piątek, 3 października 2014

Libba Bray - MISSja survival



„Zanim agent zdążył wypuścić dym z płuc i sięgnąć po broń, Taylor poczęstowała jego szczękę kopniakiem z półobrotu, tym samym, który doskonaliła podczas niekończących się zajęć kickbokserskiego aerobiku. Cofnął się chwiejnie, z nosa spłynęła mu krew.
- A palenie papierosów to paskudny nałóg, który nie tylko rujnuje płuca, lecz także powoduje powstawanie wokół ust przedwczesnych zmarszczek, na które nawet botoks nie pomoże. – Taylor obróciła się błyskawicznie, by stawić czoła Palantowi. – Masz o ochotę na swoją porcję manta, gapiący się niegrzecznie młody człowieku?”

Przejść się po scenie w szpilkach w blasku reflektorów to wbrew pozorom wyzwanie. Te flesze, cekiny, koronki i brokat, i niechby chociaż dali Ci właściwy rozmiar! To już połowa sukcesu. Możnaby stwierdzić, że po tych z pozoru łatwych i przyjemnych czynnościach, królowe piękności nie dadzą sobie same rady pośród dziczy. Nic bardziej mylnego!
Uczestniczki konkursu piękności „Miss Nastoletnich Marzeń”  są w drodze na finał. Nie mogą się doczekać, by stanąć twarzą w twarz ze swoim przeznaczeniem. Niestety nie wszystko idzie zgodnie z planem – ich samolot rozbija się na bezludnej wyspie. Zginęli wszyscy z ekipy technicznej. Ocalało tylko kilka dziewcząt, a na domiar złego wszystkie fatałaszki i kosmetyki uległy zniszczeniu. I jak tu żyć, panie premierze?! Jednak dziewczyny nie są same na wyspie, jak sądzą. Co takiego knuje Korporacja? I jaką rolę w tym planie przyjdzie odegrać ślicznym misskom?
Pierwsze kilka  stron mnie nie zachwyciło, a nawet rozczarowało. Ten absurd, ta głupota… Jednak z każdą kolejną przewracaną kartką zaczęłam coraz bardziej i bardziej wkręcać się w to, co reprezentuje „MISSja…”, aż w końcu w trakcie czytania zaczęłam się  nie najgorzej bawić!
„- Okej, zapytam – powiedziała Adina. – O co chodzi z tym koszmarnym chichotem?
- Laseczki. Nie macie pojęcia, co się kroi.
- Tak?
- A tak. Nie dowyceniacie mnie! – wrzasnął Harris.
- Całkowicie cię dowyceniam.”
Nie czarujmy się – fabuła niczym nie zaskakuje: bezludna wyspa, rozbitkowie, niebezpieczna dzicz, a w tle czai się śmiertelna intryga. To sposób napisania tej książki jest zaskakujący i ciekawy. W dobie propagandy smukłych ciał, zapierającej dech urodzie, pięknych ciuchów od projektantów i rządów gwiazdek telewizji, satyra Libby Bray jest odświeżająca. Jestem wielką fanką idei, która kierowała autorką, kiedy ta postanowiła stworzyć tę historię. W dzisiejszych czasach wygląd jest wartością nadrzędną nad wszystkimi innymi. To jak wyglądasz, świadczy o tym jakim człowiekiem jesteś. Na pewno nie tylko ja zauważam jakąś nieprawidłowość w poprzednim zdaniu. Bardzo przykry jest fakt, iż to właśnie bardzo młodziutkie dziewczęta najmocniej odczuwają dzisiaj panujące ideały. Wystarczy odwiedzić jakieś gimnazjum, a nawet podstawówkę, z dziesięciu dziewczyn może trzy nie będą miały makijażu na twarzy. Niejedna będzie do tego paradowała w spodenkach odsłaniających pośladki. „MISSja survival” naśmiewa się z tego wszystkiego, co wcześniej wymieniłam. Pokazuje, że nie tylko ładna buźka się liczy.
Bohaterowie nie są głębocy i wielowarstwowi, mają raczej płytkie osobowości, przy czym są jednak różnorodni. Są pewnymi symbolami, a nie skomplikowanymi charakterami, które uwielbiam studiować i analizować. Mimo to udało mi się znaleźć postać, którą szczerze polubiłam – Adinę. Jeśli czytaliście tę książkę, lub to zrobicie będzie wiedzieli dlaczego. To niespotykane, by mój ulubiony bohater w stu procentach postąpił tak, jak ja bym sobie tego życzyła, Adina jest tutaj wyjątkiem i wielkim plusem tej powieści.
Czytając towarzyszyło mi wrażenie, że nie jest to książka przeznaczona dla mnie. Jestem zwyczajnie za stara (kurcze, nic tylko położyć się i umrzeć ;)). „MISSja survival” ze swoim głupkowatym, niemądrym humorem wydaje się być wręcz idealna dla dziewczyn od 12 do 15/16 lat. I właśnie do nich była kierowana. Jestem przekonana, że moje nastoletnie siostry cioteczne byłyby zachwycone. Nie będę jednak udawała poważnej i dojrzałej, zdarzyło mi się nieraz uśmiechnąć, a nawet zaśmiać. Pojawiały się dialogi, które mnie rozkładały na łopatki, po prostu nie sposób było zachować kamienną twarz.
Autorka w bardzo fajny sposób urozmaiciła swoją książkę w postaci najróżniejszych zabawnych przypisów, „reklam” między rozdziałami i formularzy, które wypełniły wcześniej uczestniczki konkursu piękności. Wszystko to zostało napisane w sposób prześmiewczy i niedorzeczny, z pewnym figlarnym humorem.
Nierzadko zdarza się, że sięgamy po jakąś książkę nie dlatego, iż ma dobre recenzje lub zachwycający opis. Czasem wystarczy nam nazwisko autora, by zawyrokować, że chcemy tę pozycję poznać. Tak było ze mną i „MISSją survival” Libby Bray. Po lekturze „Magicznego Kręgu” byłam ciekawa co też takiego wyszło spod pióra tej autorki. Trochę zastanawia mnie gatunek tej książki, zważywszy na fakt, że pojawiły się malutkie wątki fantastyczne, które - co prawda - nikną w akcji, ale istnieją.
„MISSja survival” to przyjemna lektura, idealna na zakończenie stresującego dnia. Absurdalność bohaterek sprawi, że zapomnimy o kłopotach, z którymi kilka godzin temu walczyliśmy i poświęcimy uwagę śledzeniu losów uroczych, jak tęcza królowych piękności. Ja jednak szukam ambitnych książek, które zaserwują mi ciekawe osobowości, zaskakującą fabułę i błyskotliwe dialogi. Jak już wspominałam: doceniam i pochwalam pobudki autorki. Wspaniale, że powstała książka dla młodych czytelników, która ma coś do przekazania. Jest ona bardzo aktualna. Aczkolwiek dla mnie „MISSja survival” jest zbyt dziecinna. Zachęcam serdecznie do lektury młodsze dziewczęta, na pewno będziecie zachwycone. Zapewniam, że ja DOWYCENIAM tę książkę. ;) 





            Autor: Libba Bray
Tytuł: MISSja survival
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Data wydania: 16 września 2013
Ilość stron: 448
Ocena: 6/10


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu:
 
Ann