wtorek, 30 października 2012

Celine Kiernan - "Zatruty Tron"

Tytuł: Zatruty Tron
Autorka: Celine Kiernan
Seria: Trylogia Moorehawke
Tom: 1/3
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 424
Moja ocena: 8,5/10
Opis: Pierwsza część przygodowej trylogii dla młodzieży osadzona w średniowiecznych realiach.
Piętnastoletnia Wynter Moorehawke, córka Obrońcy Tronu, powraca z ponurych Krain Północy w rodzinne strony i z przerażeniem odkrywa, że w dotąd spokojnym i tolerancyjnym królestwie nastały mroczne czasy. Intrygi, tortury i bezpardonowa walka o władzę stały się stałym elementem dworskiego życia, a wszelki opór wobec króla jest brutalnie tłumiony. Wynter staje przed trudnym wyborem – poddać się królewskiej woli czy z narażeniem życia walczyć o przywrócenie ładu w królestwie?
Wciągająca powieść przygodowa o dworskich intrygach, polityce i miłości, osadzona w średniowiecznej Europie.


Już na wstępie pragnę zaznaczyć, że opis nie oddaje w pełni tego co się dzieje w książce więc proszę się nim zanadto nie kierować. 

Może zacznę od okładki. Nie ma szału, jednakże podoba mi się ukazanie głównej bohaterki jako dziewczyny potrafiącej walczyć o to czego pragnie, gotowej poświęcić siebie by ocalić tych, których kocha. Zastosowana tutaj zieleń bardzo ładnie współgra z czcionką użytą w tytule. Jednym słowem - ja jestem jak najbardziej usatysfakcjonowana. 

Po "Zatruty Tron", mimo iż jest z gatunku fantasy, który bardzo lubię, sięgnęłam z dystansem i co ciekawe, całkiem przypadkowo. Pewnego bowiem dnia, jechałam sobie i postanowiłam wstąpić do księgarni gdyż już od dawna polowałam na pewną książkę. Nie zobaczywszy jej na półkach wpadłam w pewnego rodzaju złość bo z pewnością, dużo osób zna to uczucie kiedy powieść czasami stoi na półce w księgarni miesiącami, a jak nagle decydujemy się ją kupić, tajemniczo znika.W każdym razie coś takiego przytrafiło się mi, a że nie chciałam wracać do domu z pustymi rękoma, wzięłam powieść pierwszą z brzegu i pobiegłam do kasy. Długo zwlekałam z rozpoczęciem tej książki, gdyż jeszcze w aucie zaczęłam czytać pierwszy rozdział i... nie zachwycił mnie. A jednak w pewnym momencie postanowiłam wziąć się za to i zaczęłam przewracać kolejne strony. Ku mojemu zdziwieniu "Zatruty Tron" okazał się powieścią jedną z sympatyczniejszych jakie czytałam i zachwycił mnie. 

Główną bohaterką jest Wynter - piętnastoletnia dziewczyna, która po wielu latach wraca do krainy gdzie niegdyś mieszkała razem z ojcem - Lorcanem Moorehawke, Obrońcą Tronu i bliskim przyjacielem króla Jonathona. Gdy jednak dociera na miejsce zauważa, że wszystko się zmieniło od czasu kiedy była tam ostatni raz. Znajomości z duchami stały się zakazane, koty tajemniczo zniknęły, a jej jeden z jej najbliższych przyjaciół, przepadł bez wieści. Dodajmy jeszcze do tego dziwną chorobę nękającą jej ojca, księcia Raziego - który był kiedyś dla niej niczym brat, a teraz może stać się dziedzicem tronu, króla terroryzującego mieszkańców swojego królestwa i nowego znajomego - Chrisa, a otrzymujemy nastolatkę, która wie, że nie może zostawić tak tej sytuacji. 

Przez pierwsze strony tej powieści trudno się przebić, akcja toczy się straszliwie wolno, czuć swego rodzaju nudę i monotonność, a jednak z biegiem kartek okazuje się, że trafiliśmy na wspaniałą książkę, której akcja na dodatek, toczy się w Średniowieczu - do którego ja osobiście mam słabość. 

Bohaterka przez wszystkie rozdziały będzie walczyć o przywrócenie dawnej świetności swemu domu, ale ile można zrobić mając przeciwko sobie nieposkromionego króla? Bardzo polubiłam zastosowaną tutaj trzecioosobową narrację gdyż pomogła nam wczuć się w fabułę i dała możliwość zagubienia się w klimatach fantastycznego świata wykreowanego przez panią Kiernan. Poza tym plusem były też bardzo od siebie różne charaktery postaci, począwszy od odważnej, stanowczej, ale też wrażliwej Wynter, a skończywszy na nieco cynicznym, aroganckim, choć słodkim Chrisie, który podbił moje serce już w pierwszym dialogu. 

Nie jest to romans wyciskający łzy z oczu, a jednak można poczuć tu wątek miłosny, naprawdę romantyczny. Oprócz tego mam wrażenie, że dla pani Celine ważniejsze było ukazanie walki i prawdziwej wartości przyjaźni, aniżeli romansu, z czego oczywiście bardzo się cieszę bo wyszło jej to perfekcyjnie. Większych zastrzeżeń do "Zatrutego Tronu" nie posiadam z czego też jestem dumna, bo niewiele powieści z gatunku fantasy potrafi aż tak podbić moje serce. 

Książka ta skutecznie potrafi przekonać czytelnika do zapoznania się z treścią drugiej, co oczywiście jest w moich planach. Po skończeniu tej ma się wrażenie niedosytu, a poza tym, mamy całą masę pytań, na które zabrakło odpowiedzi. Nie mogę się doczekać aż w moje ręce wpadnie "Królestwo Cieni", a później "Zbuntowany Książę", który jest finałem Trylogii pani Kiernan. Bardzo polecam tę powieść ludziom, którzy choć trochę lubią fantasy lub po prostu nie przeszkadza im występowanie magii w tle. Czeka na nich bowiem cudowna lektura, od której trudno się uwolnić... 

Polecam gorąco i pozdrawiam.
Sherry.

8,5/10

sobota, 27 października 2012

Jenny Pollack - Kleptomanka


Kleptomanka - Jenny Pollack
Autor: Jenny Pollack
Tytuł: Kleptomanka
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 2011r
Ilość stron: 279
Ocena: 8/10

Jenny Pollack dorastała w Nowym Jorku. Ukończyła High School of Performing Arts i Bernard Collage. W latach osiemdziesiątych zdobywała w sklepach Fiorucci, Macy’s, Saks, Bloomingdale, Betsey, Johnson, Particie Fields, Reminiscene, Aca Hoe, Parachute i kto wie gdzie jeszcze. Od tego czasu już nic nie zdobyła. Wciąż jest najlepszą przyjaciółką swojej najlepszej przyjaciółki. Mieszka na Brooklynie razem z męzem Robem, synem Chartem i dwoma kotami. „Kleptomanka” to jej debiut.

