piątek, 21 lutego 2014

Dan Brown - "Anioły i Demony"


Tytuł : Anioły i Demony
Autor : Dan Brown
Seria : cykl powieści Dana Browna z Robertem Langdonem
Wydawnictwo : Sonia Draga
Data wydania :  2000 rok (USA) i 2011 rok (Polska)
Liczba stron : 560
Moja ocena : 8/10

"Bez ciemności nie ma światła. Bez zła, nie ma dobra." 

Przez długi czas zastanawiałam się, jaką książkę powinnam wybrać na materiał swojej drugiej recenzji. Siedząc przy biurku, z kubkiem herbaty w ręce w końcu wpadłam na pomysł i sięgnęłam po pozycję, od której zaczęła się moja przygoda z kryminałami. „Anioły i demony” Dana Browna były moją pierwszą pozycją spośród kilkunastu wydań tego autora i na pewno nie ostatnią. Dzięki nim właśnie zapałałam miłością do Brytyjczyka, zagłębiając się w świat Roberta Langdona, bo to właśnie „serię” z jego udziałem najbardziej lubię.  Mimo miłości do autora będę jednak obiektywna, bo z upływem czasu książka straciła punkcik w moich oczach.


"Cierpienie jest częścią dorastania. Dzięki niemu się uczymy." 


Co z fabułą? 
Robert Langdon, historyk i badacz symboli, profesor Uniwersytetu Harvarda, specjalizujący się w  elementach sakralnych, zostaje wezwany do centrum badań jądrowych CERN w Genewie, by zająć się sprawą śladu wypalonego na ciele jednego z fizyków. Wkrótce okazuje się, że znak ten należy do pradawnego bractwa iluminatów, teoretycznie nie istniejącego już od czterystu lat, walczącego z Kościołem. Nic nie jest takie jakim się wydaje – iluminaci przetrwali i próbują teraz wysadzić Watykan, by zmieść z powierzchni ziemi wszystko, co związane z chrześcijaństwem. Langdon, razem z uroczą córką zamordowanego fizyka, Vittorią Vetrą, musi powstrzymać bractwo przed unicestwieniem świata i zabójstwem kardynałów, zebranych na konklawe po śmierci papieża, na oczach całego świata.


"Strach obezwładnia szybciej niż jakikolwiek oręż wojenny" 

Przyznam szczerze, po pierwszym przeczytaniu książka wzbudziła we mnie zupełnie inne uczucia, niż po ponownym sięgnięciu i zapoznaniu się z całą fabułą, treścią, poszczególnymi wydarzeniami. Gdy sięgnęłam po tom w księgarni, przyciągnęło mnie do niego hasło reklamowe, widniejące na półce : "Młodsze dziecko "Kodu Da Vinci", Dan Brown ujawnia sekrety poprzedniej powieści!". Oczy od razu mi się zaświeciły, wspominając cudo, jakim była wspomniana wyżej powieść, moja ulubiona, na której recenzję potrzebowałabym kilku stron A4. Nie bacząc na cenę, pomknęłam do kasy w Empiku i od razu po wyjściu ze sklepu i pożegnaniu się z uroczym panem, który mnie obsługiwał, zabrałam się za czytanie. Pierwsze wrażenie? Cudowne! Kolejna powieść bez najmniejszego błędu, mylnego "chochlika" wplątanego niepotrzebnie w wir zwariowanych i pokręconych niekiedy wydarzeń - istny kunszt literacki, na miarę "Kodu...". Dlaczego tak uważałam? 


"Umysł może być źródłem znacznie większego cierpienia, niż ciało."  


Przede wszystkim, książka przedstawia zagadnienia bardzo interesujące dla mnie, a więc sekrety, inne ideologie, coś sprzecznego z otaczającym nas światem. Nie od dziś wiadomo, że kryminały to moja ulubiona część książkowego świata, towarzysząca mi od stosunkowo krótkiego czasu, ale już skutecznie władająca moim sercem. Tutaj mam połączenie dwóch miłości - tajemnic i zabójstw, sekretów i niewyjaśnionych zbrodni, kłębiących się z każdym kolejnym rozdziałem, często króciutkich, jak przystało na styl pisarski Dana Browna. Zatrzymując się przy zabójstwach, jest ich od groma. Jeśli ktoś jest wielbicielem krwawych strzelanin, wypalania na ciele wielu bolesnych znaków, uszkadzania ciała innych dla świętych rytuałów - ta pozycja jest właśnie dla niego!  Zastosowane są tu najrozmaitsze sposoby mordu, od utopienia po zastrzelenie i okaleczenie. To również przyciągnęło mnie do tej powieści – oryginalna fabuła i wielowątkowość. Jednak tutaj pojawia się pewien haczyk. 


