piątek, 1 sierpnia 2014

John Marsden - "Jutro, kiedy zaczęła się wojna"







„Pośród śmierci nadal żyjemy...”

           „Jutro, kiedy zaczęła się wojna” to książka, do której nigdy specjalnie mnie nie ciągnęło, ale wiedziałam, że jak ją kiedyś dorwę w bibliotece na pewno ją wypożyczę. Sięgnęłam po tę pozycję w chwili, kiedy Rosja szalała, a dokoła mówiło się - półżartem, półserio – o wiszącej wojnie. Uznałam więc, że to świetny moment, aby wreszcie „Jutro…” przeczytać.

„W ciągu kilku ostatnich tygodni każdy z nas musiał na nowo napisać scenariusz własnego życia. Dużo się nauczyliśmy i musieliśmy zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi i co się liczy - co się liczy naprawdę”

           Mama, tata, dom, pies, stadko krów, szkoła, spokój - Raj. Jedyną rzeczą, która zaprząta wasze myśli jest zbliżający się kemping ze znajomymi.
          Wyjechaliście. Jest wspaniale. Nowe przyjaźnie. Nowe miłości. Nowe przygody. Chcecie zostać tam na zawsze. Tutaj, w Piekle.
          Wracacie. Pragniecie tylko jak najszybciej ponownie zorganizować taki wypad. Zaledwie wyruszyliście, a już tęsknicie za tamtym miejscem, za Piekłem.
          Dotarliście. Rozglądacie się po znajomych łąkach, budynkach. Wypatrujecie zwierzaków, które powinny wesoło was witać. Rodziców, którzy wścibsko będą wypytywać o szczegóły wyjazdu. Jedynak to, czego się spodziewacie nie znajduje pokrycia w rzeczywistości.
          Śmierdzące, zaczynające już gnić zwłoki zwierząt, pełna napięcia cisza, pusty dom i kilka brudnych naczyń – oto co zastajecie.
          Co teraz zrobicie?

          Ellie wraz ze swoimi znajomymi: Corrie, Homerem, Robyn, Kevinem, Fioną oraz Lee wyjechała na odludzie, nazwane przez miejscowych Piekłem. Zaintrygowani historią  Pustelnika – podobnież niegdysiejszego mieszkańca owej krainy – i podekscytowani wizją zdobycia tego tajemniczego miejsca skrytego w górach, wyruszyli, a następnie zagłębili się w czeluściach doliny. Skierowali się do , a zastali Raj. Upojeni wdziękami cudownej krainy niechętnie powrócili do domu. Rodzicie naszych bohaterów zniknęli, zwierzęta zdechły, a oni zostali zupełnie sami. Skierowali się do Raju, a zastali piekło.
         Bohaterowie wiodący sielankowe życie, nagle znaleźli się w centrum wojny. Całkiem nieprzygotowani i zdezorientowani. Kto by się tego spodziewał? Kto wysnułby plan na taką ewentualność? Nikt. Każdy z nas wojny znał tylko z lekcji historii, z telewizji. Oni nie byli wyjątkiem w tej regule.

„Nigdy nie przypuszczałem, że będę musiał krzywdzić innych ludzi, żeby móc żyć”