Po książkę sięgnęłam przez wzgląd na okładkę. Spodobała mi się. Dziewczyna stojąca z torbami pełnymi zakupów. Postanowiłam przeczytać, chociaż ani autorka ani tytuł nie były mi znane.
Zapewne zadajecie sobie pytanie co oznacza tytuł. Kleptomanka, to nic innego, jak osoba uzależniona od kradzieży.
W powieści „Kleptomanka” są dwie przyjaciółki Julie. Są to piętnastoletnie dziewczyny.

 Julie Braverman jest najfajniejszą osobą, jaką Julie Prodsky spotkała. Może wracać do domu o dowolnej porze, wie wszystko o chłopakach i nosi ciuchy, za które ich niejedna rówieśniczka dałaby się zabić. Otwiera przed przyjaciółką nieznany dotąd świat flirtu, wolności i mody.
Kiedy okazuje się, że imponująca kolekcja ubrań dziewczyny to wynik kradzieży w sklepach, Julie P. jest pod wrażeniem. Wkrótce sama stanie się właścicielką tak zdobytych strojów. Zyska też nowego chłopaka. Wszystko dzięki Julie B.

Dziewczynę dopadają jednak wyrzuty sumienia. Czy przyjaźń dwóch Julie dobiegnie końca, jeśli jedna z nich przestanie kraść?


Dziewczyny zaczynają się przyjaźnić. Spędzają ze sobą bardzo dużo czasu. Julie B. wyznaje przyjaciółce, że te wszystkie (no prawie wszystkie) rzeczy ukradła. Julia P. jest pod wielkim wrażeniem. Dziewczyny umawiają się na wspólne „zakupy”. Julie P. początkowo boi się i nie chce kraść. Jednak pod wpływem przyjaciółki przełamuje się i zdobywa coraz więcej ubrań i nie tylko.
Tak ją to wciąga, że przestaje się kontrolować, nie umie przestać zdobywać. Dopiero dramatyczne wydarzenie wpływa na nią pozytywnie i kończy z tym.

Autorka poruszyła temat kradzieży. Została ona ukazana bardzo przekonywująco. Te wszystkie sceny opisujące kradzież i to, jak one to robią wydają się być bardzo realistycznie. Zapewne osoba, która nie ma pojęcia o kradzieży, nie napisałaby tak świetnej książki.

Julie B. to jedna z najładniejszych i najpopularniejszych dziewczyn z LS. Jest pewna siebie, Am mnóstwo znajomych, przyciąga chłopaków jak magnes. Gdyby tego było mało, świetnie się ubiera, ma bardzo ładne i modne ciuchy. Przyjaźni się z Julią P. Kradnie. Ma zły wpływ na przyjaciółkę.

Julie P to dziewczyna z domu, w którym ciągle toczą się kłótnie między rodzicami. Z siostrą również nie potrafi się dogadać. Przyjaźni się z Julią B. to jedna z najlepszych rzeczy, jakie się jej przydarzyły w życiu. Pod jej wpływem, dziewczyna zaczyna zdobywać rzeczy (przeważnie ubrania) ze sklepów.

Czytając powieść, miałam wrażenie, że jest to książka oparta na faktach. Jak się później okazało, miałam rację. Nikt, kto nie ma pojęcia o kradzieży, nie napisałby tak wiarygodnej powieści. Książka, gdy już się ją zacznie czytać, wciąga niesamowicie. Bardzo trudno było się od niej oderwać…

wtorek, 23 października 2012

Richelle Mead - "Melancholia sukuba"



Tytuł: Melancholia sukuba (Succubs blues)
Autorka: Richelle Mead
Seria: Georgina Kincaid
Tom: 1/6
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 336
Moja ocena: 8/10
Opis: Sukub to chyba najlepsze zajęcie, jakie można sobie wymarzyć w piekle. Ma się wtedy wszystko: seksapil, umiejętności zmiany postaci, fantastyczne ciuchy oraz to, że każdy facet umarłby za jedno spojrzenie lub dotyk (i faktycznie często tak to się kończy).
Jednak życie Georginy Kincaid, sukuba z Seattle, nie jest tak ekscytujące, jak mogłoby się wydawać. Georgina nie jest przekonana, że uwodzenie śmiertelników i wysysanie z nich energii życiowej to najlepsze zajęcie dla dziewczyny takiej jak ona. Zdecydowanie bardziej wolałaby poszukać swojej bratniej duszy (a może to nieśmiały autor kryminałów?).
Tylko co zrobić, żeby tej bratniej duszy od razu nie uśmiercić, kiedy w Georginie weźmie górę natura sukuba?
Romantyczne marzenia o prawdziwej miłości będą musiały jednak zaczekać: w demonicznym podziemiu Seattle ktoś zaczyna zabijać nieśmiertelnych…


Dziś postanowiłam wziąć się za recenzowanie tej oto książki. Uwielbiam styl pisania i pomysły autorki, która zresztą jest jedną z moich ulubionych, więc nie spodziewajcie się dużo krytyki w mojej ocenie. Postaram się zachować obiektywizm, jednakże niczego nie mogę obiecać.

Georgina Kincaid od kilku już stuleci jest sukubem - demonem, który potrafi przybierać kształty pięknych kobiet by w następnej kolejności, uwodzić mężczyzn i wydzierać z ich dusz energię życiową. Nasza bohaterka, nie jest jednak zadowolona z tej części swojej natury. Sukubem stała się z powodu winy, jaka dręczyła ją w przeszłości i nie za dobrze czuje się wykorzystując jednostki ludzkie, dlatego na swoje ofiary wybiera tylko drani, którzy i tak już są skazani na piekło, a nie porządnych facetów mających szansę na lepsze życie i pośmiertne i aktualne. Jednak co się stanie jeśli coś w jej sercu nagle zakwitnie? Jeśli magnetyczne przyciąganie do pewnego mężczyzny weźmie górę nad rozsądkiem? Jeśli ktoś obudzi w niej uczucia, których nie czuła od paru setek lat?

Georgie nie jest słabą, kruchą dziewczynką, która nie wie co ze swoim życiem zrobić, a silną, odważną, pewną siebie kobietą z cudownym usposobieniem, specyficznym humorem, gotową oczarować czytelnika swoimi ripostami i pomysłami. Nie zdarza jej się użalać nad sobą, można powiedzieć, że doświadczenie nauczyło ją co robić, a czego nie. Oprócz swojej demonicznej pracy, ma jeszcze jedną, a mianowicie pracuje w księgarni i odnosi sukcesy zarówno zawodowe jak i towarzyskie. Narracja pierwszoosobowa przybliża nam jej historię z przeszłości, kiedy to była jeszcze człowiekiem, dzięki czemu możemy poznać powody, którymi się kierowała przy podpisywaniu wiecznego traktatu z diablikiem, przez który stała się sukubem.

