niedziela, 28 września 2014

Death Note





     Manga "Death Note" zrobiła furorę. Na jej podstawie powstało anime, filmy, a nawet powieść. Ja skupię się na tym pierwszym, ale zachęcam do sięgnięcia także po film i książkę. To bardzo wdzięczna historia, z którą aż żal się nie zapoznać.
     Pewnego dnia nieprzeciętnie inteligentny licealista, Raito Yagami znajduje notatnik, na którym widnieje napis „Death Note”. Według zapisanych w nim zasad, ma on moc odbierania ludziom życia. Z początku bohater podchodzi do dziwnego zeszytu z lekceważeniem, jednak coś każe mu potwierdzić bezużyteczność notatnika. Ku wielkiemu zaskoczeniu Raito, okazuje się, że „Death Note” należy do shinigami (boga śmierci) i w istocie po zapisaniu w nim imienia i nazwiska człowieka, ten umiera. Raito dostrzega potencjał notatnika i swoja szansę, by za jego pomocą zmienić świat. Zaczyna mordować najniebezpieczniejszych kryminalistów w kraju jako Kira, w celu oczyszczenia świata z zepsucia. Chłopak ma ambicję stać się bogiem nowego świata, który stworzy za pomocą notatnika śmierci. Raito realizuje swój plan, przy czym przychodzi mu zmierzyć się z geniuszem – detektywem o pseudonimie L. Komu uda się zwyciężyć ten pojedynek? Samozwańczemu bożkowi „idealnego świata” czy strażnikowi moralności?
     „Death Note” jest uznawane za arcydzieło. To rzeczywiście bardzo dobra produkcja, o czym świadczy jego rzesza fanów, jak i wielka sława. Na mnie także zrobiła wrażenie, choć oglądając kolejne tytuły jego blask, nico w moich oczach stracił na intensywności. To jedno z nielicznych anime, któremu udało się we mnie wzbudzić mnóstwo sprzecznych emocji. W czasie oglądania różne wrażenia walczyły we mnie ze sobą.
      Nie wiem czy Wy także bardzo żywo reagujecie na niemoralne postępki, łamanie prawa, okrutne zachowania – ja tak. Prawnik broniący kogoś za zapłatę „w naturze”, wykorzystywanie nieletnich, poniżanie kogoś, czy nawet „wymierzanie sprawiedliwości” na własną rękę wzbudzają we mnie… obrzydzenie. Odczuwam ogromny niesmak. Doniesienia o tego typu wyczynach mną wstrząsają. Dlatego też bardzo trudno było mi śledzić losy Raito, który był zapatrzony w wysnutą przez siebie wizję. Niejednokrotnie włączałam pauzę, aby oswoić się z sytuacją. Jego postępowanie raziło moje zasady, raniło mój kręgosłup moralny, jednocześnie wprawiając mnie w ogromny podziw dla inteligencji głównego bohatera.
     Raito to postać ciekawa, ale niespecjalnie skomplikowana. Jest to przystojny i piekielnie inteligentny chłopak, który potrafi zachować się w każdej sytuacji. Z wielką wprawą wykorzystuje swoje przymioty. Wykazuje się także talentem aktorskim, bez którego nie dałby rady utrzymać swojej tożsamości w sekrecie. Raito bardzo często gra nieczysto, oczywiście w imię „wyższego dobra”. Kiedy na swojej drodze spotyka notes śmierci, wie, że musi go użyć. Sądzi, że zabijając zakały społeczeństwa zmieni nasz świat w Utopię. Niezachwianie wierzy w swoje przekonania i korzysta z wszelkich dostępnych metod. Swoje ideały stawia ponad wszystko. Nie jest to jednak dream boy, jakiego z wielkim powodzeniem udaje. Raito jest bezwzględny, nie szanuje i nie ceni nikogo poza sobą samym. Ludzie – niezwykle mu oddani – są dla niego tylko narzędziami. Bez skrupułów ich wykorzystuje, a oni mu na to pozwalają.
