poniedziałek, 30 czerwca 2014

Carl Hiaasen - "Słodycz zemsty"

Autor: Carl Hiaasen
Tytuł: "Słodycz zemsty"
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 376
Ocena: 4/10


    Na książkę trafiłam w bibliotece. Był to owego czasu kiedy nie zamierzałam w ogóle pożyczać w niej książek, tylko oddać już kiedyś pożyczone. Ale oczywiście skończyło się na zamiarach. Zaintrygował mnie tytuł. "Słodycz zemsty" ... pomyślałam, że to kryminał, czyli z gatunku moich ulubionych. Właściwie nie wiem czemu tak pomyślałam, bo przecież przeczytałam opinie na okładce, mówiącą o Hiaasenie, że to jeden z najznakomitszych współczesnych satyrów. SATYRÓW!! Czasami mam ciemnotę w głowie i nie skojarzyłam, że satyra i kryminał nie maja ze sobą wiele wspólnego. Jednak postanowiłam, że skoro już wzięłam książkę do ręki, to ją przeczytam. 
  
   Powieść opowiada o samotnej matce, Honey Santana, która wraz ze swoim synem mieszka w ubogiej dzielnicy na Florydzie. Chwilowo jest bezrobotna, dzięki wymierzonemu ciosowi wprost w części intymne swojego szefa, Piejacka. No cóż, pewnie się mu należało.
   
   Po rozmowie z telemarketerem postanawia uwolnić świat od znieczulicy społecznej i natręctwa telefonicznych sprzedawców. W tym celu zabiera łatwowiernego i pozbawionego manier telemarketera Boyda Shreave'a oraz jego kochankę, Eugenie, na małą wycieczkę, by udzielić im lekcji dobrego wychowania.

    Nie wie jednak, że śledzi ją byłe szef, który ma jej na punkcie obsesję. Tak na marginesie, wcale się jej nie dziwię, że się tak obroniła od jego "zalotów", bo był strasznie obleśny! 
    Żeby tego było mało, podążają też za nią jej były mąż Perry i nad wiek dojrzały dwunastoletni syn Fry.
    Wszyscy lądują na małej wysepce, odciętej od świata, naruszając tym samym spokój pół krwi Indianina, Sammy'ego Tygrysioogona oraz jego nachalnej przyjaciółki, Gillian. Od tego momentu cała ta zgraja wariatów musi przetrwać parę dni na bezludnej wyspie.

   Seria niefortunnych zdarzeń, a przede wszystkim akcja i przygoda, to główne zalety tej książki. Nie należała do tych, które czytam z zapartym tchem, nie mogąc się doczekać następnego rozdziału. Irytowały mnie też literówki, których wcale nie było mało. Koniec końców powieść była ciekawa, zwłaszcza dzięki ironii i komizmowi. 

    Co się tyczy bohaterów... Myślę, że w rzeczywistości jest mało prawdopodobne, żeby taka laska, jaką była Eugenia, poleciała na takiego frajera. Boyd nie był w stanie nic jej zaoferować. Nie był bogaty ani przystojny, a namiętnością również nie grzeszył.

    Piejack to kolejny bohater, który odurzony jest vicodinem bardziej niż dr House. Aż trudno uwierzyć, że daje radę na tym pustkowiu.Ale tylko do pewnego momentu.

    Co do reszty bohaterów, to także oni są wykreowani w mało wiarygodny sposób. Ale może właśnie o to chodziło autorowi, aby wprowadzić taki nastrój komizmu.

    Jeśli mam oceniać całokształt powieści to muszę się przyznać, że istniały momenty podczas których śmiałam się na cały regulator, ale niestety były też takie, kiedy zwyczajnie się nudziłam. 
    Myślę, że warto ją przeczytać, choćby dla zabicia nudy i poznania specyficznego poczucia humoru autora. Jest to taka odskocznia od codziennego życia, w którym pełno jest poważnych sytuacji.

niedziela, 29 czerwca 2014

O mnie


Cześć, z tej strony Gośka. Jestem z rocznika '95, mieszkam w Małopolsce pięknych okolicach Limanowej. Prowadzę Blask Książek od 10 maja 2012 roku. Od dziecka uwielbiam czytać. Książki to moja największa pasja, której poświęcam sporo czasu. 

Najczęściej czytam książki obyczajowe, romanse oraz new adult / young adult, ale jestem otwarta na nowe gatunki. Bardzo chciałabym poznać jakieś dobre kryminały! 
Bardzo cenię sobie twórczość polskich autorów, którzy według mnie mają w sobie potencjał na miarę tych zagranicznych. Większość czytanych przeze mnie książek to właśnie książki polskich autorów. 

Mam wiele marzeń. Takim największym jest zdrowa, szczęśliwa, kochająca się rodzina i domek z ogródkiem. Chciałabym również poznać nowe miejsca, więcej podróżować i zwiedzić wszystkie 16 miast wojewódzkich w Polsce. W przyszłości bardzo chciałabym pracować z książkami, albo z dziećmi. 

Prywatnie jestem romantyczką mającą milion pomysłów na minutę. Jestem wesoła, otwarta na nowe znajomości, dlatego jeśli ktoś chciałby mnie poznać, dowiedzieć się czegoś więcej o mnie, zapraszam do kontaktu. Również zawsze chętnie służę dobrą radą. 


Gosiek w Internecie:
Instagram: @blaskksiazek.pl
E-mail: blask_ksiazek@op.pl
blaskksiazek@gmail.com

sobota, 28 czerwca 2014

Katarzyna Michalak - "Ogród Kamili'

Autor: Katarzyna Michalak
Tytuł: Ogród Kamili
Seria: Kwiatowa
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2013
Ilość stron: 352
Moja ocena: 10/10


Kamila marzy o prawdziwej miłości, własnym domu i różanym ogrodzie. 

Jednak los nie jest dla niej łaskawy. Ukochany mężczyzna niespodziewanie znika, zostawiając za sobą pustkę, ból i tajemnicę, zamiast domu jest małe mieszkanko, a ogród kwitnie tylko w wyobraźni. Przed pogrążeniem się w rozpaczy ratuje Kamilę ukochana ciocia i wiara w to, że marzenia się spełniają.