Bohaterka świetnie wprowadza nas w fabułę powieści i prowadzi do końca, tak że wszystko jest zrozumiałe i łatwe do wyobrażenia. Dzieli się z nami swoimi myślami, wewnętrznymi rozterkami i całą resztą. Dzięki wspaniałemu stylowi pisarki, książkę czyta się szybko i lekko. Nie ma w niej żadnego głębszego dna, ale mimo wszystko lektura ta sprawia, że czytelnik zaczyna pałać do niej sympatią. Bohaterowie są wspaniale wykreowani, zresztą jak w każdej powieści pani Mead, jak choćby Akademii Wampirów. Każdej z postaci autorka poświęca jak największą ilość czasu, a rozmowy pomiędzy bohaterami są wprost magiczne. Mają sens, a nie to co niektóre dialogi we współczesnych powieściach. W tej serii nie spotkamy tylko sukubów i ich męskich odpowiedników - inkubów (część druga - Podboje sukuba) , ale też całą masę innych "istot", jak na przykład błyskotliwe, sprytne i cwane diabliki, nieobliczalne, ale urocze wampiry, irytujące, zabawne anioły czy też tajemnicze nefilim.

Fabuła oczywiście zawiera w sobie wątki paranormalne, ale też, ku mojej uciesze - kryminalne! W Seattle - gdzie toczy się akcja, ktoś zaczyna mordować nieśmiertelnych.Cała ta sprawa jest osnuta mgłą tajemnicy i tak naprawdę żaden bohater nie kwapi się by poinformować Georgie i jej przyjaciół co się dzieje, dlatego sukubica sama postanawia odkryć prawdę. Ten wątek jest naprawdę rozbudowany i świetnie wymyślony. Szczegóły idealnie się ze sobą nakładają, a rozwiązanie od początku jest nieoczywiste. Ta książka jest też romansem, dlatego i wątek miłosny pojawia się w tle, a Georginę przez całą książkę będą dręczyć rozterki z tym związane, tak więc sprawy i prywatne i można powiedzieć "zawodowe" świetnie się ze sobą komponują.  Nie miałam nawet szansy oderwać się od lektury gdy zorientowałam się, że czytam ostatnią stronę.

Oczywiście od razu sięgnęłam po kolejne tomy i szybko przekonałam się, że są równie dobre (jeśli nie lepsze), jak "Melancholia sukuba". Seria jest naprawdę przyjemna, zawiera w sobie pewien urok, który to potrafi rozsiewać w swoich powieściach Richelle Mead. Bez trudu mogłam oderwać się od rzeczywistości i przenieść swój umysł do Seattle gdzie oczarował mnie Carter, gdzie podbił moje serce Roman, gdzie Georgie wraz z przyjaciółmi odkrywała sekrety nadnaturalnego świata.

Kiedyś już zaznaczyłam, że jedyne co mnie irytuje w książkach autorki tej serii, jest to, że bohaterki zawsze wybierają mężczyznę, za którym ja nie przepadam, a odtrącając tych, których kocham, np. Adrian - w Akademii Wampirów. Tak czy inaczej , po skończeniu Sukubiej Sagi i po przeczytaniu ostatniego zdania w książce "Odkrycie sukuba" byłam pełna sprzecznych emocji, które targały mną przez dobre parę dni, ale nie powiem do jakich wniosków doszłam w tym temacie. To trzeba przeczytać, bo wszystko ma w sobie jakiś sens.

Na koniec muszę dodać, iż tą książkę polecam czytelnikom starszym, jako że w powieści tej występują sceny, można powiedzieć, dopełniające zawód sukuba.

Polecam i pozdrawiam.
Sherry.

8/10

piątek, 19 października 2012

Aneta Nawrot - "Czternaście dni tygodnia"

Czternaście dni tygodnia - Aneta Nawrot

Autor: Aneta Nawrot
Tytuł: Czternaście dni tygodnia
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania 2012
Ilość stron 268
Ocena 8/10

Wiosna 2010 roku. Niebo nad Europą spowite jest mgłą i pyłem z wulkanu, który kilka dni wcześniej wybuchł na Islandii. Paraliż na większości nie tylko europejskich lotnisk. Zamknięte powietrzne korytarze…
Grupa turystów z Polski zostaje zatrzymana w Hurghadzie, gdzie musi spędzić niezaplanowany turnus. Wśród nich czterdziestoletnia okulistka z Częstochowy i architekt z Krakowa.
A do tego Egipt ze swoim niepowtarzalnym klimatem. Wszystko to tworzy romantyczno–sensacyjną przygodę.
Pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, trzymająca w napięciu historia, w której nietuzinkowe postaci, namalowane z humorem, czasami też złośliwie, w sytuacjach niespodziewanych, kryzysowych ujawniają skrywane pragnienia i namiętności, zaskakujące ich samych.

Autorka powieści porusza temat wakacji w Egipcie, podczas gdy w Polsce trwa żałoba narodowa. Jak każdy pamięta, wiosna 2010 była bogata w niezbyt przyjemne wydarzenia. Najpierw rozbił się samolot w Smoleńsku, gdzie zginęło bardzo dużo ludzi ważnych dla naszego kraju. Potem wybuch wulkanu na Islandii i odwołanie większości lotów. Cała Europa zostaje sparaliżowana.
W takiej właśnie sytuacji znajduje się główna bohaterka powieści pani Anety Nawrot. Podczas gdy w Polsce mają miejsce takie rzeczy, Kalina Nowicka, czterdziestoletnia okulistka spędza wakacje w Egipcie.
Problematyka utworu została ukazana bardzo wiarygodnie. Myślę, że mogłaby być to powieść oparta na faktach i najprawdopodobniej tak jest. 
Grupa turystów z Polski spędzająca wakacje w tropikalnym kraju ma wracać do Polski. Na lotnisku okazuje się jednak, że ze względu na wybuch wulkanu odwołano wszystkie loty. Wczasowicze muszą niespodziewanie przedłużyć sobie urlop. Kalinie wcale się to nie podoba.  Ma już dosyć Egiptu i chce wracać do kraju.
Poznaje Pawła, architekta, z którym spędza coraz więcej czasu. W trakcie dodatkowych wakacji poznają się coraz lepiej a nawet zakochują się w sobie nawzajem. Jednak na drodze do szczęścia bohaterów staje była żona Pawła, Małgorzata, która zdaniem Kaliny dalej go kocha i chce do niego wrócić. Po drodze czekają Was również różnego rodzaju niespodziewane sytuacje oraz niesamowite zwrotu akcji. Jak zakończy się historia Kaliny, Pawła i Małgorzaty?

