wtorek, 1 lipca 2014

Debbie Macomber - "Wiosna w Różanej Przystani"

Autor: Debbie Macomber
Tytuł: Wiosna w Różanej Przystani
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 2014
Ilość stron: 375
Moja ocena: 7/10 

Jo Marie prowadzi pensjonat w małej, malowniczej miejscowości - Cedar Cove, w miasteczku nad Zatoką Puget. Niedługo ma się odbyć dzień otwarty w pensjonacie i kobieta musi wszystko przygotować. Najwięcej uwagi chciałaby poświęcić ogrodowi, a dokładniej rozarium, którym ma się zająć dla niej niejaki Mark. Do pensjonatu przyjeżdżają również: Mary, kobieta chora na raka, która w Cedar Cove chce odnaleźć spokój, pogodzić się z przeszłością i odnaleźć swoją dawną miłość; oraz Annie, która niedawno zerwała zaręczyny po tym, jak dowiedziała się, że jej narzeczony kilkakrotnie dopuścił się zdrady. W Cedar Cove planuje urządzić dla swoich dziadków spotkanie rodzinne z okazji pięćdziesiątej rocznicy ślubu dziadków. Wraz z nimi przyjeżdża Oliver, przyjaciel rodziny i zarazem mężczyzna, którego Annie darzy nienawiścią. Jak będzie wyglądał dzień rocznicy ślubu Kenta i Julie? Czy wszystko pójdzie po ich myśli? 

"Wiosna w Różanej Przystani" to druga część historii Jo Marie w pensjonacie. Nie czytałam pierwszej części, jednak wcale mi to nie przeszkadzało, aby zabrać się za drugą. Nie czułam niedosytu, że czegoś nie wiem, że coś mi umknęło, nie. Miałam wrażenie, że jest to pierwsza część serii, nie kolejna. 

Autorka przenosi nas do pięknego pensjonatu, którego właścicielem jest trzydziestoletnia wdowa, Jo Marie. Po stracie męża szukała ona miejsca, w którym czuła by się dobrze, w którym jej żałoba w końcu minęłaby. Cedar Cove to właśnie takie miejsce - ciche, spokojne, w którym mieszkają cudowni, pełni zrozumienia i zdolni do pomocy ludzie, do których zawsze można się zwrócić o pomoc. Bardzo spodobało mi się to miejsce, miasteczko, w którym wszyscy są dla siebie mili, pomocni i życzliwi. Teraz chyba trudno o takie miejsce. Na dodatek ten pensjonat. W mojej wyobraźni kreował się on naprawdę rewelacyjnie. Duży dom z werandą, na której znajduje się stolik, krzesła i bujane fotele. Na dodatek ogród, który musi być przepiękny! Mimo, iż w powieści wyraźnie było napisane, że brak było rozarium, ja widziałam je, mimo wszystko. Cudowny krajobraz, rozciągające się góry, idealne miejsce, aby wypocząć, nabrać sił i przemyśleć sobie różne niepokojące nas sprawy, czy nabrać dystansu do otaczającego nas świata. 

W powieści poznajemy kilku, tych ważniejszych bohaterów. Jedną z nich jest właścicielka pensjonatu, Jo Marie. To trzydziestoletnia kobieta, która niedawno straciła męża. Postanawia znaleźć swoje miejsce na świecie, w którym mogłaby złagodzić ból po śmierci ukochanego. W Cedar Cove poznaje Marka, którego zatrudnia do pracy w ogrodzie i innych pracach w pensjonacie, z którymi nie mogłaby sobie dać sama rady. Mark to osoba bardzo wybuchowa, ale i tajemnicza. Tak naprawdę nic o nim nie wiemy. Mieszka sam, często kłóci się z Jo Marie, mimo wszystko chyba ją lubi. 
Kolejną osobą, która chyba najbardziej mnie zaciekawiła, jest Mary. Starsza kobieta chora na raka, która szuka spokoju, wyciszenia i stabilizacji emocjonalnej. Jest to bardzo ciekawa postać. Przyjeżdża do Cedar Cove z wyznaczonym celem, chce odnaleźć swojego ukochanego, którego zostawiła dziewiętnaście lat temu i odeszła bez słowa. Od tamtej pory nie mieli ze sobą kontaktu. Teraz jednak, w obliczu śmierci chce mu opowiedzieć o swoim życiu, wyjawić sekret, który skrywała przez bardzo długi czas i prosić o wybaczenie. Mary na początku denerwowała mnie, była opryskliwa, niemiła i bardzo nerwowa. Dopiero po pewnym czasie zmieniła się i zaczęła mnie fascynować. 
Annie to chyba najmłodsza bohaterka powieści, która przyjeżdża do miasteczka, gdzie organizuje dla swoich dziadków ceremonię pięćdziesiątej rocznicy ślubu i odnowienia przysięgi małżeńskiej. Dziadkowie są dla niej wzorem do naśladowania. Kiedyś, podobnie jak oni, chciałaby obchodzić tak wspaniałą uroczystość. Na jej nieszczęście, rozstała się ze swoim narzeczonym, który zdradzał ją niejednokrotnie. Gdyby tego było mało, wraz z jej dziadkami, do pensjonatu przyjeżdża również Oliver, przyjaciel rodziny, który niekoniecznie jest przyjacielem naszej bohaterki. Annie nienawidzi go z całego serca po tym, jak skrzywdził ją kilkanaście lat temu. Do tej pory nie może mu tego wybaczyć. Gdy tylko się widzą, dochodzi do awantury. Czy wspaniała uroczystość rodzinna, poprzez pojawienie się Olivera zostanie zepsuta? 

Autorka pisze bardzo lekko i przejrzyście. Książkę czyta się naprawdę bardzo dobrze. Powiem nawet, że jest wciągająca i czyta się ją całkiem szybko. Jednak nie jest ona jakimś wybitnym dziełem. Nie znalazłam w niej nic takiego, co mogłoby zasługiwać na najwyższą notę. Jest w niej sporo wątków, które nie do końca zostały dokładnie rozbudowane. Wszystko zakończyło się bardzo szybko i historie nie nabrały takiego wymiaru, jak oczekiwałam. Niemniej jednak książka jest warta polecenia i bardzo ciekawa. Idealnie sprawdzi się na letnie, wakacyjne popołudnia z książką na plaży czy na łące. Jest idealna dla osób, które chcą się rozerwać i nie oczekują cudownych opowieści z rozbudowanymi wątkami, które pochłoną czytelnika bez reszty i sprawią, że nie będzie mógł się od niej oderwać.