sobota, 16 sierpnia 2014

Katja Millay - "Morze spokoju"


Autor: Katja Millay
Tytuł: Morze spokoju
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 2014
Ilość stron: 456
Moja ocena: 9/10

Natsya Kashnikov chce tylko dwóch rzeczy: przetrwać liceum bez żadnych osób, które będą pouczać ją na temat jej przeszłości oraz sprawić, aby chłopak, który zabrał jej dosłownie wszystko – tożsamość, duszę i chęć życia – zapłacił za to. Historia Josh’a Bennett’a to nie sekret: każda osoba, którą kochał, opuściła ten świat, aż w końcu, gdy chłopak miał 17 lat, nie został mu już nikt. Teraz, wszystko czego Josh pragnie, to to, aby ludzie pozwolili mu zostać samemu, ponieważ gdy Twoje imię jest synonimem śmierci, każdy ma tendencję do pozostawienia Ci Twojej własnej przestrzeni. Każdy z wyjątkiem Nastyi, tajemniczej, nowej dziewczyny w szkole, która zaczyna się kręcić wokół chłopaka i nie ma zamiaru odejść, dopóki nie zyska wpływu na każdy aspekt jego życia. Ale im bardziej Josh ją poznaje, tym większą jest ona dla niego zagadką. Kiedy intensywność ich relacji się nasila, a pytania bez odpowiedzi zaczynają się piętrzyć, chłopak zaczyna się zastanawiać, czy kiedykolwiek odkryje sekrety ukrywane przez dziewczynę – albo czy w ogóle tego chce.


"Bo jego niebo znajdowało się tam gdzie ona."

O "Morzu spokoju" słyszał już chyba każdy. Czy tego chciał czy nie. O tej książce jest tak głośno, jak np. o Hopeless, której jeszcze niestety nie miałam okazji przeczytać.  Widząc te wszystkie, jakże cudowne recenzje wychwalające tą książkę pod niebiosa spodziewałam się naprawdę czegoś z pompą. Czegoś, przez co po nocach nie będę spać, bo będę myśleć o bohaterach, z którymi się zżyłam jak z żadnymi innymi. Czy tak było? Czy to "Morze spokoju" naprawdę jest takie fenomenalne, jak wszyscy twierdzą? 

Gdyby ktoś zapytał mnie co sądzę o "Morzu spokoju" jeszcze jakieś dwa tygodnie temu, gdy starałam się przebrnąć przez początek lektury, miałabym zupełnie odmienne zdanie do znacznej większości osób, które ją czytały. Początek dla mnie był straszny i w ogóle niezrozumiały. Główna bohaterka irytowała mnie tak, jak jeszcze nigdy wcześniej żadna. Z niewiadomych przyczyn Nastya (imię, którego nikt w amerykańskiej szkole dziewczyny nie potrafi poprawnie wymówić to tylko jeden z powodów, który sprawił, że mnie irytowała) ubiera się niczym rosyjska prostytutka, a co najlepsze - żaden nauczyciel się do niej nie przyczepił, dosłownie ŻADEN. Nikt nie miał z tym problemu. Dziewczyna jest też dziwna, bo w ogóle nie mówi, nie wydaje z siebie żadnego dźwięku. Jest niemową od ponad 450 dni. Podobnie jak z ubiorem, nikt z pedagogów za bardzo się tym nie przejmuje. No tak, ale oni znają jej historię, jej przeszłość. My niestety nie i dlatego zupełnie nie mogłam zrozumieć, czym tak wszyscy się zachwycają, skoro ta książka nie jest nawet dobra? Początek, według mnie był tragiczny i to tylko dlatego powieść nie otrzyma dzisiaj najwyższej oceny. 

"Czasami łatwiej udawać, że wszystko jest w porządku niż zmierzyć się z faktem, że nic nie jest takie, jakie powinno, ale nic nie możesz z tym zrobić."