Paweł to architekt mieszkający w Krakowie. Do Egiptu przyjechał na prośbę swojej byłej szwagierki, Beaty. Kalina od samego początku mu się podobała. Z biegiem czasu oboje się w sobie zakochują. Spędzają ze sobą bardzo dużo czasu. 

Kalina to czterdziestoletnia okulistka z Częstochowy. Do Egiptu przyjechała na prośbę swojej pani psycholog. Ma dorosłego syna oraz męża, z którym chce się rozwieść. W Egipcie poznaje Pawła, który na początku strasznie ją irytuje, później jednak zmienia do niego nastawienie, przez wspólne spędzanie czasu. Dodatkowy tydzień w Egipcie całkiem odmieni jej życie. 
Zarówno Kalina jak i Paweł są wykreowani bardzo wiarygodnie. Przedstawiają prawdziwych ludzi, Polaków, którzy otrzymują "w prezencie" drugi tydzień wakacji w cudownym, tropikalnym kraju.

Pani Nawrot pisze bardzo zrozumiałym i prostym językiem. Podczas czytania nie trzeba dużo myśleć. Jest to lekka lektura dla niewymagających. 
Okładka jest bardzo ładna i idealnie pasuje do tej powieści. Kolory są stonowane, bardzo miłe dla oka. Tytuł również przykuwa uwagę. 
Z autorką wcześniej nie miałam okazji się zapoznać. Muszę jednak przyznać, że spodobał mi się jej styl i na pewno w przyszłości, jeśli będzie taka okazja, bardzo chętnie przeczytam inne jej powieści. 

"Czternaście dni tygodnia" to świetna książka dla osób, które lubią tego typu powieści. Dzieło pani Anety wciągnęło mnie niesamowicie i na pewno będę miło wspominać. 

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk i S-ka, za co z całego serca dziękuję.





Dziękuję Wam za to ponad 10.000 wejść i ponad 900 komentarzy. Jest to dla mnie naprawdę wielkie szczęście, że przez 5 miesięcy aż tylu się Was nazbierało. Dziękuję również za 171 obserwatorów. To dla mnie naprawdę wielkie wyróżnienie móc mieć Was aż tyle. 
Jeszcze raz DZIĘKUJĘ! 

wtorek, 16 października 2012

Barbara Baraldi - "Scarlett"

Tytuł: Scarlett
Autorka: Barbara Baraldi
Tom: 1
Dostępny: Tom 2 - Scarlett. Pocałunek demona.
Liczna stron: 336
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Moja ocena: 2/10
Opis: Scarlett ma szesnaście lat i właśnie przeprowadziła się do Sieny. Zostawiła za sobą wakacje, swoją najlepszą przyjaciółkę i kiełkującą miłość do Matteo… W nowej szkole poznaje Umberto, który od razu okazuje jej zainteresowanie, jednak Scarlett odkrywa, że jej koleżanka z ławki Caterina jest w nim skrycie zakochana. Co wybrać: miłość czy przyjaźń? Odpowiedź przychodzi sama podczas szkolnego koncertu, kiedy na scenę wchodzi chłopak o oczach jasnych jak lód i ich wzrok spotyka się w tłumie. Mikael, basista zespołu Dead Stones, pojawia się przy niej w najbardziej niespodziewanych momentach, by za chwilę zniknąć, a Scarlett nie potrafi oprzeć się jego magnetycznemu spojrzeniu.
Jednak Mikael jest zbyt piękny i zbyt niezwykły, by mógł być prawdziwy: tylko Umberto zdaje się znać jego sekret, lecz nie udaje mu się ostrzec Scarlett…
Niedługo potem w szkole ma miejsce niewyjaśnione morderstwo, a Scarlett pada ofiarą przerażającego ducha o płonących oczach.
Kim naprawdę jest Mikael? Jej aniołem stróżem czy prześladującym ją demonem?


Na wstępie pragnę zaznaczyć, że moja opinia jest jedną z nielicznych, która nie zachęca do kupna tej książki, wręcz przeciwnie, więc jeśli zastanawiacie się nad kupnem to lepiej zapoznajcie się z innymi recenzjami i dopiero wtedy podejmijcie decyzje. Nie chciałabym, żebyście przez moją złą ocenę stracili szansę na przeczytanie tej książki, gdyż możecie być jednymi z tych, którym się ona spodoba. Dziękuję.

Dlaczego kupiłam tę książkę? Działały na to trzy przyczyny. Pierwszą  były zapewnienia znajomej, że mi się ona spodoba, gdyż według niej, jest to wspaniała lektura. Do drugiej można zaliczyć wiele, naprawdę wiele dobrych opinii na temat tej powieści, które mogłam przeczytać niejednokrotnie na wielu stronach.A trzecią była przecena w księgarni. Tak właśnie obydwie książki pani Barbary trafiły na moją półkę i zapewniam, że długo na niej nie postoją gdyż mam zamiar się ich pozbyć.

Okładka jest przeciętna, choć nie powiem - ten księżyc ma w sobie jakąś moc. Napisy na niej są ciekawe i zapewne zachęcają do przeczytania. Opis nie jest tragiczny, choć też nie ma w nim nic oryginalnego, ale akurat w dzisiejszych czasach trudno o to. Muszę przyznać, że okładka drugiej części mimo wszystko jakoś bardziej mi się podobała. Niestety estetyka w powieściach to nie wszystko. Bardziej liczy się treść... więc skoro mowa o tym...

Gdy sięgałam po tę książkę byłam nastawiona do niej bardzo pozytywnie i optymistycznie więc jaka była moja wściekłość kiedy spotkałam zupełnie co innego. Od tamtego czasu niemal do wszystkiego podchodzę z dystansem. O autorce, z tyłu książki piszą, iż jest ona "najwyższą autorką nowego nurtu włoskiej powieści gotyckiej", więc te słowa każą mi się zastanawiać jaki poziom we Włoszech mają książki oraz jakie gnioty tam czytają. Niemalże im współczuję.

Nie wiem co zraziło mnie do tej lektury. Na pewno nie czas teraźniejszy bo przecież niejednokrotnie czytałam "Ognistą" i "Niewidzialną" oraz są one jednymi z moich ulubionych, więc do tego nie mam jakichś specjalnych zarzutów. Chyba najbardziej irytowało mnie to, że główna bohaterka - Scarlett zachowywała się jak dziecko. I tu po raz kolejny się zastanawiam jaka młodzież jest we Włoszech? Czy tylko pani Barbaldi tak sobie wymyśliła swoją postać czy też kreowała ją na czyjeś podobieństwo?