        Zdeterminowani, by odkryć co się wydarzyło podążali z domu, do domu. Mogli polegać tylko na swoich domysłach i przypuszczeniach. Ułożyli plan działania, przeprowadzali rekonesanse i znaleźli dla siebie azyl; miejsce gdzie okupanci ich nie dosięgną. Czy nasi bohaterowie odnajdą rodziców? Czy zostaną pojmani? Czy przeżyją?
        Narratorką całej historii jest Ellie – nastolatka, która lubi dowodzić. Co prawda oficjalnie ich grupa nie ma przywódcy, jednak Ellie i Homer są osobami dominującymi, które o tę funkcję walczą między sobą. Przyjaźnią się od dziecka i już w tamtym czasie rywalizacja była dla nich czymś absolutnie normalnym. Pozostali bohaterowie są różnorodni, mają własne charaktery i osobowości.
Spotykając się ze znajomymi spędzamy czas zazwyczaj bardzo przyjemnie i zabawnie, jednak kiedy znajdujemy się w sytuacji, gdy musimy z nimi przebywać 24/7 nie jest już tak kolorowo. Nasi bohaterowie musieli się nauczyć nie tylko tego, jak przetrwać, ale i jak żyć ze sobą. Niejednokrotnie pojawiały się zgrzyty i potrzeba powściągnięcia temperamentu.
         Dziwną rzeczą jest, że nie znalazłam sobie ulubionego bohatera. Nie sympatyzowałam także z narratorką. Zazwyczaj zawsze znajduję sobie kogoś, kogo uważam za ciekawszego do innych postaci – tym razem tak nie było. Kibicowałam całej grupie i w stu procentach z nimi solidaryzowałam, tym samym posyłając w stronę najeźdźców groźne przekleństwa typu: „Skuś baba na dziada!”. Cieszę się, że dzieje TAKICH nastolatków czytamy. Takich, czyli jakich zapytacie. Otóż mądrych. Nie raz spotkałam się z dzieciakami, którym bliżej do bachorów niż do młodzieży, a my przecież dorastamy! Widzimy i rozumiemy pewne rzeczy. Efektem tego świetnego posunięcia jest książka pełna refleksji inteligentnych. Ellie i jej przyjaciele potrafią skłonić nas do przemyśleń i sami je snują.

„Pokażę jej, kiedy wrócą. Nikt nie dopuszczał myśli, że mogą nie wrócić. Ludzie tacy już chyba są. Wydaje im się, że jeśli powiedzą coś złego, ich słowa zyskają czarodziejską moc i obrócą to w rzeczywistość”

         „Jutro, kiedy zaczęła się wojna” to książka warta przeczytania. Opowiada o historii, która teoretycznie mogłaby przydarzyć się każdemu z nas. Na samym początku obfituje w rozległe opisy Piekła, ale nie należy się zniechęcać! Później akcja rusza z kopyta, a czytelnik mruga zaskoczony ze znakiem zapytania wściekle bijącym na twarzy, kiedy to on zdążył dotrzeć do ostatniej strony. Pogratulować pomysłu autorowi, który pokusił się na narrację kobiecą. Nie wiem, jak inni ale ja jestem zdania, iż wyczuwalny jest fakt, że książka została napisana przez mężczyznę.
Niestety, nie ma książki idealniej więc w tej pozycji także są wady. Bohaterowie nigdy nie doświadczywszy życia w takich warunkach, bardzo szybko odnajdują się sytuacji. Miewają niewielkie potknięcia, jednak zawsze zwycięsko wychodzą z trudnych sytuacji, a to chwilami wprawiało mnie w konsternację. Odnosiło się wrażenie jakby odebrali jakieś przeszkolenie lub wyrwali się ze szkoły przetrwania. Faktem jest, że mamy tutaj w większości dzieciaki ze wsi, które posiadają umiejętności i wiedzę przydatne w takich warunkach. Ja, czyli mieszczuch stuprocentowy, na pewno bym polegała.
        Pierwszy tom, jak i pozostałe, serii Johna Marsdena to książki ciekawe. Autor serwuje nam chwile pełne akcji, ale i zawieszenia, w których bohaterowie przetrawiają okropności, którym muszą stawić czoło. Wojna zmusza do dorośnięcia, i my – czytelnicy możemy zaobserwować, jak postacie dorastają. Jestem zadowolona, że sięgnęłam po „Jutro…” i ze swojej strony mogę Wam ją szczerze polecić. 


Autor: John Marsden
Tytuł: Jutro, kiedy zaczęła się wojna
Wydawnictwo: Znak Litera Nova
Data wydania: 4 kwietnia 2011
Ilość stron: 272
Ocena: 7/10

20 komentarzy:

  1. Niestety utknęłam w połowie pierwszej części. Może kiedyś do niej powrócę...

    OdpowiedzUsuń
  2. książkę mam od dwóch lat na półce, ale do tej pory jeszcze jej nie przeczytałam :(

    OdpowiedzUsuń
  3. ja już przeczytałam i jestem już na 5 części:)
    w książce jest akcja a jakoś mi nie przypadła do gustu:)

    OdpowiedzUsuń
  4. No jakżeby to, żeby główni bohaterowie nie byli idealni i nie radzili sobie w każdej sytuacji? Co z tego, że nie funkcjonowali w takich warunkach - są przecież głównymi bohaterami w powieści młodzieżowej! Ogień rozpalą, zwierzę upolują, dom zbudują i przy okazji zatańczą kankana.