Kamila, bliska utraty nadziei, że kiedyś i dla niej zaświeci słońce, otrzymuje niespodziewany dar od losu. Przedwojenna willa z uliczki Leśnych Dzwonków jest miejscem, o jakim marzyła. Zupełnie jakby ktoś czytał jej w myślach…

Przeszłości już nie ma, przyszłości jeszcze nie. Liczy się tu i teraz, choć tak łatwo o tym zapominamy.


Książki pani Katarzyny Michalak są wysoko cenione przez wielu polskich czytelników. Na blogach roi się od recenzji jej książek, zwłaszcza z serii Kwiatowej, gdyż druga część, czyli Zacisze Gosi niedawno miała premierę. O pani Katarzynie Michalak po raz pierwszy usłyszałam w tamtym roku przy okazji premiery jej powieści pt. "Mistrz". Wiele wtedy pojawiało się recenzji jej książek i byłam ciekawa co w nich jest takiego przejmującego. Jednak potem jakoś słuch o niej zaginął, albo przynajmniej ja nie spotykałam się z recenzjami jej książek. Od nowa zaczęło się niedawno, kiedy to miała być premiera Zacisza Gosi, drugiej części serii Kwiatowej.  Teraz zostałam zasypana tysiącem recenzji książek tej pani i znów stałam się bardzo ciekawa jej powieści. Tym razem stwierdziłam, że nie odpuszczę i bardzo się ucieszyłam, gdy dowiedziałam się, że dzięki Wydawnictwu Znak będę mogła zrecenzować obie jej książki. 

Długo nie mogłam się zabrać za "Ogród Kamili", myślę, że czekała ona na idealny moment, który nastąpił pewnego leniwego, środowego popołudnia. Właśnie skończyłam czytać jakąś książkę i nie wiedziałam za co się zabrać. Mój wzrok wtedy padł na wspaniale prezentującą się książkę pani Kasi i postanowiłam wejść do świata tytułowej Kamili. 

Gdy tylko zaczęłam czytać, świat wokół mnie przestał istnieć. W tamtej chwili liczyła się dla mnie tylko malownicza ulica Leśnych Dzwonków w Milanówku, wspaniały stary dom, tajemniczy ogród no i oczywiście losy Kamili, które wciągnęły mnie bez reszty. Od razu również zakochałam się w Łukaszu. To cudowny mężczyzna, który podbił moje serce. Jest taki uroczy i wrażliwy. Nie podoba mu się to, co jego przyjaciel, Jakub planuje zrobić. Nie popiera tego, jednak angażuje się. Za każdym razem, gdy widzi Kamilę, nie potrafi oderwać od niej wzroku, zakochuje się niemal od pierwszego wejrzenia. 

Była szczęśliwa. Tak zwyczajnie, radośnie szczęśliwa. Miała blisko, tuż pod dłonią, bijące mocno i równo serce mężczyzny, którego kochała i które biło tylko dla niej. Czy trzeba czegoś więcej? 

Po przeczytaniu powieści powiem jedno - pani Kasia to mój mistrz nad mistrzami. Właśnie tacy autorzy sprawiają, że wierzę w polską literaturę. Oni dodają mi skrzydeł i nadają chęci do czytania rodzimych autorów. Podczas książki towarzyszyły mi najróżniejsze emocje. Śmiałam się, zwłaszcza przy pierwszym spotkaniu Kamili i Łukasza, uśmiechałam, gdy dziewczyna zachwycała się pięknem "Sosenki" i płakałam, gdy działo się coś niepokojącego.  Uwielbiam panią Kasię za to, że umie ona czytelnika trzymać do końca w napięciu. "Ogród Kamili"  to nie tylko powieść o miłości i marzeniach. Mamy w niej mnóstwo tajemnic, niedomówień, intryg, które za żadne skarby świata nie udało mi się rozwiązać i Wam również nie powinno to się udać. 

Pani Michalak przedstawia nam piękną historię, wspaniałą, wzruszającą, pełną emocji, pragnień, żądz, ale i tajemnic, niedomówień, powracającej przeszłości. Wszystko to sprawiło, że "Ogród Kamili" jest tak cudowną powieścią. Chyba braknie mi słów, aby określić to, jak bardzo podobała mi się ta powieść. Niejednokrotnie miałam łzy w oczach, a zaraz na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Nienawidziłam Jakuba, kimkolwiek on był, żeby potem, na samym końcu, na ostatniej stronie, diametralnie zmienić o nim zdanie. Za to w Łukaszu zakochałam się od samego początku i kocham do teraz. Wspaniała postać, pełna miłości, współczucia. Tak wrażliwego mężczyzny chyba jeszcze nie spotkałam w żadnej powieści! Po prostu ideał.  Kamila natomiast jest romantyczką, wrażliwą dwudziestokilkuletnią kobietą, skrzywdzoną przez mężczyznę osiem lat temu, o którym nadal nie może zapomnieć. Uwielbia róże i książki! Nawet nie wiecie ile mnie z nią łączy. Bardzo ją polubiłam. Jest wrażliwa, ale mimo wszystko bardzo silna. Stara się usamodzielnić, dostaje pracę w Warszawie i...poznaje mężczyznę, z którym chce dzielić całe swoje życie. 

Jeśli Cię kocha, moja droga, lubi wszystko to, co ty. To właśnie miłość.

