czwartek, 4 września 2014

Marissa Meyer - "Cinder"




Przeczytawszy, że USA Today napisał: „Debiutancka powieść Meyer to klasyczna baśń, Terminator i Gwiezdne Wojny w jednym” wiedziałam, że nie jest to książka w moim guście. Nie przepadam za science fiction, baśniami i futurystycznymi historiami, a „Gwiezdne Wojny” zawsze przykro mi się kojarzą, ponadto nigdy nie przepadałam za zapoznawaniem się z nowymi adaptacjami baśni. Będąc jeszcze w 1-3 miałam pewne problemy zdrowotne, czego skutkiem było nauczanie domowe przez rok. Od czasu do czasu opiekował się mną wujek. Cóż może robić facet w średnim wieku z ośmiolatką? Katował mnie filmami, oczywiście takimi, które jemu się podobają. Między innymi były to „Gwiezdne Wojny”, a ja nie mając wiele do gadania, oglądałam. Zrozumiałam już wtedy, że nie są to klimaty dla mnie, bowiem film niezbyt mnie urzekł. Podeszłam więc do „Cinder” z rezerwą.
Cinder jest 17 letnim cyborgiem i jednym z najlepszych mechaników w Nowym Pekinie. W wieku jedenastu lat została zaadoptowana przez Garana Linh, jednak po jego śmierci opiekę nad nią przejęła jego żona, która nie znosi przybranej córki. Pewnego dnia Cinder spotyka na targu księcia Kaito, który w przyszłości miał objąć rządy po ojcu. Tego dnia ruszyła lawina zdarzeń, która odsłoniła sekrety z niejasnej przeszłości Cinder.
Ciężko jest mi ocenić tę książkę, zważywszy na fakt, że nie są to moje klimaty. Byłam jej
jednak bardzo ciekawa, bo na jej temat krążyły bardzo pozytywne opinie, nie jestem pewna czy słusznie.
Cinder jest bohaterką nijaką; ani szczególnie zdolna, ani mądra, piękna czy charyzmatyczna. Gdyby nie to, że jest cyborgiem, byłaby przeciętniakiem do potęgi n-tej, jakich wiele na świecie. Oczywiście, co stało się już jakąś tragiczną regułą, zwróciły się na nią oczy potężnych, pięknych, ważnych i bogatych. Dziewczyna sama w sobie nie ma nic interesującego. Nie wykazuje się elokwencją, dowcipem, pewnością siebie lub talentem. Jest po prostu zwyczajna – nudaaaaaaaaaa! Ma jednak cechy, które doceniłam. Zaimponowało mi, iż nie przyjęła pokornie i z rezygnacją swojego losu – pragnęła i dążyła do ucieczki z miejsca, gdzie będąc cyborgiem jest obywatelem drugiej kategorii. Nie dała całkowicie wryć sobie w mózg, że wszystko, co złe jest jej winą, jak utrzymywała jej prawna opiekunka. Cinder oponowała, choć nie mogła wygrać, bo prawo nie było po jej stronie.
Fabuła nie jest szczególnie odkrywcza, czego zresztą nie oczekiwałam. Mamy ewidentne nawiązania do „Kopciuszka”, zaś poza tym jest dość schematyczna. Konflikt między Ziemią a Luną (Księżycem, jak kto woli) jest ciekawy. Tak samo, jak zdolności psychiczne, które pojawiły się u Lunarów. Pochodzą oni bowiem z Ziemi, a po zamieszkaniu na Księżycu w jakiś sposób wyewoluowali i w tej chwili zdolni są do tworzenia iluzji, a tym samym kontroli umysłów. Zagrożenie z ich strony wiszące nad mieszkańcami Ziemi mnie zaciekawiło i od początku czytania gdybałam nad naturą roli, jaką przyjdzie odegrać Cinder w samym środeczku tego bagna.
Wątek romantyczny nie wzbudza emocji. Niby coś tam się dzieje, ale do końca nie wiadomo, jak to między nimi jest. Od początku jest jasne, że nie jest to związek, który dobrze lokuje na przyszłość, dobrze więc byłoby nadać uczuciom bohaterów intensywności. Tak niestety się nie stało, przez co ta niby romantyczna relacja, przechodzi bez echa.
Akcja nie idzie równym tempem. Przez pierwsze ponad sto stron brnęłam z niemal fizycznym
wysiłkiem, gdyby ktoś mi się przyjrzał, dostrzegłby kropelki potu, które w tym czasie zrosiły moje czoło. Potem jednak zaczęło się coś dziać i rzeczywiście się wciągnęłam, zaczęłam snuć domysły – jak się później okazało były celne. Następnie jednak ponownie się znudziłam i dopiero dosłownie ostatnie strony książki mnie zaciekawiły i dały nadzieję, że kontynuacja może okazać się interesująca. Zamierzam złapać w najbliższym czasie „Scarlet”, która już czeka na półce.
„Saga Księżycowa” choć nie jest idealną historią dla mnie, jednak jest fajną pozycją. Osobiście nie znalazłam w niej nic, co zrobiłoby na mnie wrażenie. Nie chciało mi się sikać z podniecenia i nie piszczałam z ekscytacji. Jeśli jednak gustujecie w takich klimatach, to zapewne będziecie zadowoleni z „Cinder”. 




Autor: Marissa Meyer
Tytuł: Cinder
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 17 października 2012
Ilość stron: 440
Ocena: 7/10
Ann