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam ochotę na tę książkę, kiedy zobaczyłam ją kilka lat temu w zapowiedziach, ale później zrezygnowałam. Może kiedyś przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię książki o tematyce wojny..skłaniają do wielu przemyśleń.
    Tej pozycji nie czytałam, jednak jak ją wypatrzę w bibliotece, to na pewno wypożyczę ;-)
    Pozdrawiam ;-)
    A u mnie 3 krótkie recenzje, może któraś książka cię zaciekawi :))

    stylowana100latka.blogspot.com - KLIK

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam już dawno tę książkę i też - tak jak Tobie - bardzo mi się podobała!
    I z chęcią sięgnę kiedyś po kolejne części :) A wiesz, że jest film na podstawie tej książki? Nawet fajny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem. :) Oglądałam i uważam, że to jedna z najlepszych ekranizacji.

      Usuń
  8. Kiedyś bardzo intrygowała mnie ta pozycja i przyznam, że wciąż coś mnie do niej ciągnie. Zważywszy na to, że jest w bibliotece, sięgnę po nią :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zupełnie nie dla mnie, chociaż wiem, że moja siostra ją ma i była zadowolona z lektury.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałąm całą serię i Kroniki Ellie i jestem zachwycona. Mimo, iż pierwsza części jest - według mnie - najsłabsza, cóż tu dożo mówić, zachwyciła mnie. Przygodę z książkami Johna Marsdena zaczęłam od 2 części Jutra i po cichu cieszę się, że jednak nie od pierwszej części. Bo nie wiem, czy gdybym zaczęła czytac od początku sięgnęłąbym po kolejne tomy. Może tak, ale na pewno nie z takim uśmiechem na twarzy. Jednym słowem: Wow! Te książki są extra! Naprawdę polecam!

    zapraszam do mnie w wolnej chwili: http://wyznania-czytelniczki.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  11. To jedna z moich ukochanych książek i serii:) z pewnością ma wady, ale jak dla mnie jest idealna;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wszyscy chwalą, muszę w takim razie koniecznie przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo lubię cykl autora, jednak również i ja nie mogłam znaleźć ulubionego bohatera. W pierwszym tomie jeszcze nie dziwiłam się ich wychodzeniu z opresji, akcje były mniejsze, ale w któryś z ostatnim tomów już nie wytrzymałam i nie mogłam wręcz uwierzyć, że się im udało bez żadnych konsekwencji, szczególnie, że chodizło o wysadzenie lotniska!

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Słyszałam wiele dobrych opinii na temat tej książki ale po pzreczytaniu twojej recenzji uznałam że muszę ją dorwać w bibliotece i przeczytać :)
    Bardzo fajnie napisana recenzja
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie Inna
    http://happy1forever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Naczytałam się wiele dobrych recenzji tej ksiażki i to sprawiło, że bardzo chciałabym zabrać sie za tą serię. Tylko, ze najpierw muszę uzbierać nieco pieniedzy, bo nie lubię niedokończonych serii.

    OdpowiedzUsuń
  16. Pomysł na książkę ciekawy i zaskakująco na czasie:) może kiedyś skuszę się na przeczytanie tego... nie jestem zbytnią fanką wojennych treści :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Utknęłam na pierwszej części, czytałam ją nawet 3 razy. Muszę wreszcie się zabrać za pozostałe, bo książka naprawdę warta polecenia. :)

    OdpowiedzUsuń

Cześć!
Bardzo się cieszę, że tutaj jesteś. Chciałabym, abyś podzielił(a) się swoim zdaniem na temat przeczytanego postu. Będzie mi bardzo miło.