niedziela, 12 października 2014

BlaskTV: "Miasto 44"

       

         Polska jest okupowana przez Niemcy. Młodzi Polacy mają dość niewoli, pragną wolności. Postanawiają więc o nią zawalczyć, wybucha powstanie warszawskie. Zdeterminowani ruszają do boju, mając wciąż nadzieję na pomoc Rosji.
         Powstanie warszawskie wybuchło 1 sierpnia w roku 1944 i zakończyło się 3 października tego samego roku. Był to czas, kiedy ulice spływały krwią, także krwią niewinnych; dzieci, osób starszych, matek, ojców, ale przede wszystkim młodzieży, która postanowiła urzeczywistnić swoje marzenie o wolności i zerwać z siebie łańcuchy niewoli.
         Pamiętam swoje emocje, kiedy oglądałam "Kamienie na szaniec", gdzie wystąpiły naprawdę brutalne sceny, jednak one nie umywają się do tych z "Miasta 44". Byłam wstrząśnięta. I nie byłam w tym osamotniona, całe kino w pewnych momentach wstrzymywało oddech.
         Powstanie zostało ukazane w sposób dobitny, nie było ono upiększane, czy łagodzone, oczywiście zaserwowano kilka ślicznych scenek, które stanowiły kontrast dla przerażających walk. Trudno mi stwierdzić czy film oddał rzeczywistość i prawdę, jednak na pewno poruszył serca młodych ludzi. Szczerze przeżywałam wydarzenia, które obserwowałam na dużym ekranie. Współczułam ludziom, którzy musieli ten koszmar przeżyć. To było piekło. Nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, iż ja i moi znajomi chwytamy za wszelką dostępną broń i wyruszamy na wojnę, aby stanąć naprzeciwko wojska - bez wystarczającej ilości broni, wyszkolenia, przewagi, jedyne co bym posiadała to odwagę, marzenia i chęć, aby zmienić życie swoje i przyszłych pokoleń.
         Efekty specjalne były genialne, według mojego niewprawnego i  mało doświadczonego oka nie były przesadzone, a idealnie wyważone. Jednak przede wszystkim - przekonywujące. Scena deszczu krwi była... nie do opisania.
         Oczywiście powstanie było tematem nadrzędnym, ale nie jedynym. Pojawił się także trójkąt miłosny, który mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Nie udało mi się rozszyfrować uczuć głównego bohatera. Mam swoją teorię, jednak Stefan nie dał mi wystarczających dowodów, aby uznać ją za w stu procentach prawdziwą. Był to jednak bardzo interesujący wątek.
         Gra aktorska mi zaimponowała. Główny bohater wywarł na mnie największe wrażenie, jego emocje były widoczne i bardzo, ale to bardzo prawdziwe. Czasem jest tak, że aktor za nic w świecie nie potrafi przekonać odbiorcy, co do prawdziwości i szczerości swoich zachowań, reakcji i przekonań, ale Stefana kupiłam w stu procentach. Ten młody mężczyzna grał nie tylko ciałem ale i oczami oraz na uczuciach widza. Najmniej urzekła mnie Biedronka. Nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, była mi całkiem obojętna, ta dziewczyna sama nie była przekonana czego chce i chwilami chyba nie wiedziała, co ona właściwie tutaj robi. Kiedy było jej wygodnie zakładała opaskę na ramię i udawała powstańca, a następnie ją ściągała i grała zwykłego cywila. Jedni mogą to pochwalać i gratulować jej przebiegłości, ale ja straciłam za to do niej szacunek - jeśli w coś wchodzisz to w stu procentach, nie może być tak, że raz dostawiasz drugą nogę, a później ją zabierasz, bo przestaje być wygodnie.

