czwartek, 14 sierpnia 2014

Robin LaFevers - "Posępna litość"






Nagle dwór chórem jęknął z zaskoczenia, bo arlekin wskoczył na stół przed księżną i dobył noża. […] Prosząc mego boga o celność, założyłam bełt i nacisnęłam spust.”

          „Posępną litość” kupiłam niedługo po tym, jak pojawiła się w księgarniach. Opis sugerował, że jest to historia jak najbardziej w moim guście, jednak przeczuwałam, że książka ta może mnie rozczarować, dlatego też stała sobie na półce. Kilka dni temu uświadomiłam sobie, że ponad 50% pozycji w mojej ukochanej biblioteczce nie zostało przeze mnie przeczytanych, sięgnęłam więc „Posępną litość” i rozpoczęłam czytanie z pewną dozą ostrożności. Jak się okazało – słusznie.
          Matka Ismae, kiedy ta była jeszcze w jej łonie, wypiła truciznę, która miała zabić jej dziecko. Dziewczyna jednak przeżyła, a dowód zamachu na jej życie, pojawił się na jej ciele w postaci ciemnoczerwonej blizny rozciągającej się od lewego ramienia po prawe biodro. Fakt, że przeżyła oznacza jedno – Ismae została naznaczona przez boga śmierci. Będąc jeszcze młodą dziewczyną, Ismae trafia do zakonu, który zajmuje się zabijaniem w imię tegoż boga, który położył na jego członkiniach rękę. Bohaterka po przejściu szkolenia staje się assassinem, a zlecone jej zadanie kieruje ją w sam środek zdrady, która zakwitła w jej kraju. Czy Ismae zdoła wyplenić ludzi, którzy ją zasiali? Jednak najważniejsze pytanie brzmi: Czy jej bóg na to pozwoli?
          Spodziewałam się, że będzie to ciekawa seria opowiadająca o jednej bohaterce. Liczyłam na to, że w sposób szczegółowy autorka opisze szkolenie Ismae, jej zadania, stosunek do tego, że ma zabijać ludzi. Tymczasem na około 500 stronach dostałam to wszystko zwyczajnie streszczone, a o szkoleniu była zaledwie wzmianka. Historia tej bohaterki została przedstawiona w sposób ekspresowy.
          Fabuła jest prosta i do bólu przewidywalna. Nie ma zwrotów akcji. Po odebraniu szkolenia bohaterka dostaje dwa prościuteńkie zadania, by w końcu otrzymać trzecie i poznać mężczyznę, który zawróci jej w głowie. Od razu było dla mnie wiadome, kto zdradził i działał na rzecz Francji. Wątek romantyczny został poprowadzony niezwykle gładko, nie było jakichś zawirowań czy wydarzeń, które mogłyby zagrozić uczuciu bohaterów. Wielka strata, bo uważam, że Duval jest ciekawą postacią i rodzące się uczucie pomiędzy nim a Ismae możnaby w ciekawy sposób zaprezentować.
          Jeżeli czytaliście „Rasę Środka Nocy” lub „Strażników Wieczności” to ta seria jest w bardzo podobnym stylu, tyle że osadzona w przeszłości i opowiada o potężnych kobietach, które odnajdują miłość. Poza tym kropka w kropkę to samo. Wszystkie trzy cykle cechuje banalna fabuła, całkowicie pozbawiona elementu zaskoczenia.
         „Posępna litość” jest lekturą niewymagającą i przewidywalną, czyta się ją bardzo szybko. Książka potrafi zainteresować, tym bardziej, kiedy spodziewa się takiego „wow”. Niestety bezpodstawnie, bo zakończenie także nie zaskakuje.
          Pomysł na tę serię jest naprawdę ciekawy. Zakon wypełniony kobietami obdarowanymi przez boga niezwykłymi umiejętnościami, które to są mistrzyniami mordu, podstępu i uwodzenia, wywołuje myśl: „To może być dobre!”. Bardzo żałuję, że autorka nie wykorzystała potencjału własnego zamysłu. Mogłaby powstać naprawdę genialna seria, a tak mamy proste historyjki, które - fakt faktem - czyta się przyjemnie, ale wymagającego czytelnika nie zadowolą.
          „Posępna litość” mnie zawiodła, miałam nadzieję na coś naprawdę porywającego. Kolejny tom „Jego nadobnej zabójczyni” zapewne nie zostanie napisany na wyższym poziomie, jednak Sybella wydaje się być postacią o wiele ciekawszą od Ismae, dzięki czemu lektura „Mrocznego triumfu” może być bardziej pasjonująca. Liczę na to. 


Autor: Robin LaFevers
Tytuł: Posępna litość
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 20 września 2013
Ilość stron: 544
Ocena: 5/10