piątek, 26 grudnia 2014

Akcja wywiad! : Nina Reichter cz.1

Nina Reichter - założę się, że każdy z Was zna to nazwisko, ale jakby czasem znalazła się osoba, która nie ma o niej pojęcia, to dzięki dzisiejszej notce będzie mógł ją trochę poznać. Nina Reichter to polska autorka mieszkająca w Niemczech. Jest autorka trylogii "Ostatnia spowiedź". Wszystkie trzy części były recenzowane na tym blogu i pokochałam je jak żadne inne! 

Ostatnia Spowiedź: 


Przy okazji promocji trzeciego tomu udało mi się przeprowadzić z Niną wywiad, którego pierwszą część macie poniżej. Niedługo ukaże się również druga. Musiałam go podzielić na dwie części, bo wyszedł zbyt długi - Nina się postarała!  


1. Historię z Ostatnią Spowiedzią zaczynała Pani na blogu. Jak to się stało, że przekształciła Pani ją w książkę? Był to Pani pomysł, czy ktoś to Pani zaproponował?

Nie wiem, kto mógłby mi zaproponować coś takiego. Nie pojmuję też, czemu miałoby to wynikać z czyjejś sugestii, a nie z mojej własnej decyzji. Dlaczego miałabym liczyć na to, aż KTOŚ mnie dostrzeże? To tragiczny błąd myślenia – zagadka, dlaczego tak powszechny.
A jak to się stało? pewnym okresie blog zaczął zajmować czołowe miejsce w moim planie dnia. Poświęcałam mu coraz więcej uwagi – często okradał mnie z czasu dla znajomych, przyjaciół. I wtedy pomyślałam: może byłoby z tego coś więcej.
W dodatku, kończąc już tę historię, mogłam spojrzeć na nią całościowo. Dostrzegłam, że opowiada o problemach wspólnych dla wielu z nas. I że w zasadzie zespół muzyczny jest tam tylko tłem, a urok, prawda i w pewnym sensie wyjątkowość tej historii leży na innej płaszczyźnie. Następnie poszłam do Empiku i spojrzałam na kilka nowowydanych pozycji dla młodzieży. Przeczytałam kilka kartek… i uniosłam brew. A potem uśmiechnęłam się do siebie.
Więcodpowiadając na Twoje pytanie – tak to się zaczęło.

2. Wyczytałam gdzieś, że w przyszłym roku ma się odbyć premiera najnowszej książki napisanej przez Panią. Zdradzi nam Pani o czym ona będzie?

Szczegółów zdradzić nie mogę. Chociażby dlatego, że tworzę równocześnie dwie powieści i nie wiem, która zostanie opublikowana pierwsza. Ale na pewnobędzie mrocznie… inaczej… Może powiem tyle, że piszę o chłopaku, który stracił pamięć… któremu zmieniono wspomnienia… I o dziewczynie, która go kocha.

3. Kto jest Pani autorytetem?

Odpowiadałam już wcześniej na to pytanie – odpowiedź się nie zmieniła. Autorytetami są dla mnie ludzie bezkompromisowi (ale w sensie postawy życiowej– nie braku otwartości na dialog). Mój Ojciec zawsze wyrażał głośno własne zdanie. Daleko było mu do dyplomacji. To uwalniająca postawa. Prawdziwa. Cenię ludzi, którzy mówią co myślą bez oglądania się na to, jakie korzyści im to przyniesie – bądź nie.

4. Gdybym miała zapytać o wyzwanie, które od jakiegoś czasu krąży po Facebooku, dotyczące 10 książek, które w jakiś sposób wpłynęły na nasze życie, jakie pozycje znalazłyby się na Pani liście?