Książka jest również przepięknie wydana! Jestem pod wrażeniem okładki, jest ona idealna, dokładnie taka, jaka powinna być. Nie wyobrażam sobie teraz żadnej innej. Mogłabym patrzeć na nią godzinami i nadal zachwycałabym się jej prostotą, a zarazem przebojowością. Nie mam żadnych wątpliwości, że wyróżnia się ona na półkach w księgarni, zresztą, sama ostatnio ją widziałam i prezentowała się znakomicie. 
Żeby nie mówić już tyle o okładce, muszę wspomnieć również o tym, że jest ona podzielona na rozdziały. Dwadzieścia dwa rozdziały, które czyta się niezwykle szybko, w zastraszającym tempie. Zanim się czytelnik obejrzy, powieść już się kończy. Każdy rozdział zaopatrzony jest w daną różę. I tak na przykład pierwszemu rozdziałowi przyporządkowana jest "Erotika Rosen Tantau z krótką jej charakterystyką. Opisane jest, jak wygląda, dla kogo jest przeznaczona i jak należy się z nią obchodzić. Jest to według mnie bardzo ciekawe urozmaicenie. Oprócz tego, że poznamy historię Kamili, dziewczyny kochającej róże, możemy się również dowiedzieć o nich bardzo dużo ciekawych rzeczy, poznać gatunki i jej odmiany. Nie wiedziałam, że występuje aż tyle odmian róż, a i tak pewnie to nie są wszystkie. 


Tak to już jest z pierwszymi miłościami, takimi przez duże M - zapadają w duszę i nigdy nie przemijają. Owszem, można pokochać kogo innego, można być szczęśliwą w innym związku, ale pamięć pierwszego pocałunku pozostaje na zawsze.

Autorka ma dla nas w tej książce prawdziwą, piękną historię o miłości, którą po prostu musicie przeczytać! Ja bardzo żałuję, że tak długo zwlekałam z zapoznaniem się z twórczością tej autorki, ale obiecuję Wam, że w wakacje zasypię Was recenzjami właśnie jej książek, tego możecie być pewni. Tak jak pokochałam niedawno twórczość pani Anny Ficner-Ogonowskiej, tak również teraz jestem zauroczona twórczością pani Kasi Michalak! Jeśli zdecydujecie się sięgnąć po "Ogród Kamili", jestem pewna, że będziecie tak bardzo zachwyceni jak ja (bo bardziej się już chyba nie da). 

Za możliwość zrecenzowania tej wspaniałej książki i dostarczenie mi tylu wrażeń dziękuję serdecznie i z całego serca panu Tomaszowi z Wydawnictwa Znak. 


piątek, 27 czerwca 2014

Aneta Jadowska - "Złodziej dusz"







Z drżącym sercem z oczekiwania i emocji złapałam za pierwszy tom serii o Dorze Wilk, pt. Złodziej dusz. Byłam pełna optymizmu i nadziei, bowiem – niestety - niewiele jest polskich pozycji w tym gatunku, które podbiłyby serca Polaków, a o owym cyklu słyszałam dużo dobrego. Czy mój głód rodzimej, świetnej fantastyki został zaspokojony?

 NIE.

Dawno nie doświadczyłam tak miażdżącego rozczarowania. Jednak zacznijmy od początku.

Dora Wilk, policjanta i wiedźma w jednym, żyje sobie spokojnie, na własnych warunkach i jest jej dobrze. Jednak pewnego dnia zostaje wezwana przed oblicze Starszyzny, która zleca jej niebywale niebezpieczne zadanie. Do tego dochodzą kłopoty w pracy i rozgrzebane śledztwo. W życiu Dory trochę się zadzieje… oj tak.

Zacznę od plusów, których wiele nie ma, niestety. Przedstawiono ciekawy świat alternatywny - Thorn, który jest odpowiednikiem Torunia. Struktura panująca wśród istot nadnaturalnych także jest bardzo interesująca, wyodrębnione inne systemy religijne, itd. Koledzy z pracy Dory to jeden z najpozytywniejszych akcentów w książce, mimo, że nie zachwyca. Witkacy jako osoba był niezwykle przyjemny, obdarzyłam go nawet czymś na kształt sympatii, ale… właśnie „ale”. Do czasu, kiedy nie zaczęły się wyznania (pod koniec książki), było świetnie. Rozmowa z naszą bohaterką wszystko zniszczyła. Dlaczego? Była niebywale wymuszona, przejaskrawiona, sztuczna. W tego typu momentach (a było ich, o zgrozo, wiele) miałam wrażenie, jakby lektura była skierowana do młodszej grupy odbiorców, albo - co najmniej - osób ograniczonych umysłowo. Hola, hola, miało być miło! Przepraszam. Śledztwo „przyziemne” było zdecydowanie ciekawsze od nadnaturalnego. Przyznaję, że chwilami lubiłam Mirona, poczułam także sympatię do dziadka Joshuy – Gabriela. To tyle jeśli chodzi o pozytywy. 

Minusy. Rozpocznę od faktu, iż od pierwszej strony, do ostatniej tłukła mi się w głowie natarczywa myśl: „TO JUŻ BYŁO!”. Naprawdę niezwykle trudnym zadaniem było wyrzucenie z umysłu skojarzeń o Anicie Blake, Alex Craft czy nawet Meredith Gentry, po prostu pewne aspekty zostały powielone. Jednakże postanowiłam wykazać się wspaniałomyślną i odpuścić ten grzech Jadowskiej, zważając na to, że praca detektywa czy policjantki jest bardzo popularnym motywem, który stanowi dobre tło i odskocznię dla wątków fantastycznych w powieści.

Główna bohaterka jest jedną, wielką pomyłką. Rozumiem, że autorka próbowała połączyć „najlepsze” cechy postaci do tego typu historii, ale jej to nie wyszło. Dora w zamyśle miała być twardą babą, która jednak wciąż jest kobietą, czyli potrafi się wzruszyć, przejąć, zaopiekować. Wyszła panienka z rozdwojeniem jaźni. Przykro mi to pisać, ale pani Anecie to nie pykło. Wiedźma, która pozuje na twardzielkę wyła co chwilę i zawsze temu zjawisku towarzyszyło stwierdzenie w stylu: „Nie wiem dlaczego płaczę, nigdy tego nie robię”. Jak na NIGDY Dorze zdarzało się to dziwnie często. Jej zachowania ociekały sztucznością, cały czas towarzyszyło mi odczucie, że coś tu jest bardzo nie tak. Jej cechy ze sobą nie współgrały. Niespójne wydało mi się zakończenie. Nie miałam poczucia, że postać, o której czytam mogłaby być człowiekiem z krwi i kości. Nie wiem jak można tak nie dopracować głównego bohatera. Nie mieści mi się to w głowie.

