracować. Nie mogą siać paniki, muszą działać pod przykrywką. Nadkomisarz Rodzki postanawia sprowadzić ze szpitala psychiatrycznego młodą Marikę. Piękna, o nieprzeciętnej urodzie kobieta idealnie nadaje się do bycia tajną agentką w świecie mody. Dla Mariki to nie tylko szansa na wolność, ale także na odnalezienie Olgi, która zaginęła i najprawdopodobnie żyje i wie wystarczająco dużo, żeby doprowadzić do rozwiązania zagadki. 

Marika wkracza w pełen tajemnic i intryg świat mody. Czy znajdzie sprzymierzeńców? Czy dostrzeże kto jest przyjacielem, a komu lepiej nie ufać? Co łączy ją z Olgą? O tym musicie się dowiedzieć sami!

"Twardzielka" to świetny thriller z nutką kryminalnej opowieści. Może nie powaliła mnie na kolanach, ale wystarczyła abym przejrzała na oczy i zmieniła zdanie na temat polskiej literatury.

Zakończenie powieści trzymało w napięciu, tak bardzo, że do ostatniego rozdziału nie wiedziałam kto jest tym dobrym, a kto jest mordercą. 

Autor opowiedział historie polskiego show-businessu z pełną brutalnością. Czy młode kobiety muszą się zniżać do takiego poziomu, aby żyć w luksusach i bywać na salonach? 

Mariusz Zielke jest autorem kontrowersyjnych i skandalizujących thrillerów. Jego "Wyrok" zyskał znakomite opinie czytelników i recenzentów, książka błyskawicznie znikała z księgarskich półek i doczekała się dwóch dodruków. Z kolei wydana w 2013 r. "Formacja trójkąta" opisywała m.in. kulisy największej w historii Polski afery korupcyjnej. Ten były dziennikarz zasłynął z wojnami z finansistami i wysokimi urzędnikami państwowymi. Wielokrotnie grożono mu i próbowano go przekupić ogromnymi łapówkami, a najbogatsi polscy biznesmeni żądali od niego milionowych odszkodowań za ujawnianie ich tajemnic, Wszystkie procesy jednak przegrali.

Już chyba wiem na jakie pozycje książkowe będę polować w najbliższym czasie!

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Akurat:


niedziela, 26 października 2014

Blask TV: No.6

   



