piątek, 28 listopada 2014

BlaskTV: Biała Królowa (The White Queen)

         

          Ów serial powstał już w roku 2013, ja jednak dowiedziałam się o tym zaledwie tydzień temu! Opis mnie zachwycił, a fakt, że jest to produkcja stworzona na podstawie książek Philippy Gregory bardzo zainteresował. Nie miałam okazji czytać książek, jednak po obejrzeniu serialu jestem pewna,
że to zrobię. Strasznie się napaliłam na twórczość pani Gregory! Do tego wszystkiego wyczytałam gdzieś, że serial w niemal 100% jest wierny pierwowzorowi więc ciekawość mnie wręcz rozsadzała!
          Rzecz dzieje się w XV - wiecznej Anglii. Rządy szalonego króla Henryka zostały obalone przez młodego, pełnego odwagi i zapału młodzieńca Edwarda Yorka. W kraju następuje dużo zmian i wielu mieszkańców straciło swoje ziemie, w tym wdowa i matka dwóch synów, Elżbieta. Pewnego dnia postanawia osobiście poprosić nowego króla o zwrot własności swoich ukochany dzieci i wychodzi mu na spotkanie. Niespodziewanie rodzi się pomiędzy nimi namiętność, jednak kobieta uporczywie odmawia zostania kochanką Edwarda. Młody król po bezowocnych naleganiach oświadcza się Elżbiecie i biorą tajemny ślub.  Młody władca wkrótce niespodziewanie zakochuje się w pięknej kobiecie. Zresztą z wzajemnością. Elżbieta z rangi wieśniaczki awansuje na królową Anglii i musi szybko poznać zasady panujące na królewskim dworze, a także stawić czoła jawnym i skrytym wrogom, starym i nowym.


          Głównymi bohaterkami są trzy kobiety: Elżbieta Woodville, Małgorzata Beaufort i Anna Neville. Wielkim zaskoczeniem dla mnie było, że od początki kibicowałam tej pierwszej, czyli tytułowej postaci. Zazwyczaj jestem nieprzychylna mezaliansom i uzurpatorom( jakby nie patrzeć Edwardowi tron się nie należał). Tym razem jednak byłam calusieńkim sercem z obecną parą królewską, a fakt, że w żyłach Elżbiety płynie krew Meluzyny i jest ona wiedźmą tylko spotęgował moje gorące uczucia. I tyle, na ile Małgorzatę tolerowałam, to pannę Neville nienawidziłam od samego początku. Tak mi ta dziewucha działa na nerwy, że oglądając gotowałam się ze złości. Czułam wręcz namacalną niechęć do tej bohaterki i nie uległo to zmianie do ostatniego odcinka. Uważam, że skończyła tak, jak powinna. Nie chcę pisać Wam o każdej postaci z osobna, jednak Ryszard, jeden z braci Edwarda, wydał mi się interesującym bohaterem. Był najuczciwszy i najbardziej honorowy, cechowała go lojalność. Jednocześnie był owiany pewną dozą tajemniczości, przez pewien czas nie wiedziałam, co powinnam o nim myśleć. Popełnił błąd słuchając niewłaściwych osób i nie najlepiej na ty wyszedł.


          Najchętniej bym tutaj pospoilerowała, by móc wyłożyć wszystkie swoje żale i radości, ale nie mogę tego uczynić. Będę więc bardziej ogólnikowa. Ta produkcja wciągnęła mnie tak bardzo, że jednego dnia potrafiłam obejrzeć kilka 60 minutowych odcinków. Było to trudne. Wiadomo, że niełatwo jest jednego dnia na samo oglądanie serialu wyłuskać 3 godziny, ale staram się z całych sił. Dawno nie byłam tak zaangażowana w losy postaci na ekranie. Wiele seriali ogląda się z przyzwyczajenia lub ze znikomą ciekawością, czy braku innego zajęcia. Ze mną i "Białą królową" było inaczej.
         Zdradzę Wam swój fetysz: są nim włosy. Zawsze zwracam na nie uwagę, a w prawdziwy zachwyt wprawiały mnie złote loki Elżbiety i jej córek. Po raz pierwszy spotkałam się z prawdziwie złotowłosą postacią. Oczywiście, to nie jest jej naturalny kolor, ale włosy miała tak piękne (!); gęste, o wspaniałym kolorze i cudownie splecione. Ponadto bardzo podobała mi się gra aktorska Rebeccy Ferguson. Choć często nie zgadzam się z decyzjami jej postaci, to naprawdę wierzyłam w emocje, które z niej emanowały. Potrafiła szczerze ukazać miłość, nienawiść, gniew, a nawet zawiść.
         Wszelkie zawirowania na dworze oglądałam z wielkim zainteresowaniem. Często król, choć był władcą wszystkich, nie mógł nic zrobić, nie mógł ukarać kogoś, kto np. dopuścił się zdrady, bo wywołałoby to jeszcze gorsze reperkusje. A więc władza absolutna, czasem jest taka tylko w teorii.
         Wyczytałam, że krąży wiele niepochlebnych opinii dotyczących kostiumów, scenografii czy charakteryzacji bohaterów. Wyznam, że na te dwa pierwsze czynniki nie zwracałam szczególnej uwagi. Jednak nie potrafię zrozumieć pewnego zjawiska. Otóż niektóre postacie z czasem zostały "postarzone". Ucharakteryzowano je tak, by wyglądały już np. na starców. Zaś inne nie zmieniły się w najmniejszym stopniu przez kilkanaście lat. Nie wiem skąd taka niekonsekwencja. W końcu innym bohaterom nie poskąpiono odpowiedniego makijażu. Jednak ten defekt w żadnym stopniu nie zmniejszył mojego zachwytu.
          Jestem ogromną fanką czasów królów i królowych więc łapczywie chwytam  za każdy serial osadzony w tych czasach (choć przez "Merlina" i "Nastoletnią Marię Stuart" nie przebrnęłam) i możliwe, że to z powodu moich upodobań jestem tak zauroczoną tą produkcją, a jednak polecam ją Wam gorąco. Jeśli znacie jakieś dobre seriale o podobnej tematyce, to polećcie mi je w komentarzach. Będę wdzięczna! :D







Tytuł: Biała królowa/ The White Queen
Gatunek: romans, historyczny, dramat
Ilość odcinków: 10
Czas trwania: 60 minut
Premiera: 16 czerwca 2013
Ocena: 9/10

Ann