piątek, 26 września 2014

Lisa Desrochers - "Demony. Pokusa"



„Zerkam na tatę, przypominając sobie, kiedy ostatni raz uklękłam i modliłam się. Trzy lata temu, po tym jak obudziłam się w sobotę przed południem, bo jakaś błyskawica przeszyła mój mózg. A pod powiekami, kiedy zacisnęłam je mocno z bólu, zobaczyłam babcię leżącą twarzą do dołu w ogrodzie w kałuży krwi. Zadzwoniłam, ale nikt nie odebrał. Powiedziałam mamie, że musimy do niej pojechać i sprawdzić, czy nic się nie stało, ale zbyła mnie. Nie mogłam jej wyjaśnić dlaczego musimy jechać – to było szaleństwo – więc poszłam do swojego pokoju i modliłam się.
Kiedy dziadek tamtego dnia wrócił z ryb, znalazł ją w ogrodzie, tam gdzie spadła z drabiny, z sekatorem wbitym w brzuch.
Wtedy właśnie zrozumiałam, że Boga na pewno nie ma.”

Dziewczyna, o którą walczy Niebo i Piekło. Czy zdoła oprzeć się piekielnie seksownemu demonowi, który pragnie posiąść jej duszę? A może ulegnie przystojnemu aniołowi?
Frannie jest siedemnastolatką pochodzącą z katolickiej rodziny, w której jest czarną owcą. Została wyrzucona ze szkoły katolickiej i ma mocno na pieńku z Bogiem. Swój czas uwielbia spędzać na grzebaniu w autach razem ze swoim ukochanym dziadkiem. Frannie nie wierzy w prawdziwą miłość i jedyne czego szuka to lekki, przyjemny licealny romans. Do czasu aż w jej szkole pojawia się niesamowity Luc Cain, którego celem jest zapieczętowanie duszy bohaterki dla Piekła. I jak tu nie grzeszyć, kiedy tak pociągający demon kusi Cię na pokuszenie? Robi się znacznie goręcej, kiedy na horyzoncie pojawia się zmysłowy Gabe.
Achhhhhhh, trójkąt miłosny. Kto ich nie kocha? Jeśli mam być szczera, to nie jestem wielką fanką trójkątów; męczy mnie czytanie, jak bohaterka miota się między jednym gorącym facetem, a drugim. Nie sposób jednak nie znaleźć sobie faworyta, tym razem był nim Gabe. Jestem zdecydowanie w teamie Niebo.
Fabuła jest ciekawa. Po tym jak wymęczono wampiry zaczynają się pojawiać książki, w których dużą rolę ogrywają anioły, ale i demony (Upadli, Angelfall, Szeptem) i ze znanych mi już pozycji „Demony. Pokusa” ukazują te istoty w najwłaściwszym świetle, oczywiście w mojej opinii. Autorka prezentuje nam anioły i demony w sposób najbliższy prawdzie. Demon to nie zbity pies, to istota upajająca się nikczemną stroną ludzkiej duszy, one nakłaniają nas do grzechu. Luc rzeczywiście do pewnego momentu zachowywał się jak prawdziwy demon. Zresztą kolejne demoniczne postacie były równie przekonywujące. Jest to jakaś wizja, której w stu procentach nie kupuję, ale zdecydowanie przebija „Upadłych” czy „Szeptem”. Kreacja aniołów podobała mi się troszkę mniej. Znowu wydaje mi się, że nadano im zbyt dużo ludzkich cech. Pisarze na siłę starają się te piekielne i niebiańskie istoty uczłowieczyć, nie jestem pewna czy to dobry pomysł.

„…Czy ktoś bez daru wpływu mógłby przekonać masy o niepokalanym poczęciu? Drugie nadejście Chrystusa? – Na twarzy Gabe’a pojawia się uśmiech tak szelmowski, że chyba nie przystoi aniołowi. – Co jest, Lucyferze? Nie chcesz być Józefem?”