Mam wrażenie, że jedyne co łączy mnie z bohaterką to miłość do książek oraz umiłowanie gwiazd i nocnego nieba. Scarlett jest tak denerwującą postacią, że nieraz miałam ochotę po prostu podrzeć tę powieść i wyrzucić ją przez okno, jednak powstrzymywała mnie myśl, że mogę ją komuś odsprzedać, a za te pieniądze kupić coś lepszego.Oprócz tego, główna bohaterka ma tak beznadziejne, wręcz banalne problemy, że nic tylko załamać ręce i płakać nad jej głupotą.  Już nie wspominając o tym, że wyżej wymieniona, lamentuje kiedy "podłe, wstrętne dziewuchy" zabierają jej ulubioną piłeczkę i nie chcą oddać. Och no i jak tu żyć bez zabaweczki? Przepraszam za sarkazm, ale naprawdę jestem w podłym nastroju.

W każdym razie... bohaterowie są płytcy jak talerze, ich wypowiedzi są pełne sztuczności, a opisy autorki? Tragedia. Co mnie za przeproszeniem, obchodzi, że dziewczyna po raz kolejny ubiera swoją ulubioną bluzeczkę, którą, nawiasem mówiąc, można by sprzedać w sklepie dla dzieci? Fabuła to czysta okrutność ze strony autorki. Wszystko słodkie, piękne i proste. Aż wieje tym szczęściem.

Oczywiście nie może zabraknąć idealnego chłopaka, który nie interesował się żadną dziewczyną dopóki nie spotkał  JEJ. Przyznam, że Michael jest w pewien sposób intrygujący, tak samo Vincent i jego dziewczyna, ale nie oczarowali mnie na tyle aby moja ocena wynosiła więcej niż obecna.

Jeśli jesteśmy już przy tej książce to nie będę opisywać akcji, tak jak to zwykle robię przy recenzowaniu bo po prostu mi się nie chce. Jak myślę, że mam wrócić do wspominania tej powieści to mi się niedobrze robi. Aczkolwiek jeśli miałabym oceniać część drugą dałabym 3/10 gdyż była już troszkę lepsza, ale i tak mnie zawiodła i rozczarowała.

Dwa słowa: Nie polecam.

Przepraszam fanów tejże powieści, że tak ostro skrytykowałam ich ulubioną książkę, ale najwyraźniej nie jest ona dla mnie. Nie mój typ. Nie mój gatunek. :)

Pozdrawiam.
Sherry.

2/10


piątek, 12 października 2012

Danielle Steel - "Siostry"



Autor: Danielle Steel
Oryginalny tytuł: Sisters
Tytuł:
Siostry
Wydawnictwo: Świat Książki
Data produkcji: 2008r
Liczba stron:
336
Moja ocena książki: 10/10*
 
Danielle Steel to amerykańska pisarka, której książki czytają kobiety na całym świecie. Każda z jej ponad 60 powieści trafiała na czołowe miejsca bestsellerów.
Jest to pierwsza moja książka tej autorki. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z jej twórczością. Powieść poleciła mi bibliotekarka, która stwierdziła, że na pewno mi się spodoba. Nie byłam tego pewna, zwłaszcza, gdy przeczytałam opis wydawcy. Nie miałam pojęcia, czego mam się spodziewać i czy mi się spodoba.

Głównymi bohaterkami są cztery siostry Adams: Candy, Annie, Tammy i Sabrina.

Candy, najmłodsza z sióstr ma 21 lat. Jest światowej sławy supermodelką. Już od siedemnastego roku życia pracuje jako modelka. Podróżuje po całym świecie, odbywa sesje zdjęciowe w różnych zakątkach świata, począwszy od Paryża, a na Japonii skończywszy.

Annie ma 26 lat, mieszka we Florencji, w malutkim mieszkanku na poddaszu. Nienawidzi psów. Jest malarką. Brała lekcje rysunku. Nie wyobraża sobie życia bez malowania. Malarstwo jest jej całym życiem. Nie wyobrażała sobie, że mogłaby przestać robić to co kocha.

Tammy jest trzecią siostrą z kolei od najmłodszej. Ma 30 lat. Od trzech lat jest producentką programu rozrywkowego w Los Angeles. Nie ma szczęścia w miłości. Ma psa, Juannitę – miniaturową suczkę rasy chihuahua.

Sabrina ma 34 lata. Jest najstarsza z sióstr. Pracuje jako adwokat w jednej z najlepiej prosperujących kancelarii i Nowym Jorku. Specjalizuje się w prawie rodzinnym. Spotyka się od trzech lat z Chrisem, który podobnie jak ona jest adwokatem i pracują w tej samej kancelarii.

Siostry mieszkają z dala od rodziców i domu rodzinnego. Starają się przynajmniej kilka razy w roku odwiedzić swoich rodziców, których naprawdę bardzo kochają. Tym razem jadą na 4 lipca. W domu miało być zorganizowane przyjęcie. Dziewczyny bardzo cieszą się, że znów będą mogły się spotkać. Bardzo stęskniły się za sobą i swoimi rodzicami. 4 lipca, w dniu, kiedy miało być przyjęcie zdarza się wypadek, w którym uczestniczą Annie i jej matka. Życie dziewczyn i ojca odwróci się o 180 stopni.

Książka jest rewelacyjna. Dawno nie czytałam czegoś innego, niż książek, gdzie głównym wątkiem jest miłość bohaterów. Ta książka uświadamia mi, że najważniejsze w życiu to mieć rodzinę, bez której wszystko byłoby trudniejsze. Dla rodziny warto poświęcić wszystko, nawet karierę, na którą bardzo ciężko i długo pracowaliśmy.

Tytułowe siostry, to naprawdę cudowne kobiety. W obliczu tragedii, jaką jest śmierć matki i można powiedzieć kalectwo jednej z sióstr, umieją się zjednoczyć i działać razem. W takich chwilach najważniejsza jest dla nich rodzina. Wszystko inne schodzi na dalszy plan.

Podziwiam dziewczyny, które po stracie najbliższej osoby, jaką jest matka, potrafią się przełamać i pomóc swojej siostrze, która odniosła poważne uszkodzenia. Musiały powiedzieć jej o śmierci ukochanej matki oraz o tym, że już nigdy nie będzie mogła malować. Musiały uświadomić jej, że jej życie już nigdy nie będzie takie jak było, lecz nie można się poddawać.

Każda z nich chce pomóc na miarę swoich możliwości. Mim wielkiej tragedii jaka je spotkała, potrafią zatrzymać trzeźwy umysł i pocieszyć innych. Starają się robić wszystko co w ich mocy, aby życie znów nabrało sensu. Postanawiają wynająć kamienicę na rok i zamieszkać razem, aby pomóc Annie. Każda z nich rezygnuje ze swojej kariery i poświęca się. Dla nich w tym momencie najważniejsza jest siostra.

