piątek, 24 października 2014

Jacqueline Carey - trylogia "Dziedzictwo Kusziela"




 



Wyczuwałam w kościach nadciągający kolejny piątek i odetchnęłam z ulgą, że niedawno czytałam – po raz kolejny – wspaniałą trylogię, o której mogę Wam opowiedzieć. Moim zdaniem wszystkie książki powinny być takie, jak te Jacqualine Carey: +/- 500 stron nawet na chwilę nie zwalniającej akcji! Kocham tę trylogię, kocham jej autorkę i mam nadzieję, że takich lektur będzie pojawiało się coraz więcej. Płakać mi się chce, kiedy widzę marne 200 stron. Drodzy pisarze! Takie książki należy tworzyć! :D
Fedra ma pechowe imię, skazę w postaci czerwonej plamki w jednym oku i została porzucona przez rodziców, kiedy była jeszcze czteroletnią dziewczynką. Jej życie nie zapowiadało się różowo, do czasu aż spotkała szlachcica Anafiela Delaunay. To on jako pierwszy zorientował się, że Fedra została dotknięta przez boga – Kusziela. Delaunay przyjął dziewczynę do siebie i wychował na szpiega. Okazało się, że jest ona równie dobrym tajnym agentem, co kurtyzaną. Będąc wierną koronie, Fedra czujnie wychwytywała spiski rodzące się w jej ojczyźnie, jak i te powstałe przeciwko Terre d’Ange i nieraz ocaliła swoich rodaków przed zagładą.
Czytelnik zapoznając się z pierwszymi stronicami tomu pierwszego może być zdezorientowany. „Strzała Kusziela” wprowadza nas w całkowicie nowy świat, którego zwyczaje i prawa musimy poznać oraz zrozumieć. Mnie spory kłopot sprawiały nazwiska, które mi się myliły i mieszały. Sporządzona na początku lista postaci jest potrzebna i naprawdę pomocna, i choć bohaterowie nie zostali obszernie scharakteryzowani (a te mało znaczące wcale) ta krótka notka pomaga się odnaleźć.
Świat przedstawiony jest zachwycający. Jestem szczerze urzeczona i pod absolutnym wrażeniem wyobraźni i fantazji autorki. To rzeczywistość, w której gorąco pragnę żyć. Ma swoją historię. Bogowie odgrywają w niej wielką rolę. Autorka dopisała do dziejów biblijnych kolejny rozdział, nie przeinaczając tych nam znanych. Pomysł narodzin Błogosławionego Elui i jego Towarzyszy uważam za świetny i ciekawy, a ich ciągłą obecność przy swoich potomkach za krzepiącą.
Główna bohaterka jest nieprzeciętna. Mamy z początku do czynienia z małą niesforną dziewczynką, która na naszych oczach staje się kobietą. Fedra zawsze wiedziała, że pragnie wstąpić do służby Namie, która polega mniej więcej na tym samym, co praca prostytutki. Z technicznego punktu widzenia, oczywiście. Fedra jest kobietą niezwykle odważną i szlachetną. Powiedziałabym nawet, że ta druga cecha jest nazbyt rozwinięta. Nasza kurtyzana dokonała wielu heroicznych czynów, niejednokrotnie uratowała swój kraj i z trwogą w sercu pewnie maszerowała na wojnę, mimo to nie liczy na pochwały czy wdzięczność. No ludzie! Jakbym biegła w niebezpieczne miejsca, wiedząc, że mogę zginąć chciałabym, aby doceniono co zrobiłam, a nie zbywała słowa uznawania komentarzem w stylu: „Ojej, ja tylko uratowałam naszą ojczyznę i dziesiątki istnień, to nic wielkiego”. Otóż to jest coś wielkiego. Drugą rzeczą, która mnie irytowała było branie odpowiedzialności przez Fedrę za wszystko. Oczywiście nie można być lekkomyślnym i zwalać odpowiedzialność na innych, jednak nasza bohaterka, choć robiła coś, aby ocalić królową czy ojczyznę uważała, że wszystko, co złe jest jej winą. Co z tego, że było to konieczne? Co z tego, że chodziło o dobro ogółu? To jej wina! Poza tymi dwoma aspektami osobowości, które mnie przeszkadzają - inny czytelnik może je podziwiać i śledząc takie jej reakcje kiwać poważnie głową na zgodę - Fedra jest bohaterką, którą można pokochać.
Niestety autorka ma brzydki zwyczaj uśmiercać bohaterów, których kocham. Ileż ja łez wylałam przy każdym tomie! Ileż razy nosiłam żałobę po moich ukochanych postaciach! Ach! Zbyt wiele. Idąc tym tropem mogę powiedzieć, że pozostali bohaterowie dają się lubić i dają się nie znosić. Czytając tom drugi trylogii poczułam żywą i gorącą nienawiść do pewnej postaci, której czyny mnie bardzo poruszyły. Śmiało więc można rzecz, że Jacqualine Carey potrafi stworzyć bohaterów z własną, indywidualną osobowością, którą możemy podziwiać lub nie.
Tak jak wspomniałam na początku, akcja nie zwalania nawet na moment. Ciągle coś się dzieje i każde wydarzenie jest ważne. Razem z Fedrą zwiedzamy i poznajemy świat stworzony przez autorkę, a zapewniam, że jest on ciekawy i pasjonujący.
„Dziedzictwo Kusziela” urzekło mnie całkowicie. To jedna z pereł w gatunku fantastyki, nie boję się tego napisać. Ma swój klimat, który mnie pochłonął i sprawił, że zakochałam się w świecie stworzonym przez autorkę. Jest to seria książek przeznaczona dla starszych odbiorców, jednak ja jako typowa bad girl bez wstydu wyznam, że przeczytałam „Dziedzictwo Kusziela” nie będąc jeszcze pełnoletnią. Erotyka występuje w tej trylogii w dużej dawce, a jako, że Fedra jest anguisette (odnajduje rozkosz w bólu) występują sceny, które niektórzy nazwaliby ostrymi, a nawet wyuzdanymi. Ja jestem zachwycona i wiem, że jeszcze nie raz do tej historii wrócę, to nie ulega wątpliwości. 


Autor: Jacqueline Carey
Tytuł: Dziedzictwo Kusziela 
(Strzała Kusziela, Wybranka Kusziela, Wcielenie Kusziela)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Mag
Data wydania: (po kolei) 29 listopada 2004, 2005, 2006
Liczba stron: (po kolei) 704, 624, 652
Ocena: 10/10