wtorek, 9 lipca 2013

James Dashner - "Więzień Labiryntu"


Tytuł: Więzień Labiryntu
Autor: James Dashner
Trylogia: Więzień Labiryntu
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Wydano: wrzesień 2011
Liczba stron: 400
Moja ocena: 9/10


Pewnego dnia Thomas budzi się w ciemnej windzie. Nie pamięta kim jest, skąd pochodzi, czy ma rodzinę. Jedyne co wciąż powraca z zakamarków jego umysłu to własne imię. Kiedy drzwi się otwierają, Toma wita grupa nastoletnich chłopców, która wprowadza go w otwartą przestrzeń, zwaną Strefą, otoczoną wielkimi murami. Jak się później okazuje, Strefa - nowy dom Thomasa, znajduje się w samym centrum wielkiego, rozciągającego się na wiele kilometrów labiryntu. Mieszkańcy Strefy, podobnie jak główny bohater mają wymazane wspomnienia i nie wiedzą z jakich przyczyn znaleźli się w pułapce. Są jednak pewni, że ich obecność nie jest przypadkowa. Każdego dnia, grupa chłopców zwana Zwiadowcami przemierza mroczne korytarze labiryntu, w poszukiwaniu wyjścia. Droga ta jednak nie jest taka prosta, bowiem kryje się w niej przerażające niebezpieczeństwo... Kiedy następnego dnia po Thomasie windą do Strefy po raz pierwszy zostaje dostarczona dziewczyna, przynosząc tajemniczą wiadomość, wszyscy Streferzy zdają sobie sprawę, że od tej pory nic nie będzie już takie jak było. Tommy czuje, że to on i dziewczyna są kluczem do rozwiązania zagadki Labiryntu i znalezienia wyjścia, jednak czasu jest coraz mniej, a niebezpieczeństw nie ubywa. 


"Więźnia Labiryntu" chciałam przeczytać odkąd tylko pierwszy raz zobaczyłam opis tej książki. Z niecierpliwością wyczekiwałam dnia, kiedy pozycja ta trafi na moją biblioteczkę. Niestety przy każdych odwiedzinach w księgarni jakaś inna powieść wpadała mi w ręce i dopiero niedawno (kiedy ujrzałam drugi tom "Próby Ognia") zaparłam się, by w końcu nabyć obydwa twory James'a Dasnhera i... udało się. Przeczytanie pierwszego tomu tej, zapierającej dech w piersiach trylogii, zajęło mi jeden dzień. Niestety nie byłam w stanie przerwać czytania i zostawić sobie książki na później. Fabuła opowieści wciąga nas już od pierwszych stron. Autor nie bawi się w ceregiele i od razu włącza czytelnika w zawiłą i pełną niebezpieczeństw, nagłych zwrotów akcji oraz dynamiki historię chłopców (i dziewczyny) uwięzionych w pułapce, zdawałoby się bez wyjścia. Czytając pierwsze strony czujemy się równie zagubieni jak Thomas, jednak wraz z kolejnymi rozdziałami coraz bardziej przywiązujemy się do fascynujących, świetnie wykreowanych bohaterów oraz Labiryntu, który zarówno przeraża nas, jak i kusi swoją tajemniczością. Gama przeróżnych osobowości i charakterów usatysfakcjonuje niejednego czytelnika. Ja przede wszystkim nie mogę wyjść z podziwu w jaki sposób James Dashner wykreował własny dystopijny świat i miejsca, oraz w jaki sposób sprawił, że zostałam przez nie wciągnięta, aż do ostatniej komórki w moim ciele. Styl i język autora aż się proszą o oklaski, a jego umiejętne budowanie napięcia sprawia, że wiem, iż James Dashner stał się właśnie, jednym z moich ulubionych pisarzy. 


"Więzień Labiryntu" jak wszystkie książki, miał swoje gorsze i lepsze momenty, przy czym, z całą pewnością, przeważały te lepsze. Nie spodobało mi się porównanie do "Igrzysk Śmierci" na okładce, bowiem - tak, ta trylogia zdecydowanie jest wspaniała, ale inna, niż wspomniana wcześniej przeze mnie seria pani Collins. James Dashner na swój własny sposób wzbudza w czytelniku emocje. Nie powiedziałabym, że gorzej, aczkolwiek inaczej. Potrafi chwycić za serce widza i zmusić go do refleksji oraz rozmyślań: co takiego się stało, że niewinni chłopcy zostali skazani na więzienie? Kto odpowiedzialny jest za ich parszywy los? Czy kiedykolwiek uda im się uciec z Labiryntu? Przez czas trwania lektury bardzo mocno zżyłam się z bohaterami i chcąc nie chcąc zaczęłam używać żargonu chłopców. Zabawnych momentów było naprawdę mnóstwo, tak samo zresztą jak tych wzbudzających we mnie odwrotne uczucia. Jestem pełna podziwu dla zachowania nastoletnich chłopców, którzy każdego dnia walczyli o przetrwanie i starali się żyć w trudnych warunkach. Nie poddawali się presji i zwątpieniu, choć bywały ciężkie, naprawdę ciężkie chwile.  Uroku książce dodawała obecność mojego ulubieńca - Minho. Jego złośliwe odzywki, sarkastyczne uwagi i aroganckie zachowanie sprawiło, że zostałam oczarowana nim już podczas pierwszego spotkania. 

Podsumowując: znacie to uczucie kiedy przewróciwszy ostatnią stronę książki nie możecie sformułować myśli innej od "ależ cudowna powieść!"? Właśnie tak czułam się gdy skończyłam "Więźnia Labiryntu". Oczywiście od razu rzuciłam się na drugą część, ponieważ zakończenie pierwszej zostawiło mnie głęboko nienasyconą. Pozostaję urzeczona oryginalnością i unikalnością książek Dashnera, a wam drodzy czytelnicy życzę, by obydwa tomy jak najszybciej wpadły w ręce oraz abyście mieli równie dobre wspomnienia po zaznajomieniu się z ich treścią, jak ja. Polecam gorąco!

Pozdrawiam,

Sherry
9/10



Dla ciekawych trylogii, mogę na zakończenie dodać, iż 14 lutego 2014 roku szykuje się nam premiera ekranizacji "Więźnia Labiryntu". Jak na razie jestem zachwycona obsadą aktorską! Dobrze znany nam z roli w serialu "Teen Wolf" - Dylan O'Brien wcieli się w rolę Thomasa, natomiast moja ulubienica Kaya Scodelario, którą możecie kojarzyć choćby z młodzieżowego serialu "Skins" zagra Theresę - jedyną dziewczynę w Strefie. Thomas Brodie-Sangster z "Ostatniego Legionu" czy też "Gry o Tron" będzie miał możliwość wcielenia się w postać Newta, a mojego ulubieńca Minho zagra Ki Hong Lee, którego niestety nie kojarzę, aczkolwiek mam nadzieję, że się sprawdzi i mnie nie zawiedzie. :) Dla zainteresowanych wstawiam kilka zdjęć i pozostaje nam czekać na film.