Po zastanowieniu się, ile osób będących w takiej samej, lub podobnej sytuacji, zdecydowało się na taki krok, aby porzucić karierę i zaopiekować się swoimi najbliższymi. Myślę, że takich osób znalazłoby się bardzo niewiele i można by było policzyć ich na palcach u jednej ręki. Mimo tego, że przeważnie wszyscy jednoczymy się w bólu po stracie kogoś bliskiego, wątpię, aby ktoś chętnie i bez wahania zrezygnował z życia zawodowego na rzecz rodziny.

Książkę czytało mi się naprawdę bardzo dobrze. Nie spodziewałam się, że aż tak przypadnie mi do gustu. Jestem pewna, że pozostanie w mojej pamięci jeszcze przez bardzo długi czas.
Podczas czytania nie mogłam pohamować łez. Zwłaszcza na początku. Tak bardzo, nie przeżywałam jeszcze żadnej książki.
Jestem pewna, że po tym spotkaniu z twórczością pani Danielle Steel przeczytam jeszcze nie jedną książkę, powstałą z jej pióra.
Polecam ją wszystkim. Naprawdę warto. Gwarantuję Wam, że nie będziecie żałować.

*Dałabym więcej, niż 10, ale skala na to nie pozwala.

środa, 10 października 2012

Kendare Blake - "Anna we krwi"


Autor: Kendare Blake
Tytuł: „Anna we krwi”
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok napisania:2011
Rok wydania w Polsce: 2012
Liczba stron: 318
Moja ocena książki: 7/10

Po kolejnym udanym polowaniu na ducha zwanym „autostopowiczem z dwunastki” Cas razem z matką czarownicą i potrafiącym wyczuć obecność zjaw kotem, przeprowadza się do Ontario, do Thunder Bay. Jego nowym celem staje się Anna Korlov – zamordowana w 1958 roku dziewczyna zwana „Anną we krwi”. Pierwszego dnia w szkole Cas postanawia dowiedzieć się czegoś na jej temat. W tym celu zaprzyjaźnia się z tzw „królową roju” Carmel Jones. Podczas powrotu do domu Cas wyczuwa ,że ktoś go śledzi. A mianowicie tym kimś jest Thomas Sabin – telepata potrafiący czytać w myślach. Chłopak zaprasza go do baru sushi i rozmawiają. Okazuje się  ,że tego wieczoru organizowana jest  impreza . Miejscem spotkania ma być wodospad Kakabeka. Podczas melanżu Cas postanawia zaciągnąć Carmel w ciche miejsce i wydusić z niej informacje na temat miejscowych duchów. Po chwili zjawia się także „armia trojan” w której skład wchodzi Mike, Chase, i Will. Drwią sobie z Casa ,a następnie opowiadają o Annie. Kilka minut później są już w drodze do domu ,który zamieszkuje ta sławna zjawa. „Armia trojan” podstępem wpycha Casa do środka (uderzają go deską w głowę i podczas gdy chłopak traci przytomność wrzucają go tam) Po ocknięciu się Cas zauważa ,że w jego kierunku zmierza  upiór ,a mianowicie dziewczyna w ociekającej krwią sukience. Anna wciąga przez okno Mike a następnie rozrywa go na pół. Carmel, Chase i Will zdołają uciec. Cas jest pewien swojej śmierci. Jednak z jakiegoś powodu zjawa postanawia go oszczędzić. Ostatecznie z domu wyciąga go Thomas ,który od dawna wszystkiemu się przyglądał. Cas postanawia raz na zawsze rozprawić się z Anną. Jednak okazuje się ,że za maską potwora skrywa się obłożona klątwą dziewczyna.

Jeśli o mnie chodzi to książka totalnie nie trafiła w moje gusta. Nienawidzę powieści o duchach! Jednak przychylne opinie zachęciły mnie do kupna. Książka sama w sobie jest ciekawa jednak mi strasznie się dłużyła (z pewnością przez to ,że nie była w moim typie) Jakoś w połowie miałam już jej serdecznie dość jednak zmusiłam się do dalszego czytania ,gdyż chciałam się dowiedzieć jak to wszystko się skończy. Na szczęście przynajmniej końcówka zrobiła się interesująca.Chociaż gdyby nie brać pod uwagę tych wszystkich duchów ro książka jest naprawdę fajna.

Muszę przyznać ,że strasznie zdziwiła mnie silna więź jaka połączyła Casa i Annę. Nie spodziewałam się ,że powstanie z tego tak paranormalny związek.  Pomimo tych wszystkich zabójstw bardzo polubiłam Annę. Zamiast krwiożerczym potworem okazała się smutną dziewczyną obrzuconą klątwą. Jej historia była przykra (UWAGA SPOILER) ,gdyż została zamordowana przez własną matkę i jej partnera. A to wszystko przez to ,że ta stara wiedźma uznała jej białą sukienkę za nieprzyzwoitą.

A teraz opowiem wam dlaczego Cas postanowił polować na duchy. Kilka lat temu jego ojciec został w przeraźliwy sposób zabity przez zjawę ,na którą sam polował. Cas postanowił kontynuować rodzinną tradycję i sam został „pogromcą duchów”. Już od paru lat przygotowywał się na spotkanie z tym najgorszym i najokropniejszym z upiorów (mordercą jego ojca) Zaraz po pokonaniu Anny miał dokonać na nim zemsty. Jednak wszystko potoczyło się zupełnie inaczej.

Bohaterowie (wybrani)
Anna Korlov – zamordowana w 1958 roku, obłożona klątwą dziewczyna ,która zabija każdego kto postawi nogę w jej domu.
Tezeusz Cassio „Cas” Lowood  – pogromca duchów, z niewiadomych powodów Anna postanawia go oszczędzić.
Carmel Jones- przyjaciółka Casa. Najpopularniejsza dziewczyna w szkole.
Thomas Sabin  - telepata potrafiący czytać w myślach, przyjaciel Casa. Zakochany w Carmel.
Mike Andover -  szkolny osiłek, bejsbolista, były chłopak Carmel. Zamordowany przez Annę
Chase Putnam – przyjaciel Mike i Willa
Will Rosenberg- przyjaciel Mike  i Chasa

Jak już wyżej wspomniałam książka strasznie mi się dłużyła (serio miałam większy zapłon przy czytaniu „Krzyżaków”) Jednak uważam ,że przyczyną tego była moja niechęć do powieści o duchach. Książka jest napisana prostym językiem i myślę ,że fanowi zjaw na pewno się spodoba. Jest trochę drastyczna jednak da się przez to wszystko przejść. Mimo ,że to nie moje klimaty, jestem ciekawa jak potoczyły się dalsze losy Casa i Anny.Ogółem mówiąc książka wydaje się być horrorem jednak niespecjalnie strasznym (jak dla mnie)

Inne wersje okładki:





wtorek, 9 października 2012

Sherrilyn Kenyon - "Rozkosze Nocy"

Tytuł: Rozkosze Nocy
Autorka: Sherrilyn Kenyon
Seria: Mroczni Łowcy
Tom: 1
Liczna stron: 432
Wydawnictwo: MAG
Moja ocena: 9/10
Opis: Pierwszy tom najsłynniejszej serii o wampirach Mroczni łowcy. Czy kiedykolwiek zastanawiałaś się, jak to jest być nieśmiertelną? Wędrować wśród nocy polując na wampiry, która żerują na ludziach? Mieć nieograniczone bogactwa, nieograniczoną moc? Oto moje życie, mroczne i niebezpieczne. Odgrywam bohatera dla tysięcy, ale nikt mnie nie zna. I uwielbiam każdą minutę swojego życia.

