wtorek, 23 kwietnia 2013

Richelle Mead - Magia indygo (recenzja przedpremierowa)


Tytuł: Magia indygo
Oryginalny tytuł: The Indigo Spell
Autorka: Richelle Mead
Seria: Kroniki Krwi (Bloodlines)
Tom: 3
Liczba stron: 384
Data wydania: 13 luty 2013
Przewidywana data wydania w Polsce: jesień 2013
Moja ocena: 10/10 + miano "najlepszej" [jak na razie] z serii


Czym trzecia część Kronik Krwi różni się od poprzedniczek? O ile w Kronikach i Złotej Lili brakowało akcji i nagłych zwrotów, w TIS jest ich mnóstwo. Richelle Mead nie daje swoim bohaterom odpocząć, dodając kolejne wątki i nieprzewidywalne zdarzenia. Ale to nie jedyny plus tej książki. Jak dotąd nie można było wyraźnie odczuć więzi, jaką Sydney udało się wytworzyć z Adrianem. Zakończenie Złotej Lili kazało nam się nawet zastanawiać, czy kiedykolwiek jeszcze ta para będzie mogła się ze sobą przyjaźnić. A co mamy w TIS? Mnóstwo scen romantycznych. Dla fanów paringu Sydrian - ta lektura będzie jedną z najlepszych przygód, zaserwowanych przez panią Richelle. Ale może skupmy się na tym co istotne - fabule. 

W poprzednich częściach Sydney musiała mierzyć się już z wieloma niebezpieczeństwami. Między innymi byli nimi: jej były przełożony, a równocześnie gwałciciel starszej siostry Sydney, tajemniczy wojownicy, którzy za cel wzięli sobie wyeliminowanie wampirów, i nie ważne czy były by to strzygi, czy zwykłe moroje. W TIS na naszą młodą alchemiczkę czekają nowe wyzwania, z którymi chce czy nie - będzie musiała się zmierzyć. Pani Mead dodając przeróżne wątki udowadnia nam, że ma jeszcze wiele pomysłów, których nie wykorzystała przy pisaniu Akademii Wampirów.

Przede wszystkim, istotną kwestią z TIS będzie mierzenie się Sydney ze swoją magiczną mocą. O ile w poprzednich częściach, broniła się przed praktykowaniem magii nogami i rękoma, to w tej części nie będzie miała wyjścia, o ile chce przeżyć kolejne miesiące. Będziemy mieli możliwość poznania bardziej, jej nauczycielki czarownicy, która jednak również ma swoje własne tajemnice. Wyjdzie na jaw sprawa z wiedźmą, która wysysa moc i energię życiową z młodych dziewcząt obdarzonych magiczną mocą (takich jak Sydney), i to właśnie nasza złotowłosa alchemiczka będzie musiała podjąć próbę wyeliminowania zagrożenia. 

Oprócz tej nieprzyjemnej sprawy, Sydney weźmie sobie za punkt honoru, odnalezienie zbiegłego alchemika - Marcusa, który może też być odpowiedzią na mnóstwo jej pytań. Dowiemy się, że Alchemicy wcale nie są tak szlachetną organizacją, jakie miano sobie przyznali i co lepsze - Sydney też zacznie się zastanawiać, czy jej wierność wobec Alchemików i rodziny jest dobrą decyzją. Właśnie ten czynnik - wahanie Sydney sprawił, że pokochałam tą książkę jeszcze bardziej. Wreszcie mamy do czynienia z dziewczyną, która staje się silna, niezależna, buntownicza i wspaniała! Po raz pierwszy od dawna, poczułam sympatię wobec Richelle Mead, że postanowiła zmienić naszą naiwną, słodką złotowłosą w prawdziwą wojowniczkę oddaną sprawie! Może się bowiem okazać, że gdy przyjdzie co do czego, Sydney stanie po przeciwnej stronie barykady, aniżeli Alchemicy...