         Po zakończeniu trwających przez lata wojen, zniszczony świat powoli staje na nogi. W celu odbudowania ludzkiej cywilizacji, utworzone zostaje 6 głównych ośrodków mieszkalnych. Jednym z nich jest miejsce akcji anime - No.6. Jest to miasto w pełni skomputeryzowane, w którym roboty sprzątające ulice są na porządku dziennym, a umieszczanie chipów w pod ludzką skórą nikogo nie dziwi. Przyzwyczajeni do takiego stanu rzeczy mieszkańcy egzystują tu jednak bez zmartwień i w dostatku. Z pozoru.
Jest rok 2013. Shion, należący do elity miasta młody geniusz, prowadzi spokojne życie, mieszkając wraz z mamą w wielkim apartamentowcu - przynajmniej do czasu, gdy pewnego deszczowego dnia do jego pokoju wskakuje przez okno ranny, nieznajomy chłopiec. Shion dostrzega ranę na jego ręce i pomimo wyraźnego sprzeciwu postanawia udzielić mu pomocy.
Chłopiec przedstawia się jako Nezumi, co oznacza "szczur" i okazuje się być zbiegłym więźniem, co - o dziwo - nie robi zbyt dużego wrażenia na naszym bohaterze. Nezumi korzysta z pomocy Shiona i odchodzi. Niestety o karygodnym czynie chłopca bardzo szybko dowiadują się władze - wskutek tego Shion i jego matka zostają pozbawieni statusu "elity" i wysłani do biednej części miasta. Po latach główny bohater ponownie spotyka chłopca, któremu niegdyś pomógł i z jego pomocą dowiaduje się czym tak naprawdę jest No.6.
         Nie mam w zwyczaju oglądać przypadkowych produkcji. Zawsze sięgam po anime, o którym krążą bardzo dobre opinie, polecone przez znajomych, czy z bardzo ciekawym opisem. Tutaj mamy do czynienia z pierwszym przypadkiem. Nieraz słyszałam, że "No.6" to anime piękne, ciekawe i godne uwagi. Postanowiłam się o tym przekonać. 
        Shion jest typem bohatera, którego szczerze nie znoszę. Zaślepiony, naiwny, do przesady
idealistyczny, co nasuwało mi myśl, że może być zwyczajnie głupi. Był przesłodki, uroczy, pomocny, troskliwy i wszyscy go za to kochali, a w szczególności Szczur, który mu matkuje i próbuje za wszelką cenę chronić. Oczywiście Shion mimo faktu, że znajduje się w obcym miejscu, nie zna panujących tam zasad, prawdy o tym czym jest No.6 i nie ma najmniejszego pojęcia o otaczającej go rzeczywistości, stara się chronić Nezumi'ego. Co z tego, że nie ma żadnych umiejętności i wiedzy, aby to robić? To oczywiście żadna przeszkoda... I jest to kretyński motyw, który występuje zarówno w anime, jak i w książkach. Kompletnie dla mnie niezrozumiały. Obrazek dopełnia jeszcze to, że Shion chciał wszystkich ratować i im pomagać. Pakiet standard.
          Z Nezumim jest troszkę inaczej. Lubię bohaterów, którzy są "do przodu". Pyskaci, przemądrzali, inteligentni, zabawni, utalentowani i w pewny sposób mroczni oraz tajemniczy. Uwielbiam postać odkrywać, rozgryzać, poznawać i poniekąd tak było ze Szczurem. Jego największą irytującą cechą był właśnie stosunek do Shiona, którego nie będę opisywała. Jest po prostu niejednoznaczny. 
          Fabuła nie jest zaskakująca czy odkrywcza, powstało wiele tego typu historii. Temat bardzo wdzięczny, można go poprowadzić na
wiele różnych sposób. Nikt z nas przyszłości nie zna, więc możemy kreować i wymyślać ją w swojej wyobraźni do woli, na wiele sposobów. W "No.6" zaprezentowano nam jedną z koncepcji, niemożliwą do zaistnienia, gdyż twórca poza wizją przyszłości, kreuje także świat, w którym dzieje się akcja i wplata w nią wątek fantastyczny. Sama fabuła mną nie wstrząsnęła, nie zachwyciła, ani nie rozczarowała. Był to jakiś pomysł i został zrealizowany. 
          Jestem zaskoczona, że ta produkcja wywołała tak wiele emocji. Ja się absolutnie nie potrafiłam w te wydarzenia wczuć, polubić bohaterów czy wciągnąć w historię. Zadowalający jest fakt, że pomysł miał ręce i nogi, anime miało początek, środek i zakończenie. Produkcja nie została urwana w jakimś momencie, co jest chyba najgorsze. Nawet jeśli mam do czynienia ze słabym anime, książką, filmem czy serialem wolę poznać finał, on potrafi wyratować lub chociaż podnieść ogólne wrażenie o całości.
          Animacja i kreska nie są zachwycające. To anime jest z roku 2011 więc można je zaliczyć do nowszych produkcji, jednak kreska mało atrakcyjna, oczy nie bolą, ale ja bym ją określiła jako mierną. Czytałam wypowiedzi różnych osób, które sposób narysowania postaci bardzo chwaliły, ale ja widziałam o wiele ładniejsze i bardziej dopieszczone techniki. Muszę się pochwalić, że ostatnio walczę z bardzo brzydkim zwyczajem u siebie, a mianowicie - z odrzucaniem produkcji za niewystarczająco ładną (w mojej opinii) kreskę. Jest kilka perełek z dawnych lat, które kreskę mają taką jaką mają, z uwagi na czas powstania, i wielkim kretyństwem z mojej strony byłoby, gdybym ich nie obejrzała tylko z tego powodu.
         Opening i ending. Zdecydowanie bardziej podoba mi się ten drugi, pod względem graficznym,
jak i muzycznym. Piosenka z openingu jest zdecydowanie oryginalna i klimatyczna, ale mnie do końca nie przekuje, a sama animacja jest zwyczajna, niczym nie przyciąga uwagi. Za to ending bardzo mi się podoba; świetna piosenka i bardzo ładna oprawa graficzna do niej. 
          "No.6" to anime, które może się podobać, może trafiać na listy TOP i wzruszać odbiorcę, co się zresztą dzieje. Ze mną tak nie było, ale też nie uważam tej produkcji za beznadziejną. Jest pomysł, jest realizacja, są jakieś emocje. Minusem jest, że wszystkie wątki nie zostały wyjaśnione. Szczur do samego końca pozostaje znakiem zapytania, a miałam nadzieję, że w większym stopniu uda się nam go poznać. Wiem, że niektórych widzów zakończenie bardzo wzruszyło, czytałam o wylanych łzach, szalejących, silnych emocjach i wielkim podziwie. Ja finał obejrzałam z niewzruszonym spokojem i żadne wydarzenie w anime go nie wzburzyło. Być może dlatego, że nie związałam się z bohaterami wystarczająco mocno lub jest ono po prostu mało poruszające i emocjonujące. Byłam nim nawet lekko rozczarowana. Cóż, co człowiek to inne wrażenia. Tak to już jest. Muszę także wspomnieć o bardzo ciekawej relacji między tymi dwoma bohaterami, do końca nie wiemy czy jest to coś więcej niż przyjaźń, ale sami Shion i Nezumi dają nam podstawy, aby tak myśleć. Można tę więź interpretować różnie, ja uważam, że zdecydowanie było coś na rzeczy. Rzuciło mi się także w oczy, że czasem zdecydowanie twórcy cudowali. Pominę już wykorzystanie legendy o Romulusie i Remusie - pojawia się, istnieje, ale sytuacja z tym bobasem była absurdalna. Mogłabym wytykać o co mi chodzi, ale to nie miałoby sensu. Ktoś może powiedzieć, że to tylko anime więc takie absurdy mogą istnieć. Ja tak nie uważam. To bardzo specyficzne produkcje, fakt, ale są granice i jakiś realizm i prawdopodobieństwo zachować należy.
          Nie odradzę Wam "No.6", jednak także gorąco nie polecę. Sądzę, ze to odpowiednie anime do obejrzenia w momencie, kiedy nie wiemy, co obejrzeć. Odcinków jest tylko 11 więc szybko można się z nim uwinąć i odblokować na coś innego. Nie żałuję, że je obejrzałam, ale nie dołączę do grona wielkim fanów. Być może Wy to zrobicie? Przekonamy się, jak obejrzycie. Nie od wczoraj wiadomo, że nie zawsze można ufać opiniom fruwający wkoło, tak było tym razem ze mną, ale czasem fajnie jest polegać na ludziach, którzy dzielą się swoimi odczuciami w komentarzach, bo może akurat tym razem trafimy na coś naprawdę fajnego. Trzeba po prostu próbować.


