sobota, 26 lipca 2014

Anna Ficner-Ogonowska - "Zgoda na szczęście"

Autor: Anna Ficner-Ogonowska
Tytuł: Zgoda na szczęście
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2013
Ilość stron: 566
Moja ocena: 10/10

Hania już wie, że chce dzielić życie z Mikołajem. Uwielbia, gdy ukochany budzi ją czułymi pocałunkami i śniadaniem podanym do łóżka. Ale na ich drodze wciąż pojawia się wiele przeciwności. Dramatyczne sytuacje dotykają także ich najbliższych. Na szczęście wokół nie brak tych, którzy gotowi są ich wesprzeć, jak ciotka Anna – pełna energii, a przy tym jakże troskliwa i wyrozumiała. Z pomocą spieszy także nadzwyczajna w swej dobroci pani Irenka, która tym razem odegra wyjątkową rolę.
Czy Dominika odnajdzie się w roli żony i matki? Czy Hania odważy się wyjawić jej długo skrywaną prawdę, która całkowicie odmieni ich życie? Czy Mikołaj wreszcie usłyszy „i że cię nie opuszczę…”?


Prawdziwy mężczyzna niczego nie musi kobiecie udowadniać, wystarczy, że jest blisko, a wtedy kobieta ma już wszystko.


Po dwóch pierwszych częściach tej serii nie wyobrażałam sobie, że mogłabym nie przeczytać kolejnej tj. "Zgody na szczęście". Wystarczająco wciągnęły mnie poprzednie, żeby wiedzieć, że ta będzie równie dobra i emocjonująca co wcześniejsze. I oczywiście moje przeczucia się sprawdziły. 

Hania i Mikołaj są razem, oboje są bardzo szczęśliwi z tego faktu. Mieszkają wspólnie, co pomaga odkryć ich prawdziwe "ja". Hania uporała się ze zmorami z przeszłości, nie ma już problemu ze wspominaniem zmarłego męża. Mikołaj również przestał być zazdrosny. Zrozumiał, że Hania naprawdę go kocha i chce z nim być. Dominika natomiast urodziła synka. Jest w niego zapatrzona jak w obrazek, nie odstępuje malca na krok. Nie chce być taką matką dla małego Tomaszka, jaką była jej matka dla niej. Hania przygotowuje się również na wyjawienie tajemnicy, którą skrywa już bardzo długo, czy w końcu jej się to uda? 

Przecież wyznań miłości nie należy się w życiu wstydzić, bo przecież to od miłości zaczyna się życie.

Powieść pani Ani Ficner-Ogonowskiej jest naprawdę bardzo prawdziwa. Nie raz wydawało mi się, że uczestniczę w życiu bohaterów, czułam, że znałam ich od lat i bardzo byliśmy ze sobą zżyci. Autorka przedstawia prawdziwe życie zwykłych ludzi, którym w życiu nie zawsze się układało. Każdy ma swoje problemy, sztuką natomiast jest się z nimi uporać i pozwolić sobie pomóc. 
W pierwszej części pomocy potrzebowała Hania. Była zrozpaczona po stracie swoich najbliższych - rodziców i męża. Teraz natomiast Dominika jest tą, której trzeba pomóc. Po narodzinach małego Tomaszka zmienia się nie do poznania. To już nie jest ta sama przebojowa Dominika, którą znałyśmy z pierwszej i drugiej części. Po porodzie Dominika stała się nadopiekuńczą matką, boi się zostawić małego z kimkolwiek. Do nikogo nie ma zaufania. Przez to zaniedbuje dom i męża. Z pomocą zjawia się ciotka Anna, która stara się przywrócić ład i porządek. 

Ten tom podobał mi się zdecydowanie bardziej niż poprzedni. Myślę, że to za sprawą tego, że dużo więcej się działo, jak również tego, że Hanka nie jest już tą samą osobą, co kiedyś. Zmieniła się. W końcu zaczęła dbać o swojego mężczyznę i wszystko zaczęło się układać tak jak powinno być! 
Dużo również jest mojej ukochanej bohaterki - pani Irenki, która wprowadza ciepło, a jej cenne rady są dla wszystkich drogowskazem do dalszego życia. 

Ogromnym szczęściem w życiu jest móc podzielić się z bliskimi tym, co łączy...miłością...

Trzecia część "Alibi..." jest równie mocno emocjonująca jak dwie poprzednie, jeśli nawet nie bardziej.
Zakończenie było po prostu przepiękne! Przypuszczałam, że tak to się może zakończyć, ale mimo wszystko była to dla mnie niespodzianka. Byłam taka szczęśliwa, jakby to wszystko działo się koło mnie, a główni bohaterowie byli moimi przyjaciółmi, z którymi przeżywałam te piękne chwile! 

 Podczas czytania prawie przez cały czas zachwycałam się lekkością pióra pani Ani. Jest ona mistrzem w tej dziedzinie. Dzięki tej serii przekonałam się, że polscy autorzy wcale nie są gorsi niż Ci zagraniczni. Nie mogę zrozumieć tego, dlaczego większość z Was, nie ma o nich najlepszego zdania. Ja też nie miałam, dopóki nie trafiłam na to cudo.  Pani Ania ma swój, charakterystyczny styl, który bardzo przypadł mi do gustu i chciałabym przeczytać kolejną, równie ciekawą książkę, która wyszłaby z jej pióra. Mam nadzieję, że powstanie piąta część tej serii, tak jak czytałam takie pogłoski na Facebooku. 

Nie chciała już niczego przeżywać w myślach. Chciała wszystko przeżywać naprawdę. Nie chciała w żaden sposób wyprzedzać obecnych chwil, bo doskonale znała smak takiego błędu.

Na koniec chciałabym wspomnieć, że cała seria bardzo przypomina mi pewien serial "To nie koniec świata". Może nie same wydarzenia, ale główni bohaterowie są naprawdę bardzo podobni.  Serialowa Anka i Ula są naprawdę bardzo podobne do książkowych Hani i Dominiki. Nie jest to wyłącznie moje zdanie, spotkałam się już z kilkoma takimi, które popieram w stu procentach!