Nie mam pojęcia, bo nawet nie wiem, jak taką listę miałabym zbudować. Na moje życie wpłynęło tylko parę książek (na pewno nie dziesięć, być może trzy, cztery). Natomiast sporo książek cenię – i każdą za co innego. Jedne za niesamowity klimat (Droga do szczęścia, Dallas 63), inne za wybitne intrygi (Nesbo – wszystkie pozycje), jeszcze inne za ubarwienie mi dzieciństwa (Harry Potter), jeszcze inne za przesłanie (Skazani na Shawshank, Życie Pi).
Także tych list musiałoby być kilka – gdybym zrobiła jedną, wyszedłby totalny misz-masz, bezwartościowy i nieskładny. Jednak jako fakt mogę przyznać, że w każdym z tych zestawień znalazłaby się przynajmniej jedna z książek Kinga. Ale to chyba nikogo nie dziwi :) 

Stąd; klik

5. Jakie jest Pani największe marzenie?

Chyba jestem już stara, bo pierwsze, co mi się nasunęło, to – długo cieszyć się zdrowiem. I oby nic się nie zmieniało. Jest świetnie tak, jak jest. Nie chcę niczego zmieniać.

6. Czy nadal jest Pani tak wielką fanką Tokio Hotel jak wtedy, gdy powstawała "Ostatnia spowiedź"?

To pytanie również już się pojawiło we wcześniejszym wywiadzie. Nigdy nie byłam wielką fanką zespołu. Byłam fanką braci. A do ich muzyki przyzwyczajałam się powoli (jak zresztą pewnie wielu fanów). Na pierwszym miejscu była osobowość, charyzma. A potem muzyka zespołu – która będąc z początku „ok-nutą”, przeszła po latach w coś, z czym wiązały się wspomnienia.
Ale jeżeli chodzi o styl muzyczny, jaki lubię, to bliżej mi do czegoś z lepszym wokalem (tutaj parę osób weźmie głębszy wdech oburzenia).
Z męskich wokalistów lubię Adama Lamberta; Jared Leto też jest świetny. Natomiast sentyment do braci pozostał – i oczywiście, uwielbiam ich. Ale raczej jako postaci show-biznesu – ciekawych ludzi. Niekoniecznie jako muzyków. Chociaż ostatni album, który oczywiście kupiłam („Kings of suburbia”), uważam za naprawdę dobry – choć fani w większości mają inne zdanie.

7. Pamięta Pani pierwszą negatywną opinię o OS? Jak Pani to odebrała?

Pamiętam pierwszą, lecz chyba dlatego, że negatywne opinie – na te ponad sto kilka recenzji – przypominam sobie dwie. Tylko że ja mam do recenzji szczególne podejście. Chyba nietypowe.
Te dobre opinie oczywiście cieszą. Te gorsze mogą zastanowić – ale tylko w szczególnych warunkach. Generalnie kieruje się zasadą, którą streściłabym zdaniem: „wiem, że nie jestem niebieska”. A polega ona na tym: jeżeli negatywna opinia wskazuje coś (jakiś problem, minus utworu), z czym mogę się zgodzić – to na pewno to przemyślę. Tym bardziej, że w 90% przypadków i tak jestem świadoma problemu (sami jesteśmy swoimi najsurowszymi krytykami) – więc docenię tylko trafny strzał.
Natomiast gdy ktoś rzuca w moją stronę zarzut, który ma z realiami tyle wspólnego, co Korea z demokracją (np. Reichter nie umie kreować ciekawego bohatera) – to byłabym idiotką gdyby psuło mi to humor. Dlaczego? Bo wiem, że nie jestem niebieska. I wiem o tym bez względu na to, z jakim zapałem (bądź licealną erudycją) ktoś próbuje mi wmówić rzecz odwrotną. To mnie nie denerwuje – bo to do mnie po prostu nie trafia.
Była kiedyś taka anegdota. Przychodzi kobieta na terapię małżeńską. Jej mąż nie dotarł, nieważne z jakiego powodu. I kobieta mówi do terapeuty:
- Proszę Pana. Mój mąż nazwał mnie dziwką. Jestem oburzona. Chyba się z nim rozwiodę.
Terapeuta myśli chwilę, potem mówi:
- A czy oburzyłaby się Pani, gdyby mąż nazwał Panią krzesłem?
Kobieta, w osłupieniu, odpowiada:
- No nie! Bo przecież wiem, że nie jestem krzesłem!
- A to nie wie Pani, że nie jest Pani dziwką?
No więc właśnie :)

8. Bardziej motywujące są dla Pani opinie krytyczne, czy raczej te pozytywne?
Zewnętrzne opinie nie motywują mnie do niczego. Do dalszej pracy motywuje mnie tylko moja własna opinia na temat tworzonego tekstu.


cdn.