czwartek, 19 grudnia 2013

30-day Book Challenge: Day 10-20


Witam. Dziś przybywam do was z dziesięcioma (AŻ!) dniami z akcji, która troooszkę nam się obsunęła w czasie, stąd ten pośpiech (zwłaszcza, że przydałoby się ją skończyć jeszcze w tym roku). Zapraszam do zapoznawania się z dalszą częścią notki! :)

Day 10: A book that remind you of home...

Książka, przypominająca mi o domu? Tylko jedna odpowiedź nasuwa mi się na myśl. "Dzieci z Bullerbyn" - Astrid Lingren. Dlaczego? Może dlatego, że przygody tytułowych bohaterów, tak bardzo przypominają mi, moje własne dzieciństwo? Może dlatego, że była to jedna z tych lektur szkolnych, w których od razu się zakochałam, będąc ośmioletnią dziewczynką? Może dlatego, że gdy zdarzało się, że to tata czytał mnie i mojemu bratu niektóre rozdziały, miałam niesamowity ubaw i raz po raz wybuchałam śmiechem? A może wyjaśnienie tkwi w czymś zupełnie innym? Jaki urok posiada ta powieść? Przekonajcie się. Warto. 

Day 10: A book you hated...

Książka, której nienawidzę... Hm... Miałam pewien dylemat jeśli chodzi o to pytanie, aczkolwiek w końcu zdecydowałam się na "50 twarzy Greya"- już wam tłumaczę dlaczego. Podczas czytania irytowała mnie przede wszystkim bohaterka. Głupia, naiwna, rozważająca zgodę na sadystyczne akty seksualne Anastazja, zakochująca się w Grey'u jak jakaś głupia rozchichotana nastolatka. Nie zwracając uwagę na toksyczność związku czy samo swoje bezpieczeństwo zgadza się na wszystko czego pan szanowny Grey sobie zażyczy. Najciekawsze jest to, że (teraz pojawi się spoiler, wybaczcie) na końcu sama prosi swego szaronookiego, żeby wyładował na niej swój gniew, a później ma jeszcze do niego o to pretensje. Naprawdę... denerwująca postać. Dodając do tego wszystkiego, pozbawioną sensu fabułę czy sceny erotyczne występujące niemal w każdym rozdziale mamy coś czego na pewno nie określiłabym mianem "książki", żeby nie obrazić wszelakiej formy literatury. I tu pojawia się moje pytanie: jakim cudem ta trylogia jest tak wielbiona na całym świecie? Jeśli znacie odpowiedź to proszę, podzielcie się nią ze mną bo naprawdę czuję niedoinformowana.


Day 12: A book you love but hate at the same time...

Książka, którą kocham i nienawidzę jednocześnie? Teraz to się czuję naprawdę ogłupiona... Naprawdę nie wiem co mogłabym wam tu napisać, więc wybiorę może... jeden tytuł, który przez chwilę pojawił się w moim umyśle. "Ukojenie" czyli ostatni tom trylogii o wilkołakach, autorstwa Maggie Stiefvater. Uwielbiam tę serię! Naprawdę! Pokochałam całą czwórkę głównych bohaterów i chyba nie zdarzyło się, żeby mnie jakoś specjalnie zdenerwowali. Ale o co chodzi z finałową częścią? A o to, że jest finałowa! Nie rozumiem jak można w taki sposób skończyć książkę! Cóż za okropność ze strony autorki! Nie myślcie sobie, że koniec jest beznadziejny - wręcz przeciwnie. Jest absolutnie zachwycający, ale po prostu... Brak słów! Ci, którzy czytali wiedzą o co chodzi. Reszta? Może się tylko przekonać. Polecam.

Day 13: Your favorite writer...