Na szczęście z biegiem czasu książka zaczęła robić się coraz bardziej ciekawa. Na jaw powoli zaczęły wychodzić tajemnice dziewczyny, a co najlepsze - otworzyła się. Tak! Zaczęła mówić - nawet nie wiecie jak mnie to ucieszyło. Byłam taka szczęśliwa. Wiedziałam, że od tego momentu książka będzie zdecydowanie lepsza i tak było! Od razu nabrałam chęci do dalszego czytania. Od tej pory, powieść wciągnęła mnie bez reszty. Poznałam Nastyę, jej prawdziwe oblicze, Josha, jej nowego przyjaciela, z którym często się spotyka jak również innych bohaterów, których bardzo polubiłam! 

Morze Spokoju jest bez wątpienia wyjątkową powieścią. Podczas jej czytania miotały mną naprawę różne emocje. Na którymś z blogów przeczytałam, że jest to książka dla samobójców. Ciekawe stwierdzenie. Nie do końca rozumiem, co pod nim się kryje i co w tej książce jest takiego, że twierdzicie, że ktoś może przez nią odebrać sobie życie. Nie będę ukrywać, że mnie to trochę rozbawiło, bo ja aż tak nie odebrałam tej powieści, żebym miała sobie podciąć żyły, powiesić się czy przedawkować leki nasenne. 
Poznajemy Nastyję, dziewczynę, która bardzo dużo w życiu przeszła. Ponad rok temu została skrzywdzona i od tamtego czasu stała się zupełnie inną osobą. Podczas trwania akcji powieści możemy dostrzec w niej metamorfozę, a to wszystko dzięki miłości, zaufaniu i przyjaźni. To właśnie bliskie, a jednocześnie nieznajome jej osoby sprawiły, że otworzyła się na świat i chce z nim współpracować. Wybacza swojemu „zabójcy”, spędza wspaniałe chwile w garażu Josha, chodzi na imprezy z jego przyjacielem. Muszę przyznać, że na początku trochę działała mi na nerwy, ale potem, gdy zrozumiałam motyw jej postępowania, przymknęłam na to oko.

"Może któregoś dnia wrócisz. Może nie, czego bym sobie nie życzył, ale nie możesz tak dalej. Nie możesz pogrążać się w poczuciu winy i odrazy do samej siebie, i w całym tym syfie. Nie mogę na to patrzeć. Zaczynam nienawidzić cię za to, że siebie nienawidzisz. Nie chcę cię stracić. Ale pogodzę się z tym, jeśli tylko będziesz szczęśliwa. Myślę, że jeśli dzisiaj ze mną wrócisz, nigdy nie będzie okej. A jeśli u ciebie nie będzie okej, to u mnie też nie. Chcę wiedzieć, że jest szansa dla takich jak my. Chcę wiedzieć, że w ogóle istnieje coś takiego jak okej, a może nawet coś więcej, że to gdzieś jest, tylko jeszcze tego nie znaleźliśmy. Musi istnieć jakieś szczęśliwsze zakończenie. Jakaś lepsza historia. Zasłużyliśmy na to. Ty zasłużyłaś. Nawet jeśli w zakończeniu tej historii do mnie nie wrócisz."

 „Morze spokoju” jest naprawdę dobrą powieścią, a nawet świetną! Dawno nie czytałam czegoś tak dobrego.  Należy ona do serii Pastelowej wydanej przez wydawnictwo Jaguar.  Według mnie jest ona najlepsza z całej tej serii, a zaraz za nią znajduje się  tak wspaniałe „Tak blisko” Tammary Webber, które pokochałam całym sercem od samego początku.

Na koniec zostawiam Was z najwspanialszym cytatem z tej książki, zdecydowanie moim ulubionym, który na zawsze pozostanie w mojej pamięci:

"Co zobaczyłaś, kiedy umarłaś? - Uśmiecha się półgębkiem, niepewnie, jakby czuł się zażenowany własnymi słowami. - Bo chyba nie Morze Spokoju?(...)
- Twój garaż."