piątek, 14 listopada 2014

Robert Galbraith - "Jedwabnik"

    


      Cormoran Strike ponownie rusza w pogoń za mordercą!

          Interes Strike'a idzie świetnie. Po rozgłosie, jaki zapewniło mu rozwiązanie sprawy zabójstwa Luly Landry prywatny detektyw zyskał wielu nowych bogatych klientów i zaczyna finansowo wychodzić na prostą. Pewnego dnia w jego agencji pojawia się żona mało znanego pisarza, Leonora Quine i prosi Cormorana, aby odnalazł jej męża, który zdawał się zniknąć. Z pozoru łatwa sprawa komplikuje się, kiedy detektyw znajduje zwłoki Owena Quine'a, a następnie postanawia znaleźć jego mordercę. Krąg podejrzanych wydaje się nie być duży, ponieważ pisarz niedawno stworzył książkę, w której zaatakował i ośmieszył dużo osób ze swojego środowiska, a jednak w śledztwie pojawia się wiele niewiadomych. Ponadto charakter morderstwa był wyjątkowo bestialski i wynaturzony. Strike nagle stanął przed wyzwaniem, z którym nie ma na co dzień styczności. Czy uda mu się rozpracować sposób myślenia niebezpiecznego psychopaty?
          Zachodzę w głowę, co takiego mają w sobie książki o Cormoranie Strike'u, że tak wciągają czytelnika. Mimo faktu że trzy rozdziały mogłabym podsumować w dwóch zdaniach, nie miałam nawet przez chwilę poczucia, iż akcja się wlecze. Bardzo chętnie czytałam opisy zawarte w książce, które tworzyły wspaniały klimat. Ten tom jeszcze bardziej mnie urzekł, ponieważ by rozwiązać sprawę Cormoran musiał obracać się w wydawniczym światku; wśród pisarzy, redaktorów i wydawców, a ja w przyszłości mam nadzieję pracować w wydawnictwie lub być z tym środowiskiem związana. Tak samo jak w czasie czytania "Wołania kukułki" zaangażowałam się w śledztwo prowadzone przez naszego detektywa. 
          Wspominałam w recenzji poprzedniego tomu (KLIK), że główny bohater zrobił na mnie ogromnie pozytywne wrażenie i to podtrzymuję. Strike zaskakuje mnie i wzbudza mój podziw swoim talentem do dedukcji. Nie wiem jakim cudem temu facetowi udaje się połączyć dane fakty. Ja byłam kompletnie skołowana. Cormoran zmaga się także ze swoimi problemami zdrowotnymi, stara się pogodzić z sytuacją, iż to nie on obecnie jest u władzy i musi liczyć na życzliwość oraz współpracę świadków, a także na pomoc starych przyjaciół. Do tego widmo niedawno skończonego związku wciąż się nad nim unosi, Charlotte podejmuje próby sprowokowania i zranienia Cormorana, który postanowił definitywnie zakończyć kilkanaście lat nieustannie przerywanego związku i ruszyć do przodu. Strike ponownie imponuje czytelnikowi swoją zabójczą pamięcią, błyskotliwością i spostrzegawczością. Z wielkim zainteresowaniem razem z nim zaglądałam w jego przeszłość. To charakterystyczna i nieszablonowa postać z naprawdę ciekawą osobowością. Często spotykamy się z bohaterami posiadającymi cechy, które przywołują nam na myśl inne postacie i książki, jednak Cormoran jest wyjątkowy. Jego życiorys i pochodzenie budzą respekt, który wzmaga osobowość tego bohatera. 
          Robin Ellacott uzupełnia Strike wszędzie tam, gdzie jest to potrzebne. Cechuje ją niebywała taktowność i troskliwość. Podczas kiedy jej pracodawca myślami jest przy swoim śledztwie, ona dba o szczegóły i swoją przyjemną powierzchownością, a także miłym charakterem przekonuje do współpracy ludzi, którzy na widok potężnego detektywa uciekają w drugą stronę. Łączy ją z Cormoranem pasja detektywistyczna, a jej analityczny rozum okazuje się bardzo przydatny. Uważam Robin za kobietę niezwykle uroczą, jej miłość do tego, co robi mnie rozczula. Zapał z jakim oddaje się pracy jest godny pozazdroszczenia.
          Autor podsuwa czytelnikowi pewne strzępy informacji, które skłaniają do analizowania w czasie czytania. Na bieżąco śledząc myśli głównego bohatera, starałam się wytężyć umysł i skupić  na jego wnioskach, by móc coś, COKOLWIEK, wymyślić. Bardzo chciałam złapać trop mordercy, usilnie węszyłam w powietrzu. Co jakiś czasu udało mi się coś złapać, by po chwili pojawił się inny fakt, który mieszał mi w głowie. Przez niemal całą książkę rozwiązanie skrywa ciężka kotara tajemnicy, występuje tak wiele niejasności i znaków zapytania, że nie można ze stuprocentową pewnością wytypować mordercy. Istnieje tak wiele wątpliwości, że siłą rzeczy odbiorca stawia na kilku bohaterów i waży ich możliwości, sprzyjające okoliczności, motywy. Z dumą i arogancją zdarzyło mi się zawołać w myślach: AHA! TO ON/ONA!, by w następnym rozdziale stracić pewność i zacząć skłaniać się ku innej opcji. 
          Bardzo podoba mi się styl Roberta Galbraitha (lub J.K. Rowling, wedle uznania), który w sposób przemyślany buduje akcję i waży napięcie. Autor skrupulatnie pilnuje, by nie wyjawić zbyt wiele, ale jednocześnie rzuca kawałeczki informacji. Szare komórki zaczynają pracować, a te zabite przez internetowe głupoty ożywają w chwale. Coś pięknego! 
          Podsumowując pozostaje mi tylko gorąco polecić Wam "Jedwabnik". Trzyma wysoki poziom poprzedniego tomu i zachwyca czytelnika. Bawiłam się wspaniale razem z Cormoranem i Robin tropiąc psychopatycznego mordercę i zdębiałam, kiedy w końcu dowiedziałam się, kim on jest. Jestem szczerze nasycona literacko i żałuję, że muszę czekać na trzeci tom! Ponadto znowu zrobiono mi dobrze piękną okładką, jeszcze bardziej klimatyczną niż w "Wołaniu kukułki", która wspaniale dopełnia utwór i zaostrza apetyt na zapoznanie się z treścią. Poszperałam trochę w Internecie i kontynuacja zapowiada się wspaniale. Nie mogę się doczekać! 

Autor: Robert Galbraith
Tytuł: Jedwabnik
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 15 września 2014
Liczba stron: 480
Ocena: 9/10



Te wspaniałe wrażenia zapewniło mi: 

Za co serdecznie dziękuję!

Ann