Teraz to mogłabym się naprawdę porządnie rozpisać, ale może pozostanę przy wymienieniu moich ulubionych pisarzy i krótkim opisie, żeby nie przedłużać. Musicie sobie też zdawać sprawę z tego, że mam mnóstwo autorów książek, których niezwykle lubię, ale dziś wymienię tych powiedzmy... najbardziej wielbionych. W skład tej wesołej gromadki wchodzą: Rick Riordan (Jakże mogło go tu zabraknąć? Kocham wszystkie jego książki, a styl jakim się posługuje jest wręcz... uzależniający), J.K. Rowling (nie czujcie się zaskoczeni, w końcu to kobieta, która otworzyła mi oczy na magię), Ken Follett (jego "Filary Ziemi" zwaliły mnie z nóg. Mam nadzieję, że zdarzy się okazja, by przeczytać resztę tworów tego pana), Oscar Wilde (absolutna perełka ze swoim "Portretem Doriana Graya". Jeśli jeszcze nie czytaliście - zachęcam. Książka jest pełna złotych myśli i filozoficznych sformułowań i to zasadniczo największe plusy pozycji!), Orson Scott Card (i niesamowita "Gra Endera", przy której polały się łzy...) Rick Yancey (tak, tak - wystarczyła jedna książka bym zdążyła zakochać się w autorze), James Dashner (wraz z "Więźniem Labiryntu" i "Próbami Ognia"! Chciałabym kiedyś stworzyć coś tak wciągającego jak ta trylogia...), Suzanne Collins (również nie trzeba się zanadto rozpisywać, a przynajmniej taką mam nadzieję). Jeśli jesteście ciekawi pozostałych autorów, którzy powiedzmy, zdobyli moją sympatię to zachęcam do zerknięcia tutaj: KLIK.

Day 14: Book turned movie and completely desecrated...

Również i w tym wypadku mogłabym wymieniać przykłady filmów, nakręconych na podstawie książek, a które zostały zepsute, jednak skupię się na jednym... szczególnym przypadku. Mowa tu oczywiście o "Eragonie". Na litość wszystkich smoków! Sztuczna gra aktorska, fatalnie dobrani odtwórcy poszczególnych ról, niezgodność z książkami, słabe efekty specjalne... Właściwie wad można by tu wypisywać w nieskończoność. Gorzej z zaletami, których ja osobiście - po obejrzeniu, zupełnie nie dostrzegłam...


Day 15: Favorite male character...

Ulubiony męski bohater. No tutaj akurat nie muszę się zanadto rozpisywać, ponieważ kiedyś zrobiłam osobną listę, zajrzyjcie o tutaj. Teraz o ile mogę zaktualizować tę listę, to właśnie to uczynię. Moimi ulubieńcami są: Percy Jackson (Rick Riordan), Archer Cross (Dziewczyny z Hex Hall) , Adrian Ivaszkov (Richelle Mead), Ben Parish (Piąta fala), Syriusz Black (Harry Potter), Day (Legenda), Dorian (Szklany Tron), Anubis (Kroniki Rodu Kane), Christopher Garron (Zatruty Tron), Tobias Eaton (Niezgodna), Sage (Fałszywy Książę) Gideon de Villers (Trylogia Czasu), Leon Valdez (Olimpijscy Herosi), Peeta (Igrzyska Śmierci), Carter i Sylvain (Wybrani), Jaskier (Wiedźmin), Ender (Orson Scott Card) no i w końcu, bo jakżeby mogło być inaczej... Minho (Więzień Labiryntu). Myślę, że opisy postaci są zbędne. Po prostu przeczytajcie książki, o których mowa, a w mig zrozumiecie, czemu te postacie są przeze mnie wielbione. 

Day 16: Favorite female character...

Jeśli zaś chodzi o ulubioną postać żeńską... Powiem wam szczerze, że rzadko kiedy lubię główną bohaterkę, więc ta lista nie będzie tak długa jak poprzednia, choć postaram się wyjaśnić wam, czemu lubię tę postać, a nie inną. Zacznijmy więc: pierwsze imię o jakim pomyślałam, gdy przeczytałam tytuł wyzwania to Arianne z sagi Lauren Kate, pt. "Upadli". Nie jest to główna bohaterka, a jedynie postać drugoplanowa, aczkolwiek zapadła mi w pamięć, ponieważ była taka żywa, dynamiczna, pełna energii i pomysłów... Kolejną bohaterką, którą lubię i której nie mam prawie nic do zarzucenia jest Sydney z "Kronik Krwi". W przeciwieństwie do denerwującej Rose, Sydney niemal od razu stała się moją ulubienicą. Dalej mamy Sophie z "Dziewczyn z Hex Hall", która bardzo przypominała mnie swoim charakterem. Annabeth z książek Riordana również strasznie mi się podobała pod względem charakteru, dlatego z czystym sumieniem ją tu dziś wypisuję. Do tej listy mogę dorzucić jeszcze postacie Potterowskie, a mianowicie Lunę i Ginny oraz dwie bohaterki z serii Martina: Daenerys oraz Aryę i raczej na tym skończy się moja notatka.

