wtorek, 5 lutego 2013

Rick Riordan - "Czerwona Piramida"

Źródło
Tytuł: Czerwona Piramida
Autor: Rick Riordan
Trylogia: Kroniki Rodu Kane
Część: 1/3 ("Czerwona Piramida", "Ognisty Tron", "Cień Węża")
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: luty 2011
Liczba stron: 544

Opis: Od śmierci matki Carter i Sadie są sobie niemal obcy. Dziewczyna mieszka z dziadkami w Londynie, jej brat natomiast podróżuje po świecie z ojcem, wybitnym egiptologiem doktorem Juliusem Kane. Pewnej nocy doktor Kane zabiera Cartera i Sadie na „eksperyment naukowy” do British Museum, w nadziei że uda mu się z powrotem połączyć rodzinę. Zamiast tego jednak uwalnia egipskiego boga Seta, który skazuje doktora na wygnanie, a jego dzieci zmusza do ucieczki. Wkrótce Sadie i Carter odkrywają, że budzą się wszyscy bogowie Egiptu, a najgorszy z nich – Set – chce zniszczyć rodzinę Kane. Aby go powstrzymać, dzieci muszą podjąć niebezpieczną podróż po całym świecie. Będzie to zadanie, które przybliży je do prawdy o rodzinie i ujawni jej powiązania z tajnym stowarzyszeniem istniejącym od czasów faraonów.

Rick Riordan - pisarz, który moje serce podbił serią "Percy Jackson i bogowie olimpijscy", a później jeszcze bardziej powiększył miłość sagą "Olimpijscy Herosi", uchodzony przeze mnie za Mistrza Literatury Młodzieżowej, któremu najchętniej stawiałabym ołtarzyki w pokoju i składała hołdy, oraz równocześnie człowiek, który jest moim autorytetem i idolem, raz jeszcze wprowadził zamęt w moim sercu. Tym razem serią "Kroniki Rodu Kane" opowiadającej... no właśnie? O czym i o kim?

Źródło
Myślę, że fabuły nie muszę jakoś bardziej przybliżać, gdyż doskonale ukazuje ją opis. Głównymi bohaterami jest dwójka nastolatków: rodzeństwo: Sadie i Carter. Co skłoniło mnie do sięgnięcia po tę pozycję? Oczywiście moje uwielbienie wszystkiego co wywodzi się z pióra Riordana. Ale muszę przyznać, że długo się wahałam, zanim zaczęłam ją czytać. Egipscy bogowie nigdy mnie nie interesowali jakoś bardziej. Zawsze moje serce biło szybciej dla Greków i Celtów, choć oczywiście o starożytnym Egipcie również co nieco czytałam. Ponadto przypominałam sobie dziecięce czasy, kiedy to zasiadałam przez telewizorem i oglądałam nowe odcinki "Papirusa". Gdy nadarzyła się okazja, otrzymania darmowej książki, w moje ręce wpadła "Czerwona Piramida". Oczywiście od razu zabrałam się do czytania.

Historia rodzeństwa Kane rozpoczyna się oczywiście z wielkim hukiem. Jednakże znów pan Rick zaskakuje swoją oryginalnością i prezentuje nam książkę spisaną na podstawie... nagrania, które otrzymał od Sadie i Cartera. Całkiem fajny pomysł, zwłaszcza, że dokładnie co dwa rozdziały, rodzeństwo przekazuje sobie nawzajem mikrofon, przez co możemy poznać obydwie perspektywy. Dobre rozwiązanie bo te postacie prezentują nam zupełnie inne punkty widzenia. Może jest to spowodowane tym, że mają inne "moce i zdolności", a ponadto różnią się od siebie. Jak na ludzi, których łączą ze sobą geny, jakoś mało mają ze sobą wspólnego...

Źródło
Wychowywali się osobno. Sadie u dziadków w Londynie, a Carter podróżując po świecie z ojcem. Spotykali się raz do roku w Święta. Wystarczało im to, bowiem nie czuli się ze sobą dobrze. Jak to brat i siostra sprzeczali się, a ich wybuchy prowadziły do ogólnego chaosu. Może ich zwady były spowodowane w głównej mierze przez odmienność charakterów. Sadie jest impulsywną dziewczyną, pewną siebie, nieco zadufaną, choć lojalną, wierną, gotową walczyć o swoje. Nie waha się, szybko podejmuje decyzje, jest odważna, sprytna i bystra. Ma ostry język. Nie ma wyzwania, któremu by nie sprostała. No może poza zamianą w kanię... ale o tym później. Carter natomiast różni się od siostry całkowicie. Przede wszystkim ma inny odcień skóry, przez co niewiele ludzi wie o łączącym ich pokrewieństwie. Jest odważny, choć nie zawsze. Raczej spokojny, rozsądny, mądry, miły i całkiem słodki. Moją sympatię wzbudzili obydwoje, jednakże byłam fanką rozdziałów z perspektywy Sadie, może dlatego, że nieraz pojawiał się w nich tajemniczy, ciemnowłosy, przystojny chłopak...