        Osoby, które oglądały film lub czytały jakieś recenzje wiedzą, że pojawiły się sceny, w których nagle czas zwalniał, np. kiedy Stefan pocałował po raz pierwszy Biedronkę, a wokół nich świstały śmiercionośne kule. Być może reżyser chciał coś w ten sposób przekazać, był w tym jakiś cel, ale mnie one po prostu śmieszyły i wydawały się zbędne. Nie pojęłam tej idei. Do dzisiaj właściwie nie wiem czy powstały, by zyskać w oczach nastolatek, czy też miały jakieś ważniejsze znaczenie. Kiedy się pojawiały miałam minę z serii "What the fuck?". W dużym stopniu odbierały danej scenie powagę, a chyba miało być inaczej.
         Soundtrack tego filmu jest wspaniały! Sama muzyka sprawiała, że serce biło mi szybciej ściśnięte emocjami. Piosenki i muzyka zostały w sposób idealny dopasowany do scen, co tylko wzmagało u mnie i tak już silne i gwałtowne odczucia. Duży ukłon, wielkie brawa.
         "Miasto 44" to film stworzony genialnie. I nie tylko dlatego, że przedstawia bardzo ważne
historyczne wydarzenie, po prostu został on świetnie nakręcony. Fabuła jest naprawdę dobra, wszystkie wątki ciekawe, a aktorzy wspaniale sobie poradzili. To wykonanie tego filmu wywołuje w widzach tak silne emocje. Sposób przedstawienia niektórych scen był oryginalny i mocny, ale żeby zrozumieć, co mam na myśli trzeba to po prostu zobaczyć. Scenografia zapierała dech. Siedząc w kinowym fotelu czułam klimat tamtych czasów, coś pięknego.
          W pamięci pozostaną mi dwie rzeczy: że to bardzo dobry film oraz rękę mojej bliskiej przyjaciółki, która w czasie bardzo silnych i drastycznych scen chwytała moją dłoń i ściskała z wielkim przejęciem. Ja w przeciwieństwie do niej nie potrafiłam w tych momentach odwracać wzroku, patrzyłam na ekran, często z dużym wzruszeniem i szklanymi oczyma, ale patrzyłam. Być może z szacunku, ponieważ choć w tamtych latach mnie nie było, autentycznie podziwiam ludzi, których spróbowano wskrzesić w tym filmie; ich odwagę, siłę, pragnienia i patriotyzm. Niektórzy twierdzą, że w obecnych czasach patriotyzm to tylko definicja, a dzisiejszy Polak nie ma o nim najmniejszego pojęcia. Ja się z tym nie zgadzam. Prawdą jest, że zamieszkuję kraj niepodległy i wolny, jestem całkowicie wolną obywatelką, a mimo to muszę podejmować decyzje, które wymagają poczucia przywiązania i miłości do swojego kraju. Takie wybory stają głównie przed młodymi ludźmi, którzy myśląc o swojej przyszłości wahają się między pozostaniem i pracowaniem dla Polski, a opuszczeniem jej, by zarabiać więcej i mieć więcej możliwości rozwoju, zyskać możliwość zaistnienia. Proszę mnie źle nie zrozumieć - absolutnie nie potępiam osób, które decydują się na emigrację, jednak ja nie wyobrażam sobie życia poza Polską. W innym mieście? Jasne. Ale nie potrafiłabym wyjechać z naszego niedoskonałego, ukochanego kraju. To oczywiście tylko jeden przykład, ale bez wątpienia patriotyzm istnieje, w innej formie, ale nie zginął.
          Uważam, że "Miasto 44" poruszy każdego.

       Chciałabym wyrazić także swój podziw dla osób, które w czasie oglądania potrafiły jeść. Szelest papierków w kinie rozpoczął się przed filmem, kiedy zaledwie zdążono włączyć reklamy i trwał do samiutkiego końca. Mnie żołądek ściskał się na samą myśl o jedzeniu. W tym filmie są takie sceny, że byłam bardzo zdumiona słysząc mlaskanie na sali. 
           Słyszałam, że powstała książka. Czytał ktoś? Jest słabsza, a może lepsza od filmu?
           Na koniec chciałabym przytoczyć zdanie, które wypowiedziała postać odegrana przez Antka Królikowskiego, kiedy wyrusza przed oblicze Niemców wiedząc, że zostanie zabita:

"Świat wam tego nie zapomni nigdy!" 
 - bardzo mnie te słowa poruszyły i utkwiły w pamięci. Nie wiem czy świat pamięta, ale Polacy tak. I nigdy nie zapomną.

Tytuł: Miasto 44
Reżyseria: Jan Komasa
Scenariusz: Jan Komasa
Produkcja: Polska
Gatunek: Dramat, wojenny
Premiera: 19 września 2014 (Polska),  
       30 lipca 2014 (świat)
Ocena: 9/10