Wątki są ciekawe i rozbudowane, w bohaterów autorka wreszcie tchnęła życie i jakąś taką pozytywną energię. W TIS powraca dobrze nam znany sarkastyczny Adrian, a nie Adrian cierpiący po utracie Rose, z jakim mieliśmy do czynienia w poprzednich dwóch częściach Kronik. Richelle postanowiła też zabrać nas na ślub Sonii Karp z jej ukochanym, gdzie Sydney będzie mogła ponownie spotkać się z Rose i Dymitrem. Rolę w tej części będzie miał także Ian - chłopak, którego możliwe, że ktoś pamięta z ostatnich części Akademii Wampirów. Był to alchemik zakochany w Sydney, zamknięty, gdy oskarżono złotowłosą o konszachty z uciekinierami. Styl autorki się nie zmienił, wciąż zaskakuje nas swoją prostotą i lekkością.

Teraz jednak przejdźmy do sprawy kluczowej, mającej w tej części wielką wagę. Mead postanowiła uraczyć fanów, piękną opowieścią ze zwariowanymi, czasem niebezpiecznymi elementami, w której głównymi bohaterami będą Sydney i Adrian. TIS nie dość, że jest znakomitą kontynuacją serii, a także niezwykłą zapowiedzią kolejnej części, to jest też cudownym obrazem zakazanej miłości alchemiczki i moroja. I chociaż ta dwójka, jest tak od siebie różna: ona - spokojna, zrównoważona, rozsądna, on - uzależniony od alkoholu, papierosów, imprezowicz, złośliwy, ale słodki drań, to jakimś cudem zakochali się w sobie, w ten sposób uzupełniając siebie nawzajem. Możemy zobaczyć jaki wpływ ma Sydney na Adriana, a także jak wpływa Ivaszkov na Sage. Myślę, że ci którzy jak na razie nie byli zadowoleni z Kronik, wreszcie poczują jakąś sympatię do tej serii, a fani nie zawiodą się. Mnie TIS czytało się niesamowicie przyjemnie, mimo że po angielsku. Jestem pewna, że gdy ta książka będzie mieć swoją premierę w Polsce, natychmiast ją kupię i pozwolę Richelle ponownie zabrać mnie do Palm Springs, lub na plażę w Los Angeles, gdzie Sydney wreszcie przestaje bać się tego co może nastąpić, a skupia się na teraźniejszości. A mogę was zapewnić, że w niej, główną rolę gra Adrian.

Na koniec mogę wam powiedzieć parę rzeczy o kolejnej części cyklu: The Fiery Heart. Być może tytuł dla niektórych będzie brzmiał bardzo pospolicie, ale muszę wam zdradzić, że wiąże się on z pewnym wydarzeniem z TIS. Które, nawiasem mówiąc, było bardzo istotne w relacji: Adrian-Sydney. Autorka w TFH uraczy nas nie tylko kolejnymi wspaniałymi wątkami, których przedsmak dała nam w poprzedniej części, ale postanowiła też dać nam możliwość wejścia do głowy pana Ivaszkova! Co to konkretnie znaczy? W TFH będą rozdziały nie tylko z perspektywy Sydney, ale też Adriana. Nie wiem jak inni, ale ja jestem zachwycona. Oprócz tego, Richelle zdradziła, że ta część będzie jeszcze gorętsza od TIS, a ja osobiście, poszperałam jeszcze w internecie i na stronie autorki znalazłam takie informacje: autorka ma zamiar w Kronikach Krwi (serii) wyjawić drugie imię Ivaszkova, w kolejnych częściach dużą rolę odegrają także Rose i Dymitr, mogą mieć oni wpływ na finałowe zdarzenia sagi. Resztę wiadomości zachowam dla siebie, nie chcąc wam psuć radości czytania. Niemniej, polecam. Jak najbardziej.

Pozdrawiam.
Sherry

10/10