poniedziałek, 8 lipca 2013

Brunonia Barry - "Wróżby z koronek"

 


Autor: Brunonia Barry
Tytuł: Wróżby z koronek
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 432
Moja ocena:  4/10


Recenzja:

  "Kobiety z rodziny Whitneyów, starego rodu czarownic z Salem, już wieki temu posiadły umiejętność czytania przyszłości z koronek. 
Ten cudowny dar niekiedy staje się przekleństwem. 
Po śmierci siostry bliźniaczki, którą przewidziała, oszalała z bólu piętnastoletnia Towner poprzysięgła już nigdy więcej nie wróżyć z koronek.
Lecz kiedy w tajemniczych okolicznościach znika jej babka Eva, Towner musi wrócić do rodzinnego miasta i zmierzyć się z demonami przeszłości.
 Historia Salem jest mroczna i pełna okrucieństwa, a obecne wydarzenia wydają się mieć związek z tym, co działo się przed wiekami – procesami czarownic i falą nienawiści, jaka ogarnęła okolicę. Dziewczyna jeszcze nie wie, że w Salem zagraża jej coś więcej niż tylko straszne wspomnienie..."
Powiem szczerze: ta pozycja średnio przypadła mi do gustu.
Trochę pokręcona, moim zdaniem, i średnio mnie wciągła. 
Opisy z nóg nie zwalają a bohaterzy wydawają się nijacy.
Historia dość ciężka i przytłaczająca. 
Dla zaciekawionych powiem, że książka głównie opiera się na wspomnieniach głównej bohaterki, przeszłość jej i jej rodziny niemiłosiernie ciągnie się za nią.
 Dużym plusem zaznaczę to, iż autorka nie wybrała sobie łatwego tematu.
Szkoda tylko, że przypominało to mi odrobinę program "Dlaczego ja?".
Problemy, problemy i jeszcze raz problemy.
Jedni powiedzą, że książka jest życiowa a ja powiem, że owszem, jest życiowa,  ale to nie znaczy, że w życiu dzieje się tylko źle.
Rozpoczynając czytanie "Wróżb z koronek" miałam nadzieję, że będzie to coś związanego właśnie z wróżeniem, ciekawą przygodą... Ale niestety nie znalazłam tego w tej książce.
 Jeśli szukacie lektury związanej z czarownicami, czarami, czy wróżbami to nie znajdziecie jej tutaj.
Nie wiem co mogę jeszcze powiedzieć, ta pozycja jest trudna do zdiagnozowania.
Powiem tyle z mojej strony, że książką przebrnęłam tylko dlatego, że zawsze kończę książki.
 Czytałam ją po prostu na siłę.
Chociaż, muszę przyznać, że pierwsze zdania książki nie dość, że mnie wciągnęły to jeszcze zainteresowały.
"Nazywam się Towner Whitney. 
Nie, to nie całkiem prawda.
Właściwie mam na imię Sophya. 
Nigdy mi nie wierzcie. 
Kłamię przez cały czas.
Jestem szalona... Ostatnie zdanie to prawda."
 Wątek czarownic z Salem to kropla w morzu, autorka skupia się przede wszystkim na tym, co dzieje się wokół Towner.
Gdybym mogła dałabym plus za śliczną okładkę, która w sumie tak mało ma wspólnego z resztą książki...
I na zakończenie dodam: nie kupujcie tej książki, lepiej poszukajcie jej w bibliotece.

Pozdrawiam serdecznie,
Ola.