Główna bohaterka na początku naprawdę mi zaimponowała. Kurde, nie mamy szarej myszy! Yeah! Frannie to atrakcyjna dziewczyna, która ma powodzenie u płci przeciwnej. Jest ładna i ludzie to widzą. Nie rozumiem jak to jest, że w wielu seriach dziewczyny do czasu spotkania tego niesamowitego Jedynego są nijakie i nudne, a kiedy on się pojawia, nagle BUM! Okazuje się, że to seksbomby. Właściwie z dupy stają się śliczne. W „Syrenie” to zjawisko już całkiem mnie dobiło, jak czytaliście to wiecie, co mam na myśli. Tutaj jest inaczej. Później jednak było gorzej. Frannie weszła w etap „Ja chcę być normalna i chcę, aby było jak dawniej! *tupie nóżką i wysuwa dolną wargę, aby wyglądać na uroczo nadąsaną*”. Ja rozumiem u tych dziewcząt pragnienie nieskomplikowanego, prostego życia nastolatki, aczkolwiek nijak nie mogę pojąć, co one chcą osiągnąć żądając niemożliwego. Okay, ty tak byś chciała, ale to absolutnie niczego nie zmieni, źli goście nadal będą atakować i krzywdzić twoich bliskich, więc na litość, ogarnij tyłek i bierz się do roboty. Oczywiście przy tym jej adoratorzy stają na głowie, aby zapewnić jej to, czego sobie życzy. Tekstów z serii „To wszystko moja wina *chlipnięcie*” także – niestety – nie zabrakło. Nie wiem czy zauważyliście, ale pojawia się coraz więcej głównych postaci, które znają jakieś sztuki walki i pasjonują się motoryzacją, co ma być czymś niezwykłym, bo otaczające tę bohaterkę inne dziewczyny tylko dbają o to, by im się tipsy nie połamały. Cóż, to już nie jest oryginalne, choć mnie każda osoba znająca się na samochodach imponuje. Ja potrafię tylko malucha rozpoznać. Autorka stopniowo wdrażała nas w przeszłość Frannie. Bohaterka coś zrobiła lub powiedziała, jednak powód tego poznajemy później. Nie zwala się na nas ogrom wiadomości, zastanawiamy się, spekulujemy. Super.
Teraz najważniejsze: wątek miłosny. Na mnie ciężko wywrzeć jakieś silnie pozytywne wrażenia, jeśli chodzi o relacje miłosne. Musiałoby to być coś naprawdę oryginalnego i zaskakującego. W „Demonach” jest dużo bardzo intensywnych emocji. Frannie na Gabe’a i Luc’a reaguje mocno, oni zresztą nie mniej. Nie zanudził mnie ten aspekt powieści. Frannie stara się odnaleźć we własnych uczuciach, co mnie – o dziwo – nie raziło.
Pierwszy raz spotkałam się z książką, w której historię poznajemy z perspektywy dwóch bohaterów (tutaj Frannie i Luc’a). Zazwyczaj omijałam pozycje z taką narracją, nie wiem czemu, chyba trochę się ich bałam, a lektura „Wiernej” mnie do nich nie zachęciła. Zwykle zapoznajemy się z akcją poprzez główną bohaterkę, nie mamy dostępu do głowy jej obiektu westchnień, nie wiemy co nim w danej sytuacji kierowało. W „Demonach” jednak Luc dochodzi do głosu i wielu rzeczy się od niego dowiadujemy. Nie jest dla nas także tajemnicą, co czuje i myśli na dany temat. Czy jest to lepsze? Nie wiem. To po prostu inny sposób przeprowadzenia nas przez wydarzenia w książce. Jest to jak najbardziej pozytywne, jeśli autorka potrafi pisać z różnych punktów widzenia. Nie miałam problemu z rozpoznaniem, kiedy mówi Frannie, a kiedy Luc, podczas gdy w „Wiernej” zdarzyło mi się zgubić.
„Demony. Pokusa” nie były książką, na którą polowałam. Chciałam ją przeczytać z tego względu, że słyszałam o niej wiele pozytywnych opinii. Lisie Desrochers udało się stworzyć coś naprawdę fajnego. Pojawiło się kilka rzeczy, które zrobiły na mnie wrażenie, np. piekło. Autorka opisała je bardzo trafnie. Demony nie opalały się na leżakach w ogniu piekielnym. Niebo i Piekło nie zostały tak zbagatelizowane, jak zazwyczaj się to zdarza. Było jeszcze parę bardzo smacznych wątków, ale nie ma sensu, bym je wypisywała. Moim zdaniem „Demony. Pokusa” zasłużyły sobie na pochlebne głosy czytelników. Z wielką przyjemnością przeczytam tom drugi.
Na okładce widnieje pytanie: „JEŚLI MIAŁABYŚ WYBÓR POMIĘDZY NIEBEM A PIEKŁEM, CO BYŚ WYBRAŁA?”. Ja stawiam na Niebo. 
A Wy? Co wybieracie? ;)

 Autor: Lisa Desrochers
Tytuł: Demony. Pokusa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Data wydania: 21 września 2011
Ilość stron: 368
Ocena: 8/10

 Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu:


 Liczę na owocną współpracę! :) 

Ann