wtorek, 3 czerwca 2014

Gaiman Neil- "Koralina i tajemncze drzwi"

 

Autor:Neil Gaiman
Tytuł: Koralina i tajemnicze drzwi
Wydawnictwo: MAG
Moja ocena:10/10

Opis:


Dzień po przeprowadzce Koralina postanowiła zwiedzić cały dom... W nowym mieszkaniu, do którego Koralina przeprowadziła się z rodzicami, jest dwadzieścia jeden okien i czternaścioro drzwi. Trzynaścioro z nich otwiera się zwyczajnie, czternaste zaś są zamknięte na klucz. Za nimi znajduje się tylko ściana z cegieł - przynajmniej do dnia, w którym Koralina otwiera je i odkrywa przejście do innego domu, który na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od jej własnego. Ale pozory mylą... Z początku nowo odkryte mieszkanie wydaje się jej cudowne. Na obiad dostaje same smakołyki, a w pudełku z zabawkami czekają anioły, które po nakręceniu fruwają po pokoju, książki, w których ilustracje zdają się ożywać, małe główki dinozaurów, które na zawołanie klekocą zębami. Lecz w nowym domu są też nowi rodzice, którzy chcieliby, żeby Koralina została ich córeczką. Chcą ją odmienić, zatrzymać i nigdy nie oddać jej z powrotem. W lustrach zaś kryją się nieszczęśliwe dzieci, zagubione dusze...


Recenzja:


   Hej wszystkim cześć i czołem, być może pamiętacie mnie, gdyż już kiedyś recenzowałam na Blasku. Postanowiłam wrócić i zacząć wszystko od początku. Być może zajrzeliście bądź dopiero zajrzycie na moje stare recenzje i sami uznacie je za niedokładne i krótkie, dlatego postanowiłam, że pozycje te zrecenzuję jeszcze raz, od nowa. 
   Dziś postanowiłam dla Was zrecenzować kochaneczki książkę autora do którego mam ogromny sentyment. Książkę kupiłam w małej, drewnianej księgarni na Krupówkach w Zakopanem. Pamiętam to lato jak nic. Czterdziestostopniowy upał i ja z nogami w górze leżąca w cieniu na Gubałówce.
   Tyle pięknych wspomnień... ale przejdźmy może do rzeczy. Istnieje ekranizacja tejże książki, lecz w żadnym wypadku się do niej nie umywa ( przez co chcę powiedzieć, że film jest dużo gorszy).
     Są lęki, które przemijają i takie, które pozostaną już w nas na zawsze... Pamiętam, że czytając pierwszy raz tę psychodelliczną powieść miałam ciarki a uczucie napięcia nie opuszczało przez całą książkę. Neil ma cudowny styl, którego nie da się przyrównać do kogoś innego. Postacie wykreowane w książce są mroczne, pełne tajemnic, przerażają. Dokonują nieodwracalnych wyborów. Bo wiecie co? Każdy chciałby żyć w lepszym świecie, gdzie wszystko jest dużo prostsze, dużo bardziej ciekawe i kolorowe, gdzie rodzice nie sprawiają problemów. To jest taka powieść z morałem. Nie wszystko złoto co się świeci. I to nie jest jedyny morał z tej 'bajki". Master Gaiman wyraźnie zaznacza, że rodzice powinni poświęcać więcej czasu dzieciom.  A także ich słuchać. Na oklaski zasługują tu postacie. I co ciekawe, postacie drugoplanowe. Wyszły barwne, oryginalne, wpadające w pamięć. Pan Bobo i jego mysi cyrk, dwie stare aktorki, nawet duchy trójki dzieci – każdego dobrze się zapamiętało. Rodzice Koraliny zostali bezczelnie potraktowani przez Gaimana nijakością. Są puści, rozmyci, szarzy, nieciekawi. Tak jakby pisarz ukarał ich, za brak czasu dla córki. I słusznie. Mistrzem tu jest przede wszystkim kot. Godny następca kota z Cheshire. Co prawda bez uśmiechu, ale za to umiał wzruszać ramionami, ironizować, dawać dobre rady, nie zabijać monologami, być i nie być jednocześnie. Kot jest taki jak trzeba, nic dodać nic ująć. A Gaimanowi należy się Nobel, a co! Za takiego kota niech ma!

„Wy, ludzie, macie imiona. To dlatego, że nie wiecie, kim jesteście. My wiemy, kim jesteśmy, więc nie potrzebujemy imion.”

Koralina-główna bohaterka została już przedstawiona w opisie jak widzimy, jednak ja Wam coś o niej dopowiem. Osóbka ta o nieprzeciętnej inteligencji jest znudzona niesutannym deszczem, nowym mieszkaniem, rodzicami, którzy są pracoholikami, zdaniem narzuconym przez matkę...nawet potrawami przyrządzonymi na obiad przez jej ojca. I ta normalność, ta szara codzienność właśnie sprawia, że ta książka jest tak klimatyczna i niezwykła.
 Druga część książki to pokazany silny kontrast, a także groza. W książce od czasu do czasu możemy też zauważyć zaznaczoną ironię bądź czarny humor, który doskonale pasuje do całokształtu powieści.


     Zarówno też opisy dodają smaczku klimatowi książki, które choć ujęte prosto- są dobitne a  zrozumie je i dziecko i dorosły człowiek. Są na tyle przekonujące, że nie trzeba się specjalnie wysilać, kiedy próbuje się sobie to wszystko wyobrazić. Moje największe obrzydzenie wywoływały oczy zrobione z guzików, przyszyte w miejsce tych organów


"W wannie leżał martwy pająk wielkości małego kota..."

        Jak już wspomniałam książka jest pełna przesłań :
„Ja wcale nie chcę wszystkiego, czego pragnę. Nikt tego nie chce. Nie tak naprawdę. Co to za zabawa dostawać wszystko, o czym się marzy, tak po prostu? Wtedy to nic nie znaczy. Zupełnie nic.”


    Podsumowując, „Koralina” to książka dla wszystkich którzy lubią poczuć dreszcz emocji, a nie straszne im są proste rozwiązania. Autor postawił przede wszystkim na treść, która w żaden sposób nie ustępuje bardziej „obszernym” koleżankom z gatunku „opowieści z dreszczykiem”. Gaiman przygotował dla nas bajkę dla starszych dzieci. Sam pomysł na fabułę jest tak niezwykły, że choćby dla niego samego warto sięgnąć po tę lekturę.
     
P.S. Na tej książce powinna być narysowana plakietka czy co tam, na której podobnie jak w Kronikach Wardstone na okładce z tyłu widnieje napis : "Nie czytać po zmroku!"