Autor: Atsuko Asano 
(na podstawie powieści)
Tytuł: No.6
Studio: BONES
Data wydania: 2011
Liczba odcinków: 11
Ocena: 5/10
Ann

źródło opisu: http://www.anime-shinden.info/

sobota, 25 października 2014

[PREMIEROWO] Agnieszka Lingas-Łoniewska - "Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna"


Czy można zapomnieć o przeszłości, o stracie zaufania, o niedotrzymanych obietnicach, wreszcie o zdradzie? Każdy zasługuje na drugą szansę, czy takim dobrodziejstwem Zuzanna obdarzy Roberta? A może nie tak łatwo zamknąć karty przeszłości i napisać nową opowieść o wspólnej przyszłości? Piękna Dalmacja Południowa, malowniczy Półwysep Pelješac, trzy siostry, trzy historie, trzy miłości. Zuzanna to pierwszy tom trylogii o uczuciach, o tym jak życie jest ulotne, o tym jak łatwo zniszczyć wszystko to, co w nim cenne i jak potem trudno to odzyskać.


Jakiś czas temu otrzymałam możliwość zrecenzowania książki polskiej autorki - Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, Jak mogliście zauważyć, od jakiegoś czasu na blogu coraz częściej pojawiają się recenzje książek polskich autorek, które są naprawdę bardzo dobre. Zupełnie nie wiem dlaczego większość osób nie przepada za naszymi rodzimymi pisarkami, które wcale nie piszą gorzej niż inni, zagraniczni twórcy. 

Z twórczością pani Agnieszki nie spotkałam się nigdy wcześniej, ale kiedyś zdarzało mi się czytać jej bloga recenzenckiego, tak więc wiedziałam, z kim mam do czynienia. 

"Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna" to powieść o trzech siostrach, z których każda z nich ma swoje życie. Gabi mieszka Półwyspie Pelješac w południowej Dalmacji, ma synka, którego kocha nad życie, jednak nie ma nikogo "dla siebie". Jej historię szczegółowo poznamy w trzecim tomie, w czerwcu 2015 roku. Zosia mieszka w Warszawie, wraz z mężem i dwójką dzieci. Zajmuje się domem, nie pracuje. Z mężem nie widuje się za często, gdyż ten jest zapracowany i tak naprawdę nie ma czasu dla swojej rodziny. Jak z tym czuje się Zofia? Odpowiedź znajdziecie w lutym, w drugim tomie, którego już nie mogę się doczekać. No i Zuza - główna bohaterka tej części. Kobieta jest samotna, jest szefową w korporacji. Zorganizowana, pracowita, bardzo wymagająca i dąży do osiągnięcia swoich wyznaczonych celów, przez co tak naprawdę nie ma swojego prywatnego życia. Jest to siostra bliźniaczka Zosi. Kocha swoje siostry i są najlepszymi przyjaciółkami, jednak ostatnio nie spędzają razem aż tyle czasu, co dawniej. 

piątek, 24 października 2014

Blask Książek na Targach Książki w Krakowie.