Relacja Dory i Mirona… No toż to kpina. Dawno, a może nawet nigdy, nie spotkałam tak beznadziejnie skonstruowanego napięcia seksualnego. Ich rozmowy o małżeństwie, podtrzymywaniu przyjaźni, pragnieniu siebie były OKROPNE. Chwilami odkładałam lekturę na bok, ponieważ nie miałam siły dalej czytać tych żałosnych dialogów. Tak jak napisałam wyżej: sztuczność, przejaskrawienie. Koszmar. Dodam jeszcze odnoście wypowiedzi postaci, że miałam ochotę walić głową w ścianę, kiedy czytałam jak to ona wraz z kolegami policjantami rozumie, że zabito panią Kozanek, bo taka z niej piekielna baba… Uciążliwa – tak, ale bez przesady! Moje gałki oczne w tych momentach wykonały więcej obrotów niż Ziemia w ostatnim roku.

Śledztwo paranormalne... Nie czułam na twarzy szaleńczego powiewu wiatru w pogoni za psycholem. Zazwyczaj tego typu akcja wciąga, sprawia, że zaczynamy obgryzać paznokcie w ekscytacji, co się dalej wydarzy. Tym razem to nie miało miejsca. Klapa.

Przejdę do podsumowania, wystarczy tego narzekania. ;) Beznadziejna główna bohaterka, postacie poboczne równie słabe. Akcja mało porywająca, właściwie miałam wrażenie, że wątki kryminalne nie stanowią podstawy fabuły, jedynie dodatek. Były ozdóbką. Wszystko kręciło się wokół Dory i Mirona oraz innych seksualnych sytuacji. Nacisk wywierany na to, jak bohaterka jest „seksowna” był okrutnie duży, dominował. Dziwne, że na sam jej widok od razu nie doznawano orgazmu. Dialogi po prostu kiepskie, żeby nie powiedzieć dramatyczne, choć chyba powyżej użyłam równie negatywnych określeń. Bardzo płytka książka. Ode mnie 2/10, i to tylko dlatego, że odczuwam potrzebę, nawet  konieczność, pewnego rodzaju solidarności z autorką, która jest Polką. Wszystko.

 Autor: Aneta Jadowska
Tytuł: Złodziej dusz
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 2 lipca 2013
Ilość stron: 448
Ocena: 2/10

czwartek, 26 czerwca 2014

Alice Sebold - "Nostalgia Anioła"


Autor: Alice Sebold
Tytuł: "Nostalgia anioła"
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2002
Ilość stron: 302
Ocena: 10/10

Od dawna nie zetknąłem się z tak niezwykłą książką. Ta powieść zapada głęboko w pamięć. Smutna i zabawna, czasami okrutna i tragiczna, jest hołdem złożonym uzdrawiającej mocy cierpienia. - Mówi Michael Chabon, autor The Amazing Advantures of Cavalier and Clay.

Niebo jest tu realne i prawdopodobne, a pełna tajemnic ziemia zdaje się umykać poznaniu. "Nostalgia anioła" to przenikliwe studium życia rodzinnego, niepokojów czasu dojrzewania i bólu, jaki pozostawia w nas odejście bliskiej osoby. - Amy Bloom, autorka A Blind Man Can See How Much I Love You. 

Gdy poznajemy Susie Salmon, jest ona już w niebie. Spoglądając w dół, snuje głosem czternastolatki opowieść koszmarną, ale też pełną nadziei. 

Przez długie tygodnie po swojej śmierci Susie obserwuje życie, które toczy się bez niej - przysłuchuje się pogłoskom na temat swojego zniknięcia, współczuje rodzicom, którzy ciągle wierzą, że córka się odnajdzie, obserwuje, jak ten, który ją zamordował, zaciera ślady zbrodni. I Susie widzi, jak z bólu i cierpienia rodzi się miłość, radość, ozdrowienie duszy. 

Alice Sebold publikuje swoje teksty w "New York Times" i "Chicago Tribune". Nowojorski dziennik "Village Voice" uhonorował ją tytułem Writer on The Verge. Mieszka wraz z mężem w Kalifornii. 

Niesamowita książka, na którą natknęłam się po obejrzeniu filmu. Na temat filmu wypowiem się wkrótce, teraz o książce... Susie to zaledwie 14-letnia dziewczynka, którą spotkała niewyobrażalna krzywda, została zgwałcona i zamordowana, a jej ciało poćwiartowane i zabezpieczone przed wzrokiem ludzi. Kiedy w grudniowy wieczór Susie wraca do domu, spotyka swojego oprawcę i ginie. Rodzina bezowocnie szuka swojej bliskiej, pogrążona w rozpaczy zaczyna się rozpadać. W dodatku oprawca Susie żyje sobie beztrosko na tej samej ulicy, już planując kolejną zbrodnię doskonałą. A skrzywdzona dziewczynka przygląda się wszystkim wydarzeniom z nieba. Widzi cierpienie rodziny, działania mordercy, obserwuje chłopaka, który po raz pierwszy ją pocałował oraz dziewczynę, o którą otarła się w drodze do nieba. Bezradna może się tylko przyglądać działaniom najbliższych jej ludzi, jednak wszyscy czują jej obecność mimo że nie pozwalają sobie przyjąć tego do świadomości. Susie nie może w pełni odejść, póki zagadka nie zostanie rozwiązana, a życie na ziemi nie wróci do normy. 

Czytając tę książkę miałam dreszcze. Całym sercem znienawidziłam oprawcy tej niewinnej dziewczynki, a moją sympatię zdobył Ray - chłopak, który jako pierwszy pocałował Susie. Bardzo wrażliwy i inteligentny chłopak, który pamięta jak ważna była dla niego Susie. 

Autorka wpadła na świetny pomysł pisząc w pierwszej osobie - jako sama Susie. Dzięki temu możemy zagłębić się w lekturze i wyobrażać sobie nawet te najbardziej zapierające dech w piersiach sceny. 

Gorąco polecam ją każdemu czytelnikowi, nawet jeśli oglądaliście już film, zapewniam, że książka jest o niebo lepsza. Ja ani trochę się nie zawiodłam i z pewnością długo o niej nie zapomnę. 

