piątek, 18 lipca 2014

Veronica Roth - "Zbuntowana"

     



      Długo wahałam się czy kupować serię Niezgodna. Wyraźnie podzielone opinie sprawiały, że byłam niezdecydowana. Wkrótce, jednak postanowiłam zaryzykować i w nią zainwestować. Pierwszy tom był nawet interesujący, bardzo podobała mi się dzikość i pewna pierwotność cechująca frakcję Nieustraszonych. Ich niebezpieczne i ryzykowne akcje mnie podkręcały i wywoływały bardzo pozytywne uczucia. Jednak w drugiej części tej historii owa frakcja idzie na bok, a na tapecie pojawiają się sprawy „wyższej” wagi, co zabiło we mnie wszelkie zainteresowanie tą trylogią. Bardzo męczyłam się czytając „Zbuntowaną” i długo ze sobą walczyłam, zanim zdecydowałam się napisać recenzję tej książki.
       Wisząca od dawna nad frakcjami groźba wojny staje się rzeczywistością. Nieustraszeni zostają marionetkami w rękach przywódczyni Erudycji, a niezgodni są w ogromnym niebezpieczeństwie. Walka toczy się o władzę i ściśle tajne informacje, które mogą zmienić wszystko. Po czyjej stronie opowie się Tris? Co uzna za ważniejsze: miłość czy prawdę?
       Niechętnie zaczęłam czytać „Zbuntowaną”, pocieszałam się, że być może razem z rozwinięciem się akcji moje zainteresowanie wzrośnie i wciągnę się w wydarzenia. Było odwrotnie. Z każdym kolejnym rozdziałam miałam tej historii dość, tylko dzięki sile woli i uporowi udało mi się dobrnąć do końca. Pobieżnie sunęłam wzrokiem po tekście i niejednokrotnie musiałam czytać stronę raz jeszcze, bo mój mózg nie protokołował, co się dzieje.
       Sama fabuła tej trylogii jest śmieszna i niedorzeczna. Nie da się w taki sposób zaszufladkować człowieka, to niemożliwe. Frakcje, choć ciekawe, są nielogiczne. Człowiek mieści w sobie wiele cech i mnóstwo sprzeczności. Taki podział nie ma prawa istnieć i funkcjonować poprawnie. Jednak myślę sobie: „Okay, to przecież fikcja, przełknij to”. Tak też uczyniłam, co nie zmienia faktu, że Veronica Roth stworzyła coś zwyczajnie głupiego.
       Nie wiem, co sprawiło, że tak ciężko i mozolnie czytało mi się ten tom, bo akcja niby parła do przodu. Coś tam się działo; ktoś zdradził, inny umarł, jeszcze ktoś inny kogoś pobił, z kimś się pokłócił, by się zjednać, i tak dalej. Mimo to męczyłam się.
       Tris jest nieciekawą bohaterką. Porównywanie jej do Katniss jest obrazą dla bohaterki Igrzysk Śmierci. Beatrice nie jest silna, nie jest także inteligentna, co starano się czytelnikowi wmówić. To dziewuszka uzależniona od adrenaliny, która robi głupie rzeczy, nad którymi nie potrafi później przejść. Jej skomlenie mnie denerwowało. Być może powiecie, że to normalne, iż ubolewała nad tym, co zrobiła, a ja się Wami zgodzę, jednak zamiast jęczeć powinna zrobić wszystko, aby wynagrodzić sobie i wszystkim poszkodowanym tę głupotę, która była tak tragiczna w skutkach. Tris nie wzbudza sympatii, ani nawet antypatii! Pomimo faktu, że niektóre jej działa mnie irytowały, to nie wyrobiłam sobie na jej temat żadnego konkretnego zdania. Wciągnęłam tylko wniosek, że jest ona mało interesująca. Nijaka główna bohaterka, to jedna z najgorszych rzeczy, jakie mogą być. Jedyną rzeczą, jaką w niej podziwiałam było trzymanie się własnych przekonań. Wierzyła w coś i działała, aby to osiągnąć. Potrafiła się przeciwstawić, nawet jeśli była na przegranej pozycji.