Cześć!
Jak zapewne wszyscy bardzo dobrze wiedzą, dziś w Krakowie rozpoczęły się 18. międzynarodowe Targi Książki. Wiem, że wielu z Was się na nie wybiera. Pisaliście już niejednokrotnie o tym na Waszych blogach. Żadna z nas jeszcze nie uczetniczyła w takim wydarzeniu i jesteśmy strasznie ciekawe jak one wyglądają! 

Dziewczyny z Blasku Książek (Gosiek i Fosiek + koleżanka Karolina) wybierają się na targi w sobotę, 25. października i już nie mogą się doczekać! Tak naprawdę nie mamy jakiegoś wielkiego planu, co chcemy zobaczyć, co kupić, kogo spotkać. Liczymy na spontaniczność. Mimo wszystko, z całą pewnością będziecie nas mogły zobaczyć przy stoisku Filii, na spotkaniu z panią Krystyną Mirek, na pewno będziemy się kręcić również przy stoiskach innych wydawnictw tj, Znak, w którym mamy zamiar zaopatrzyć się w najnowszą książkę pani Kasi Michalak - "Przystań Julii". Na więcej planów nie mamy. Chciałybyśmy poznać nowych ludzi, poplątać się z innymi blogerami. Tak więc, jeśli tylko chcielibyscie nas poznać, piszcie do mnie na Facebooku, na pewno się jakoś dogadamy i potem, w Krakowie się znajdziemy. Poniżej zdjęcie, żebyście wiedzieli jak wyglądamy! :)


Dla wszystkich tych, którzy nie mają możliwości uczestniczyć w tych targach prawdopodobnie przeprowadzimy relację na żywo (w postaci zdjęć) na fan page, więc jeśli ktoś jeszcze nas nie polubił na Facebooku, jest tu temu okazja - klik. Po targach również na pewno pojawi się post z podsumowaniem targów! 

Jacqueline Carey - trylogia "Dziedzictwo Kusziela"




 



