poniedziałek, 4 marca 2013

Michelle Zink - "Proroctwo Sióstr"

  




Autor: Michelle Zink
Tytuł: Proroctwo Sióstr
Wydawnictwo: TELBIT
Data premiery: 2009-10-21
Ocena: 10/10



Opis:

Bliźniaczki Lia i Alice Milthrope właśnie zostały sierotami. W dodatku stają się dla siebie śmiertelnymi wrogami. Kiedy każda z nich odkrywa swoją rolę,jaką spełnia w proroctwie, obracającym kolejne pokolenia sióstr przeciwko sobie,dziewczyny zostają uwikłane w przerażającą tajemnicę. Tajemnicę, na którą składa się znamię na nadgarstku, śmierć rodziców, księga, mężczyzna oraz życie pełne sekretów...Lia i Alice nie wiedzą, komu mogą zaufać. Wiedzą jedynie to, że nie mogą ufać sobie wzajemnie."To nie przypadek, że ojca znaleziono martwego na podłodze w Ciemnym Pokoju,że wkrótce potem odkryłam znamię, obserwowałam niesamowite obrzędy odprawiane przez moją siostrę i dostałam tę dziwną, ukrywaną książkę. Nie mam pewności,co to wszystko znaczy i czy te wydarzenia łączą się ze sobą, ale sądzę, że tak.I mam zamiar dowiedzieć się, w jaki sposób." 




Recenzja:


Akcja powieści rozgrywa się w  XIX wieku.Główną bohaterką jest Amalia Milthorpe, żyjąca zawsze w cieniu swojej siostry. Po śmierci swojego ojca odkrywa dziwne znamię widniejące na swoim nadgarstku, z każdym dniem wydaje się ono wyraźniejsze. Zaczyna także dostrzegać podejrzane zachowanie siostry Alice -obrzędy odprawiane w Ciemnym Pokoju, do którego nie wchodził nikt od śmierci ich matki. Wkrótce każda z nich odkrywa treść proroctwa, które niezmiennie obraca kolejne pokolenia bliźniaczych sióstr przeciw sobie.Książka jest napisana w klimacie gothic romance. Fabuła jest oryginalna, język w jakim napisana jest książka jest bogaty w słownictwo. Lekki styl i prosta rozwijająca się wciąż fabuła to  kolejny plus. Michelle pisze z wielkim przekonaniem i pasją, i to widać. Książkę czyta się bardzo przyjemnie, po przeczytaniu czuje się niedosyt, ciekawość jak potoczą się dalsze losy naszej bohaterki. Na książkę trafiłam przypadkiem na pewnym forum, gdzie jakaś pokrewna dusza wspomniała o tym tytule. Jestem urzeczona tą pozycją. Okładka książki jest moim zdaniem intrygująca, tajemnicza, zagadkowa .Stronice książki w kolorze ecru mają na końcu każdej kartki ozdobnik w postaci wijącego się węża. Narratorem jest Lia, aczkolwiek jestem  bardzo ciekawa postaci Alice, szkoda że tak oszczędnie jest nakreślona druga siostra. Oczywiście w powieści nie brak wątku miłosnego, choć jest on stopniowo dawkowany, bez wielkich niuansów. Wątek miłosny przychyliłabym bardziej do drugiej części z tej serii, pt. "Strażniczka Bramy". Cóż mogę wam więcej powiedzieć? Po prostu trzeba to przeczytać i już. I niech MOC będzie z wami.

Całusy, 
Wasza Ola. 

Przeczytaj fragment:

1.Idąc do salonu, mijam szklane drzwi werandy i zauważam, że ktoś jest w środku. To Alice. Siedzi w dużym wiklinowym fotelu przy oknie, a na jej kolanach leży Ari. Ja stoję w ciepłym holu, ale czuję, że w tamtym pomieszczeniu panuje lodowaty chłód. Szyby są miejscami pokryte szronem, lecz Alice spogląda na zewnątrz, w ciemność. Tylko okryła się kocem, jakby przebywała w miejscu równie nagrzanym co salon, gdzie przecież pali się ogień. Głaszcze kota miarowym ruchem, przypominającym sposób, w jaki szczotkowała mi włosy. Nawet tu, gdzie stoję, widać, że patrzy przed siebie pustym wzrokiem.
Już zamierzam zaanonsować swoją obecność, otworzyć szklane drzwi i stanąć na terakotowej posadzce, ale zastygam w pół kroku. Ari miauczy i usiłuje zejść z kolan Alice. Wiklinowy fotel trochę go zasłania, przekrzywiam więc głowę, żeby lepiej widzieć. Kiedy w końcu udaje mi się dokładniej dostrzec, co robi Alice, po skórze przebiega mi dreszcz obrzydzenia i strachu.
Alice przytrzymuje kota. Nie gładzi mu futerka. Nie głaszcze go, jak jeszcze przed chwilą. O, nie. Chwyta małą kępkę sierści i skręca – skręca ją, aż kot piszczy z bólu i wyrywa się jej z rąk. Największe przerażenie budzi we mnie jednak jej twarz. Jest zupełnie obojętna, ma nijaki wyraz, jakby myślała o pogodzie. Musi trzymać kota w żelaznym uścisku. Ari nie może uciec, choć skręca się i wije.


2.
Wyjmuję zawiniątko z szuflady, zdziwiona jego ciężarem, i kładę na komodzie, żeby je obejrzeć. Przez chwilę się waham, bo przecież nie jest to lista. Ale ciekawość jest silniejsza. Odwijam po kolei rogi płótna. Widok zapiera mi dech – w środku jest nóż. Nie zwyczajny, lecz większy, z rękojeścią wysadzaną klejnotami w różnych barwach. Dotykam go, ale zaraz cofam rękę, kiedy czuję misterną robotę rękojeści. Dotykam go znowu i drżę; pulsuje w nim nieposkromiona siła, przenikająca aż do mojego ramienia.
Przez ramię spoglądam na drzwi. Wiem, że muszę się spieszyć. Władczym gestem chwytam nóż, a wtedy moje ciało tętni nową energią. Podnoszę go z komody, żeby lepiej mu się przyjrzeć. To, co widzę na ostrzu, mrozi mi krew w żyłach. [...]
Moim ciałem wstrząsa gniew. Jest jeszcze bardziej potężny niż energia przepływająca przez nóż, który ostrożnie zawijam z powrotem w płótno i wkładam do swojej sakiewki. Zamykam szufladę komody. Nie czuję się winna, zabierając Alice ten przedmiot – niebezpieczny i użyty w niecnym celu.


3.
Maszeruję w jej stronę. Po tylu latach, kiedy byłyśmy prawdziwymi siostrami, przyjaciółkami i powiernicami, widzę, że Alice boi się mnie. Kiedy staję o krok od niej, cofa się.
– Oddaj mi ją, Alice – wyciągam rękę, chcąc, żeby zrozumiała, że nie wyjdę bez listy, która jest dla mnie drogą do wolności.
Alice kręci głową. Niezły popis udawanego zmieszania.
– Nie wiem… Nie wiem, o co ci chodzi.
– Dobrze wiesz, Alice – mrużę oczy. – Masz ją. Ukradłaś ją z pokoju ojca.
Alice prostuje się, oczy jej błyszczą – strach zaczyna ustępować miejsca oburzeniu.
– Pragnę cię poinformować, iż nie mam tego, co myślisz, że mam. Ale sądząc po twoim zachowaniu, musi to być coś bardzo ważnego. Szkoda więc, że tego nie mam, cokolwiek mogłoby to być – w jej spojrzeniu jest ten złowrogi blask, który zawsze sprawia, że boję się, co za chwilę powie albo zrobi. Jak pokazują dalsze słowa mojej siostry, obawa jest uzasadniona. – Zwłaszcza że ty zabrałaś coś mojego.
Przez moment wpatrujemy się w siebie, a w ciszy pokoju słychać nasze płytkie oddechy. Nie mam zamiaru potwierdzać, że nóż znalazł się w moim posiadaniu, ani go zwracać. Staram się więc wypełnić swoje słowa spokojem, którego we mnie nie ma.
– Oddaj ją, Alice.
Moja siostra przechyla głowę i patrzy mi bez mrugnięcia prosto w oczy.
– Nadal nie wiem, o co ci chodzi.
Wściekłość aż we mnie kipi. Ona dobrze wie, w czym rzecz. Ale ja nie mam wyboru – muszę wyraźnie powiedzieć, co mam na myśli, inaczej przez całą noc będę stać w pokoju Alice i bawić się w zgadywanki. [...]
Stojąc twarzą w twarz z siostrą, nie znajduję słów. Mój gniew ustąpił miejsca głębokiej, dręczącej obawie. Skoro ja nie mam listy… i Alice naprawdę jej nie ma…
Komu jeszcze mogłaby się przydać rzecz tak niebezpieczna i mroczna?