Ich przygoda rozpoczyna się w noc kiedy ich ojciec - Julius Kane, uwalnia pięć bóstw. Przy czym jeden więzi go i powoduje, że znika ze świata dobrze znanego dzieciom. Set, który reprezentuje zło w najczystszej postaci, zaczyna grozić Sadie i Carterowi, więc ta dwójka postanawia zmierzyć się z nim. Nie wiedzą jednak, że kiedy Julius uwolnił bóstwa, dwoje z nich "wpadło" w ciała rodzeństwa. Orientują się w sytuacji, kiedy uświadamia im to Bastet - urocza bogini kotów, która okazuje się być kimś w rodzaju "ochroniarza" wynajętego przez matkę i ojca Sadie i Cartera. Mnie osobiście oczarowała swoim stylem bycia, więc oczywiście również zalicza się do grona moich ulubieńców literackich. Ale powracając do treści książki... w ciele Sadie zagościła Izyda - bogini magii, a w ciele Cartera - Horus - bój wojny. Obydwoje przyprawiają rodzeństwo o ból głowy, ale dzięki nim, dzieci zyskują potężne moce, potrzebne im do walki ze złem. Między innymi możliwa jest zmiana w ptaki... co w przypadku chłopca wywołuje radość, a w przypadku jego siostry... cóż. Raczej nie jest zadowolona z tego daru. Ale nie zdradzam powodu jej niechęci.

Źródło
W każdym razie... książka jest po prostu genialna. Rick Riordan po raz kolejny pokazał, że mitologię starożytnych w świetny, łatwy i przyjemny sposób można połączyć z współczesnymi czasami. Nie ma kłopotu w wyobrażeniu  sobie realiów książki, zwłaszcza, że rzecz dzieje się w realistycznym świecie. Oprócz tego czytelnik ma możliwość zapoznania się z mnóstwem informacji o starożytnym Egipcie i to bez potrzeby nurkowania w wikipedię i słowniki, które mogą być uciążliwe dla niejednego. Zabawny, lekki język jakim posługuje się autor wciąga tak, że nie sposób uwolnić się od świata egipskich bogów i historii. Czasem człowiek ma wręcz wrażenie, że sam uczestniczy w wydarzeniach i akcjach, jakie przytrafiają się młodym magom.

Oczywiście w powieści jest też wątek romantyczny. A nawet dwa. I ze strony Cartera i ze strony Sadie. Nie chcę zdradzać kim są ich obiekty westchnień, ale muszę wam powiedzieć, że chłopak, w którym zadurzyła się Sadie jest także moim wymarzonym ukochanym. Razem z Percy'm Jacksonem oczywiście. I tu kolejna sprawa, dzięki której kocham Ricka Riordana: sprawił, że nie dość, iż niemal uwierzyłam w istnienie bogów egipskich to jeszcze sprawnie połączył wszystko tak, żeby ich obecność na Ziemi nie kolidowała z obecnością także greckich i rzymskich bóstw. Nie pytajcie jak to zrobił - mistrzowskie zagranie, o którym sami się musicie przekonać.

Źródło
Nie jestem w stanie nie polecić tej książki. Jest tak cudowna i wspaniała, że po prostu jej przeczytanie można uznać za obowiązek! Myślę, że przede wszystkim polecam ją fanom Riordana. Nie zawiodą się. Ponadto osoby, które choć trochę interesują się starożytnym Egiptem i tamtejszą kulturą powinny się z nią zapoznać. Uważam jednak, że czytelnik, który po prostu chce się oderwać od codzienności i przeżyć prawdziwą przygodę ze wspaniale wykreowanymi postaciami, znajdzie w Trylogii Kronik Rodu Kane coś dla siebie. Mnie ta powieść całkowicie urzekła i usidliła przez parę godzin w fotelu. Raz jeszcze zastanowiłam się, czy przypadkiem nie jestem uzależniona od książek Riordana...

Na koniec dodam, iż niedawno, bo tydzień temu dorwałam w swoje ręce kolejne dwie książki Trylogii i powiem wam, że było w nich jeszcze więcej akcji i miłosnych napięć oraz nieuchronnych decyzji i egipskich bogów niż dotychczas. I o ile to możliwe - moje uwielbienie dla pióra autora osiągnęło apogeum. Nie sądzę, aby jakikolwiek inny pisarz wzbudzał we mnie takie emocje i uczucia. No i - taki zachwyt.

Gorąco polecam i pozdrawiam,
Sherry

10/10

„- Sprawiedliwość nie oznacza, że wszyscy dostają to samo- odparł tato. - Sprawiedliwość oznacza, że wszyscy dostają to, czego potrzebują.”