wtorek, 2 października 2012

Lauren Kate - "Zakochani"

Tytuł: Zakochani
Autorka: Lauren Kate
Seria: Uzupełnienie serii "Upadli"
Liczba stron: 224
Wydawnictwo: MAG
Moja ocena: 8/10

Opis: Co sprawia, że serce bije wam trochę szybciej? Oto „Zakochani”, cztery nigdy wcześniej nieopublikowane opowiadania, złożone przez Lauren Kate w jedną opowieść i osadzone w średniowieczu.
„Zakochani” przedstawiają czytelnikom szeroko dyskutowane, ale nigdy dotąd nieopisane szczegółowo historie bohaterów „Upadłych”, przeplatające się z epickim romansem Luce i Daniela. Te opowiadania to „Miłość w najmniej spodziewanej chwili: walentynki Shelby i Milesa”, „Lekcje miłości: walentynki Rolanda”, „Płomienna miłość: walentynki Arriane” oraz „Niekończąca się miłość: walentynki Daniela i Lucindy”.


Od razu, na wstępie chciałabym napomnieć o tym iż jest to powieść dla tych, którzy czytali książki: "Upadli", "Udręka" oraz "Namiętność", gdyż jest to dodatek do tej serii. (Najlepiej przeczytać to przed "Uniesieniem".) Dla ludzi, którzy z ową, nie mieli do czynienia nie polecam.

Muszę zacząć od okładki oczywiście. Jest piękna i bardzo ładnie pasuje do całej kolekcji "Upadłych". Jako, że posiadam wszystkie cztery części to mogę podziwiać cudowne grzbiety powieści, które ślicznie się obok siebie układają. 

Dlaczego kupiłam tę książkę? Z tych samych powodów co serię Upadłych. Pomyślałam, że skoro wielbię to co powstaje z pióra Lauren Kate to muszę mieć i ''Zakochanych'' , dopełnienie cyklu o Danielu i Luce. Szczerze powiedziawszy nie zawiodłam się. Książka jest krótka, nad czym ubolewam, (zwłaszcza za tak kosmiczną cenę!) w niektórych momentach akcja bardzo się ciągnęła, objawiało się to pewną monotonią, ale dlaczego mi się spodobała i postanowiłam jej dać Aż 8/10? Proste. Moimi ulubieńcami serii, pominąwszy oczywiście główną trójkę bohaterów: Luce, Daniela i Cama, są Ronald i Arianne. W tej książce poznajemy ich trochę bardziej. Możemy zobaczyć, że ich życie też nie należało do udanych, a miłość to właśnie ich skrzywdziła najbardziej.

1. Pierwsze opowiadanie według mnie było dość... banalne. Choć z drugiej strony równie wciągające jak pozostałe. Uważam, że tę książkę KAŻDY kto czytał Upadłych powinien przeczytać ponieważ to co się stało w tej książce z Shelby i Milles'em jest zbyt ważne, żeby tego nie wiedzieć, sięgając po ostatnią część cyklu: ''Uniesienie''. 

Nefilim po długiej podróży, której celem było znalezienie Luce, postanawiają wrócić do swojej szkoły, a jednak jakimś przypadkiem lądują w Średniowieczu gdzie z początku trudno im się odnaleźć. Z czasem jednak wychodzi na jaw, że łączy ich jakaś szczególna więź... że przebywanie w swoim towarzystwie sprawia im przyjemność... 
Czeka na nich sporo niespodzianek, zwłaszcza gdy odkryją, że niedaleko kręci się poprzednie wcielenie ich przyjaciółki oraz, że potrzebują anioła by im pomógł utworzyć Głosiciela, przez którego młodzi mogliby wrócić do swoich czasów.  Kto podejmie się tego zadania?

2. Opowiadanie Ronalda było cudowne. Wreszcie mogłam poznać swojego ulubieńca bardziej. Jego historia mnie dogłębnie wzruszyła. Mieliśmy tu styczność z wielką miłością, cierpieniem, opuszczeniem i samotnością. Rosalina była dopełnieniem Ronalda, a to co się stało wstrząsnęło nim i wreszcie sobie mogliśmy uświadomić, że będzie go to męczyć przez całe stulecia... 