     Fabuła tego anime jest świetna. Zawarto w niej wiele ważnych tematów, poruszono mnóstwo moralnych problemów. Szczerze, kto z Was nie pomyślał, że najlepiej byłoby, gdyby ci wszyscy mordercy i kryminaliści po prostu „zdechli”? Z wielkimi emocjami obserwuje się starcie L i Kiry. Te dwie potęgi, którymi są ich umysły, toczą niezwykle wyrównaną walkę. To nie jest zabawa w kotka i myszkę. W „Death Note” niestrudzenie krążą wokół siebie dwa tygrysy i tylko czekają, aż temu drugiemu podwinie się łapa. Kira poznając tożsamość L, w każdej chwili może odebrać detektywowi życie, a kiedy L pozna personalia Kiry temu wymiar sprawiedliwości wymierzy karę adekwatną do jego zbrodni. Użyję tego wyświechtanego tekstu: tutaj stawką jest życie.
     Zapewne nie będzie dla Was zaskoczeniem, że z wielkim zapałem kibicowałam L. Uważam, że żaden człowiek nie może bawić się w Boga. Nieważne, jak szlachetne kierują nim pobudki (czego o Raito powiedzieć nie można). Z czasem znikome pozytywne cechy charakteru Yagamiego zostały wyszarpane przez żądzę władzy. Byłam i wciąż jestem pełna potępienia dla głównego bohatera, a jednocześnie odczuwam zadowolenie, że jakaś postać tak mnie poruszyła.
      Wspominałam, jak ważny jest dla mnie styl rysowania. Moje spragnione piękna oko, odrzuca anime ze szpetną, niedbałą kreską. W „Death Note” jest ona dobra. Postaci, jak i otoczenie zostały narysowane pewną ręką w sposób estetyczny. Animacja także jest jak najbardziej w porządku.
   Zarzuca się temu tytułowi miejscami brak logiki czy spójności - być może słusznie. Jednak biorąc pod uwagę ogólne wrażenie jest to pozycja dobra, którą warto obejrzeć, aby móc ocenić samemu. Moim zdaniem największym mankamentem "Death Note" jest nierówny poziom, który sobą reprezentuje. Do pewnego momentu nie sposób się oderwać od seansu, jednak w pewnym momencie poziom spada bardzo gwałtownie, na łeb i na szyję. Trudno mi wskazać tego przyczynę. Jak sądzę autor w niezbyt zręczny sposób zrealizował swój pomysł, który, choć złamał mi serce, mógł być mocnym punktem tego anime.
     Opening i ending są bardzo trafne. Klimatyczne. Dla wielu osób to istotny aspekt, jestem pewna, że nikogo by nie zniechęciły, raczej odwrotnie. Mnie opening zachwycił. Ma w sobie „to coś”, i choć muzyka nie zrobiła na mnie większego wrażenia, to animacja w pełni mi tę lukę zapełniła. Świetna.
    „Death Note” zbiera pochwały i wysokie noty, na które, jak sądzę, zasługuje, choćby dlatego, że widz do pewnego momentu świetnie się bawi przy oglądaniu. To co dzieje się między Kirą a L, pomiędzy Raito a Ryuuzakim (L)… nie do opisania. Dwaj ponadprzeciętni młodzi mężczyźni, wybitne jednostki, którym udaje się prześcignąć przeciwnika zaledwie o krok, który drugi od razu nadrabia. Tylko L może schwytać Kirę, tylko Kira może pokonać L. To emocjonujące anime, które mimo wszystko warto obejrzeć, choćby po to aby móc samemu je ocenić. Jeśli z apetytem łapiecie wszystko bazujące na wątku detektywistycznym oraz doceniacie genialnych bohaterów, „Death Note” jest zdecydowanie dla Was. Wrażenia towarzyszące mi przez pierwszą połowę w jakimś stopniu rekompensują mi późniejsze załamanie poziomu, dlatego też miło to anime wspominam. Polecam. 
Wiedzieliście, że shinigami kochają jabłka? ;) 


 

Autor: Tsugumi Ōba
Tytuł: Death Note
Studio: Madhouse
Reżyser:  Tetsuro Araki
Data wydania: 3 października 2006
Liczba odcinków: 37
Ocena: 10/10

Ann