środa, 1 sierpnia 2012

Beata Wróblewska - "Jabłko Apolejki"


Jabłko Apolejki - Beata Wróblewska
Autor:Beata Wróblewska
Tytuł: Jabłko Apolejki
Wydawnictwo: Stentor
Rok wydania: 2007r.
Ilość stron: 144
Ocena: 10/10

Beata Wróblewska jest laureatką Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego za książkę "Małgosia z Leśniej Podkowy". Za Jabłko Apolejki otrzymała III nagrodę w Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren w 2007r.

Z autorką spotkałam się już przy powieści "Podróż z motylem", która bardzo mnie zachwyciła i chciałam przeczytać jeszcze inne książki tej autorki.

Jako, że Jabłko Apolejki zbierało same pochwały, postanowiłam właśnie na tą książkę. I tym razem również autorka mnie zachwyciła i nie ma mowy o jakimkolwiek żałowaniu.


Rodzina głównej bohaterki, Kasi, i jej sześcioletniej siostry Oli – pozostawiona przez ojca bez środków do życia i niepokojona przez jego wierzycieli – opuszcza dom i przenosi się do małego miasteczka, do babci. Dziewczęta, każda na swój sposób, muszą się odnaleźć w nowym środowisku. Nie jest to łatwe. Obydwie rozpoczynają naukę w nowych szkołach, wśród nowych twarzy. Kasia w dodatku przygotowuje się do matury i musi zdecydować o swoim dalszym życiu. Głównym jednak problemem, z którym boryka się ich rodzina, jest choroba średniego dziecka, prawie 13-letniego Jaśka, cierpiącego na autyzm. Dziewczęta walczą o akceptację i zrozumienie w nowym środowisku. Zanim jednak to osiągną, muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest dla nich naprawdę ważne. Z tej perspektywy obserwują swoje otoczenie, szukając prawdziwej przyjaźni i miłości. 
Książka bardzo umiejętnie dotyka spraw trudnych, z którymi borykają się współczesne nastolatki, nie tylko bohaterka powieści, ale także jej koleżanki i koledzy. Stawia pytania o wartość poświęcenia dla innych i możliwość przełamywania barier dzielących ludzi.

Książka bywa określana jako dla dzieci i młodzieży, jednak bez wątpienia świetnie odnaleźliby się w niej również dorośli. Autorka bardzo realistycznie wprowadza nas w świat rodziny chorego na autyzm Jaśka.

Kasia, tegoroczna maturzystka wraz z mamą, młodszym rodzeństwem i psem muszą przeprowadzić się do babci. Powodem przeprowadzki jest ojciec, a właściwie długi, których narobił i znikł. Dziewczyna poznaje nowych kolegów, Ola – sześciolatka również.

Kolejny raz spotykamy się z książką, gdzie autorka porusza bardzo ważny i trudny temat. Tym razem mamy do czynienia z dwunastoletnim Jaśkiem chorym na autyzm. Ostatnio bardzo często w telewizji, w reklamach pojawia się motyw autyzmu. Ale czym tak naprawdę jest ten autyzm? Kasia określiła to jako:

"Autyzm bywa czasem określany jako dziecięca odmiana Schizofrenii"

Aurorka bardzo wiarygodnie opisała tą chorobę. Z powieści dowiadujemy się o niej bardzo wiele. Pani Beata chciała przybliżyć nam świat chorych na autyzm. Muszę przyznać, że udało jej się to znakomicie.

Moją uwagę przykuło zachowanie całej rodziny i Michała – kolegi (?) Kasi. Wszyscy starają się zapewnić chłopcu jak najlepsze warunki. Wszyscy najbliżsi wspierają się nawzajem i troszczą o Jaśka.
Również Michał stra się zapewnić chłopcu wszystko co najlepsze. Zajmuje się nim i załatwia mu miejsce w specjalnym ośrodku.

Kasia jet tegoroczną maturzystką. Bardzo lubi czytać i interesuje się Literaturą. Bardzo kocha swoje rodzeństwo, rodziców (nawet ojca, który opuścił ich bez żadnego wytłumaczenia) i babcię, która przygarnęła ich do siebie.

Ola jest sześciolatką. Chodzi do zerówki. Jest wesołą, pogodną osobą, która również bardzo kocha swoją rodzinę. Ma swojego ukochanego psa, Boska. Wierzy, że jest zaczarowany.

Jasiek ma dwanaście lat i jest chory na autyzm. Czasami nie zauważa nikogo znajdującego się wokół niego. Ola bardzo chce go odczarować, jednak nie ma dobrego jabłka. Pomysł zaczerpnęła z ulubionej Baśni Kasi – Apolejka i jej osiołek.

Wszyscy bohaterowie są naprawdę bardzo wiarygodni. Autorka nie chciała ich jakoś specjalnie urozmaicać. Wolała, by pozostali realistyczni. Ma to na pewno duży wpływ na odbiór tego dzieła przez czytelników. Jeśli bohaterowie są realistyczni, historia również.

Ostatnio, już po raz któryś spotykam się z motywem choroby w książkach. Najpierw była choroba Fryderyka w "Pozłacanej rybce" ,potem Pipi z zespołem Downa w "Wyspie mojej siostry" i teraz autystyczny Jasiek.

Narracja powieści jest trzecioosobowa. Dzięki niej możemy obserwować życie Kasi i jej rodziny z boku. Bardzo lubię taki typ narracji.

Pani Beata Wróblewska pisze bardzo zrozumiałym językiem. Wciągnąć się jest strasznie łatwo. Ja osobiście przeczytałam ją w godzinę. Szkoda tylko, że jest taka krótka.

Okładka przedstawia osiołka, zapewne tego od Apolejki. Szata graficzna jest skromna, ale bardzo ładna. Zdecydowanie pasuje do tematyki książki.

Książkę polecam wszystkim, bez względu na wiek, czy preferencje czytelnicze. Myślę, że każdemu się spodoba :)

Bardzo dziękuję wydawnictwu Stentor za możliwość przeczytania i zrecenzowania tej wspaniałej powieści.