Co do okładki, to jest raczej skromna, myślę, że każdy ma na jej temat inne zdanie. Uważam, że nowa okładka jest dużo ciekawsza, od tej, z którą ja się spotkałam.
A oto nowa okładka książki:

wtorek, 24 czerwca 2014

Blakley-Cartwright Sarah-"Dziewczyna w czerwonej pelerynie"

   
 
 
Autor:Blakley-Cartwright Sarah
Tytuł:"Dziewczyna w czerwonej pelerynie"
Wydawnictwo: Galeria Książki
Moja ocena:7/10
 
 
 Zacznę od tego dlaczego nie zamieściłam opisu książki. Nie czytajcie go!
Nie wiem jaki geniusz napisał opis, ale jeśli go przeczytacie równie dobrze nie musicie już czytać książki bo jest jednym wielkim spoilerem. Dlatego ja Wam opowiem o czym jest książka, próbując również nie zdradzić żadnych szczegółów, które są ważne. Jest to zniekształcona opowieść o Czerwonym Kapturku.  Historię o Czerwonym Kapturku zna każdy z nas, prawda? O dziewczynce, która w drodze do babci napotyka wilka, który też następnie zjada babcie... No i sami wiecie jaki jest koniec. A gdyby tak zamiast wilka był wilkołak?Akcja rozgrywa się bodajże w średniowiecznej wiosce, gdzie co miesiąc w krwawy księżyc wieśniacy wystawiają ofiarę Wilkowi.
   Lecz ofiary ze zwierząt zaczynają nie wystarczać bestii.
Książkę czyta się przyjemnie i szybko, bardzo wciąga. Może dlatego, że lubię takie klimaty. Bo to nie jest bajka dla dzieci, to jest już bardziej historia dla osób starszych. Na okładce jest napisane, że jest to powieść gotycka i w sumie się z tym zgodzę. Możemy tu trafić na nieszczęśliwą miłość,  popełnioną ciemną zbrodnię, która odciska piętno na fabule.Chwile grozy, nienawiści. Główna bohaterka – Valerie – różni się nieco od grzecznego, uczynnego czerwonego kapturka, lecz to właśnie jej silna osobowość i wyrazistość wzbudza zainteresowanie.
   Do gustu przypadł mi również plastyczny obraz społecznej wioski, w której dominowała zazdrość, próżność, małostkowość, bieda i strach. Poprzez barwne opisy czy wtrącenia, autorka doskonale oddała klimat scenerii czasów średniowiecznych.
   „Dziewczyna w czerwonej pelerynie” to bajka dla dorosłych, w której nie brak namiętności i pasji. Autorka porwała się na naruszenie oryginału, pokazanie go w innym świetle i udało jej się to. Od samego początku wszystko owiane jest tajemnicą. Intrygujące postaci – a mamy ich tutaj całkiem sporo, bogato zilustrowane otoczenie sprawia, że zamykając na moment oczy mamy wrażenie, że jesteśmy na zaśnieżonym polu wraz z Peterem lub Henrym i przeżywamy z nimi chwile uniesienia. Akcja mknie jak błyskawica, nawet nie zorientujemy się kiedy przeczytamy ostatnie zdanie. Prosty i nieskomplikowany język ułatwia czytanie.    Fabuła jasno nakreślona, pięknie prowadzi nas od jednego wątku do drugiego, wplatając między nie akcję, grozę i nutę erotyki. Jest magia, jest pasja – cóż chcieć więcej. Czasami nie dowierzałam, że całość powstała na podstawie scenariusza. Ale tak właśnie było. I wcale nie wypadło tak blado, jak każdy myśli. Wręcz odwrotnie. Dodając do tego piękną oprawę graficzną i bogaty środek, otrzymujemy naprawdę bardzo dobrą książkę, na wolne chwile. Co jest najlepsze w tym wszystkim? Że do samego końca tak na prawdę nie mamy pojęcia kto jest Wilkiem, a uwierzcie, podejrzeń będziecie mieć sporo. To najbardziej mnie uwiodło. Świetny klimat, postacie, barwne opisy, jedynie co mnie tak naprawdę nie pasowało to jeden mankament: Valerie ostatni raz widziała Petera w dzieciństwie, kilka lat później kiedy przyjechał na żniwa od pierwszego wejrzenia pałali do siebie pożądaniem i miłością, co wydawało mi się wręcz niewiarygodne zwracając uwagę na fakt, iż tak na prawdę kiedy się przyjaźnili byli jeszcze dziećmi, a rozłąka sprawiła, że każde z nich dla drugiego było tylko wspomnieniem. Niemniej jednak książka bardzo mi się podobała, nie stroniłam od emocji. 
Polecam.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Agata Christie - "Morderstwo na polu golfowym"

Autor: Agata Christie
Tytuł: Tajemniczy przeciwnik
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 303
Ocena: 10/10
- See more at: http://www.blaskksiazek.pl/search/label/Jackie#sthash.Y8N0RYCY.dpuf
Autor: Agata Christie
Tytuł: Morderstwo na polu golfowym
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 218
Ocena: 9/10

    Herkules Poirot znów na tropie! Tym razem zostaje zamordowany bogaty biznesmen, który wcześniej wysłał do sławnego detektywa list z prośbą o pomoc. Niestety, Poirot wraz ze swoim przyjacielem, Arturem Hastingsem, przybywają za późno.
    W całej sprawie jest wiele poszlak, a nie ma faktów. Czy to prawdziwe sekrety, czy tylko fałszywe tropy podrzucone przez mordercę?

    Ponadto Herkules ma wrażenie, że pewna dama zamieszkująca w sąsiedztwie była kiedyś zamieszana w morderstwo, a zbrodnia ta była łudząco podobna do tej, którą stara się teraz rozwikłać. Ale jaka to była sprawa? Pamięć bywa zdradliwa, a z prośbą o pomoc nie może się zwrócić do Wujka Google.