Mój ulubiony bohater doświadczał w tym opowiadania prawdziwych katuszy widząc jak miłość jego życia prowadzi życie z innym. Powrót do przeszłości okazał się dla niego prawdziwą męką... ale któż by przypuszczał, że pod fasadą tego sługi Lucyfera kryje się tak zranione serce? Chyba tylko jego najlepsza przyjaciółka... Arianne. 

3. Miłość owej anielicy i Tess była niemal tak wielka jak miłość Daniela i Luce. Tyle że miłość Arianne była od początku skazana na porażkę. Byłam tak załamana tym jak to wszystko: rany, krew, demonica wpłynęły na nią, że podziw dla niej osiągnął apogeum. To, ze mimo złamanego serca była wierna i oddana przyjaciołom a przede wszystkim sprawie Daniela ... niesamowite, niewiarygodne, piękne. 

Nie powiem, przeżyłam pewien wstrząs czytając to opowiadanie, ale podejrzewam, że nie tylko ja. Nie do końca wiedziałam o co chodzi dopóki wszystko nie przybrało normalnych obrotów. Bardzo się cieszę, że Lauren Kate opublikowała tę książkę bo dzięki niej mogłam zmierzyć się z tragiczną przeszłością mojej ulubionej bohaterki. 

4. Ostatnia historia opowiadała oczywiście o naszych głównych bohaterach. Luce i Danielu. Tym razem dziewczyna przeżyła efekt ''3d'' ze swoim średniowiecznym wcieleniem: Lucindą. Lucindą, która miała złamane serce i nie mogła pozbyć się paraliżującej tęsknoty i smutku wynikającego z nieobecności swego ukochanego. Razem z nią podążamy na uroczystość Świętego Walentego w której udział biorą także Shelby, Milles, Arianne i Ronald. Ale to właśnie wtedy Luce i Lucinda przeżywają najpiękniejsze Walentynki swojego życia. Wśród piwonii, świec, lasu... i blasku fiołkowych oczu. 

Ten fragment podobał mi się szczególnie. Byłam strasznie szczęśliwa, że przynajmniej historia jednego wcielenia miała jakieś pozytywy i to dość odczuwalne. Całemu rozwojowi akcji towarzyszyła nutka tajemniczości, która bardzo szybko sprawiła, że fragment zaliczyłam do ulubionych.

Książka jest naprawdę dobra, uświadamia nam że miłość to nie tylko radość, ale i cierpienie oraz poświęcenie, choć zawsze pozostaje nadzieja na lepsze jutro. Jednak ślad uczucia pozostaje na duszy na zawsze, choćby nie wiadomo jak ktoś chciałby się tego pozbyć o czym uświadamiają nam Ronald i Arianne nauczeni własnym doświadczeniem.


Cała akcja wszystkich opowiadań jest utrzymana w średniowiecznym klimacie co mnie bardzo cieszyło, i dzieje się właśnie w okresie Dnia Świętego Walentego. Dodatkowo byłam bardzo zadowolona z obecności Cama w opowiadaniach, ponieważ jego postać przybliżała nam wszystko i sprawiała, że czułam pewien dreszczyk, szczególnie że to właśnie wtedy jego mroczna strona i cierpienie były ukazane. 


Muszę jeszcze dodać, że po przeczytaniu ostatnich zdań Epilogu zrozumiałam coś. To, że więź między Arianne i Ronaldem oraz ich wspieranie się nawzajem i wzajemna troska pozwoliła im przeżyć trudne chwile. Zrozumiałam, że nie zawsze do szczęścia potrzebna jest miłość, ale najlepszy przyjaciel gotowy w każdym momencie stanąć po twojej stronie i wyleczyć niewidzialne rany. Dlatego cieszę się, że ta dwójka ma siebie nawzajem bo jestem pewna że razem daleko zajdą i poradzą sobie we wszystkim. 


Polecam i pozdrawiam.
Sherry.

8/10

PS. Przepraszam za słabą jakość tej recenzji, ale ostatnio jestem okropnie rozkojarzona. :) Postaram się poprawić. Buziaki :*