piątek, 25 lipca 2014

Veronica Roth - "Wierna"







„Zakochałam się w Tobiasie. Ale nie jestem z nim z przymusu, bo nie mam innych możliwości. Jestem z nim z wyboru, którego ciągle dokonuję: każdego dnia, gdy się kłócimy, gdy się okłamujemy, gdy sprawiamy sobie zawód. Wybieram Tobiasa wciąż na nowo, a on wybiera mnie.”

         W ostatniej recenzji napisałam, że nie mam najmniejszej ochoty czytać „Wiernej”, co jest prawdą. Jednak po zastanowieniu uznałam, iż nie ma sensu, aby ta książka zajmowała mi cenne miejsce w biblioteczne. Postanowiłam więc czym prędzej zapoznać się z ostatnim tomem tej trylogii i mieć tzw. „święty spokój”.
         Zanim przejdę do rozpisywania się nad zaletami i wadami tej pozycji, czuję się zobowiązana wyjaśnić swoją ocenę, która uległa zmianie pod koniec książki. Finał wymyślony przez Veronicę Roth zaimponował mi na tyle, aby ponieść moją ocenę o jeden wzwyż. Według mnie „Wierna” była lepsza od „Zbuntowanej” i gorsza od „Niezgodnej”.
         Miasto zostało zdominowane przez Bezfrakcyjnych, a Tris wraz ze swoimi bliskimi dzięki pomocy Wiernych udaje się na terytorium poza miastem. Nowo odkryty świat, jak się okazuje, niewiele różni się od tego, który znali. Beatrice i jej przyjaciele stają przed kolejnymi trudnymi wyborami, które mogą zmienić wszystko. Czy podejmą właściwe decyzje?
        Mimo faktu, iż pierwszy i drugi tom trylogii „Niezgodna” nie zrobiły na mnie szczególnego wrażenia byłam ciekawa „Wiernej”. Opinie typu „Wierna niszczy”, „Nie czytaj jej, ona zmieni wszystko” w pewien sposób mnie intrygowały. Po przeczytaniu wiem, skąd takie głosy, jednak ja się do nich nie przyłączam. Nie wydaje mi się, aby ten tom był traumatyczny lub nieprzemyślenie napisany. Mnie zadowolił i uznaję go za odpowiednie oraz wystarczające zakończenie całej historii.
         W tej części zachowanie Tris i Tobiasa miało więcej sensu. Rozumiałam je i czułam, że ma swoje uzasadnienie. Od samego początku ogromnie irytowała mnie przemądrzałość Tris, która uważała, że zawsze ma rację. Sama zaprzeczała jakoby tak było, ale jej czyny mówiły coś innego. Tobias podjął złą decyzję, ale zrobił to sam, do czego miał absolutne prawo, jako niezależna i dorosła jednostka ludzka. Wybrał źle i poniósł konsekwencje. Takie właśnie jest życie. To my podejmujemy decyzje, z których reperkusjami później musimy sobie poradzić. Po prostu musimy ryzykować, co czasem się opłaca. A czasem nie. Tobias i Cztery to ta sama osoba, jednak ja je sobie rozdzielam. W moim pojmowaniu Tobias to chłopak, który odsłonił się przed Tris, zaś Cztery to Nieustraszony, szorstki i bezwzględny instruktor, który bezlitośnie szkoli swoich uczniów. Zawsze będę fanką Cztery, którego uwielbiam, a przy tym będę szanowała Tobiasa.
         Nie potrafiłam pokochać bohaterów. Polubiłam tylko jedną postać – Uriaha i nigdy nie wybaczę autorce tego, co mu zrobiła. Jednak mimo mojej obojętności, nie mogę napisać, że postacie zostały stworzone pobieżnie, bo to nieprawda. Mamy tutaj do czynienia z różnymi osobowościami i charakterami, które są złożone i głębokie.
         Jestem zadowolona, że Veronica Roth wyjaśniła nam dlaczego i po co frakcje powstały. Bez większych sprzeciwów przyjęłam do wiadomości powód utworzenia tego absurdalnego podziału. Autorka była fair wobec czytelnika – zakończyła wszystkie wątki i nie pozostawiła na szeroko otwartych furtek.
        Zakończenie „Wiernej” mi się spodobało. Nie spodziewałam się, że tak mało atrakcyjna historia może mieć finał z przytupem. Szczerze mnie on wzruszył i napełnił niejednoznacznym szacunkiem względem autorki. Wydaje mi się, że w taki sposób grubą krecha oddzieliła „Niezgodną” od „Igrzysk Śmierci”. Dla mnie są dwie niezależne trylogie, a „Igrzyska…” na zawsze pozostaną niedoścignione.
       Najwięksi fani „Niezgodnej” mogą się na mnie obrazić lub obrzucić mało pochlebnymi epitetami, ale dla mnie jedynym wątkiem wartym uwagi jest relacja głównej bohaterki i jej ukochanego. Udało im się stworzyć trwały związek, mimo tego, że często wybierali inne rozwiązania i wierzyli w odmienne rzeczy. W „Zbuntowanej” przeżyli dosyć kretyński kryzys, ale w „Wiernej” można zauważyć, jak ich uczucie dojrzało i ile dla siebie znaczą.
       Trylogia „Niezgodna” Veronicy Roth w moim mniemaniu jest średnia i nieszczególnie warta przeczytania. Należy do tych serii, które wypożycza się w bibliotece i czyta dla zaspokojenia ciekawości, a nie trzyma z dumą na półce. Jednak nadal uważam, że są osoby, które znajdą w „Niezgodnej” coś więcej. Nie wiem czy jestem jedyna, ale nie potrafię się dogłębnie zatracić w tym świecie. Nie podbiła ona mojego serca i nie pobudziła wyobraźni, co nie oznacza, że każdy czytelnik odniesie takie wrażenia. Pomijając, że nie jestem tą serią zachwycona, odczuwam zadowolenie, że ją przeczytałam, a Wam, kochani książkomaniacy, życzę miłej lektury.

„Przypuszczam, że ogień, który płonie tak jasno, nie może płonąć wiecznie.”


Autor: Veronica Roth
Tytuł: Wierna
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 29 kwietnia 2014
Ilość stron: 384
Ocena: 6/10