   Gdy detektyw jest już bliski rozwiązania zagadki ma miejsce kolejne morderstwo, które wprawia w osłupienie nawet jego samego. Jednak, jak to Poirot ma w swoim zwyczaju, nie daje się zwieść i krok po kroku rozwiązuje zagadkę morderstw.

   Charakteru całej powieści dodaje rywalizacja Herkulesa Poirota z detektywem Giraudem, który woli tradycyjne metody. Na kolanach bada każdy skrawek ziemi, niedopałek papierosa, a nawet małą zapałkę! Nie ukrywam, że mnie to bardzo rozśmieszyło! Facet musiał komicznie wyglądać w takiej pozycji.

   Rozbroił mnie też Poirot swoim wesołym i lekko pokpiwającym stosunkiem do Hastingsa, który nie odparł się urokom kobiet. Komentarz Herkulesa w pełni odzwierciedla zachowanie Artura: "Hastings, ty masz serce pojemne jak Turek! Powinieneś założyć harem!" Właśnie takie momenty cenię w książkach, bez względu z jakiego są gatunku. Odciągnięcie czytelnika od głównego wątku zabawnym komentarzem lub ciętą ripostą jest nie lada wyczynem. Nie każdy pisarz to potrafi, dlatego też Agata Christie jest dobra w tym, co robi.

   Oczywiście, nie udało mi się odgadnąć kto jest mordercą. Christie dostarcza wielu wskazówek, by potem wszystkie unieważnić: czas zgonu, motyw, główny podejrzany.

   Czytając kolejny kryminał z Poirotem i Hastingsem w roli głównej, nie mogłam odeprzeć wrażenia, że ta para kogoś mi przypomina. Sherlock Holmes i John Watson? Wszyscy z pewnością ich kojarzymy. Sherlock - mistrz dedukcji oraz jego przyjaciel- doktor Watson - którego Sherlock zmusza do wysilenia swoich szarych komórek. Christie również wykreowała tak swoich bohaterów. Czyżby zasięgnęła inspiracji od kolegi po fachu? Bardzo możliwe, ale to i tak nie zmienia faktu, że jej książki są naprawdę dobre.

   W tej powieści autorka poszalała i jest kilka motywów miłosnych. Nie lubię czytać o miłości, jednakże tej książce przydał się taki wątek. To sprawiło, że jest ciekawiej.

   Książki Christie są wyjątkowe. Może nie są to powieści dynamiczne, z pościgami, ucieczkami i wieloma efektami specjalnymi, ale mają w sobie to coś. Ten angielski styl i prostota przemawiają do mnie za każdym razem, gdy sięgam po kryminały Agaty Christie.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat






niedziela, 22 czerwca 2014

Stosik Fosiek

Stosik Fosiek

Dostałyśmy od Was wiele pozytywnych opinii na temat stosików, które ukazują się na blogu. Ukazują się one dość rzadko, dlatego postanowiłyśmy to zmienić. :) Dzisiaj przedstawiamy wam stosik Fosiek, a już wkrótce ujrzycie na Blasku kolejne autorstwa innych recenzentek. :)


1. "Zaginiony świat koni" Tomasz Jarosz - książka pożyczona od Gosiek. Okładka jest naprawdę śliczna, zatrzymałam się w połowie książki - trochę się z nią zmagam, jednak skoro już zaczęłam, to muszę skończyć. Już wkrótce pojawi się jej recenzja.
2. "Przegapić życie" Monika Matusik - ta książka jest pierwsza w kolejce do przeczytania, sam opis wzbudził moje zaciekawienie a okładka tylko wzmogła chęć przeczytania jej.
3. "Love you kropka forever" Kasia Her - Krótka książeczka o miłości matki do syna, która na pewnym etapie może być toksyczna. Ta pozycja również czeka na przeczytanie i już się jej nie mogę doczekać.
4. "Miasta niknących świateł" Piotr Kulwanowski - to książka o upadku człowieka i wsparciu jakie może on otrzymać od właściwie nieznanych osób. Więcej o tej książce możecie poczytać tutaj.
5. "Owce, barany i gminne szykany" Marta Osa - pełna poczucia humoru i niesamowitych przygód książka, którą czytałam z zapartym tchem. Recenzja tej książki znajduje się tutaj.
6. "Pewnego dnia , w grudniu"  Martyna Ochnik - to historia zagubionej dziewczyny, która nie potrafi odnaleźć swojego miejsca na świecie. Ma trudności w kontaktach z ludźmi, jest zamknięta w sobie. Recenzja - tutaj.
7. "Nostalgia anioła" Alice Sebold - jestem świeżo po przeczytaniu tej książki. Niesamowita! Już w czwartek ukaże się jej recenzja, więc będziecie mogli dowiedzieć się czegoś więcej.
8. "Cześć, księżniczko" Blue Jeans - Zabawna historia paczki przyjaciół, którzy zmagają się z problemami nastolatków, z perspektywy czytelnika można się uśmiechać, oni jednak traktują swoje problemy poważnie. Recenzja - tutaj 

To już koniec stosiku, jak pewnie zauważyliście większość to polscy autorzy, do których coraz bardziej się przekonuję. Mam nadzieję, że któraś z pozycji wpadła Wam szczególnie w oko. Życzę miłego czytania :)

sobota, 21 czerwca 2014

Morgan Matson - "Lato drugiej szansy"



Taylor Edwards ma nieprawdopodobnie utalentowane rodzeństwo i dobrze ugruntowane przekonanie, że niczym się nie wyróżnia. No, może poza tym, że nienawidzi konfrontacji i ucieka, ilekroć na horyzoncie majaczą kłopoty. Kiedy okazuje się, ze ojciec Taylor jest ciężko chory, rodzina podejmuje decyzję, że wszyscy razem spędzą lato w domku nad jeziorem z którym wiąże się wiele wspomnień.
Po raz ostatni Taylor była tam w wieku dwunastu lat i jest to ostatnie miejsce, do którego chciałaby wrócić. Lato w tym miejscu oznacza konieczność zmierzenia się z przeszłością – z Lucy, niegdyś najlepszą przyjaciółką i Henrym Crosbym, który zapisał się w jej pamięci jako pierwsza wielka miłość. Mija trochę czasu i do Taylor dociera, że powrót nad jezioro daje jej szansę na naprawienie tego, co kiedyś popsuła, odzyskanie ludzi, na których jej zależy i pożegnanie z tymi, których niebawem zabraknie.