4.
Odwracam się do Soni i Luisy.
– Zostańcie tutaj. Cokolwiek by się działo, nie wychodźcie z domu. - Biorę płaszcz, otwieram drzwi i wychodzę na przejmujący chłód.
Obchodzę wkoło dom i widzę, że stoją na brzegu rzeki. Zbiera się na deszcz. Zatrzymuję się i patrzę w niebo, a wtedy zimna kropla spada na mój policzek.
Zaczynam biec.
Suknie oplątują mi się wokół kostek, kiedy tak pędzę dróżką wykładaną kamieniem. Z daleka widzę, że Alice stoi kilka kroków od Henry\’ego. Chyba nie dzieje się nic złego. Przez chwilę myślę, że może jestem w błędzie. Nie robią nic innego, jak rozmawiają.
W tym momencie niebo otwiera się z trzaskiem i zaczyna lać deszcz. W jednej chwili włosy mam przylepione do głowy i coraz trudniej mi się poruszać w przemoczonych sukniach. Lecz Alice i Henry nadal stoją nieporuszeni nad brzegiem rzeki, jakby grzali się w blasku słońca. Nie zwracają uwagi na strumienie deszczu, w których mokną. Teraz wiem, że nie pomyliłam się. Zmuszam nogi do coraz szybszego biegu.
Nie stoją na kamiennym nabrzeżu, zeszli już nad samą rzekę. Za blisko wody myślę. Choć musieli zauważyć, że zbliżam się w ich stronę, żadne z nich na mnie nie patrzy. Dyszę, staram się złapać oddech. Jestem o kilka metrów od nich.
– Co robicie? – pytam, przekrzykując deszcz, mimo że wiem, po co Alice przywiozła tu Henry\’ego.
Przez chwilę żadne z nich nie udziela odpowiedzi. Patrzą na siebie, jakby nikt inny nie istniał. W końcu odzywa się Alice.
– Odejdź, Lia. Jeszcze możesz się wycofać. Pozwól mi porozmawiać z Henrym. Załatwię wszystko tu i teraz.
Przyglądam się Henry\’emu naprawdę dokładnie i wzbiera we mnie gniew. Siedzi na wózku, wydaje się mniejszy niż zwykle, skulony na deszczu. Wygląda jak kot, którego kiedyś wykąpaliśmy w beczce za stajnią. Z zimna szczęka zębami. Ma na sobie tylko marynarkę.
– To tak samo moja sprawa, jak i twoja, Alice. Nie masz wstydu, wzięłaś Henry\’ego na deszcz? – podchodzę, chcąc go zabrać do ciepłego, bezpiecznego domu. Całą resztą można się zająć później.
Alice wkracza pomiędzy nas.


5.
Tym razem przed położeniem się nie oglądam nadgarstka. Nie chcę wiedzieć, czy znamię wciąż tam jest. Czy się zmieniło. Czy jest bardziej wyraźne lub ciemne. Wślizguję się do łóżka i zapadam w ciemność, nie myśląc już więcej.

Kiedy jestem na pograniczu, w miejscu, przez które przepływamy, nim świat rozmyje się w sen, słyszę szept. Na początku słychać tylko moje imię, a głos przyzywa mnie gdzieś z daleka. Ale szept narasta, przeradza się w wiele głosów, a wszystkie mamroczą tak szybko, tak gorączkowo, że tylko od czasu do czasu udaje mi się zrozumieć pojedyncze słowa.

Rośnie i rośnie, domagając się mojej uwagi, aż w końcu nie mogę ignorować go ani chwili dłużej. Siadam wyprostowana, a ostatnie wyszeptane słowa odbijają się echem w jaskiniach mojego umysłu.(…)\”