wtorek, 10 czerwca 2014

Bronte Emily- " Wichrowe wzgórza"







Tytuł:Wichrowe wzgórza
Autor: Bronte Emily
Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Moja ocena:6/10

Opis:
Poznaj niszczycielską siłę zakazanej miłości.
Mroczne wrzosowiska Yorkshire są świadkiem miłości Cathy i Heathcliffa. Jednak uczucie, które wybucha między nimi, przynosi im tylko ból i cierpienie. 
Namiętność przegrywa z rozsądkiem – Catherine wychodzi za innego mężczyznę. Oszalały z bólu i upokorzenia Heathcliff nie zamierza się poddać, a chęć zemsty staje się sensem jego życia. Czy nad Wichrowymi wzgórzami ciąży fatum niespełnionej, rozpaczliwej miłości?

Recenzja:

     Jeżeli chcecie poczytać o wiktoriańskim romansie to nie książka dla Was. Ja podobnie myślałam na początku, że przeczytam, "bo klasyk","bo nie wypada nie znać". Przeczytałam i powiem szczerze. Ta książka jest tak przesycona goryczą, brutalnością, agresywnością i żalem, że aż czytelnikowi się niedobrze robi. Ból, cierpienie, zemsta i nienawiść to przedni chleb w tejże lekturze. A gdzieś pośrodku walka z niesprawiedliwością oraz bezkarnością w czasach, w których żyli bohaterowie. Zaczyna się dość zwyczajnie.
    Właściciel Wichrowych wzgórz w jednej ze swoich podróży przywiózł cygańskie dziecko-Heathcliff'a. Wraz z latami  między córką właściciela-Cathy i Heathcliffem szybko zrodziła się przyjaźń oraz miłość. Niestety chłopak nie był dla niej odpowiednią partią. Targana sprzecznymi uczuciami Cathy podjęła decyzję, która uruchomiła lawinę zdarzeń. Decyzję, która zaważyła nawet na losach następnego pokolenia. 
 W tej powieści rodzi się pytanie : jak nienawiść jednego człowieka może zatruć życie innych? Jak może doprowadzić do śmierci tyluż osób?
     Nie jest to pojęte przeze mnie, aczkolwiek kiedy postacie szły w swoją ostatnią podróż, może to zabrzmi dziwnie, ale cieszyłam się, że skończyły te udręki na ziemi. Wydaje mi się, że każdy kto przeczyta/przeczytał tę ksiażkę miał takie odczucie. Dlaczego odjęłam tyle punktów tak sławnemu dziełu? Moim zdaniem za dużo nienawiści i knowań, postacie były przerysowane, i nie wiem czy to miało być uwypukleniem tego, że świat nie jest cudowny, że istnieje również zło, czy po prostu Emily miała skłonności do przesadyzmu. Dialogi (zwłaszcza Katarzyny) był po prostu dla mnie czystą udręką. Zachowywała się jak rozkapryszona dama z mydlanej opery. Jej zachowanie, z resztą cały czas, przypominało mi jakiś szmirowaty scenariusz, w którym bohaterka ma zachowywać się jak idiotka, żeby ludzie mieli się z czego pośmiać, lecz jej siódme poty nie robią na nikim wrażenia.
   Na pewno spotkamy się tutaj również z realiami rządzącymi tejże epoce. Ile warte jest pochodzenie i pieniądze. Jak ważny jest honor i popularność, czyli to CO powiedzą ludzie. Jaką miarę wartości miało to aby posag zachował się w rodzinie, co prowadziło w tamtych czasach do kazirodztwa. Nieraz słyszałam, że dzieci z takich związków miały przeróżne uszczerbki i wady na zdrowiu, ale przejdźmy dalej.
Opisy według mnie nie grzeszyły barwą, ale nie były też prostackie, co to to nie!! Wydaje mi się, że trzeba mieć naprawdę ogromną wyobraźnię żeby napisać taką książkę, która zawiera bardzo dużo brutalności, szczyptę miłości (spełnionej i nie-), z tyloma intrygami, gdzie nieszczęście szło w parze z bólem, cierpieniem i śmiercią. Kończącą się na całe szczęście happy endem. Zastanawia mnie, co skłoniło Emily do napisania takiej książki... 
Spodobała mi się okładka, taka nastrojowa, trochę brakuje mi w niej  klimatu oddającego treść książki i wiem, że gdyby wydawnictwo bardziej przyłożyłoby się do szaty graficznej z pewnością uzyskałoby taki efekt.
   No cóż... powiem tak: jestem osobą pozytywną i trudno czytało mi się tę książkę. Nie powiem, że nie, ale jeśli ktoś jednak mimo wszystko chce przeczytać, to ja zachęcam. Myślę, że znajdą się takie osoby, bądź już znalazły. Warto przeczytać, mimo wszystko.


Przesyłam buziaki,
Wasza Ola.