piątek, 27 czerwca 2014

Aneta Jadowska - "Złodziej dusz"







Z drżącym sercem z oczekiwania i emocji złapałam za pierwszy tom serii o Dorze Wilk, pt. Złodziej dusz. Byłam pełna optymizmu i nadziei, bowiem – niestety - niewiele jest polskich pozycji w tym gatunku, które podbiłyby serca Polaków, a o owym cyklu słyszałam dużo dobrego. Czy mój głód rodzimej, świetnej fantastyki został zaspokojony?

 NIE.

Dawno nie doświadczyłam tak miażdżącego rozczarowania. Jednak zacznijmy od początku.

Dora Wilk, policjanta i wiedźma w jednym, żyje sobie spokojnie, na własnych warunkach i jest jej dobrze. Jednak pewnego dnia zostaje wezwana przed oblicze Starszyzny, która zleca jej niebywale niebezpieczne zadanie. Do tego dochodzą kłopoty w pracy i rozgrzebane śledztwo. W życiu Dory trochę się zadzieje… oj tak.

Zacznę od plusów, których wiele nie ma, niestety. Przedstawiono ciekawy świat alternatywny - Thorn, który jest odpowiednikiem Torunia. Struktura panująca wśród istot nadnaturalnych także jest bardzo interesująca, wyodrębnione inne systemy religijne, itd. Koledzy z pracy Dory to jeden z najpozytywniejszych akcentów w książce, mimo, że nie zachwyca. Witkacy jako osoba był niezwykle przyjemny, obdarzyłam go nawet czymś na kształt sympatii, ale… właśnie „ale”. Do czasu, kiedy nie zaczęły się wyznania (pod koniec książki), było świetnie. Rozmowa z naszą bohaterką wszystko zniszczyła. Dlaczego? Była niebywale wymuszona, przejaskrawiona, sztuczna. W tego typu momentach (a było ich, o zgrozo, wiele) miałam wrażenie, jakby lektura była skierowana do młodszej grupy odbiorców, albo - co najmniej - osób ograniczonych umysłowo. Hola, hola, miało być miło! Przepraszam. Śledztwo „przyziemne” było zdecydowanie ciekawsze od nadnaturalnego. Przyznaję, że chwilami lubiłam Mirona, poczułam także sympatię do dziadka Joshuy – Gabriela. To tyle jeśli chodzi o pozytywy. 

Minusy. Rozpocznę od faktu, iż od pierwszej strony, do ostatniej tłukła mi się w głowie natarczywa myśl: „TO JUŻ BYŁO!”. Naprawdę niezwykle trudnym zadaniem było wyrzucenie z umysłu skojarzeń o Anicie Blake, Alex Craft czy nawet Meredith Gentry, po prostu pewne aspekty zostały powielone. Jednakże postanowiłam wykazać się wspaniałomyślną i odpuścić ten grzech Jadowskiej, zważając na to, że praca detektywa czy policjantki jest bardzo popularnym motywem, który stanowi dobre tło i odskocznię dla wątków fantastycznych w powieści.

Główna bohaterka jest jedną, wielką pomyłką. Rozumiem, że autorka próbowała połączyć „najlepsze” cechy postaci do tego typu historii, ale jej to nie wyszło. Dora w zamyśle miała być twardą babą, która jednak wciąż jest kobietą, czyli potrafi się wzruszyć, przejąć, zaopiekować. Wyszła panienka z rozdwojeniem jaźni. Przykro mi to pisać, ale pani Anecie to nie pykło. Wiedźma, która pozuje na twardzielkę wyła co chwilę i zawsze temu zjawisku towarzyszyło stwierdzenie w stylu: „Nie wiem dlaczego płaczę, nigdy tego nie robię”. Jak na NIGDY Dorze zdarzało się to dziwnie często. Jej zachowania ociekały sztucznością, cały czas towarzyszyło mi odczucie, że coś tu jest bardzo nie tak. Jej cechy ze sobą nie współgrały. Niespójne wydało mi się zakończenie. Nie miałam poczucia, że postać, o której czytam mogłaby być człowiekiem z krwi i kości. Nie wiem jak można tak nie dopracować głównego bohatera. Nie mieści mi się to w głowie.

Relacja Dory i Mirona… No toż to kpina. Dawno, a może nawet nigdy, nie spotkałam tak beznadziejnie skonstruowanego napięcia seksualnego. Ich rozmowy o małżeństwie, podtrzymywaniu przyjaźni, pragnieniu siebie były OKROPNE. Chwilami odkładałam lekturę na bok, ponieważ nie miałam siły dalej czytać tych żałosnych dialogów. Tak jak napisałam wyżej: sztuczność, przejaskrawienie. Koszmar. Dodam jeszcze odnoście wypowiedzi postaci, że miałam ochotę walić głową w ścianę, kiedy czytałam jak to ona wraz z kolegami policjantami rozumie, że zabito panią Kozanek, bo taka z niej piekielna baba… Uciążliwa – tak, ale bez przesady! Moje gałki oczne w tych momentach wykonały więcej obrotów niż Ziemia w ostatnim roku.

Śledztwo paranormalne... Nie czułam na twarzy szaleńczego powiewu wiatru w pogoni za psycholem. Zazwyczaj tego typu akcja wciąga, sprawia, że zaczynamy obgryzać paznokcie w ekscytacji, co się dalej wydarzy. Tym razem to nie miało miejsca. Klapa.

Przejdę do podsumowania, wystarczy tego narzekania. ;) Beznadziejna główna bohaterka, postacie poboczne równie słabe. Akcja mało porywająca, właściwie miałam wrażenie, że wątki kryminalne nie stanowią podstawy fabuły, jedynie dodatek. Były ozdóbką. Wszystko kręciło się wokół Dory i Mirona oraz innych seksualnych sytuacji. Nacisk wywierany na to, jak bohaterka jest „seksowna” był okrutnie duży, dominował. Dziwne, że na sam jej widok od razu nie doznawano orgazmu. Dialogi po prostu kiepskie, żeby nie powiedzieć dramatyczne, choć chyba powyżej użyłam równie negatywnych określeń. Bardzo płytka książka. Ode mnie 2/10, i to tylko dlatego, że odczuwam potrzebę, nawet  konieczność, pewnego rodzaju solidarności z autorką, która jest Polką. Wszystko.

 Autor: Aneta Jadowska
Tytuł: Złodziej dusz
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 2 lipca 2013
Ilość stron: 448
Ocena: 2/10