piątek, 4 lipca 2014

Moira Young - "Krwawy szlak"







„Nazywają mnie Aniołem Śmierci”

Jedno zdanie w opisie „Krwawego szlaku” sprawiło, że wykrzyczałam w myślach „MUSZĘ JĄ PRZECZYTAĆ! W KOŃCU JAKAŚ OSTRA BABA!”. Pozwolę sobie zacytować: „W nowym, złowrogim otoczeniu odkryje [Saba], że potrafi być groźną wojowniczką, przebiegłą przeciwniczką, a przede wszystkim – że nic nie może zniszczyć jej woli przetrwania”. Uwielbiam silne bohaterki, które nie dają sobie w kaszę dmuchać więc byłam pełna nadziei i zachwytu. Książkę pochłonęłam w jeden wieczór więc można powiedzieć, że mi się podobała.

Saba mieszka z tatą, siostrą i bratem bliźniakiem na odludziu. Nigdy wraz z rodzeństwem nie miała okazji zobaczyć więcej niż pięciu ludzi, nie licząc członków jej rodziny, są całkowicie odizolowani. Jednak kiedy pojawiają się nieznajomi mężczyźni, którzy porywają jej ukochanego brata, Saba bez chwili wahania wyrusza, aby go uratować. Bohaterka postanawia opuścić dobrze jej znaną odludną krainę, w której się urodziła i żyła, by wkroczyć w świat zupełnie jej nieznany. W czasie swojej wędrówki, bohaterka poznaje samą siebie i wydobywa ze swojej duszy siłę, o której nie miała pojęcia.

Saba jest bohaterką, która może czytelnika irytować lub wzbudzić u niego sympatię. Ja ze swojej stronę mogę szczerze powiedzieć, że bardzo ją polubiłam. Autorka nadała jej cechy, które sprawiły, że poczułam, iż Saba jest rzeczywista, prawdziwa. Ona nie należy do osób słodkich  i lepkich jak karmel, potrafi być wredna, egoistyczna i zarozumiała. Nie płacze nad losem biednych delfinków i nie rozczula się nad wszystkim i wszystkimi. Nie zrozumcie mnie źle – Saba wcale nie jest bez serca, po prostu nie roztkliwia się, jak to często u tego typu bohaterek bywa. ALLELUJA! Łączy ją niezwykle silna więź z jej bliźniakiem. Miłość jaką do niego czuła, wręcz potrzeba bycia przy nim, z nim, nieraz mnie zaskakiwała. Być może coś takiego łączy wszystkie bliźnięta? Saba ma wady, jak i zalety – tak właśnie być powinno. Nie należy do osób z łatwym charakterem i – między innymi – za to ją polubiłam. Jest silna i zdecydowana. Jak dla mnie bomba. 

Na akcję nie można narzekać, bowiem prze do przodu nieustannie, ciągle coś się dzieje. Nie odrywałam się od czytania, bo chciałam wiedzieć, co wydarzy się dalej. Spijając tę historię z kartek, nie zaznacie nudy. „Krwawy szlak” ma w sobie pewien specyficzny klimat, który przypadł mi do gustu. Świat wykreowany przez autorkę mnie zaciekawił.  Ma w sobie „to coś”, zdecydowanie.

Oczywiście nie może zabraknąć wątku romantycznego! To byłaby niemal zbrodnia. Szczerze mówiąc wybranek Saby mnie nie urzekł. Wyznam, że bywało, iż wręcz zakochiwałam się w zalotniku bohaterki i piszczałam przy czytaniu ich wspólnych scen. Tutaj jednak czegoś mi zabrakło. Jack to typowy cwaniaczek ze zniewalającym uśmiechem. Sympatyczny, ale niewystarczająco, jak dla mnie. Oddziaływał na naszą bohaterkę, ale na mnie niespecjalnie. Cóż, ostatecznie to nie mnie miał uwieść, prawda?

Muszę zwrócić uwagę na pewien, dość irytujący, fakt. Dialogi nie są oznaczone myślnikami. Łapałam się w tekście więc nie jest tragicznie, jednak nadal to mało komfortowe, chwilami można się zgubić. Nie jestem zwolenniczką takiej formy. To przeszkadza w czytaniu, nie wiem kto i dlaczego obraził się na biedne myślniczki, ale z pewnością na to nie zasłużyły! 
Po przeczytaniu „Krwawego szlaku” jestem dobrej myśli. Jak na razie zapowiada się ciekawa seria. Na samym końcu książki poczułam lekki dreszcz niepokoju, bowiem w Sabie zaszły pewne zmiany, które lekko mnie zaniepokoiły. Mam jednak wielką nadzieję, że nie zniszczą one mojej niedobrej, niegrzecznej Saby i dalej będę ją uwielbiała. Po pierwszym tomie jestem zdolna zaryzykować stwierdzenie, że Moira Young jest na dobrym tropie, aby stworzyć świetną serię. Oby tego dokonała.



 
 Autor: Moira Young
Tytuł: Krwawy szlak
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2 kwietnia 2014
Ilość stron: 399
Ocena: 7/10