       Cztery, lub Tobias (jak kto woli) był fascynujący do czasu aż nie odsłonił się przed Tris. Jego mdła natura mnie do niego nie przekonała. Miewał przejawy dojrzałości, czym mi imponował, ale jego wyuczona maska i przemyślane reakcje oraz czyny nie dodawały mu uroku. Rozumiem, że w świecie, w którym przyszło mu żyć panuje system frakcyjny i on musi się starać dopasować, ale mnie to odpychało. Jego przeszłość była straszna i zasługuje na współczucie, ale jako Nieustraszony powinien stawić czoło swoim lękom. On jednak unikał ojca i nie starał się zabić zmor przeszłości. Mimo to go nawet lubiłam, kibicowałam jego związkowi z główną bohaterką. Najbardziej przeszkadzała mnie jego hipokryzja. Tobias wymagał od Tris czegoś, czego sam nie dawał. Nie potrafił uszanować faktu, że jego dziewczyna chce SAMA sobie z tym poradzić. Wielki samiec musi bronić małej samiczki? No nie sondze...
       Oczywiście musiały pojawić się jakieś problemy w związku Tris i Cztery. Dziwi mnie, że tak szybko stali się sobie tak bliscy. Miałam wrażenie, jakbym coś przegapiła. Spory między nimi były w większości błahe. Cieszę się, że nie mamy trójkąta. Jest Cztery i basta. Ten zabieg pochwalam, bo grupka zalotników krążących wokół głównej bohaterki zazwyczaj jest niepotrzebna i absurdalna. Zawsze mnie irytuje, kiedy nagle, znikąd, pojawia się stado samców prychających i wierzgających, aby ich obiekt zainteresowania rzucił im jakiś ochłap.
      Zakończenie niby było zaskakujące, ale nie do końca. Spodziewałam się, że tak właśnie postąpi Evelyn, to nie było coś, czego nie dało się przewidzieć. Informacje, które na końcu zostały ujawnione także nie były dla mnie zaskoczeniem. Dla Was na pewno także nie.
      Trylogia Niezgodna dla mnie jest dużym rozczarowaniem. Kupiłam ją z nadzieją, że doświadczę podobnych uczuć i wrażeń, które towarzyszyły mi przy czytaniu Igrzysk Śmierci, co nie nastąpiło. Znowu dałam się podejść propagandzie i kłamstwu. Wszystkie wielkie hasła powstałe, by promować „Niezgodną” są nieprawdziwe. Czuję niesmak, kiedy jedną serię porównuje się do drugiej, a dodatkowo ta druga nie dorasta do pięt pierwszej. Przykre rozczarowanie. Wydaje mi się, że wielką krzywdą dla tej trylogii było przyrównywanie jej do serii Collins. Czytelnik przez to spoglądał na nią przez pryzmat przygód Katniss i postawił poprzeczkę bardzo wysoko już na starcie.
     „Niezgodna” była ciekawa, „Zbuntowana” nudna, nie wiem jeszcze, co przyniesie „Wierna”, która czeka na półce i na razie się nie dowiem, bo nie mam na nią najmniejszej ochoty. Liczę, że podniesie poziom całej trylogii i w jakiś sposób mnie zaskoczy. Chciałabym móc napisać: „Omijacie te książki z daleka, nie warto ich czytać”, ale nie mogę. Wiem, że niektórzy mogą dostrzec w niej coś, co mnie kompletnie nie zainteresowało. Jednak ja wymagam od lektury zdecydowanie więcej.


Autor: Veronica Roth
Tytuł: Zbuntowana
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 3 października 2012
Ilość stron: 368
Ocena: 4/10