czwartek, 7 sierpnia 2014

Susan Ee - "Angelfall. Penryn i Świat Po"







„Wchodzimy do budynku. Hałas i wiatr cichną, za to od ścian odbija się echem ciche zawodzenie. Nie zawodzenie jednego człowieka, ale chóralne zawodzenie całego, wypełnionego po brzegi budynku.

Trafiłam do piekła”


           „Angelfall” mnie nie zachwyciło. Co prawda zakończenie tomu pierwszego wzbudziło u mnie nikły płomień zainteresowania, ale nie wyczekiwałam kontynuacji z zapartych tchem. Mimo to, kiedy „Angelfall. Penryn i Świat Po” pojawiła się w księgarniach zainwestowałam w nią. Nareszcie nabrałam ochoty, aby ją przeczytać, a tym samym zrecenzować.
          Penryn wraz z matką i siostrą trafiają do obozowiska ruchu oporu. Niestety nie zostały ciepło przyjęte. Wariatka, dziewczyna powstała z martwych i mały potwór, nie wzbudziły wśród ludzi sympatii. Nagle jednak Paige znika, a Penryn wyrusza na poszukiwania. Tymczasem Raffe wciąż stara się odzyskać swoje piękne skrzydła…
          Książkę tę czytałam z nieco większym zainteresowaniem niż tom pierwszy, bowiem wyczekiwałam spotkania Penryn i Raffe’go. Nie zrozumcie mnie źle – nie należą do moich ulubionych par, byłam jednak ciekawa, jak rozwinie się ich relacja. Wszyscy lubią zakazane związki, ludzie im kibicują zazwyczaj choćby tylko dlatego, że nie powinny mieć miejsca. Ja jednak spoglądam na tę sytuację z przymrużeniem oka.
         Kreacja aniołów kompletnie do mnie nie przemawia. Nie tak wyobrażam sobie boskie istoty. Stworzenia, które przeżyły tysiące lat i dokonały wielkich rzeczy przypominają zwyczajnych ludzi. Z jedną różnicą – mają skrzydła i "fajowe" miecze. Poza tym nie wyróżniają się niczym szczególnym. Sądzę, iż tak wiekowe i pełne mądrości istoty powinny być mniej zwyczajne. Myśląc o aniołach wyobrażam sobie lśniące boskim blaskiem postacie, które są ponad nami. Tutaj autorka prezentuje nam anioły, które prowadzą kampanie wyborcze, muszą jeść, oglądają telewizję i ogólnie są na czasie. Ja tego nie kupuję. 
           Sam pomysł na fabułę jest nawet ciekawy. Historia ma potencjał i zdecydowanie zmierza w jakimś kierunku. Akcja na początku mknie równomiernie, by zwolnić i w końcu ruszyć ostro z kopyta. Nie nudziłam się czytając, nawet jeśli w jakimś momencie tempo traciło na prędkości, wciąż byłam zainteresowana losami Penryn.
           Główna bohaterka jest nastolatką, która nigdy nie miała łatwego życia. Jej mama choruje na schizofrenię, młodsza siostra pewnego dnia doznała uszkodzenia kręgosłupa, aż w końcu i ojciec je porzucił. Od tego czasu Penryn stała się głową rodziny. Musiała chronić matkę i siostrę w świecie przejętym przez bezlitosne anioły i – zważywszy na okoliczności – idzie jej nieźle. Śledząc jej poczynania, zrozumiałam, jak bardzo polegam na mamie. Nie wyobrażam sobie, abym nie mogła się do niej zwrócić w trudnym czasie, a tutaj to Penryn jest tą odpowiedzialną i bardzo ją za to podziwiam. Bez wahania ruszyła na poszukiwania siostry, kiedy ta została porwana. Czuje się za nią odpowiedzialna i dba o jej bezpieczeństwo. Jest dzielna i polega na własnych siłach.
         Seria Susan Ee mnie nie zachwyciła, jednak jest bardzo przyjemna. W leniwy wieczór, kiedy nic się nie chce bardzo miło będzie czytało się „Angelfall. Penryn i Świat Po”. Nie będzie to książka, którą zamieszczę na swojej osobistej liście „TOP”, ale nie żałuję zakupu. Fabuła wydaje się mieć potencjał, mam więc nadzieję, że autorka dalej sprawnie będzie prowadziła wszystkie wątki. Dobrze byłoby, jakby w zaskakującą stronę skierowała to „coś”, co dzieje się między główną bohaterką a Raffem.
         Inwestując w tę książkę raczej nie postawicie jej w uwielbieniu na honorowym miejscu na półce, jednocześnie jednak nie będziecie pluli sobie w brodę, iż to uczyniliście. Spędzicie miłe chwile połykając słowa zapisane przez Ee, a ładna okładka doda uroku satysfakcji, że ta pozycja należy do Was. 






Autor: Susan Ee
Tytuł: Angelfall. Penryn i Świat Po
Wydawnictwo: FILIA
Data wydania: 9 kwietnia 2014
Ilość stron: 356


Ocena: 7/10