poniedziałek, 3 listopada 2014

"KWIAT PUSTYNI", czyli Waris Dirie i jej niesamowita historia





Dzisiaj będzie o czymś innym. Nie o książce tylko o filmie. Od dłuższego czasu nie oglądałam takiej ekranizacji, która tak bardzo chwyciła mnie za serce. Co prawda, bardzo rzadko oglądam filmy, bo wiadome, że wolę książki, a jeśli już to moja przygoda z telewizorem kończy się zwykle wtedy, kiedy film przerywany jest pierwszą reklamą.
Tym razem było inaczej. Żadne reklamy mi nie przeszkadzały i mogłam spokojnie oddać się historii Waris Dirie.

"Kwiat pustyni", bo to o tym filmie mowa, to nie kryminał, horror czy jakiś psychologiczny thriller.
To historii kobiety, która bardzo mnie poruszyła. I chyba nie tylko mnie, ale każdego, kto miał okazję usłyszeć tę niesamowitą opowieść.







Waris Darie jako pięciolatka przeżyła koszmar obrzezania, jako trzynastolatka uciekła od rodziny, ponieważ ta chciała ją wydać za sześćdziesięciojednoletniego mężczyznę, tylko dlatego, że zapłacił za nią paroma zwierzątkami. Przeszła całą pustynię bez butów, sama, bez żadnej pomocy. Dotarła do Mogadiszu, a stamtąd wyjechała do Londynu, gdzie pracowała jako służąca. 

Film opisuje jej historię. Od piekła do luksusów. W Londynie odkrył ją znakomity fotograf. Sesje z prawdziwego zdarzenia, potem miały być wybiegi w największych stolicach świata mody: Paryż, Mediolan, Nowy Jork. Jednak mały drobny szczegół mógł zmienić jej życie z powrotem w koszmar. Okazało się, że paszport Waris jest nieważny. Chcąc szybko załatwić sprawę, jej pracodawczyni, Lucinda, postanawia wyrobić Waris fałszywe papiery. Wszystko byłoby idealnie, gdyby na lotnisku nie zatrzymali młodej modelki. Czekając na decyzje o deportacji wspomina to, co przeżyła. Przyznam szczerze, że oglądając te przerażające sceny miałam ciarki na plecach, co rzadko się zdarza. Obraz małej dziewczynki, trzymanej przez matkę w ramionach i patrzącej na to, co znachorka robi z jej córką na zawsze pozostanie w mojej pamięci.






Rytualne obrzezanie to nie tylko okaleczenie genitaliów dziewczynki. Po ich wycięciu zszywa się ciało, często akacjowym kolcem. Zostaje jedynie maleńki otwór. I już mała dziewczynka, jak to nazywają tamtejsze kobiety, nie jest „otwarta”, aż wyjdziesz za mąż. To nie jest naturalne. 
Jaka matka, która trzyma w ramionach swoje zdrowe, piękne dziecko, pozwala je okaleczać? Niszczyć tak samo, jakby odcięła mu rękę czy nogę. Wiele dziewczynek wykrwawiają się, umierają z powodu zakażenia, powikłań. 
Waris pochodzi z muzułmańskiej rodziny,plemienia nomadów. Choć nie ma w Koranie sentencji, która nakazuje obrzezanie kobiet ludzie praktykują tą straszliwą tradycję. Wydaje im się, że Allah tak chce, bo słyszą to od pokoleń.
Jak wynika z danych ONZ, na świecie przeprowadza się dziennie około sześć tysięcy obrzezań kobiet. Głównie w Afryce, choć ta barbarzyńska praktyka przeniosła się również do Europy wraz z masowym napływem imigrantów. Niektóre zachodnie kraje zakazały prawnie okaleczenia w imię tradycji, ale nie wpływa to w żaden sposób na poprawę statystyk. Waris Dirie nadal walczy z tym bezlitosnym procederem. W jednym z wywiadów powiedziała: "Kiedy usłyszę: „To już się nie dzieje. To koniec!”, wtedy odpocznę."


Film oprócz problemu obrzezania pokazuje jak wielka jest siła odwagi. Jeżeli czegoś naprawdę pragniemy, to musimy się odważyć i przeciwstawić się zasadom. Bo naszym losem powinniśmy kierować my sami, a nie rodzina, czy ktokolwiek inny.