Wyczuwałam w kościach nadciągający kolejny piątek i odetchnęłam z ulgą, że niedawno czytałam – po raz kolejny – wspaniałą trylogię, o której mogę Wam opowiedzieć. Moim zdaniem wszystkie książki powinny być takie, jak te Jacqualine Carey: +/- 500 stron nawet na chwilę nie zwalniającej akcji! Kocham tę trylogię, kocham jej autorkę i mam nadzieję, że takich lektur będzie pojawiało się coraz więcej. Płakać mi się chce, kiedy widzę marne 200 stron. Drodzy pisarze! Takie książki należy tworzyć! :D
Fedra ma pechowe imię, skazę w postaci czerwonej plamki w jednym oku i została porzucona przez rodziców, kiedy była jeszcze czteroletnią dziewczynką. Jej życie nie zapowiadało się różowo, do czasu aż spotkała szlachcica Anafiela Delaunay. To on jako pierwszy zorientował się, że Fedra została dotknięta przez boga – Kusziela. Delaunay przyjął dziewczynę do siebie i wychował na szpiega. Okazało się, że jest ona równie dobrym tajnym agentem, co kurtyzaną. Będąc wierną koronie, Fedra czujnie wychwytywała spiski rodzące się w jej ojczyźnie, jak i te powstałe przeciwko Terre d’Ange i nieraz ocaliła swoich rodaków przed zagładą.
Czytelnik zapoznając się z pierwszymi stronicami tomu pierwszego może być zdezorientowany. „Strzała Kusziela” wprowadza nas w całkowicie nowy świat, którego zwyczaje i prawa musimy poznać oraz zrozumieć. Mnie spory kłopot sprawiały nazwiska, które mi się myliły i mieszały. Sporządzona na początku lista postaci jest potrzebna i naprawdę pomocna, i choć bohaterowie nie zostali obszernie scharakteryzowani (a te mało znaczące wcale) ta krótka notka pomaga się odnaleźć.
Świat przedstawiony jest zachwycający. Jestem szczerze urzeczona i pod absolutnym wrażeniem wyobraźni i fantazji autorki. To rzeczywistość, w której gorąco pragnę żyć. Ma swoją historię. Bogowie odgrywają w niej wielką rolę. Autorka dopisała do dziejów biblijnych kolejny rozdział, nie przeinaczając tych nam znanych. Pomysł narodzin Błogosławionego Elui i jego Towarzyszy uważam za świetny i ciekawy, a ich ciągłą obecność przy swoich potomkach za krzepiącą.
Główna bohaterka jest nieprzeciętna. Mamy z początku do czynienia z małą niesforną dziewczynką, która na naszych oczach staje się kobietą. Fedra zawsze wiedziała, że pragnie wstąpić do służby Namie, która polega mniej więcej na tym samym, co praca prostytutki. Z technicznego punktu widzenia, oczywiście. Fedra jest kobietą niezwykle odważną i szlachetną. Powiedziałabym nawet, że ta druga cecha jest nazbyt rozwinięta. Nasza kurtyzana dokonała wielu heroicznych czynów, niejednokrotnie uratowała swój kraj i z trwogą w sercu pewnie maszerowała na wojnę, mimo to nie liczy na pochwały czy wdzięczność. No ludzie! Jakbym biegła w niebezpieczne miejsca, wiedząc, że mogę zginąć chciałabym, aby doceniono co zrobiłam, a nie zbywała słowa uznawania komentarzem w stylu: „Ojej, ja tylko uratowałam naszą ojczyznę i dziesiątki istnień, to nic wielkiego”. Otóż to jest coś wielkiego. Drugą rzeczą, która mnie irytowała było branie odpowiedzialności przez Fedrę za wszystko. Oczywiście nie można być lekkomyślnym i zwalać odpowiedzialność na innych, jednak nasza bohaterka, choć robiła coś, aby ocalić królową czy ojczyznę uważała, że wszystko, co złe jest jej winą. Co z tego, że było to konieczne? Co z tego, że chodziło o dobro ogółu? To jej wina! Poza tymi dwoma aspektami osobowości, które mnie przeszkadzają - inny czytelnik może je podziwiać i śledząc takie jej reakcje kiwać poważnie głową na zgodę - Fedra jest bohaterką, którą można pokochać.
Niestety autorka ma brzydki zwyczaj uśmiercać bohaterów, których kocham. Ileż ja łez wylałam przy każdym tomie! Ileż razy nosiłam żałobę po moich ukochanych postaciach! Ach! Zbyt wiele. Idąc tym tropem mogę powiedzieć, że pozostali bohaterowie dają się lubić i dają się nie znosić. Czytając tom drugi trylogii poczułam żywą i gorącą nienawiść do pewnej postaci, której czyny mnie bardzo poruszyły. Śmiało więc można rzecz, że Jacqualine Carey potrafi stworzyć bohaterów z własną, indywidualną osobowością, którą możemy podziwiać lub nie.
Tak jak wspomniałam na początku, akcja nie zwalania nawet na moment. Ciągle coś się dzieje i każde wydarzenie jest ważne. Razem z Fedrą zwiedzamy i poznajemy świat stworzony przez autorkę, a zapewniam, że jest on ciekawy i pasjonujący.
„Dziedzictwo Kusziela” urzekło mnie całkowicie. To jedna z pereł w gatunku fantastyki, nie boję się tego napisać. Ma swój klimat, który mnie pochłonął i sprawił, że zakochałam się w świecie stworzonym przez autorkę. Jest to seria książek przeznaczona dla starszych odbiorców, jednak ja jako typowa bad girl bez wstydu wyznam, że przeczytałam „Dziedzictwo Kusziela” nie będąc jeszcze pełnoletnią. Erotyka występuje w tej trylogii w dużej dawce, a jako, że Fedra jest anguisette (odnajduje rozkosz w bólu) występują sceny, które niektórzy nazwaliby ostrymi, a nawet wyuzdanymi. Ja jestem zachwycona i wiem, że jeszcze nie raz do tej historii wrócę, to nie ulega wątpliwości. 


Autor: Jacqueline Carey
Tytuł: Dziedzictwo Kusziela 
(Strzała Kusziela, Wybranka Kusziela, Wcielenie Kusziela)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Mag
Data wydania: (po kolei) 29 listopada 2004, 2005, 2006
Liczba stron: (po kolei) 704, 624, 652
Ocena: 10/10