"Lato drugiej szansy" nie jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką. Panią Morgan Matson miałam okazję już poznać przy książce "Aż po horyzont", która bardzo mnie zachwyciła i chciałam więcej. Gdy tylko zobaczyłam w zapowiedziach, że Wydawnictwo Jaguar planuje wydać kolejną jej książkę, nie wahałam się, wiedziałam, że muszę ją przeczytać bez względu na wszystko. Bardzo podobała mi się jej poprzednia książka i myślałam, że może ta też będzie podobna, ale nie! Jest zupełnie inna, lepsza.

Autorka tym razem przenosi nas do niewielkiej miejscowości nad jeziorem, gdzie rodzina Taylor ma dom, do którego przyjeżdżali na wakacje. Od pięciu lat nie było ich tam, nie mieli czasu, byli zajęci czym innym. Teraz towarzyszą im zupełnie inne okoliczności. Ojciec Taylor jest poważnie chory, niedługo umrze. To mają być ich ostatnie wspólne wakacje. Chcą je spędzić razem, w rodzinnej atmosferze. Jednak rodzinę nigdy nie łączyły żadne wspaniałe relacje. Każdy zajęty był samym sobą i nie zwracał uwagi na drugiego. Siostra Taylor umiłowała sobie balet i każdą wolną chwilę poświęca właśnie jemu, natomiast brat  jest wybitnie uzdolniony, cały czas potrafi spędzić z książką naukową w ręce lub zadręczając członków rodziny ciekawostkami dotyczącymi powstania różnych rzeczy.  Taylor natomiast nie jest żadną wyjątkową osobą, nie jest mądra jak jej starszy brat, ani nie ma nic wspólnego z baletem. Wakacje w tym miejscu mają być dla niej naprawdę bardzo trudne, nie tylko ze względu na chorego ojca, ale i Lucy i Henrego - znajomych z dzieciństwa, z którymi będzie musiała się zmierzyć. Jak będą wyglądały te ostatnie wakacje z wszystkimi członkami rodziny? Musicie koniecznie przeczytać!

Bohaterowie są wykreowani rewelacyjnie! Bardzo ich polubiłam, zwłaszcza Taylor, za którą do końca trzymałam kciuki, aby wszystko poszło po jej myśli. Z pozoru zwyczajna, skromna dziewczyna, która ma jedną wadę - ucieka, gdy tylko na jej drodze pojawiają się problemy. Mimo wszystko jest bardzo silna psychicznie, choroba jej ukochanego ojca nie jedną załamałaby, Taylor jednak się trzyma i robi wszystko, aby jej ojciec czuł się w jej towarzystwie jak najlepiej i aby ona zapamiętała te wakacje na zawsze. I tym razem na jej drodze pojawiają się problemy, spotyka Lucy i Henrego, których bardzo zraniła pięć lat temu. Tym razem nie może uciec, musi zmierzyć się z nimi i spróbować je rozwiązać. 
Wspaniałą postacią jest również sam ojciec Taylor, który choruje na raka trzustki. Wie, że już niewiele zostało mu życia i chce je wykorzystać jak najlepiej, ze swoją rodziną. Jest bardzo twardy, próbuje walczyć z chorobą, nie poddaje się. Cały czas jest uśmiechnięty, troskliwy i dzielny. Nie chce, aby te wakacje były pogrążone w oczekiwaniu na śmierć, wręcz przeciwnie, liczy na to, że będą to najlepsze wakacje dla całej rodziny. 

Jeśli chodzi o temat powieści. Ostatnio sporo książek powstało z motywem nieuleczalnych chorób, jednak są one bardzo dobrze odbierane. Czytelnicy chętnie sięgają po nie, ja również. Może nie jest ona jakoś bardzo oryginalna, ale za to styl autorki sprawił, że jest ona na pewno wyjątkowa. 
Bardzo podoba mi się sposób, w jaki pani Matson pisze. Łatwo trafia do odbiorcy, sprawia, że chce się ją czytać. Posługuje się lekkim językiem i przedstawia świat Taylor w bardzo prosty, ale i ciekawy sposób. 

Historia przedstawiona w powieści "Lato drugiej szansy" wywołała we mnie mnóstwo różnych i sprzecznych emocji. Jedno jest pewne. Książka zostanie na długo w mojej pamięci i chętnie będę do niej wracać wspomnieniami. Tak jak wspominałam, dawno nie czytałam książki, która tak podziałałaby na moją psychikę. Sprawiła ona, że miałam łzy w oczach, a już za chwilę wybuchałam histerycznym śmiechem czy po prostu na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Niemniej jednak jest to smutna książka. Wzruszająca, a zarazem piękna. O stracie kogoś bliskiego i odzyskaniu kogoś innego.  Jest to wakacyjna powieść o miłości, przyjaźni, cierpieniu i drugich szansach, na które każdy człowiek zasługuje. Tak naprawdę nie da się wyrazić tego, co czuję. To po prostu trzeba przeczytać.

Jest ona również bardzo ładnie wydana. Zdecydowanie bardziej podoba mi się nasza, polska okładka. Ma w sobie to coś, co sprawia, że chce się po nią od razu sięgnąć, a tamta? Nie podoba mi się, nie sięgnęłabym raczej po nią, gdybym zobaczyła na półce, zresztą...sami zobaczcie poniżej i dokonajcie oceny. 

