sobota, 27 września 2014

Cora Carmack - "Coś do ukrycia"

Mackenzie „Max” Miller ma poważny problem. Jej rodzice wpadli właśnie z niezapowiedzianą wizytą do miasta i jeśli zobaczą jej tatuaże, piercing i ufarbowane na wściekłą czerwień włosy, nieludzko się wściekną. Gorzej – gdy spotkają również jej obecnego chłopaka, Mace’a, zapewne zdecydują się ją wydziedziczyć. Max wmówiła im, że spotyka się z sympatycznym i poukładanym gościem, którego poznała w bibliotece, a wytatuowany facet z tunelami w uszach ni diabła nie pasuje do tego opisu. Sytuacja jest katastrofalna. Jedyne wyjście to w ciągu trzech minut znaleźć kogoś, kto zgodzi się odegrać chłopaka z biblioteki.


Cade przeniósł się do Filadelfii by studiować na uniwersytecie Temple, ale nic nie układa się tak, jak sobie zaplanował. Wisienką na torcie są rychłe zaręczyny Bliss i Garricka. Gdy do stolika, przy którym siedzi przysiada się nagle dziwna dziewczyna z jeszcze dziwniejszą prośbą, Cade porzuca na chwilę zdrowy rozsądek i zgadza się na szaloną maskaradę. Szybko okazuje się, że to, co miało potrwać kwadrans, tak szybko się nie skończy. A im dłużej Max i Cade udają parę, tym trudniej im zachować pozory…

Pamiętacie recenzję książki, która jakiś czas temu pojawiła się na blogu, "Coś do stracenia"? Książka ta wywołała wiele sprzecznych odczuć, czytałam naprawdę sporo różnych recenzji. Jedni ją kochają, inni zaś nienawidzą. Jedni zachwalali pod niebiosa, drudzy traktowali ją obojętnie, a jeszcze innym bardzo ona przeszkadzała i narzekali na nią po wsze czasy! Mi bardzo się podobała i nie mogłam się doczekać, kiedy będę miała okazję przeczytać drugą część i spotkać się z Bliss oraz Garrickiem. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że jednak nie będę miała okazji się nimi nacieszyć. Tak, to prawda. Autorka bardzo mnie zraniła tym. Ale...jest coś jeszcze.


Coś, co mnie ucieszyło! Spotykamy tutaj  przyjaciela Bliss, Cade i to on tutaj odgrywa główną rolę. Lubiłam go w poprzedniej części, ale teraz, po prostu podbił moje serce. Jest wspaniałym człowiekiem, rewelacyjnym przyjacielem, dobrym, wrażliwym chłopakiem, który nie potrafi poradzić sobie po stracie Bliss. Stara się utrzymywać zarówno z nią, jak i Garrickiem przyjacielskie relacje, ale wcale nie przychodzi mu to łatwo. 
Cade zaczyna studia, podejmuje pracę i stara się poukładać sobie życie na nowo. Pewnego dnia, na jego drodze staje tajemnicza dziewczyna, Mackenzie i ma dla niego dość nietypową propozycję...proponuje mu, aby na parę dni udawał jej chłopaka. (Nieważne, że widzą się pierwszy raz w życiu, a pasują do siebie jak pięść do oka!) Rodzice dziewczyny przyjeżdżają i nie mogą zobaczyć jej prawdziwego chłopaka. Byliby załamani albo wściekli, a ona nie może do tego dopuścić. Przecież gdyby nie ich pieniądze, Max nie miałaby możliwości rozwijania swojego talentu w kapeli i grania koncertów! 

"Byłam jak potłuczona i sklejona na nowo lalka, w której zabrakło kilku elementów."

Max to na pierwszy rzut oka twarda, nieustraszona dziewczyna, o bardzo ciętym języku. Z tatuażami i przefarbowanymi na jaskrawą czerwień włosami. To tylko na zewnątrz. W środku jest zupełnie inną, tajemniczą, niedostępną, zranioną i żyjącą w ciągłym lęku i poczuciu winy dziewczyna. Dawno temu los "pokarał" ją stratą najbliższej osoby. Od tego czasu dziewczyna diametralnie się zmieniła. Nie chce dopuścić do siebie żadnych emocji, a co dopiero ich pokazać innym ludziom. Dopiero gdy poznaje Cade'a, coś się w niej zmienia. Staje się otwarta, wychodzi ze swojej skorupy, aby być po prostu sobą! 

Nawet nie wyobrażacie sobie, jak te dwie z pozoru podobne do siebie książki mogą się od siebie różnić. Chodzi tutaj oczywiście o "Coś do stracenia" i "Coś do ukrycia". Ta pierwsza była lekka, zabawna książka, która idealnie nadawała się na poprawę humoru. Można by rzecz, trywialna. Tak naprawdę nic się z niej nie wynosiło. "Coś do ukrycia", to jej zupełne przeciwieństwo. Jest zupełnie inna od tamtej. Chociaż napisana przez tą samą autorkę, można by rzec, że autorka dorosła wraz z tą powieścią. 

Jest ona zdecydowanie głębsza i prawdziwsza, prawdziwe New Adult! Historia czasem jest do bólu przewidywalna. Bohaterowie w przeszłości przeżyli trudne chwile w swoim życiu i nadal zmierzają się z ich kontynuacją. Jak widzicie, to wszystkie cechy, które składają się na powieść z tego gatunku. Książki New Adult mnożą się ostatnio jak przysłowiowe grzyby po deszczu. Jednak nie wszystkie są tak dobre jak ta. Bo ta jest naprawdę dobra. 

"Są w życiu pewne rzeczy, o które warto walczyć, nieważne, czy masz szanse zwyciężyć, czy nie."

Autorka jest wspaniałą osobą. Jej książki, obie, czyta się naprawdę w zastraszającym tempie. Jest pełna humoru, jednak to zupełnie innego niż poprzednia część. "Coś do ukrycia" to zdecydowanie powieść na wyższym poziomie którą chce się czytać i o której ciężko zapomnieć. Zostanie ona w mojej pamięci na pewno na jakiś czas. Jest ona pełna pożądania, ciepła, miłości, cierpienia, walki, bólu, strachu czy radzenia sobie z własnym życiem. 
Tak jak widzicie, każdy odnajdzie w niej coś dla siebie i bez wątpienia spodoba się Wam ona tak jak i mnie, albo nawet bardziej! 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania powieści dziękuję Wydawnictwu Jaguar!