wtorek, 9 kwietnia 2013

Richelle Mead - "Złota Lilia"


Tytuł: Złota Lilia (Golden Lily)
Autorka: Richelle Mead
Seria: Kroniki krwi (Bloodlines)
Tom: 2
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 432
Moja ocena: 10/10

Sydney spodziewała się, że po ujawnieniu sekretu swojego przełożonego, jej życie w Palm Springs zwolni, by mogła skupić się na rzeczach naprawdę istotnych, jak na przykład: chronienie księżniczki Dragomir. Niestety alchemiczka nie przewidziała, że kolejne miesiące znów wystawią jej lojalność wobec Alchemików na wielką próbę. Ona sama zaczyna coraz częściej się wahać. Czy aby na pewno ludzie, którzy ją wychowywali i wpajali jej do głowy, że wampiry to potwory, mają rację? Bo wiadomo, że każdy ma swoje mroczne tajemnice...

Po Złotą Lilię sięgnęłam, gdy tylko skończyłam Kroniki krwi, które pokochałam od pierwszego rozdziału. Po wyszlifowaniu angielskiego na innych e-bookach, w moje ręce wpadła właśnie Golden Lily. Początkowo nie wiedziałam czego spodziewać się po drugiej części serii Bloodlines. Moje znajome twierdziły, że jest znacznie gorsza od pierwszej, jednakże ja postanowiłam ocenić to według własnego zdania. Muszę się zgodzić, że w Złotej Lilii jest o wiele mniej akcji. Autorka skupia się raczej na życiu codziennym Sydney i jej znajomych, oraz wzrastającymi, zawiłymi uczuciu do pewnego moroja. Złotowłosą alchemiczkę dręczą dylematy dotyczące praktykowania magii u swojej profesor od historii - czarownicy. Dodatkowo, w życiu panny Sage pojawia się Brayden, który wydaje się wprost stworzony dla mądrej, utalentowanej, bystrej i inteligentnej Sydney. Jednak czy rodzące się między nimi uczucie, może być nazwane miłością? Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze sprawy związane z morojami: do Palm Spring przyjeżdżają bowiem Dymitr Bielikov, odwieczny rywal Adriana, oraz Sonia Karp, która ze strzygi zmieniła się z powrotem w wampira. Razem z panem Ivaszkovem mają badać wpływ mocy ducha na dampiry i morojów. Ich współpraca nie będzie jednak takim łatwym zadaniem, zwłaszcza, że Adrian wykorzystuje wszelkie sposobności by dogryźć ukochanemu swojej eks, a na Sonię Karp zaczyna polować jakaś dziwna organizacja. Jakby  tego było mało - nowa opiekunka Jill - Angeline, okazuje się być nieujarzmioną nastolatką, z nieco "dziką" naturą. Rozwiązywanie problemów spada oczywiście na Sydney. W gruncie rzeczy, jestem ciekawa co zrobiliby bohaterowie tej sagi, gdyby nie mieli do dyspozycji tej uroczej alchemiczki. W każdym razie, będzie musiała ona pogodzić życie szkolne, prywatne i miłosne z "alchemiczym". A sami się będziecie mogli przekonać, że to wcale nie jest takie proste.

Co podobało mi się w tej książce? Styl autorki, który zafascynował mnie już parę lat temu, kiedy czytałam Akademię Wampriów. Jest bardzo lekki, miły i luźny, w sam raz jak na książeczkę tego gatunku. Kolejnym plusem mogą być ciekawe wątki. Pani Richelle robi wszystko, by czytelnikowi się nie nudziło. W swoim fachu jest wyśmienita, więc lekturę czyta się niezwykle szybko i przyjemnie. Jak dla mnie oczywiście najlepszym elementem tej książki, oraz serii jest obecność mojego ukochanego Adriana. Jego sarkastyczne wypowiedzi, dusza artystyczna oraz morojski urok jest nie do przebicia i prawdę powiedziawszy, cieszyły mnie momenty kiedy dogryzał Dymitrowi, za którym ja osobiście nie przepadam - łagodnie rzecz ujmując. Minusy oczywiście także są, jednakże w moim przypadku przesłaniała je miłość do Ivaszkova. Jednym z negatywnych elementów jest pewna... nieświadomość, w której żyje Sydney. Kto czytał Kroniki myślę, że będzie wiedział o co mi chodzi. Poza tym denerwujący zdawać by się mógł też fakt, że panna Sage oszukuje samą siebie i wydaje się ślepo zapatrzona w alchemików. Myślę jednak, że ta nieporadność może być czynnikiem celowym. Mimo wszystko mam nadzieję, że pani Mead nie będzie się za  bardzo wyżywać na naszej Sydney i Adrianku. Obydwoje zasługują na szczęście.

Polecam tę książkę, a także serię Kronik Krwi tym, którzy się jeszcze z nią nie zapoznali. Może nie są to wybitne pozycje, aczkolwiek mają jakiś urok. Wydają się wręcz stworzone na rozluźnienie. Ja osobiście wiem, że Kroniki Krwi są dużo lepsze od Akademii Wampirów, i jestem pewna, że wiele razy będę do nich jeszcze powracać. Cieszę się, że pani Mead postanowiła przedłużyć naszą przygodę ze światem morojów, dampirów i sztrzyg, bo dzięki temu zyskałam kolejnych parę książek, które bez wyrzutów sumienia, mogę przypisać do ulubionych. 



Na koniec dodam, iż oczywiście książka "The Indigo Spell" - trzecia część serii Kroniki krwi, została już przeze mnie przeczytana, a jej recenzja (zresztą przedpremierowa) pojawi się za dwa tygodnie we wtorek. Serdecznie zapraszam.

Pozdrawiam,
Sherry

10/10