Autor: Morgan Matson
Tytuł: Lato drugiej szansy 
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 2014
Ilość stron: 450
Moja ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania książki i dostarczenie mi tylu różnych emocji dziękuję serdecznie wydawnictwu Jaguar. 


piątek, 20 czerwca 2014

Dan Wells - "Nie jestem seryjnym mordercą" + kilka słów od nowej recenzentki



Witam! 
Jako, że – jak widnieje w tytule – jestem nową recenzentką na blogu, uznałam, że wypada się przywitać i coś tam o sobie napisać, nawet jeśli Was to wcale nie interesuje. 
 Tatuś wybrał dla mnie bardzo piękne – i jeszcze bardziej oklepane – imię Anna. Całkiem niedawno (bo w kwietniu) miałam wątpliwe szczęście wkroczyć w dorosłość. Właśnie kończę drugą klasę liceum i jestem książkomaniaczką.
W przeciwieństwie do Jackie, ja nie jestem przyjaciółką naszej szefowej. Dostałam tę robotę w zupełnie inny sposób – zgłosiłam się. Po tym, jak ujrzałam na Facebooku, że dziewczyny szukają kogoś do pisania, uznałam, że jest to coś dla mnie i warto spróbować się wkręcić. Moje teksty zrobiły odpowiednie wrażenie i tak oto piszę teraz dla Was tych kilka słówek.
Na koniec dodam, że będę się podpisywała strasznie trudnym do rozszyfrowania pseudonimem – Ann. Muszę was także ostrzec – mam skłonności do ironizowania, brutalnej szczerości, a nawet bywam wredna. Mam jednak nadzieję, że nikogo nie urażę, zazwyczaj nie mam tego na celu, a jeśli tak, to nie omieszkam dać tego wyraźnie do zrozumienia. 
Pozdrawiam ciepło! Liczę, że czytanie moich recenzji będzie dla Was prawdziwą przyjemnością.






 
„- Myślę - powiedziałem, obserwując wyraz jego twarzy - że los chce, abym został seryjnym mordercą.”
Na książkę „Nie jestem seryjnym mordercą” trafiłam przypadkiem, w bibliotece. Zwyczajnie zaciekawił mnie opis. Miałam ochotę trochę oderwać się od powieści fantastycznych, które zazwyczaj czytam, i zasmakować świata troszkę bliższego temu, w którym żyję, jednak wciąż intrygującego i pełnego wrażeń. Czy owa książka spełniła moje oczekiwania? Jak najbardziej tak!
John Cleaver to piętnastoletni chłopiec żyjący wraz z mamą w niewielkim hrabstwie Clayton nad zakładem pogrzebowym, który jego rodzina prowadzi. Nie ma wielu kolegów, a właściwie tylko jednego – Maxa, którego nawet nie lubi. Zdiagnozowano u niego antyspołeczne zaburzenia osobowości, o czym między innymi świadczy obsesja na punkcie seryjnych morderców oraz fascynacja trupami. Wyobraźcie sobie jego radość, kiedy w Clayton pojawia się właśnie seryjny zabójca! John postanawia dowiedzieć się kto zabija, co zweryfikuje czy rzeczywiście jest specjalistą od seryjnych morderców.
„Zabijałem zwierzęta i je kroiłem, tak jakbym bawił się klockami lego”

           John jest bardzo ciekawym głównym bohaterem. To inteligentny chłopiec, który zmaga się codziennie z własną innością, co autor przedstawił genialnie. Bohater swoją mroczną stronę postrzega jako odrębny byt, potwora mruczącego w jego wnętrzu, wietrzącego zapach strachu, krwi i śmierci. John codziennie walczy z samym sobą, starając się okiełznać chęć krzywdzenia innych. Pomaga mu w tym jego psychoterapeuta - doktor Ben Neblin. Rozmowy, które ze sobą prowadzą - podobno niezbyt profesjonalne - są interesujące, naprawdę lubiłam je czytać. Sposób w jaki John wyćwiczył sobie istnienie w społeczeństwie jest intrygujący. Wyuczył się dostrzegać emocje swoich bliskich, ponieważ ich intuicyjnie nie odczuwa.  Na ogół czytelnik ma w sobie chęć, aby główny bohater był dobry, pozytywny. Szczególnie, kiedy narracja jest pierwszoosobowa, bo wtedy pojawia się specyficzna więź z postacią. Ja sama zaobserwowałam u siebie coś takiego czytając tę książkę. Tutaj to pragnienie jest drażnione, kąsane, bowiem John czasem zachowuje się absolutnie normalnie, aby za chwilę przejawić zachowania typowe dla seryjnych morderców. Jest mroczny, niebezpieczny, przerażający. Mnie to po prostu urzekło. Szczerze przyznam, że dla mnie to najciekawszy wątek w całym tomie.
          Akcja szła w mniej więcej równym tempie, nie ślimaczyła się. Nie była to jazda bez trzymanki, ale strasznie bym skłamała pisząc, że chwilami się nudziłam – tak nie było.
Element zaskoczenia jest przedni, bowiem nie domyśliłam się kto jest seryjnym mordercą. Ta wiadomość naprawdę mnie zaskoczyła. Być może to dziwne ale podczas czytania towarzyszyło mi współczucie, odczuwałam je względem wielu bohaterów. Pamiętajmy, że książka „Nie jestem seryjnym mordercą” to thriller. I tu pojawia się mały minusik: nie miałam ciarek na plecach. Osoby o słabszych nerwach mogą się spodziewać dreszczyków strachu (tak było z moimi koleżankami, które lekturę przeczytały z mojego polecenia), jednak ja tego nie doświadczyłam. Być może jestem twardsza, niż myślę? Ponadto, pojawił się malutki – ale zawsze – wątek fantastyczny. Czy to wada? Nie. Jednak tak jak napisałam we wstępnie – oczekiwałam czegoś pozbawionego nadnaturalności.

„Uniosłem nóż. Wzdrygnęła się i cofnęła. Znów poczułem jej strach, teraz mocniejszy, perfekcyjnie zsynchronizowany z moim ciałem.[…] Machnąłem nożem i resztki koloru odpłynęły z jej twarzy. Zrobiłem krok naprzód…”
Książka „Nie jestem seryjnym mordercą” to pozycja, z którą naprawdę warto się zapoznać, ponieważ pomysł na tę lekturę jest fenomenalny, a wątek kryminalny dodaje pikanterii. Ja jestem zachwycona, wręcz zakochana. Coś niesamowitego.


Autor: Dan Wells
Tytuł: Nie jestem seryjnym mordercą
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 9 stycznia 2012
Ilość stron: 256
Ocena: 9/10