Ta książka wpadła w moje ręce całkiem przypadkowo. Jako, że pewnego pięknego dnia w empiku była promocja zakupiłam dwie książki, a były to: "Taniec z diabłem" oraz "Pocałunek nocy". Niedługo potem okazało się, że jest to trzecia i czwarta część tej serii więc ogarnięta ciekawością i poczuciem obowiązku, zamówiłam sobie także część pierwszą i drugą. Paczka z książkami przyszła zaledwie w piątek, a ja już w sobotę wzięłam się za czytanie i... nie mogłam się oderwać.

Zacznijmy od okładki, która wzbudza wiele negatywnych ocen wśród czytelniczek. Otóż wszystkie są zdania, że jest na niej nasz demon seksu, ale od razu chcę was zapewnić, że to NIE ON. Główny bohater, nasz przystojny Łowca był przecież blondynem! Mnie powiem szczerze, okładka nie odrzuca. Nie jest piękna, ale intryguje i przyciąga wzrok. A szczególnie podoba mi się ten czerwony znak w tle.

Amanda - czarownica nie uznająca swoich mocy jest księgową z ósemką sióstr na głowie. Ma nudne życie i bardzo jej to pasuje. Nie lubi niebezpieczeństw, akcji, szaleństwa i chaosu. A już na pewno nie wierzy swojej bliźniaczej siostrze Tabby, która twierdzi, że poluje na wampiry. Mandy jest zdania, że cała jej rodzina zwariowała. Poza tym jest na nich wściekła gdyż niedawno rozleciał jej się związek z Cliffem - który miał zostać jej mężem, dopóki nie poznał rodziny swojej narzeczonej.

Pewnej nocy demon "Desi" porywa Amandę, a gdy kobieta się budzi odkrywa, że jest przykuta łańcuchami do bardzo atrakcyjnego, seksownego, urokliwego blondyna, który z czasem okazuje się Mrocznym Łowcą. Ich wzajemne przyciąganie oraz dokuczanie sobie nawzajem nieco utrudnia oswobodzenie się z więzienia, a jednak jakimś cudem im się udaje. Ale cóż z tego skoro łączy ich coś niezniszczalnego? Łańcuch Hefajstosa może rozbroić jedynie sam bóg lub klucz do niego. Zakładnicy szukają wyjścia z krępującej sytuacji, ale czy w głębi siebie naprawdę chcą się rozdzielić wiedząc, że później już najprawdopodobniej nigdy się nie spotkają? Pytane za 100 punktów.

Kyrian jest mężczyzną z bardzo trudną przeszłością. Zdradzony przez wszystkich, którzy się dla niego liczyli wie, że już nigdy nikomu nie może zaufać. Jakimś cudem jednak Amadna wywołuje w nim uczucia, których nie czuł od ponad dwóch tysięcy lat, kiedy to stał się Mrocznym Łowcą - "chłopcem na posyłki" Artemidy - która w oczach Archerona - pierwszego Łowcy , jest uznawana za potwora.

Fabuła jest powalająca, trzyma w napięciu i jest niemalże nieprzewidywalna. Bohaterowie zarówno pierwszo jak i drugoplanowi są genialnie wykreowani. Każdy ma swoje słabości, swoją przeszłość, swoje życie, a jednak historie wszystkich, jakimś cudem się ze sobą łączą. Wplątanie w fabułę mitologii było niezwykłym pomysłem, który pokochałam od pierwszych stron. Przedstawione tam bóstwa bardzo mnie urzekły, a szczególnie trudny charakter Artemidy - bogini łowów.

Język autorki jest przemiły, książkę szybko się czyta, a do tego wzbogacona jest o poczucie humoru, dzięki któremu lektura wcale nie była nudna. W całość przeplatane są jeszcze sceny erotyczne więc sugeruję żeby po tę powieść sięgali czytelnicy starsi. Poza tym jestem niezmiernie ucieszona widząc, że części kolejne tej niezwykłej serii będą opowiadać o bohaterach poznanych w tej części jak choćby o Talonie. Mogę was zapewnić, że biorę się do czytania kolejnych tomów jak tylko skończę tą recenzję.

Cóż mogę zrobić jak tylko polecić tę książkę? Pani Kenyon jest naprawdę uzdolnioną pisarką i wprost nie mogę się doczekać kolejnego spotkania z jej powieścią. Jedyne co mnie irytowało w tej książeczce to przeciąganie sprawy z Desiderusem. Nieraz po prostu miałam ochotę sama wejść do akcji tej książki i go zabić bo miałam go serdecznie dość.

Paranormal-romance w najpiękniejszym wydaniu.

Polecam i pozdrawiam.
Sherry.

9/10

wtorek, 2 października 2012

Lauren Kate - "Zakochani"

Tytuł: Zakochani
Autorka: Lauren Kate
Seria: Uzupełnienie serii "Upadli"
Liczba stron: 224
Wydawnictwo: MAG
Moja ocena: 8/10

Opis: Co sprawia, że serce bije wam trochę szybciej? Oto „Zakochani”, cztery nigdy wcześniej nieopublikowane opowiadania, złożone przez Lauren Kate w jedną opowieść i osadzone w średniowieczu.
„Zakochani” przedstawiają czytelnikom szeroko dyskutowane, ale nigdy dotąd nieopisane szczegółowo historie bohaterów „Upadłych”, przeplatające się z epickim romansem Luce i Daniela. Te opowiadania to „Miłość w najmniej spodziewanej chwili: walentynki Shelby i Milesa”, „Lekcje miłości: walentynki Rolanda”, „Płomienna miłość: walentynki Arriane” oraz „Niekończąca się miłość: walentynki Daniela i Lucindy”.


Od razu, na wstępie chciałabym napomnieć o tym iż jest to powieść dla tych, którzy czytali książki: "Upadli", "Udręka" oraz "Namiętność", gdyż jest to dodatek do tej serii. (Najlepiej przeczytać to przed "Uniesieniem".) Dla ludzi, którzy z ową, nie mieli do czynienia nie polecam.