Day 17: Favorite quote from your favorite book...

Jako, iż ulubionych książek mam dużo, dziś pokażę wam pięć wybranych cytatów z pięciu wybranych, ulubionych serii/książek:

Rick Riordan - Zagubiony Heros: "Żeby wiedzieć, trzeba się dowiedzieć"
Rick Riordan - Złodziej Pioruna: "Idź tam, gdzie prowadzi Cię serce, inaczej utracisz wszystko"
Orson Scott Card - Gra Endera: "Jest się tylko tym, co się pamięta"
J.K. Rowling - Harry Potter: "Trzeba być bardzo dzielnym, by stawić czoło wrogom, ale tyle samo męstwa wymaga wierność przyjaciołom."
Oscar Wilde - Portret Doriana Graya: "Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej."

Day 18: A book that disappointed you...

Natomiast jeśli chodzi  o książki, które mnie rozczarowały to jest ich multum. Dziś jednak skupię się na jednej, na którą zapatrywałam się naprawdę bardzo pozytywnie po tych wszystkich wspaniałych opiniach, a po przeczytaniu miałam ochotę wykrzyczeć światu swoją frustrację i złorzeczyłam na główną bohaterkę. Mam tu na myśli powieść Kelley Armstron, pt. "Wezwanie", która jest pierwszym tomem trylogii "Najmroczniejsze moce". Nie wiem czego się spodziewałam kiedy zabierałam się za lekturę, ale na pewno nie tego co znalazłam w środku. Główna bohaterka przez cały czas mnie denerwowała, wydawała mi się po prostu głupia, naiwna i nieciekawa. Obydwaj jej amanci nie zaskakiwali, typowe że jeden jest ten "słodki", drugi ten "mroczny" i od pierwszego tomu czytelnik wie którego wybierze bohaterka na końcu. Czytając tę trylogię wszystko przewidziałam. Nie było ani jednego momentu, który choć trochę zapadł by mi w pamięci i ani jednego momentu, dzięki któremu wszystkie czy tomy otrzymałyby pozytywne oceny. Krótko mówiąc: nie polecam. 

Day 19: Favorite book turned into a movie...

Naprawdę kusiło mnie, by wstawić tu Harry'ego Pottera, jak również nieśmiertelnych Władców Pierścienia, ale moja miłość do Kena Folletta i pewnego serialu zwyciężyła... A więc za najbardziej udaną zekranizowaną ulubioną książkę uważam... "Filary Ziemi"! Świetna obsada, genialny klimat, mnóstwo akcji, emocji, uczuć, soundtrack zasługujący na Oscara i... Jack! (Jaaaaack, Jack, Jack! ♥) Cud, miód i orzeszki! Jeśli jeszcze nie czytaliście książki/nie oglądaliście serialu - polecam uczynić to jak najszybciej!


Day 20: Favorite romance book...

O rany! Nie mogę się zdecydować więc wybieram obydwie serie! A mam tu na myśli Mrocznych Łowców - Sherrilyn Kenyon i Zew Księżyca - Keri Arthur. Niesamowity styl pisarek, niesamowici bohaterowie, wciągające wątki, nowe wspaniałe doświadczenia z paranormalnymi romansami! 



Mam nadzieję, że nie uschnęliście z nudów przez moje wywody. Ale cóż poradzić. Niektórych rzeczy nie da się przemilczeć. :) Już wkrótce kolejna część wyzwania "30-day Book Challenge", a tymczasem, na zakończenie genialny utwór, otwierający serial "Filary Ziemi". To tak a propo wyzwania. Ach... jak ja kocham Trevora Morrisa i to jak komponuje... W każdym razie...

Pozdrawiam!
Sherry