"Najniebezpieczniejszy wróg to taki, którego nikt się nie obawia" 

Co może być złego w rozbudowanych wydarzeniach, skupiających się na wielu aspektach, rozwiewających każdą niemal wątpliwość czytelnika, trzymających go w napięciu aż do samego końca? W zasadzie nic. Im więcej się dzieje, tym ciekawsza fabuła - z takiego założenia zawsze wychodzę, ilekroć sięgam po jakąkolwiek książkę do poczytania w chłodny wieczór przy kominku, w pluszowych papciach. Tutaj jednak miałam znaczący problem : chaotyczność. Wydarzenia owszem, są chronologiczne i wszystkie układają się w końcu w logiczną całość, ale bardzo łatwo się pogubić, jeśli na przykład chociaż na chwilę zdarzy się wam przysnąć przy rozpoczętym rozdziale, nie przeczytanym "od deski do deski" na raz. Wszystko dzieje się czasem tak szybko, że nie sposób się połapać. Jeden punkcik odjęty. W tym miejscu zatrzymam się nad haczykiem numer dwa. 

"Duma i tradycja nie mogą górować nad rozsądkiem" 

Zdecydowanie krótszym i chyba łatwiejszym dla mnie do przejście, był ten minus. Dotyczy on tempa przebiegu akcji. Teraz pewnie śmiejecie się ze mnie, kpiąc pod nosem, że przecież już mówiłam, że wszystko dzieje się szybko, wydarzenia mijają bez chwili wytchnienia jedno po drugim. Tutaj was jednak mam! Minusem tej książki jest też jej ... powolność. Mamy tu spory kontrast, nie zawsze niestety wyśrodkowany przez autora. W jednym rozdziale nic się kompletnie nie dzieje, by w następnym akcja mknęła tak zawrotnie, że nie sposób zrozumieć o co chodzi, bez ponownego przeczytania! Wiem, że niektórym to nie przeszkadza, jednak dla mnie jest to rażące szczególnie, że zapoznając się z inną twórczością Dana Browna wiem, że pozostałe tomy próbują załagodzić panujący kontrast. Cóż, pierwsza powieść w dorobku rządzi się jednak swoimi prawami. Mimo to, punkcik numer dwa odjęty. 

"Cuda to po prostu opowieści, w które wierzymy, gdyż pragniemy, żeby były prawdziwe"


Nie zapominajmy również o wątku miłosnym, który się niejako pojawia, choć nie jest aż tak bardzo istotny i właściwie do połowy książki, ledwo zauważalny. Robert i Vittoria mają się ku sobie, choć nie jest powiedziane to wprost. Gdy mój kolega sięgnął po "Anioły i Demony" pierwszy raz, podszedł do mnie i stwierdził, że chociaż przeczytał dopiero pierwsze rozdziały już wie, że para ta mocno namiesza - i miał zupełną rację! Czasem zahaczają nawet o granice absurdu, wyłaniając się ze swoim uczuciem tak na prawdę znikąd, chociaż czytelnik doskonale czuje, że coś jest na rzeczy. Ale właśnie to lubię! Niebanalność. Brak harmonijnej utopi, osiadłej gdzieś w romansie ludzi wieku produkcyjnego, gdzie wszystko jest proste i nie ma żadnych barier. Wielki plus, zdecydowanie. 


"Czasem, żeby odnaleźć prawdę, trzeba poruszyć góry"

Na tym właściwie planowałam zakończyć moją recenzję, ale jak tu nie wspomnieć o filmie! Na podstawie książki powstała adaptacja, szeroko krytykowana przez społeczeństwo medialne, reżyserskie, kulturowych znawców, czy nawet zwykłych odbiorców, siedzących w zapuszczonym, zużytym fotelu kinowym. Wszystko przez ogromne nieścisłości z fabułą, widoczne dla czytelnika na pierwszy rzut oka. Owszem, film zrobiony jest z rozmachem, wciąga i porywa widza, ale dociekliwy obserwator dopatrzy się tu bardzo przeszkadzających błędów, zmieniających niekiedy obraz widziany oczami profesora Langdona, zagranego z resztą świetnie przez Toma Hanksa - ratującego w tym filmie co się tylko da. I może właśnie dzięki tej grze aktorskiej jego oraz Ayelet Zurer, tworzącej świetną postać Vittori Vetry, film przemówił do mnie i stał się jednym z moich ulubionych? Na to pytanie powinna odpowiedzieć już moja psychika, ale jej trudno pytać o cokolwiek istotnego. 

"(...) informacja jest tyle warta, co jej źródło"

Podsumowując : książka zdecydowanie warta przeczytania, wciągająca i odkrywająca zupełnie nowy świat, wypuszczający trochę informacji na temat tego, co w naszym świecie często objęte jest tabu. Tajemnice pociągają za sobą kolejne, sekrety nieustannie wylewają się z worka. Mimo dwóch minusów, "Anioły i Demony" to jedna z moich ulubionych książek i wiem, że zostanie tak na długo. W końcu co jak co, ale Dan Brown nie mógł napisać czegoś "dobrego". U niego wszystko jest "wyśmienite". Dlatego z dumą i czystym sercem wystawiam tej pozycji ocenę : 

8/10
i według mnie to idealna nota. 

ASK.FM - WSZYSTKIE PYTANIA KIERUJCIE TUTAJ (JEŚLI OCZYWIŚCIE JAKIEŚ MACIE)


Pozdrawiam i do piątku! ♥
Independent♥