Muszę zacząć od okładki oczywiście. Jest piękna i bardzo ładnie pasuje do całej kolekcji "Upadłych". Jako, że posiadam wszystkie cztery części to mogę podziwiać cudowne grzbiety powieści, które ślicznie się obok siebie układają. 

Dlaczego kupiłam tę książkę? Z tych samych powodów co serię Upadłych. Pomyślałam, że skoro wielbię to co powstaje z pióra Lauren Kate to muszę mieć i ''Zakochanych'' , dopełnienie cyklu o Danielu i Luce. Szczerze powiedziawszy nie zawiodłam się. Książka jest krótka, nad czym ubolewam, (zwłaszcza za tak kosmiczną cenę!) w niektórych momentach akcja bardzo się ciągnęła, objawiało się to pewną monotonią, ale dlaczego mi się spodobała i postanowiłam jej dać Aż 8/10? Proste. Moimi ulubieńcami serii, pominąwszy oczywiście główną trójkę bohaterów: Luce, Daniela i Cama, są Ronald i Arianne. W tej książce poznajemy ich trochę bardziej. Możemy zobaczyć, że ich życie też nie należało do udanych, a miłość to właśnie ich skrzywdziła najbardziej.

1. Pierwsze opowiadanie według mnie było dość... banalne. Choć z drugiej strony równie wciągające jak pozostałe. Uważam, że tę książkę KAŻDY kto czytał Upadłych powinien przeczytać ponieważ to co się stało w tej książce z Shelby i Milles'em jest zbyt ważne, żeby tego nie wiedzieć, sięgając po ostatnią część cyklu: ''Uniesienie''. 

Nefilim po długiej podróży, której celem było znalezienie Luce, postanawiają wrócić do swojej szkoły, a jednak jakimś przypadkiem lądują w Średniowieczu gdzie z początku trudno im się odnaleźć. Z czasem jednak wychodzi na jaw, że łączy ich jakaś szczególna więź... że przebywanie w swoim towarzystwie sprawia im przyjemność... 
Czeka na nich sporo niespodzianek, zwłaszcza gdy odkryją, że niedaleko kręci się poprzednie wcielenie ich przyjaciółki oraz, że potrzebują anioła by im pomógł utworzyć Głosiciela, przez którego młodzi mogliby wrócić do swoich czasów.  Kto podejmie się tego zadania?

2. Opowiadanie Ronalda było cudowne. Wreszcie mogłam poznać swojego ulubieńca bardziej. Jego historia mnie dogłębnie wzruszyła. Mieliśmy tu styczność z wielką miłością, cierpieniem, opuszczeniem i samotnością. Rosalina była dopełnieniem Ronalda, a to co się stało wstrząsnęło nim i wreszcie sobie mogliśmy uświadomić, że będzie go to męczyć przez całe stulecia... 

Mój ulubiony bohater doświadczał w tym opowiadania prawdziwych katuszy widząc jak miłość jego życia prowadzi życie z innym. Powrót do przeszłości okazał się dla niego prawdziwą męką... ale któż by przypuszczał, że pod fasadą tego sługi Lucyfera kryje się tak zranione serce? Chyba tylko jego najlepsza przyjaciółka... Arianne. 

3. Miłość owej anielicy i Tess była niemal tak wielka jak miłość Daniela i Luce. Tyle że miłość Arianne była od początku skazana na porażkę. Byłam tak załamana tym jak to wszystko: rany, krew, demonica wpłynęły na nią, że podziw dla niej osiągnął apogeum. To, ze mimo złamanego serca była wierna i oddana przyjaciołom a przede wszystkim sprawie Daniela ... niesamowite, niewiarygodne, piękne. 

Nie powiem, przeżyłam pewien wstrząs czytając to opowiadanie, ale podejrzewam, że nie tylko ja. Nie do końca wiedziałam o co chodzi dopóki wszystko nie przybrało normalnych obrotów. Bardzo się cieszę, że Lauren Kate opublikowała tę książkę bo dzięki niej mogłam zmierzyć się z tragiczną przeszłością mojej ulubionej bohaterki. 

4. Ostatnia historia opowiadała oczywiście o naszych głównych bohaterach. Luce i Danielu. Tym razem dziewczyna przeżyła efekt ''3d'' ze swoim średniowiecznym wcieleniem: Lucindą. Lucindą, która miała złamane serce i nie mogła pozbyć się paraliżującej tęsknoty i smutku wynikającego z nieobecności swego ukochanego. Razem z nią podążamy na uroczystość Świętego Walentego w której udział biorą także Shelby, Milles, Arianne i Ronald. Ale to właśnie wtedy Luce i Lucinda przeżywają najpiękniejsze Walentynki swojego życia. Wśród piwonii, świec, lasu... i blasku fiołkowych oczu. 

Ten fragment podobał mi się szczególnie. Byłam strasznie szczęśliwa, że przynajmniej historia jednego wcielenia miała jakieś pozytywy i to dość odczuwalne. Całemu rozwojowi akcji towarzyszyła nutka tajemniczości, która bardzo szybko sprawiła, że fragment zaliczyłam do ulubionych.

Książka jest naprawdę dobra, uświadamia nam że miłość to nie tylko radość, ale i cierpienie oraz poświęcenie, choć zawsze pozostaje nadzieja na lepsze jutro. Jednak ślad uczucia pozostaje na duszy na zawsze, choćby nie wiadomo jak ktoś chciałby się tego pozbyć o czym uświadamiają nam Ronald i Arianne nauczeni własnym doświadczeniem.


Cała akcja wszystkich opowiadań jest utrzymana w średniowiecznym klimacie co mnie bardzo cieszyło, i dzieje się właśnie w okresie Dnia Świętego Walentego. Dodatkowo byłam bardzo zadowolona z obecności Cama w opowiadaniach, ponieważ jego postać przybliżała nam wszystko i sprawiała, że czułam pewien dreszczyk, szczególnie że to właśnie wtedy jego mroczna strona i cierpienie były ukazane. 


Muszę jeszcze dodać, że po przeczytaniu ostatnich zdań Epilogu zrozumiałam coś. To, że więź między Arianne i Ronaldem oraz ich wspieranie się nawzajem i wzajemna troska pozwoliła im przeżyć trudne chwile. Zrozumiałam, że nie zawsze do szczęścia potrzebna jest miłość, ale najlepszy przyjaciel gotowy w każdym momencie stanąć po twojej stronie i wyleczyć niewidzialne rany. Dlatego cieszę się, że ta dwójka ma siebie nawzajem bo jestem pewna że razem daleko zajdą i poradzą sobie we wszystkim. 


Polecam i pozdrawiam.
Sherry.

8/10

PS. Przepraszam za słabą jakość tej recenzji, ale ostatnio jestem okropnie rozkojarzona. :) Postaram się poprawić. Buziaki :*